Atlandyda-część I "Wyspa"-V rozdział
O Onestoosie część kolejna
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział V
Jak wspaniały był ten list od Laori. Jak słodkie były słowa tam zawarte. Nigdy wcześniej nie czytał nic tak pięknego i tak mądrego. A słowa te były skierowane do niego. Minął tydzień, który okazał się wiekiem. Wiekiem radości i obaw. Nie mógł się skupić na niczym, przechodził ze stanu euforii, do melancholii. I wreszcie nadszedł ten dzień, wolny od pracy, ale nie wolny od myśli o tej istocie, która tak doskonale opisała jego uczucia, niczym czarodziejka. Rano z trudem zjadł śniadanie. Wyszedł do miasta, przeszedł park cztery razy wzdłuż, i teraz czekał od godziny piętnastej. Nie dłużyło mu się, czuł ogromne zdenerwowanie. Bał się, ale wiedział, że nadchodzi szczęście. Bał się, że coś mogłoby im przeszkodzić, był gotów walczyć, bić się z każdym, aby tylko poczuć jej zapach, usłyszeć głos, dotknąć skóry. Nigdy przedtem nie czekał na nic w takim napięciu, nigdy przedtem nie był tak podniecony. Patrzył na liście dębów i klonów odbijające krople ulewnego deszczu, na wzburzoną wodę w lustrze fontanny. Patrzył na to wszystko, a widział tylko twarz Laori i błękitne litery na białym papierze, które naniosła delikatną dłonią. Rozmyślania przerwał hałas jadącego powozu. Odwrócił się i zobaczył czarną karetę, ciągniętą przez dwa czarne konie, woźnica narzucony miał na siebie płaszcz przeciwdeszczowy w tym samym kolorze. Zatrzymali się około dwadzieścia metrów od fontanny. Oneostos stał chwilę zastanawiając się czy podejść, czy może to jakaś przypadkowa osoba? Jego rozterki przerwał woźnica, zwrócił głowę w jego stronę i kiwnął. Oneostos podszedł do powozu chwiejnym krokiem. Czuł się jak pijany. Serce biło mu szybko, każdy krok trwał godziny. Kiedy był metr od miejsca przeznaczenia, woźnica stłumionym, ale jednocześnie dźwięcznym i pewnym głosem, kazał stanąć. Zatrzymał się i czekał. W oknie karety rozsunęły się czarne atłasowe zasłony i zobaczył w nich głowę Laori. Włosy miała mocno upięte do tyłu, oczy delikatnie podkreślone błękitnym tuszem. Widział, że była tak samo podenerwowana i pobudzona jak on. Patrzyli tak na siebie przez kilkanaście sekund. - Wiedziałam, że się zjawisz – przerwała milczenie. Barwa jej głosu przypomniała mu dzwony świątyni, kiedy w wieku trzynastu lat przeszedł rytuał inicjacji i wszedł oficjalnie w dorosłość. W tamtym momencie poczuł Boga. Później już nie słyszał nigdy tak kojącego dźwięku, aż do tego dnia. - Tęskniłam za widokiem twojej twarzy, a ty, co czułeś? – Łzy spłynęły po jego policzkach. Patrzył się na nią szklistymi oczami i łkał. - Oneostosie powiedz coś proszę, nie trzymaj mnie w niepewności. Czy przyszedłeś tu, aby się zabawić moim kosztem? - Nie Laorio. Nie mów tak. Przyszedłem dla ciebie – odparł. – Czekałem cały tydzień na to spotkanie. - Naprawdę? Ja też – uśmiechnęła się zalotnie. - Tak, kiedy ujrzałem twój list myślałem, że ziemia się przede mną rozstąpiła. A kiedy go przeczytałem poczułem, że jestem w niebie. Urosły mi u ramion skrzydła, stałem się ptakiem. Widziałem cały świat z góry, byłem wolny, i dalej jestem ptakiem, i wciąż jestem wolny. - Ach, Oneostosie kocham cię – w sercu wybuchł mu ogień, palił się cały. Nie wiedział, co się stało, znalazł się gdzie indziej. Nie czuł już mokrego ubrania, nie widział nic po za uśmiechniętą twarzą Laori. – Kochasz mnie? Powiedz proszę. - Kocham cię – wyszeptał. – Kocham cię bardziej niż wszystko na ziemi. Bardziej niż rodzinę, bardziej niż matkę. Jesteś dla mnie jedzeniem, wodą. Żyję tobą, chcę umrzeć u twojego boku – zamarł. Usłyszał śmiech, głośny