Wróć do katalogu

Angus Young

Rzecz o tym, co można zrobić za pieniądze

krass, opublikowano , 16 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{i}"Kiedy mnie już nie będzie, będę dla ciebie jeszcze jednym wspomnieniem, które pojawi się nieproszone, wzburzając twoje myśli, mieszając uczucia."{/i} Jerzy Kosiński

Był czas kryzysu. Za dnia pracowałem jako listonosz, nocami dorabiałem w podrzędnej knajpce jako barman. Mimo, że harowałem jak wół, ledwie wiązałem koniec z końcem i nie widziałem przed sobą perspektyw. Nawet w najśmielszych myslach nie przypuszczałem, że moje życie odmieni się z dnia na dzień.

Angusa poznałem tak, jak to zwykle barman poznaje ludzi. Zasiadł przy barze i zamówił drinka. Wyglądął całkiem zwyczajnie - koło czterdziestki, szpakowaty, w brązowej marynarce i wytartych dżinsach. Początkowo milczał, co było mi jak najbardziej na rękę, ale im więcej pił, tym bardziej język mu się rowiązywał. Najpierw się przedstawił:

- Angus Young, multimiliarder.

Uśmiechnąłem się i wymieniłem swoje imię dodawszy zaraz po nim: gwiazda rocka. Usmiechnął się również. Potem porozmawialiśmy chwilę o pogodzie, a później wypił jeszcze kilka drinków.

- Wynająłem apartament w Royalu - zaczął w pewnym momencie ni z tego ni z owego - Zamówiłem najdroższą whisky, szampana, kawior i ostrygi. Gdy w drzwiach pojawiła się młoda niebrzydka murzynka w schludnym białym fartuszku, pchająca wózek z alkoholem i jedzeniem, zaproponowałem jej seks. Wyszła bez słowa, nie otrzymawszy napiwku. Nazajutrz ponowiłem propozycję dodając, że zapłacę dziewcznie każdą kwotę, której zażąda. Rzuciła, pewnie dla żartu, horrendalnie wysoką sumą. Wypisałem czek. Powiedziała, że nie wierzy w jego prawdziwość. Stwierdziłem, że istnieje tylko jeden sposób, aby się o tym przekonała. Spędziła ze mną noc. Kilka miesięcy później otworzyła sieć sklepów z damską bielizną w ekskluzywnej dzielnicy.

Kiwałem głową, puszczając jego słowa mimo uszu, ale też nie ignorując rozmówcy - liczyłem na napiwek, nie będę tego ukrywał, choć mój klient nie wyglądał na kogoś specjalnie zamoznego. A on mówił dalej.

- Innym razem poznałem w Nowym Jorku malarza. Skarżył się, że nie ma koniunktury na jego sztukę, klepie biedę, a przecież jego obrazy są niezwykle watościowe pod względem artystycznym. Nie znam się na sztuce, więc trudno było mi to ocenić. Artsta mówił, że gdyby miał pieniądze na promocję, wkrótce stałby się sławny. Potrzeba mu było zaledwie kilku wernisaży, artykułów w prasie itd. Ale do tego niezbędna mu była gotówka. Zaproponowałem mu układ. Powiedziałem, że dam mu pieniądze, których potrzebuje, a nawet więcej, w zamian za jego rękę. Początkowo sądził, żę proponuję mu małżeństwo - tu Angus usmiechnął się krzywo - ale wytłumaczyłem mu, że propozycję należy rozumieć dosłownie. Sporządziliśmy stosowną umowę u notariusza i nazajutrz pojechaliśmy do szpitala. Artysta podpisał serię dokumentów świadczących o tym, że podejmuje świadomą decyzję, przeszedł nawet badania psychiatryczne. Tego samego dnia chirurg amputował mu lewe ramię. W tej chwili jest sławny i bogaty. Nazywa się X.

Nazwisko malarza nie było mi obce i przypomniałem sobie, że rzeczywiście był kaleką. Nie dawałem jednak wiary słowom Angusa, nie takie historie słyszałem już przy barze. Uznałem jednak za stosowne jakkolwiek zareagować, ciągle mając nadzieję na napiwek.

- Jeśli można zapytać - powiedziałem - Po co?

- Słucham?

- Po co te hece?

Angus wychylił szklankę szkockiej i spojrzał mi w oczy.

- Dla zasady.

"Zasada" Angusa polegała na twierdzeniu, że nie ma takiej rzeczy, której człowiek nie zrobiłby dla pieniędzy. Wystarczy tylko ustalić cenę.

- A śmierć? - zapytałem z powątpiewaniem.

