Another day in paradise..
Umiesz liczyć? Licz na siebie. Wiedz, że Twój świat też może być rajem dla kogoś innego.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dzień wcześniej jak zawsze pojechałam na dworzec autobusowy w Lublinie. Mój autobus miał być o 14.10. Nigdy nie patrzyłam na rozkład. Zawsze ten autobus po prostu był. Jeśli nie byłam pewna godziny to dzwoniłam na informację. Tym razem coś mnie podkusiło i jak nigdy podeszłam do rozkładu. Przy godzinie napisany był symbol 5-1. Domyślałam się co to znaczy, więc bałam się zajrzeć w legendę. I oczywiście okazało się najgorsze: 5-1 – kursuje od piątku do poniedziałku. To był czwartek. Postanowiłam więc, że muszę się za wszelką cenę dostać do domu dziś. Szukałam więc busa do Kielc. Po pół godziny czekania przyjechał. Odetchnęłam z ulgą. Schowałam walizkę z tyłu w bagażniku. Sama usiadłam na samym końcu busa, więc widziałam ją za swoim siedzeniem. Po drodze bus zatrzymał się tylko raz, w Annopolu. Wsiadała tam jakaś dziewczyna i wkładała swoją torbę do bagażnika. Gdy otworzyła drzwi spojrzałam kontrolnie na swoją walizkę. Dziewczyna szybko zatrzasnęła drzwi i moja walizka zniknęła w mroku. Cały czas pilnowałam się, żeby o niej pamiętać. Co z tego..? Gdy dojechałam do Kielc i tak o niej zapomniałam. Nie potrafię tego wytłumaczyć. To jest strefa w mojej głowie, do której ja nigdy się nie dostanę. Byłam na siebie niesamowicie zła.. Tak czy owak, udało się znaleźć numer do pana kierowcy. Powiedział, że gdy dojedzie do Katowic sprawdzi czy wiezie jakąś dodatkową walizkę i że jeśli ona tam jest to jutro o 10.30 można będzie ją odebrać w Kielcach, bo będzie wracał do Lublina. Musiałam więc następnego dnia znów nawiedzić miasto Kielce. Dojechałam do Kielc. Był mróz – 20. Strasznie zmarzłam. Wiedziałam, że obok dworca jest bar. Pomyślałam, że pójdę tam, ogrzeję się i wypiję herbatę. Przy wejściu moją uwagę zwrócił mężczyzna. Stał tak z obłędnym wzrokiem. Miał około 30 lat. Cały w czerni, broda i wąsy. Mój typ – dlatego zwróciłam uwagę. Ręce miał schowane w kieszeniach. Gdy przyjrzałam mu się bliżej, doszłam do wniosku, że to bezdomny. Jego kurtka była brudna, zaniedbana. Weszłam do baru, zamówiłam herbatę i usiadłam przy stoliku. Byłam trochę głodna, bo tego dnia jeszcze nic nie jadłam. Zastanawiałam się co mogę sobie kupić. Nie miałam za dużo pieniędzy w portfelu. Patrzyłam na barmankę. Myślałam teraz już tylko o tym co mi powie pan busista. Czy będzie się śmiał. Na pewno będzie. Ale cóż, zasłużyłam na to. Nagle drzwi knajpy otwarły się i razem z przyprawiającym o dreszcze chłodem wszedł do środka ten mężczyzna z brodą i błądzącymi oczami. Wtedy byłam już pewna, że o coś poprosi właśnie mnie. Jako jedyna w tym barze siedziałam sama przy stoliku. Nie myliłam się, usiadł naprzeciw mnie. Czułam jego wzrok na sobie chociaż sama starałam się nie spuszczać wzroku z barmanki. Udawałam zapatrzenie. Właściwie wtedy już tylko czekałam, aż coś do mnie powie. W pewnym momencie, kątem oka, zobaczyłam jak kładzie łokcie na stół i zatykając dłońmi usta spogląda na mnie z nieśmiałością. Kilka sekund później usłyszałam jakieś niewyraźne słowa, ni to szeptem, ni to półgłosem. Barwa jego głosu była zupełnie szara, zupełnie bez charakteru, nie do zapamiętania. Spojrzałam na niego pośpiesznie. Spodziewałam się, że poprosi mnie o pieniądze albo zacznie mi prawić jak to on jest nieszczęśliwy. Wypowiedział jakieś słowa, ale z całego tego zdania usłyszałam tylko „..czy mógłbym prosić..” Przybliżyłam się do stołu, nadstawiłam ucho i spokojnie spytałam: - Ale o co chce pan prosić? – to krótkie zdanie musiało zabrzmieć chyba trochę arogancko, bo spojrzał na mnie z pewnym zahamowaniem, jakby miał pewność, że go zwyczajnie zbyję i na dodatek zdrowo opieprzę. Szczerze mówiąc, sama usłyszałam to w swoim głosie, chociaż nie miałam pewności co zrobię z tym człowiekiem, jeśli poprosi mnie o kasę. Dodałam więc: Niech pan powtórzy, po prostu nie usłyszałam. – Przepraszam panią bardzo. Jestem człowiekiem bezdomnym, jest zimno. Mam taką prośbę, czy mogłaby mi pani kupić po prostu kubek herbaty? – Oczywiście. – to słowo wypłynęło ze mnie sama nie wiem kiedy. Nie wahałam się nawet ułamka sekundy, po prostu to powiedziałam, wstałam od stołu i ruszyłam w stronę lady. Dałam krok i zawróciłam po telefon leżący na stoliku. Myślę, że ten gest nie powinien go dziwić. Poprosiłam o herbatę z cytryną i zaniosłam temu człowiekowi. Stawiając kubek przed nim zauważyłam, że płacze. Bardzo rzewnie. Jedyne o czym sobie wtedy pomyślałam to, że jednak będę musiała wysłuchiwać jego dramatów. – Proszę bardzo. Proszę nie płakać. -Dziękuję pani bardzo.- powiedział uśmiechając się bardzo delikatnie. Odwdzięczyłam się tym samym, lecz ja zrobiłam to bardziej żywo, spontanicznie. – Nie ma najmniejszego problemu. Myślałam, że to już koniec, że teraz po prostu będziemy siedzieć oboje przy tym stole w milczeniu. Tajemniczy człowiek jednak nie dał mi długo czekać. – Wie pani. Jestem bezdomnym od dwóch lat. Moje życie to tułaczka. Żona mnie zawiodła, wszyscy mnie opuścili, jestem zupełnie sam. Nie mam dosłownie nikogo. – zaskoczył mnie ton w jakim to wszystko mówił. Treść mnie rzecz jasna nie zdziwiła. Dokładnie takich słów się spodziewałam. Ale ten ton.. W tym momencie poczułam, że to nie jest zwykły pijak, zwykła ofiara losu, ale człowiek o wielkiej wrażliwości. Od tamtej pory uważałam na każde jego słowo, a każde swoje zdanie kwitowałam serdecznym uśmiechem. – Co się takiego stało w pana życiu, jeśli mogę spytać? – Tak mi się życie potoczyło. Ehh.. – zamilkł. – Zastałem żonę w pewnej sytuacji.. Założyłem sprawę rozwodową. . Przegrałem. ..I zostałem sam. Wyrzuciła mnie z domu. Dosłownie. Po prostu pewnego dnia wracam do domu a tu zamknięte. Nie wpuściła mnie do własnego domu. Odebrała mi wszystko. Zostałem sam tak jak stałem. – w tym momencie spojrzałam na jego ubranie. Miał bardzo ładną kurtkę, czapkę położył na stoliku. Nie mogłam w tym momencie zobaczyć jego spodni i butów, ale podejrzewam, że też musiały być ładne. Fakt, mimo swej „pierwotnej urody” kurtka i czapka były bardzo brudne, zmechacone i przetarte. Siedział tak z łokciami opartymi