śmiech. Śmiech dochodził z góry, a śmiał się woźnica. Przechylił się do tyłu i powiedział wesoło. - Laorio już nie mogę się powstrzymać, jak banalny jest ten chłopak, spodziewałem się czegoś lepszego – Oneostos spojrzał na Laorię, ona też się śmiała. - Wybacz Steastesie, nie wiedziałam. I ja spodziewałam się czegoś więcej. Oneostosie jesteś nieznośny – nie wiedział, co się dzieję. Patrzył tylko, raz na Laorię, raz na Steastesa. - No mój drogi, tak bardzo kochasz moją siostrę, a nie chciałeś sprawić jej przyjemności – Steastes mówił tonem nauczyciela. – Liczyliśmy na więcej uczucia. A ty taki inteligentny murarz. On jest murarzem Laorio? - Nie, buduje okręty – wrzasnął wesoło głos z powozu. I wyskoczył z niego gruby, młody mężczyzna, o bardzo długich blond włosach, w pięknym białym ubraniu. - Rylestasie zmokniesz, wróć – prosiła Laoria. - Muszę się przyjrzeć temu okazowi. Myślący robotnik. No i jaki ambitny, coś podobnego. Powiedz coś o sobie Oneostosie. Oneostos stał przez ten czas, jak kamień, zdawało się, że niczego nie słyszy. Po słowach Rylestasa odwrócił się i ruszył biegiem przed siebie. - Stój Oneostosie nie gniewaj się. To tylko żart – krzyczał Laoria. – Nie traktuj tego tak poważnie – ale on nie słuchał tylko biegł. Rylestas wgramolił się do karety. - Gonimy go Steastesie? - Nie! Szkoda koni. Zmokłem przez niego, mam ochotę na kolacje i gorące wino. - Dobry pomysł przyjacielu. - Steastesie, ale przyznaj, że nie było tak źle. Trochę się ubawiliśmy prawda? – Zapytała Laoria. - Szczerze mówiąc tak. Dziękuję ci siostrzyczko. Będziemy mieli, co opowiadać na przyjęciach – Wszyscy wybuchli szczerym śmiechem. Steastes ściągnął cugle i konie poniosły ich do domu Rylestasa. Oneostos biegł przed siebie, co chwila się potykając. Oczy miał mokre, prawie nie myślał. Coś rozrywało mu wnętrzności. Nie był wściekły, był bezradny. To jego wina, jak mógł uwierzyć, że coś takiego go spotkało. Był winny pychy, zgubiła go wiara w siebie i wiara w miłość. Jak zwykły mieszkaniec Kastanii, mógł mieć nadzieję, że córka bogatego kupca zwróci na niego uwagę? Śmieli się z niego, wciąż słyszał ten śmiech, i mieli powód. Był błaznem, pokraką, takim, jakich podobno wielu rodziło się na kontynentach, i jakich tam zabijano, lub więziono. Nigdy nie widział takiej istoty, ale z pewnością był równie obrzydliwy i żałosny, jak one. Oczy mu wyschły, po godzinie przestało padać. Ocknął się oparty o mur, jakiegoś budynku. Sapał ze zmęczenia. Rozejrzał się dokoła. Był w centrum miasta. Ruch na ulicach był durzy. Ci, którzy nie musieli chodzić w deszczu właśnie wychodzili na ulice, aby załatwić swoje sprawy. W tłumie był niewidoczny. Jednak nie był pokraką. A jeśli nią był, to nikt tego nie zauważał na pierwszy rzut oka. Pomyślał, że jest nikim, a skoro jest nikim, przecież mógłby być każdym. Przynajmniej w teorii. Powłócząc nogami poszedł do domu. Następny dzień był ciężki, musiał wykonać dużo fizycznej pracy. Pierwszy raz okazało się to czymś zbawiennym. Podczas zajęć nie myślał. Dzień minął szybko. Niestety, kiedy skończył swoje zadania i szedł na kolację znów poczuł straszny ból, upokorzenie i pogardę wobec siebie. Nie mógł zasnąć. Przez całą noc było mu gorąco. Chwilami płakał. Kolejne dni były identyczne. Bezsens, pustka i żal. Wcześniej obwiniał cały świat, po spotkaniu z Laorią wiedział, że sam jest winien swoim cierpieniom. Chciał śmierci lub zapomnienia. Po miesiącu było mu lepiej. Wpadł w stan apatii. Działał bezmyślnie, nie smucił się, ani nie cieszył niczym. Postanowił
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Obłuda.T
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…