- Poznałem kiedyś małżeństwo - odparł Angus na to - Dwoje trzydziestoparolatków. On pracował na stacji benzynowej, ona zajmowała się czwórką dzieci. Jeden chłopczyk był upośledzony umysłowo. Żyli w nędzy, z najwyższym trudem wiązali koniec z końcem. Zaproponowałem im, aby zabili jedno ze swoich dzieci, obojętnie które, w zamian za sumę, która zrobiłaby z nich milionerów. Oczywiście odmówili, a porywczy mężczyzna nawet uderzył mnie w twarz. Spodziewałem się takiej reakcji i postanowiłem odczekać chwilę. Po jakimś czasie ponowiłem swoją propozycję. Akurat tak się złożyło, że mężczyzna nieszczęśliwie stracił pracę i nie mógł znaleźć innej. Nie ukrywam, że miałem w tym swój udział. Tym razem nie zostałem już pobity. Poprosili o kilka dni do namysłu. Po jakimś czasie zgodzili się, tłumacząc się przed samymi sobą, że w ich sytuacji prędzej czy później i tak któreś z dzieci zachorowałoby i umarło. Nic na to nie odparłem, czekałem tylko na wykonanie zadania. Utopili jedno ze swoich dzieci w rzece. Jak kota. Teraz mieszkają w Hollywood, podobno od zawsze było to marzeniem kobiety. Nie mam pojęcia, czy są szczęśliwi.

Uśmiechnął się dopijając drinka, a ja starałem się jak mogłem nie patrzeć na niego jak na psychopatę.

- Które? - zapytałem, udając zainteresowanie.

- Co które? - nie zrozumiał Angus i sięgnął po papierosa.

- Które dziecko wybrali - wyjaśniłem - To upośledzone?

- Nie.

***

Następnego wieczoru Angus pojawił się znowu. Ucieszyłem się, bo poprzednim razem zostawił mi napiwek równorzędny z moimi tygodniowymi dochodami. Zacząłem powoli zastanawiać się, czy rzeczywiście nie jest dosyć bogaty. Nie naczy to oczywiście, że uwierzyłem we wszystkie jego historyjki.

Ubrany był identycznie jak poprzedniego dnia. Zamówił whisky i zaczął bez zbędnych wstępów.

- Poszedłem kiedyś do kasyna w Vegas. Wziąłem ze złotej tacy drinka i podszedłem do stanowiska, przy którym grano w oczko. Dałem ukradkiem krupierowi dużą kwotę i nakazałem szeptem, by rozdawał tak, abym za każdym razem przegrywał. Również szeptem odmówił. Dołożyłem jeszcze dwa razy tyle i wtedy się zgodził. Przegrałem tyle, ile rocznie zarabia prezydent. Te same czynności powtórzyłem przy stanowisku z pokerem. Tu krupier nie wahał sie ani przez chwilę. Następnie poprosiłem obu krupierów, aby nazajutrz spotkali się ze mną w takiej-a-takiej knajpie. Zgodzili się. Przy piwie zaproponowałem im kilkunastokrotnie większe pieniądze niż dotąd na mnie zarobili w zamian za to, że stoczą między sobą pojedynek. Na rewolwery, jak w westernie. Zwycięzca zgarnie pulę. Długo się nie zastanawiali. Nazajutrz w nocy spotkaliśmy się w ciemnej uliczce na peryferiach miasta. Przyjechałem wraz z dwoma ochroniarzami na wypadek, gdyby moim krupierom przyszło do głowy spróbować mnie wykiwać. I nie pomyliłem się. Gdy przyszło do pojedynku, zaczęli się ociągać, a nawet próbować wycofać. Nie nalegałem, nie groziłem. Podwoiłem po prostu stawkę. Zgodzili się natychmiast. Jeden z nich odkupił później od właściciela kasyno, w którym pracował i teraz sam je prowadzi.

Angus napił się drinka i rzucił od niechcenia:

- Tyle odnośnie naszej wczorajszej rozmowy, tyle o śmierci.

Pokiwałem głową, a on tego wieczora już się nie odezwał. Wychodząc zostawił mi jednak napiwek, dwukrotność tego, co otrzymałem poprzedniego dnia.

Już w domu zacząłęm zastanawiać się kim jest ten człowiek. Przyszły mi do głowy trzy rozwiązania: patologiczny kłamca, psychopata i bogacz, który bawi się ludzkim życiem. Pierwsze dwa wdawały się bardziej przekonujące, ja jednak wbrew własnej logice i zdrowemu rozsądkowi podświadomie zacząłem skłaniać się ku trzeciemu. Było coś w głosie Angusa, coś w jego spojrzeniu, co sprawiało, iż zacząłem mieć uczucie, że mówi prawdę. Nie wiedziałem tylko po co. Któregoś wieczoru wyjaśniło się to jednak.

- Mam dla ciebie propozycję - powiedział Angus, zamówiwszy podwójnego drinka i zaciągnąwszy się papierosem.

- Tak sądziłem - przyznałem. Angus przychodził do baru dzień w dzień i snuł swoje opowieści, a wychodząc za każdym razem zostawiał mi coraz większe napiwki. Domyślałem się zatem, że ma w tym swój cel.

- Wiedziałem, że jesteś bystry - powiedział Angus obojętnym tonem, a później zamilkł. Zamawiał tylko co jakiś czas kolejnego drinka

- Jaka to propozycja? - nie wytrzymałem w końcu po jakimś czasie.

Angus uśmiechnął się.

- A więc jesteś zainteresowany?

- Jeszcze nie wiem -

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych