Wróć do katalogu

Angela

Rozstania też mogą być inspirujące,choć nie bezbolesne.

A.S., opublikowano , 21 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

-Będziesz na kolacji? -Postaram się. Krzysiek siedział do niej tyłem i zakładał buty. Codzienny widok który zdążył już wyryć się w jej pamięci. Czasami przyłapywała się na tym, że nie mogła przypomnieć sobie jego twarzy. To nie była jego wina. Jej też nie. Od dawna żyli obok siebie, a nie ze sobą. -Marta, zrobisz coś dla mnie? Podrzucisz te papiery? Dzisiaj masz zdaje się rozmowę, będzie ci po drodze. -Miałam wczoraj- Spojrzał na nią. Odwrócił się i spojrzał. Przez chwilę widziała jego zdziwione oczy. Tylko przez chwilę. -Coś musiało mi się pomylić, ale w takim razie i tak masz wolny dzień. Zrób to dla mnie, dobrze?- Jeszcze skrzypnięcie łóżka, kiedy pochyla się by pocałować ją na pożegnanie. W policzek, czoło, tym razem, gdzieś w okolicy lewej skroni. Tam gdzie trafi. Trzaśnięcie drzwiami, szum windy. Cisza. Wstaje i mówi: dzień dobry, do odbicia w lustrze. Dzisiaj nie jest łaskawe. Wczorajsza porażka zaowocowała kolejną zmarszczką. Jak tak dalej pójdzie, nim znajdzie pracę, będzie wyglądała jak mała zasuszona śliwka. Co Krzysztof w niej widział? Zresztą jakie to ma znaczenie. Cokolwiek to było i tak już tego nie ma. Zero magii, przyciągania. Zdążyła zapomnieć co to pożądanie i ekscytacja. Nie ma nic. Wzruszyła ramionami i włączyła radio. Co teraz? Dziwne, nie ma na nic ochoty. Stoi pośrodku kuchni, na zimnej podłodze i zastanawia się co ze sobą zrobić. Wykąpać się? Wyjść? Napić się kawy? Położyć się i przespać dzień? Gdyby tak mogła pociągnąć za nitkę. O tutaj, owinąć ją wokół palca i wyciągnąć na światło dziennie. Upierdliwa nitka tęsknoty za nie wiadomo czym. Może za świadomością że to błąd? Utknęła. Wypaliła się. Jesienne słońce grzało przyjemnie. Krew zaczęła krążyć w żyłach a czarne myśli rozpierzchły się. Na ulicy tętniło życie. Wsiadła w pierwszy nadjeżdżający autobus. Zawiózł ją do centrum. Najpierw zaniosła papiery Krzyśka, a resztę dnia postanowiła spędzić w mieście. Żeby tylko nie w domu, nie samej. Wszędzie była sama, ale między ludźmi to było mniej dotkliwe. Mogła pijąc kawę przysłuchiwać się rozmowom ludzi siedzących obok. Mogła przyglądać się parom spacerującym po parku. Mogła iść przez nikogo niezauważona, ale w zgodnym ulicznym nurcie. Była częścią czegoś ogromnego i mogła to poczuć idąc tak po prostu. Jak dobrze, że nie została w domu. Zatrzymała się przed witryna galerii. Przez chwilę przyglądała się odbiciu ulicy w szybie, a potem coś innego przykuło jej uwagę. Na wystawie był ogromny obraz. Z kolorowych płomieni wyłaniał się cień ukrzyżowanej kobiety, u jej stóp klęczała druga, z twarzą przyciśniętą do podbrzusza tej ukrzyżowanej. Dopiero przy dłuższym wpatrywaniu się, można było dostrzec postacie. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało jak gra kolorów. Fioletowo- czerwone szalejące ognisko. Marta była wstrząśnięta, ale nie mogła oderwać wzroku. Gdyby nie był taki ogromny, kupiłaby go bez namysłu. Nie ważne co powiedziałby Krzysztof. Wszystko w tym obrazie krzyczało, ogień oczyszczał, ból i nieokiełzane emocje. Dopiero widok postaci stojącej po drugiej stronie szyby, sprowadził Martę na ziemie. Od kiedy była obserwowana? Odeszła pospiesznie, zastanawiając się jak bardzo to co przeżyła przed chwilą odmalowało się na jej twarzy. Zażenowanie opuściło ją dopiero w niemal pustej sali kinowej. Półtorej godziny w ciemnościach podziałało uspokajająco. -Dzięki, że