na stoliku, dłońmi obejmując kartonowy kubek z herbatą. Wtedy moją uwagę zwróciły jego palce. Prawie każdy miał sine i brązowe odmrożenia. Jestem pewna, to były odmrożenia, choć niektóre wyglądały jak zwykły brud. Gdy mówił, patrzył w stół, w herbatę albo za okno. Czasem tylko spoglądał na mnie. Wtedy jego oczy wydawały mi się dwoma szklanymi kulami. Miał bardzo charakterystyczne oczy. Jasnoniebieskie. Były tak wielkie jakby chciały wypaść z orbit. To sprawiało, że jego spojrzenie przyprawiało mnie o dreszcze. – Nie ma pan zupełnie nikogo? Jakiejś innej rodziny, dalszej? – myślałam, że znów zacznie wywód. Tym razem myliłam się. Odpowiedział tylko krótkie „nie” i popił herbatę. - Byłem wczoraj wieczorem w schronisku. Nigdzie nie chcą przyjmować. Dla nich bezdomny to jest nikt. Gorzej niż śmieć. Poprosiłem najpierw o miejsce do spania. Usłyszałem, że nie ma miejsc. Nawet zupy, herbaty nie chcą dać. To jest nieprawda co oni mówią w telewizji, że pomagają. Nieprawda. – Nawet głupiej herbaty nie chcą zrobić? – Tak. Nawet tego nie mogą. To jest zwykła propaganda. Oni tylko mówią, że pomagają. Ja wiem, przekonałem się na swoim przykładzie. Wczoraj poszedłem to tylko usłyszałem „spierdalaj!” i na dodatek jeszcze dostałem kopa na koniec. Tak traktują ludzi.. W taką pogodę jak teraz bezdomny jest zupełnie sam. Z resztą.. zawsze jest sam, nie tylko w taką pogodę. – spuścił głowę. – I co pan robi w takie dni jak te? – No właśnie szukam schronienia w takich miejscach, ale to zwykle nie ma sensu. Śpię po klatkach, na dworcach. Czasem jeżdżę autobusami w tą i z powrotem. Tułam się po całej Polsce i szukam miejsc dla bezdomnych. - Ja patrzyłam na jego błędne oczy. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Przecież nie mogę zapewnić, że coś z tym zrobię. Mogę tylko przytaknąć, powiedzieć, że rozumiem. – To może by pan cos zjadł? Ja panu kupię. – spojrzał na mnie niepewnie, po chwili wydukał: - Gdyby pani mogła, to bardzo bym prosił. – Jasne, nie ma sprawy. Tylko niech pan powie co chce, może niech sobie pan coś wybierze. Może jakaś zupa? – Wie pani, zawsze lubiłem fasolkę po bretońsku. – A sprzedają ją tutaj? – Tak, kiedyś była. – Dobrze, pójdę zapytam. – akurat nie było. Podeszłam więc do niego znów i powiedziałam, że niestety nie ma fasolki po bretońsku, ale jest jakaś zupa fasolowa to może to by mu odpowiadało. Uśmiechnął się i powiedział „dobrze”. Poprosiłam więc o zupę fasolową z dużą ilością chleba. Jadł powoli, delektował się każdym kęsem. Ja wtedy spoglądałam w jego miskę i z niepokojem widziałam jak ilość zupy maleje. To bolało. Zapomniałam o własnym głodzie. Był tak mało znaczący w tym momencie. Patrzyłam na niego. Resztki zupy zostawały mu na długiej brodzie.Za każdym razem gdy podnosił głowę, spoglądał na mnie i serdecznie się uśmiechał. Widziałam, że sprawiłam mu dużą przyjemność. - A pani jest z Kielc? Jeśli można zapytać oczywiście. – Nie, nie. Nie jestem stąd. Przyjechałam tutaj i czekam
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil rumian000
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…