Wróć do katalogu

Astalos en Hagor - rozdział VI

Astalos z Ilaną uciekli z miasta. Co się z nimi stanie? Co ich czeka? Bardzo proszę o komentarze i głosy.

Astalos, opublikowano , 18 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

VI - Dlaczego on cię nie zabił? – spytała Ilana siedząc na kocu, pijąc wodę z kubka i wpatrując się w ognisko. Miała na sobie swój gruby płaszcz koloru zielonego. Płomienie ogrzewały ją i krzątającego się przy bagażach Astalosa, rozświetlając mrok w promieniu kilkunastu stóp. Po ucieczce z miasta skierowali się w stronę przeciwną niż wszyscy inni. Uciekinierzy stworzyli kilka grupek, po czym udali się na południowy wschód, by dotrzeć do drogi. Astalos z Ilaną ujrzeli już tylko pochodnię ostatniej grupy. Podróżnik jednak nie zdecydował się pójść wraz z nimi i podtrzymując swą towarzyszkę poszedł na północ, w stronę gór. Nie rozmawiali ze sobą przez drogę. Szli, coraz bardziej zagłębiając się w las. Delikatne światło niebieskiego Merpesa przebijało przez wysokie sosny i świerki, oświetlając im lekko drogę, tak, że nie potykali się o kamienie, gałęzie i inne przeszkody. Las był dziwnie cichy i spokojny, czasami tylko gdzieś z oddali dobiegało do nich pohukiwanie sowy. Nie spotkali na swej drodze żadnych zwierząt, żaden wilk nie zawył, nic nie poruszyło się w krzakach. Miasta już dawno nie było widać, ani słychać. Początkowo dochodziły do nich jeszcze odgłosy walki i trzask płonących i walących się budynków, które stopniowo zanikały. W końcu otoczyła ich kojąca cisza, słychać było jedynie lekki szum płynącego strumienia. Rozkoszowali się nią po tylu godzinach spędzonych w gwarze i ścisku oraz wdychali świeże powietrze, którego tak brakowało w podziemnym schronie. Po godzinie wolnego marszu skręcili na wschód, Ilana jednak coraz bardziej słabła i pół godziny później, na niewielkiej polanie, zatrzymali się na odpoczynek. Astalos rozścielił jej swój koc, nazbierał trochę suchego drewna i rozpalił ognisko. Gdy wyciągnęła kubek ze swego plecaka dał jej wody, a teraz szukał usilnie czegoś w swoim plecaku. - Wolałabyś, żeby tak się stało? - odpowiedział jej wreszcie - Nie, oczywiście, że nie… Ale zastanawia mnie, dlaczego tego nie zrobił. - Widocznie nie chciał. - Jak nie chciał? Przecież już miał cię pchnąć tym okropnym mieczem, i nagle jakby się czegoś przestraszył, jakby coś w tobie ujrzał… - Może go jakiś kurcz złapał czy coś, to już niemłody człowiek był – nadal grzebał w plecaku nie podnosząc wzroku. - Nie, na pewno nie… - A czy to ważne? Ważne jest to, że żyjemy – spojrzał na nią w końcu, a widząc jej blade oblicze zostawił bagaż i podszedł bliżej - Dobrze się czujesz? Jesteś strasznie blada… - spytał po chwili - Tak… Chociaż bywało lepiej. Trochę boli mnie głowa i… - w tej chwili dotknął dłonią jej czoła i rzekł zaniepokojony: - Ilana, ty masz gorączkę! Chwycił swoją torbę, która leżała nieopodal i wyciągnął z niej kilka malutkich zawiniątek. Rozwinął jedno. Znajdowało się tam trochę owalnych, długich liści. Wziął jeden i podał dziewczynie. - Weź to do ust i żuj przez chwile, a później połknij. - Co to jest? – spytała biorąc do reki tajemniczy liść - Lekarstwo. Liść urendy. Nie bój się, nie otruję cię. Zmniejszy gorączkę. Będzie gorzkie, popij wodą. I otul się mocniej tym płaszczem. Dziewczyna wpatrywała się jeszcze przez chwilę w tajemnicze lekarstwo o którym słyszała pierwszy raz w życiu, a Astalos powrócił do bagaży. Wyjął z niego jakiś błyszczący czerwony przedmiot, trójkąt o ściętym wierzchołku, o boku dwóch trzecich stopy. Położył go na kocu. Z torby wyciągnął trzy sznurki długości trochę ponad stopę. Usiadł na kocu i wziął tajemniczy przedmiot do ręki. - To mój taki garnek – powiedział do dziewczyny, rozkładając przedmiot, który rzeczywiście przybrał kształt garnka – skóra z salamandry ognistej. Odporna na ogień, bardzo szybko się nagrzewa. Te sznurki również się nie palą, podwieszam nimi ten garnek nad ogniskiem. Muszę tylko znaleźć jakieś patyki… Pojdę po wodę, niedaleko słychać strumyk, bukłak jest prawie pusty. Zaparzę ci zioła, do rana powinnaś poczuć się o wiele lepiej. A teraz najlepiej się połóż, za chwilę przyjdę. Dziewczyna skinęła głową, a Podróżnik wstał i poszedł, zabierając ze sobą bukłak. Ów „garnek” ze skóry salamandry ognistej był idealnym rozwiązaniem dla ludzi podróżujących, którzy nie mogą zabierać zbyt dużo bagażu. Zajmował mało miejsca i był bardzo lekki, w odróżnieniu od garnków metalowych. Oczywiście, nie kosztował niemało.. Nie wiemy skąd nasz bohater miał przy sobie cos takiego – jednak na pewno posiadał go już przybywając do Bristel, po drodze bowiem nie było okazji kupić taki rarytas. Salamandry ogniste to stworzenia żyjące głównie w pobliżu wulkanów. Najwięcej jest ich na Menerii, wyspie smoków. Wysokość ich dochodzi do półtora łokcia, długość do trzech – przy czym większość stanowi kolczasty ogon. Są bardzo szybkie i mogą być niebezpiecznie dla człowieka. Zioną ogniem niczym smoki. Uwielbiają kąpiele w lawie wulkanów. Ich skóra potrafi znieść ogromne temperatury. Ma tą właściwość (podobnie jak smoków oraz wszystkich zwierząt potrafiących pluć ogniem), że bardzo szybko wchłania ciepło i ogrzewa wnętrze zwierzęcia – z zewnątrz natomiast jest jedynie lekko ciepła. Trudno jest złapać takie stworzenie, dlatego ich skóry nie są tanie. Sznurki, które posiadał Astalos były jakby w komplecie do tego garnka. Zrobiono je z jelit salamandry i również mogły wytrzymać duże temperatury. Astalos szedł, nasłuchując dokładnie, gdzie znajduje się słyszany przez niego strumień. W drodze znalazł trzy odpowiednio długie, w miarę proste patyki, by przywiesić na nich swoje naczynie. Szedł szybko. Wkrótce zobaczył w blasku księżyca poszukiwany strumyk. Schylił się, otworzył bukłak i począł napełniać go wodą, gdy nagle powietrze rozdarł głośny, kobiecy krzyk, szeroko rozchodząc się po lesie. Natychmiast podniósł się i pobiegł, zabierając naprędce bukłak i patyki. Biegł, nie zważając na to, co ma pod nogami i cudem tylko nie potknął się o nic. W końcu dobiegł i ujrzał Ilane półleżącą, ze zgiętymi kolanami, trzymającą się za brzuch. Była bledsza niż przedtem, a jej czoło zrosił obfity pot. Lekko otwarte usta i zaciśnięte zęby zdradzały przeżywany ból. Natychmiast podbiegł do niej, rzucając po drodze to co miał w rękach, ukląkł i zaniepokojony spytał: - Co się stało? - Astalosie… ja rodzę! Gdy w Bristel mknęły ku niemu strzały z łuku Dewira, nie drgnął ani jeden mięsień na jego twarzy. Gdy pod Kalder, tuż przy żelaznej kracie wrogi miecznik pałał żądzą mordu i wystawiał swój złowrogi miecz ku niemu, twarz jego również nie zmieniła się ani trochę. W obliczu śmierci, w obliczu kończącego się życia pozostawał niewzruszony. Teraz, gdy nowe życie miało przyjść na świat, jego oblicze zdradzało nie tylko strach, ogromne zdziwienie, a także szereg innych uczuć, znanych tylko jemu samemu. Zastygł na chwilę z szeroko otwartymi ustami i oczami, próbując wykrztusić z siebie cokolwiek, gardło jednak miał ściśnięte. W końcu zdołał się przełamać i wydukał: - Co… co to znaczy, że rodzisz? - To, co zwykle znaczy to, ze kobieta rodzi! – odpowiedziała z trudem, starając się powstrzymać krzyk bólu. Nie udało jej się i przez las znów poniósł się wrzask dziewczyny - Może byś mi jakoś pomógł? – wbiła w niego swoje ciemne oczy. Była bardzo blada i spocona, białka jej oczu pocięła siatka czerwonych żyłek. Miała wysoką gorączkę. - Co mam robić? – spytał z troską, starając się opanować emocje i przywrócić swoją twarz do normalnego stanu – nigdy nie byłem przy porodzie, nie mam pojęcia co robić... - Po prostu idź tam i wyciąg to dziecko jak się zacznie pojawiać… Ona także nie miała dużego pojęcia o przychodzeniu dziecka na świat. W niektórych rejonach jej rówieśnice już bawiły gromadkę dzieci, jednak w tych stronach wiek mężatek nie bywał niższy niż 20 lat. Kobiety rodziły przeważnie w ciepłych domach, pod opieką odpowiednio wyszkolonej lekarki lub znachorki. Ilana musiała urodzić w lesie, zbyt wcześnie, bez żadnych wygód i bez pomocy specjalistki. Miała przy sobie jedynie obcego, tajemniczego mężczyznę, który co prawda zaopiekował się nią – ale nie potrafił teraz pomóc. On natomiast był przejęty do głębi tą całą sytuacją. Wszystkiego się spodziewał – nawet tego, że jacyś żołnierze ich dostrzega i zabiją. Nie brał jednak pod uwagę tego, że stres i ucieczka z miasta spowodują przedwczesny poród, i to w dodatku w nocy, w lesie, gdzie oprócz nich nie ma żadnego innego człowieka. Początkowo stracił głowę, wkrótce jednak zdołał się opanować. Położył swą dłoń na jej dłoni, spojrzał głęboko w oczy i z przekonaniem powiedział: - Wszystko będzie dobrze. Potem wstał i podłożył jej pod plecy plecak, by mogła wygodnie trwać w pozycji półleżącej. Następnie wyciągnął kawałek materiału i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych