Antyfeminizm, patriarchalizm i nierówność płci
W świecie zwierząt, do którego należy Homo sapiens, równość płci nie istnieje. Jednak człowiek jest nie tylko istotą biologiczną, ale również kulturalną.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ostatnio dużo się w Polsce mówi o kobietach, które głoszą antyfeministyczne poglądy, a jednocześnie kandydują do Parlamentu RP. Postawa tych kobiet, tak zdumiewająca i wewnętrznie sprzeczna, zapoczątkowała wielką, internetową dyskusję na temat roli pań w polityce i społeczeństwie. Jako że sama jestem antyfeministką, postanowiłam dorzucić swoje trzy grosze w postaci nowego artykułu. Zacznę od tego, że jestem głęboko zniesmaczona faktem, iż solenne deklaracje bywają czasem łamane przez samych deklarujących (a raczej: przez same deklarujące).
Moim zdaniem, kobieta, która uważa się za przeciwniczkę poglądów feministycznych, nie powinna szukać dla siebie miejsca w polityce, czyli w sferze tradycyjnie zarezerwowanej dla mężczyzn. No, chyba, że zmieniła swój światopogląd, ale w takiej sytuacji wskazane byłoby podanie tego faktu do wiadomości publicznej. Nie podoba mi się obecność bab w polityce, szczególnie tych, którym wyznawana ideologia powinna zabraniać robienia kariery w typowo męskim zawodzie. Kandydowanie antyfeministek do Parlamentu to dla mnie rzecz niesłychana, trochę jak podpisanie Traktatu Lizbońskiego przez znanego eurosceptyka. Swoją drogą, to ciekawe, że takie “niewyjaśnione zjawiska” zazwyczaj mają miejsce w obrębie partii Prawo i Sprawiedliwość.
Opowiadam się za umiarkowanym patriarchalizmem: według mnie, wiodącą siłą w społeczeństwie powinni być mężczyźni, aczkolwiek ich zwierzchnictwo nie powinno prowadzić do prześladowania kobiet i odbierania im prawa do edukacji, uczestnictwa w życiu kulturalnym etc. Faceci mają prowadzić naród, bo aktywność i dominacja leżą w ich naturze, co udowodnię w dalszej części tekstu. Z drugiej strony, należy pamiętać, iż wszyscy obywatele (niezależnie od płci) są ludźmi, posiadają rozum i uczucia, zatem nie wolno nikogo traktować w niegodny i upokarzający sposób.
Umiarkowany patriarchalizm wyklucza równość społeczną, ale gwarantuje sprawiedliwość. Właśnie dlatego uważam, że jest on czymś słusznym. Teraz chciałabym wyjaśnić, skąd się u mnie wzięły takie antyfeministyczne i pro-patriarchalne poglądy. Wprawdzie tłumaczyłam to już w swoich starych felietonach (sprzed 2-3 lat), jednak wydaje mi się, iż tamte wyjaśnienia były zbyt lakoniczne, niedokładne i agresywne. Dzisiaj chciałabym opisać temat głębiej niż w latach 2008-2009, tym bardziej, że dokonałam wielu nowych odkryć i przeanalizowałam więcej szczegółów. Muszę przyznać, iż moje ustalenia układają się w logiczną całość. Zacznę jednak od początku.
Jestem antyfeministką przede wszystkim dlatego, że zauważyłam, iż w przyrodzie nie ma czegoś takiego jak równość płci. U ssaków, do których należą istoty ludzkie, przewaga i dominacja samców nad samicami jest rzeczą naturalną, oczywistą i niepodlegającą dyskusji. Samiec jest zdecydowanie większy, silniejszy i energiczniejszy od swojej partnerki. Chcąc odbyć stosunek płciowy, opanowuje ją całkowicie - przykrywa ją swoim ciałem, wdziera się do jej organizmu i wykonuje na niej określone czynności, podczas gdy ona pozostaje bierna oraz zdana na jego łaskę i niełaskę.
W świecie ludzi wygląda to bardzo podobnie, czego odbiciem są wyrazy i związki frazeologiczne (zarówno te literackie, jak i rubaszne) odnoszące się do aktów płciowych. Wizja seksu, zawarta w tych sformułowaniach, jest jednoznaczna i wyraźnie wskazuje na naturalną dominację i aktywność mężczyzny. Pan “bierze”, “kocha”, “kołysze”, “bzyka”, “dmucha” i “posuwa” panią, a ona “oddaje mu się”, “tonie w jego ramionach” i “jest jego”. Wyrażenia, które przytoczyłam, są niezwykle obrazowe i odzwierciedlają stan faktyczny.
Podział na płcie istnieje po to, aby było możliwe rozmnażanie płciowe. A skoro podczas akcji, będącej najważniejszym elementem takiego rozmnażania, jedna istota ma totalną władzę nad drugą, to można mieć wątpliwości co do ich równości. Kopulacja jest tym, co wydaje się podważać teorię o równorzędności samca/mężczyzny i samicy/kobiety. Po prostu spotykają się dwie płcie i nagle się okazuje, że jedna z nich posiada ewidentną przewagę nad drugą.