zaniosłaś te papiery, ale mogłaś zrobić to odrobinę wcześniej. -Nie mówiłeś, że to takie pilne. -A nie mogłaś się domyślić? Wstawiła talerze do zlewu i zostawiła Krzysztofa samego w kuchni. Włączyła telewizor i siadła na kanapie z podwiniętymi nogami. Mimowolnie zaczęła słuchać dyskusji na temat sztuki współczesnej. ...wyrok jaki zapadł w pani sprawie był na pewno zaskoczeniem. Pani prace są obecnie wystawiane w tylko w jednej galerii w kraju. Co pani zamierza? -Nic-niesamowicie niski i głęboki głos zelektryzował Martę. Kamera z prowadzącej przesunęła się po obrazach i wideo instalacji. -Ta galeria należy do mojej przyjaciółki i robię jej przysługę wystawiając prace właśnie u niej. Reszta tego kółka różańcowego może się stroszyć i gdakać ile chce. Mam na tyle wysokie poczucie własnej wartości, że nie bardzo mnie to obchodzi. Wierzę, że to co robię jest autentyczne i słuszne. Lata pracy w Holandii utwierdziły mnie w przekonaniu, że jestem dobra i moje prace mają ogromne znaczenie na światowym rynku sztuki. -Jest pani bardzo pewna siebie. Czy to że bazuje pani na skandalu nie jest odrobinę przestarzałym zabiegiem marketingowym? -Pierdol się... –Marta zakrztusiła się herbatą. Dopiero przy tych słowach kamera zatrzymała się na twarzy malarki. Niesamowicie opanowana, chłodna, piękna i całkowicie bezpłciowa twarz. I to klasyczne „pierdol się” wypowiedziane z takim ładunkiem erotyzmu, że Marta musiała zacisnąć uda. To ta twarz, ta osoba, ta... kobieta? To ona była świadkiem przebudzenia się Marty. Nigdy nie czuła się bardziej naga, niż gdy oglądała tamten obraz. Czy to możliwe tak głęboko przeżywać sztukę? Przypomniała sobie dreszcz, który przebiegł jej po plecach, gdy patrzyła na coś, czego nie rozumiała, zaledwie zarys, zamazane kontury, przelewające się kolory i fala emocji która na chwilę oderwała ją od rzeczywistości. Tym razem z ulgą pożegnała Krzysztofa. Idź już sobie, idź, powtarzała w myślach, chcąc się od niego uwolnić, ale jak na złość, chciał się kochać. Zrobiła to, dla siebie. Zamknęła oczy i kochała się tak, jak było to namalowane na obrazie. Kochała się w płomieniach, kochała klęcząc, kochała będąc ukrzyżowaną. Dopiero, gdy przy szczytowaniu otworzyła na moment oczy poczuła przeszywający ból, jakby w jej ciele naprawdę szalał ogień. Ta zmęczona, skupiona, wykrzywiona w orgazmie twarz jej męża tak ją zraniła. Każde z nich kochało się dla siebie. On miał swój świat, a ona dotychczas żyła strzępami jego świata. To był jego dom, odwiedzali jego znajomych, jeździli jego samochodem i żyli za jego pieniądze. Była elementem świata należącego do Krzysztofa. Starannie dobranym i teraz zapominanym. Stopniowo pokrywającym się kurzem. Już nie była tak atrakcyjna. Nie była jak wino, ani jak dzieło sztuki, nie zyskiwała z każdym dniem na wartości. Wręcz przeciwnie. Na szczęście w końcu wyszedł. Po wszystkim po prostu ubrał się i wyszedł. Nie bacząc na to, co przed chwila robili, jak co dzień, cmoknął ją po prostu w policzek. Zimno i mechanicznie. A ona tylko na to czekała. Zerwała się z łóżka i wbiegła prosto pod prysznic. Ubrała się starannie i wytuszowała rzęsy. Wreszcie będzie miała coś swojego, pójdzie i kupi ten obraz. Za pieniądze męża, a jakże, ale będzie należał tylko do niej. Przed wejściem do galerii przystanęła jeszcze na chwilę i na dole obrazu, na białej ramie, z boku odnalazła kartkę z nazwiskiem, Angela Blackie. -W czym mogę pomóc?