Anja
Dziękuje Ene za pomoc. Gdyby nie Ty, nic by z tego nie było.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wdziałem czarny kaptur od kurtki. Zawsze go wdziewałem, gdy byłem na ulicy, bądź autobusie - jak teraz. Czułem się w nim bezpiecznie. Nikt nie widział, czy się śmieję, czy płaczę. A to było mi na rękę. Nienawidzę ich wszystkich. Ich spojrzeń. Szukają tylko sposobności, by poszydzi z innych. Są jak żmije, o mentalności psa ogrodnika. Siedziałem na niewygodnym siedzeniu zgarbiony, z opuszczoną nisko głową, wpatrzony w swoje stopy. Autobus podskakiwał na licznych wybojach. Szyba była wycierana przez setki rąk ludzi, którzy chcieli zobaczyć co jest po drugiej stronie. Też ją przetarłem. Ludzie wyglądali jak rozmazane cienie. Pojawiali się i znikali, zagonieni. Zatrzymaliśmy się na światłach. Przetarłem dłonią zaparowane okno. Popatrzyłem jak w jakimś starym, czerwonym Volkswagenie, matka ucisza drące się na tylnej kanapie 3-, może 4-letnie dzieci. Uśmiechnąłem się, rozbawiony tym, że dzieci nadal wrzeszczały i rzucały się po aucie. Kierowca, pewnie ojciec rodziny popatrzył na mnie krzywo i jakby z wyrzutami. Szybko odwróciłem wzrok i wpatrzyłem się w noski moich butów. Znów. Nie chciało mi się wracać do domu. Nic dobrego tam na mnie nie czekało. Tylko upity ojciec i chora matka. Wracałem z akademika na weekendy, tylko dla niej. Kiedyś była piękną kobietą. Widziałem na zdjęciach. Była szczupła, miała długie, kasztanowe włosy, wiecznie błyszczące, zielone oczy i piękny, szczery uśmiech. Teraz jest tylko cieniem samej siebie z przeszłości. Zostały jej tylko te oczy... wiecznie błyszczące. Na szczęście, to jeszcze kawałek drogi stąd. Dzwonek powiadomił mnie i śpiącego ćpuna że zatrzymywaliśmy się na przystanku. Drzwi się otworzyły. Po krokach domyśliłem się, że wsiadła tylko jedna osoba. - Cześć... Mogę usiąść? - owa osoba, dziewczyna, dłonią wskazała miejsce obok mnie. Rozejrzałem się szybko. Nie licząc owego ćpuna, z podkrążonymi oczami. no i oczywiście posępnego jak zawsze kierowcy, który tytułował wszystkich per "młody" , bądź per "młoda", autobus był pusty, ale bez słowa zdjąłem moją czarną kostkę, w której miałem książki i położyłem na podłodze, pod sobą. Podziękowała lekkim skinieniem głowy i usiadła, uśmiechając się szeroko. Przyglądałem się jej. Miała trochę pulchną, ale ładną buzię, brązowe oczy, ukryte pod niemodnymi szkłami okularów, blond włosy, sięgające mniej więcej za łopatki i śliczny uśmiech. Była na tle niska, że mogła beztrosko machać nogami, nie dotykając stopami podłogi autobusu. Ubrana była w trochę za dużą, różową bluzę z Myszką Miki i zwykłe, szare dżinsy. Na stopach miała poobcierane tenisówki. Patrzyłem przez chwilę na nią. Dostrzegła to kątem oka i zachichotała wesoło. Zaczerwieniłem się jak burak i zawstydzony znów zacząłem wpatrywać się w noski moich butów. Znów. - Dlaczego się śmiejesz? - zapytałem nieśmiale, na twarzy nadal mając te cholerne rumieńce na twarz. - Nie, nic... - wybuchła śmiechem, który wypełnił cały autobus - po prostu nie wiedziała, jak się zachować. Odchrząknąłem. - Dlaczego usiadłaś obok mnie? - zapytałem, by zmienić temat. Rozmawianie tym, że zaczerwieniłem się jak idiota nie uśmiechało mi się ani trochę. - Przecież autobus jest prawie pusty. Kokieteryjnie, tłumiąc śmiech, podrapała się po nieistniejącej brodzie, niczym jakiś grecki filozof, a kiedy pojawił się na mojej twarzy cień uśmiechu, odpowiedziała wreszcie: - Pewnie na następnej stacji wsiądzie dużo ludzi, a wolałam usiąść z kimś, kto wydaje się przyjazny. I mało groźny. - pościła oczko. - A... - zawahałem się. Zazwyczaj nie rozmawiam z nieznajomi. A tym bardziej z dziewczynami. Ale w niej było... no, coś było. Tak, "coś", to zdecydowanie odpowiednie słowo. - na jakim przystanku wysiadasz? - Wysiadam na przedostatnim przystanku. Ponieważ stamtąd szybko dotrę do szpitala dziecięcego, w którym leży moja wredna młodsza siostra. - Przykro mi z powodu Twojej siostry. Moja mama... Ona też choruję. - Jest przykro z powodu Twojej mamy. Co się z nią... - Urwała w pół zdania. Wyraźnie się zawahała. Ale zaraz odzyskała utraconą na sekundę pewność siebie.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Litij
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…