Co do osobnika męskiego: nie dość, że jest on stroną aktywną i dominującą, to jeszcze doprowadza do zapłodnienia, czyli stworzenia nowej istoty (bo zygota, tzn. zapłodniona komórka jajowa, jest już organizmem, posiadającym własny genotyp, różny od DNA ojca i matki). Ktoś może powiedzieć, iż chłop wcale nie musi być aktywny i dominujący podczas stosunku, bo istnieją pozycje seksualne, w których to baba się porusza. Owszem, istnieją, ale są one sztuczne, wymyślone przez człowieka. Wcale nie twierdzę, że stanowią one coś złego. Po prostu piszę, iż nie występują one w przyrodzie. Poza tym, ich realizacja jest możliwa tylko wtedy, gdy facet na to pozwala (pomijam tutaj sytuacje patologiczne, w których koleś jest np. związany). Wychodzi na to, iż ostatnie słowo w dalszym ciągu należy do mężczyzny.
Kolejną sprawą, o której warto wspomnieć w niniejszym tekście, są substancje chemiczne produkowane przez organizm faceta. Męski hormon, testosteron, jest tym, co daje mężczyźnie ogromną energię, żądzę aktywności, potrzebę dynamiki i udziału w różnych przedsięwzięciach. W sferze seksualnej przejawia się to ogromnym popędem płciowym, nad którym czasem trudno jest facetowi zapanować. W innych sferach życia przejawia się to wolą walki, rywalizacji, zdobywania, tworzenia, niszczenia itp. Sama nie wiem, jak - w filozoficzny sposób - określić ten niezwykły hormon. “Wola mocy”? “Elan vital”? Testosteron to coś, co każe płci silnej gnać przed siebie jak odrzutowiec. Można go porównać do silnika, który wprawia w ruch samochód, albo do prądu umożliwiającego działanie lampy elektrycznej.
U kobiet testosteron również występuje, jednak w bardzo niewielkich ilościach. Im więcej tego hormonu u kobiety, tym jest ona silniejsza i podobniejsza do mężczyzny. Jeśli chodzi o spermę, to kiedyś wyczytałam, iż zawiera ona jakieś substancje antydepresyjne i rozweselające. Zastanawiam się więc nad teorią, głoszącą, że istnieje pewna zależność między kondycją psychiczną kobiety a obecnością mężczyzny w jej życiu. Czasem spotykam się z opinią, według której panie cierpiące z powodu złego samopoczucia są “niedopchnięte”. Nie wiem, czy to prawda. Lecz jeśli tak, to wygląda na to, że nawet zdrowie samicy zależy od samca (oczywiście, nie w stu procentach!). Szok? Pewnie, że tak. Ale wiedzcie, iż ja również jestem zszokowana.
Tyle piszę o naturze, o miejscu człowieka w przyrodzie… Pewnie wynika to z faktu, że bliski mi jest materializm wulgarny, czyli przekonanie, iż za wszystkimi ludzkimi sprawami stoi biologia. Istota ludzka niewątpliwie należy do świata zwierząt, jednak trzeba pamiętać, że jest ona zwierzęciem jedynym w swoim rodzaju. Homo sapiens stanowi stworzenie nie tylko biologiczne, ale także kulturalne. Posiada doskonale rozwinięty mózg, dzięki któremu mogły się narodzić dwa wyjątkowe zjawiska: rozum i uczuciowość.
Wysoka inteligencja powoduje, iż istota ludzka może wymyślać i wykorzystywać rzeczy, które nie istnieją w przyrodzie. Rozum i uczuciowość są cechami występującymi u obu płci. Doświadczenie życiowe pokazuje, że mężczyźni trochę częściej kierują się rozumem, a kobiety - uczuciami (sercem). Ale tylko trochę. Na sprawy związane z ludzkim umysłem nie ma reguły, gdyż są one o wiele bardziej skomplikowane niż beztroskie bzykanie samicy przez samca. Zaraz dojdę do tego, jak się ma istnienie rozumu i uczuciowości do relacji damsko-męskich.
Otóż tak: człowiek, dzięki swojemu mózgowi, był w stanie się ucywilizować i odejść od brutalności charakterystycznej dla świata zwierząt. Spowodowało to, że mężczyźni i kobiety przestali być wyłącznie istotami biologicznymi. Chociaż zachowali swoją zwierzęcą naturę, otrzymali nową tożsamość, tzn. stali się istotami biologiczno-kulturalnymi. Od tej pory należeli już nie tylko do przyrody, ale również do cywilizacji. Zaczęli podlegać dwóm kodeksom: prawom natury i normom kulturowym.
Samiec Homo sapiens, posiadający rozum i uczucia, uświadomił sobie, iż gwałcenie samic (także obdarzonych rozumem i uczuciami) jest złe. Stał się tak mądry i wyrozumiały, że doszedł do wniosku, iż należy bronić kobiet przed tymi mężczyznami, którzy nadal zachowują się jak zwierzęta. Facet nauczył się szanować i chronić przedstawicielki płci przeciwnej, traktować je jak istoty kulturalne, a nie tylko biologiczne. Ludzki rozum wynalazł sposób na to, żeby odciągnąć mężczyzn od postępowania w sposób czysto zwierzęcy: wynalazł moralność i prawo, które zakazały gwałtów.
Samiec Homo sapiens uzyskał zdolność dobrego odnoszenia się do samic, a nawet traktowania ich jak równych sobie. Było to bardzo wzruszające, szlachetne i korzystne dla kobiet, chociaż wcale nie zlikwidowało biologicznej nierówności płci. Wypływa z tego wniosek, że choć panowie byli, są i zawsze będą wyższą płcią, to powinni być dobrzy dla pań, ponieważ stać ich na taką postawę. Mężczyzna, który szanuje kobietę, udowadnia światu, iż jest człowiekiem, albowiem tylko w świecie ludzi samce są takie łaskawe dla samic.
Kobiety nie zawsze potrafią docenić to, co zawdzięczają…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Natalia Julia Nowak
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…