- do Marty podeszła kobieta. Wyglądała dość przeciętnie. Maskujący krągłości garnitur i fryzurka przypominająca hełm. Do tego wąskie usta i przygaszone oczy. Marta straciła cały impet z którym tu przyszła. Kupienie tego obrazu miało być jak przyjęcie komunii, a do tego potrzebna jest wiara. Patrząc na tą kobietę, straciła jakąkolwiek wiarę w to, że może mieć ten obraz i nie pomyliła się. -Nie jest na sprzedaż. To moja prywatna własność i moja inwestycja. Zresztą to tylko kopia. Oryginał jest w Berlinie na obecnej wystawie. Znowu bijące z twarzy rozczarowanie sprawiło, że poczuła się niezręcznie. -Niestety, Angela Blackie jest artystką już na takim poziomie, że rzadkością jest, aby jakakolwiek jej praca była do kupienia w galerii, tym bardziej takiej jak moja. To, że są tutaj jej prace, zawdzięczam tylko temu, że znam ją osobiście. Otwierałam galerię, kiedy ona zaczynała karierę. Promowałam ją od początku. Odniosła wielki sukces, szkoda, ze nie w naszym kraju. -Dlaczego? -No cóż, niech pani sama zobaczy. Zbyt dużo nawiązań do symboliki katolickiej. Marta odetchnęła, kiedy udało się jej oderwać od właścicielki. Z narastającą fascynacją oglądała kolejne prace Angeli. Nigdy nie interesowała się sztuką i po raz pierwszy przeżywała ją tak głęboko. Wszystko co zrobiła ta kobieta wydało się jej być doskonałe pod każdym względem. -Musi Pani kochać kobiety równie mocno jak ja...- niesamowity głos sprawił, że Marta zamarła. Tuż za jej plecami stała przyczyna małej wojny rozgrywającej się we wnętrzu Marty. -Albo po prostu rozumie pani sztukę- dodała z lekkim uśmiechem kiedy już Marta zdołała się odwrócić. -Jest pani, to znaczy pani prace są...- w geście kapitulacji, bezradnie opuściła obie ręce. Nie umiała nazwać tego wszystkiego. -Jest pani krytykiem, albo kimś w tym rodzaju? -Jestem nikim- Angela uniosła brwi, a Marta miała ochotę uderzyć się w czoło. -To znaczy, nie znam się na sztuce, po prostu wczoraj zobaczyłam ten obraz. -Ofiarowanie, nie należy do moich ulubionych, niestety te które naprawdę kocham są obecnie w Berlinie. Są zbyt cenne by przewozić je tutaj, a żadne muzeum nie chce ich wystawić. -To okropne. Ludzie po prostu nie doceniają. -To prawda, jest pani chyba jedyną osobą, oprócz Teresy, właścicielki tej galerii, do której tak głęboko dotarły moje prace. To dla mnie ogromny sukces. Marta stała jak sparaliżowana. Walczyła ze sobą, żeby nie klęknąć przed tą kobietą. -Właśnie wybierałam się na kawę, zechce pani skorzystać z mojego zaproszenia? Z radością posłuchałabym, co tak naprawdę poruszyło panią w „Ofiarowaniu”. -Mam na imię Marta. Spędziły razem pół dnia. Tyle czasu rozmawiały, piły kawę i spacerowały. Angela słuchała uważnie, a Marta mówiła swobodnie, jakby całe życie spędziła na studiowaniu sztuki. Angela była zupełnie inna niż w telewizji. Gdzieś rozpłynęła się jej arogancja i agresja. Za to o swojej pracy mówiła z pasją, nie zapominając przy tym o Marcie. Nie był w niej nic z nadętej gwiazdy, chociaż gdy Marta przypominała sobie z kim tak naprawdę przebywa na chwilę traciła pewność siebie. W domu nie mogła się na niczym skupić. Była tak podekscytowana, że na przyjście Krzysztofa musiała zamówić pizzę. Cały obiad wylądował w koszu. -Co Ci się stało? Jakoś dziwnie wyglądasz. -Poznałam kogoś niesamowitego- odpowiedziała szczerze czekając na dalsze pytania. -Bzykasz się z kimś za moimi plecami?- pytanie było tak wulgarne, że Macie jedyne co przyszło do głowy: -Pierdol się -O co ci kurwa chodzi, co? To był przecież żart. -Jutro wieczorem wychodzę. Idę na wernisaż. -Z tym gogusiem? Co? Powiedz mi. -Po

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych