Autobiografia (rozdział 1)
Pierwszy rozdział mojej powieści, w której wykorzystałam elementy własnej biografii. Napisana jest ona w tej formie, gdyż nie chciałam, aby to wszystko, co jest tam opisane, aż tak mnie dotykało. Zapraszam do czytania dalszych części.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dzieciństwo
Anna była szczęśliwą mamą dwóch, ślicznych dziewczynek. Starsza z jej córek Majka, odkąd tylko nauczyła się chodzić, zawsze pakowała się w kłopoty. Paulinka, choć tylko rok młodsza od siostry, była stateczna i ułożona. Jednak obie dziewczynki łączyła jedna cecha – jedna za drugą skoczyłaby w ogień. Choć kobieta sama wychowywała córki, bardzo pomagali jej w tym rodzice. Świat Ani zaczął się walić dopiero, gdy młodsza z jej córek zachorowała. Paulinka zawsze była chorowitym dzieckiem, tym razem jednak nie było to kolejne przeziębienie, angina czy zapalenie płuc. Od dłuższego czasu dziewczynka chodziła ospała, narzekała na ból głowy, lecz Anna ignorowała to, tłumacząc faktem, że dopiero zmieniła przedszkole, jeszcze się nie przyzwyczaiła, to stres lub zmęczenie. Poważnie zaniepokoiło ją dopiero to, gdy kilka dni po Nowym Roku, Paulinka straciła przytomność. Anna była przerażona, Majka wzięła jej główkę na kolana i zaczęła płakać. Matka dziewczynek wezwała karetkę, która już po chwili była pod ich blokiem. - Majuś, zaraz przyjdzie po ciebie babcia. Proszę, bądź grzeczna – poprosiła starszą córkę i zniknęła wraz z medykami i Pauliśką na noszach z mieszkania. W szpitalu wszystko trwało w nieskończoność. Lekarz zabrał Annę, aby podpisała dokumenty, a pielęgniarz zabrał Paulinkę na rezonans magnetyczny. Gdy Anna wypełniła papiery, poszła do dziewczynki, która ocknęła się dopiero po badaniu. - Mamusiu, co się stało? – zapytała dziewczynka. - Kochanie, jesteś w szpitalu. Ja zaraz pójdę do pana doktora i dowiem się, co wyszło w badaniach, dobrze? – zapytała kobieta, a do sali wszedł lekarz. - Dzień dobry – przywitał się. – Jestem lekarzem prowadzącym Paulinki. Moje nazwisko to Krzysztof Kibard. - Dzień dobry panie doktorze. Są wyniki? - Właśnie z tym przychodzę, ale może chodźmy do mojego gabinetu – poprosił. - Córciu, ja z panem doktorem wyjdę, dobrze? Ty sobie w tym czasie porysuj – poprosiła córkę, a ta odpowiedziała tylko uśmiechem. W gabinecie lekarza: - Napije się pani herbatki? – zapytał łagodnie, uśmiechając się. - Chętnie, dziękuję. Po chwili lekarz zaparzył napój i usiadł obok kobiety. - Pani Anno, wiem, że to będzie bardzo trudny okres dla pani. To, co teraz powiem, będzie pani chciała wyprzeć, ale… - Jaki jest wynik? – przerwała zniecierpliwiona. - W mózgu Paulinki wykryliśmy dużego guza – nie owijał w bawełnę, tylko od razu przeszedł do konkretów. - Ale co to jest? I skąd? - Jeszcze nie wiemy, jednak jak najszybciej musimy przeprowadzić zabieg chirurgiczny. - Czy to jest niebezpieczne? – pytała rzeczowo. - Na pewno mniej, niż zostawienie guza w jej główce – oznajmił. - A kiedy? I czy pan będzie przy tym zabiegu? - Tak, będę asystował panu profesorowi Raczkowskiemu. Nie dam Paulince zrobić nic złego, obiecuję – powiedział, bo widział w oczach Anny łzy. – Podpisze pani zgodę na zabieg? – zapytał. - Zróbcie wszystko, aby moja córcia żyła. Moje córki są jedynym sensem mojego życia – wyznała. - Panie doktorze czy może pan powiedzieć mi coś więcej o tym zabiegu? – poprosiła. - Oczywiście. Ten guz jest wielkości mniej – więcej śliwki węgierki. Na początku musimy ustalić co to za twór. Mamy pięćdziesiąt procent szans na to, że wynik badania histopatologicznego wyjdzie negatywny i guz nie jest złośliwy. Zrobimy to badanie, gdy pani córka będzie jeszcze na stole operacyjnym. Jeśli wyjdzie, że guz nie jest złośliwy, to można będzie usunąć go w całości. Później jeszcze zatrzymamy ją na obserwacje, ale mam nadzieję, że ta obserwacja nie będzie długa – tłumaczył. - Dziękuję – powiedziała, odstawiając pustą filiżankę na stolik. - Podpisze pani zgodę na zabieg? - Tak, a później pójdę do Pauliśki. Podsunął jej dokument, wyjął z kieszonki fartucha długopis i dał jej. - Proszę – powiedział. - Dziękuję – kobieta podpisała dokument. Gdy poszła do córki, ona jakby nigdy nic, rysowała sobie na łóżku. - Jak się czujesz, córciu? – zapytała Anna. - Dobrze. Kiedy przyjdzie do mnie Maja z babcią i dziadkiem? – zapytała dziewczynka. - Nie wiem – odpowiedziała szczerze. - Tęsknię za Mają – wyznała. - Wiem, ja też. Kilka kolejnych dni mijało Annie i Paulince bardzo wolno. Dziewczynka nie mogła wychodzić na podwórko, ale na szczęście w szpitalu było równie dużo ciekawych zajęć. Paulinka zaprzyjaźniła się z Olą, koleżanką z sali. Anna natomiast z jej rodzicami. Choć Ola miała poważne problemy z poruszaniem się, dziewczynki bardzo dobrze się bawiły. Paulinka zaczęła mieć problemy z prawą stroną ciałka. Zaczęła rysować lewą rączką, traciła równowagę. Lekarzy i Annę zainteresował fakt, że potrafiła wywrócić się na kompletnie prostej drodze, idąc.
Tymczasem w domu rodziców Anny: - Babciu, kiedy wróci Paulinka? – dopytywała Maja, jedząc śniadanie. - Nie wiem, ale mam nadzieję, że jak najszybciej – odpowiedziała starsza kobieta, zapalając papierosa. - Matka, nie pal… - poprosił starszy mężczyzna wchodząc do kuchni. - Janek, chodź zjedz śniadanie – poprosiła spokojnie, mając w oczach łzy. - Nie. Na razie nie będę jadł, odprowadzę zaraz Maję do przedszkola. Gdy dziewczynka zakładała kurtkę i buty w przedpokoju: - Dzwoniłaś do Anki? – zapytał ojciec kobiety. - Tak, dzwoniłam, ale jeszcze nic nie wiadomo… Operacja Zrobiono Paulince wszystkie dodatkowe badania i podano potrzebne szczepionki. Dwudziestego pierwszego stycznia lekarze bezsprzecznie zadecydowali, że trzeba przeprowadzić zabieg. Następnego dnia Paulinka była przygotowywana do tego, lekarze również zabezpieczali się na wszelkie możliwe sposoby. Poprosili punkt krwiodawstwa, aby dali im dodatkową „porcję” krwi AB Rh+. Po zabraniu Paulinki na salę operacyjną, Anna usiadła na krześle, w oczekiwaniu. Po chwili przyszedł do niej jeszcze doktor Kibard. - Dzień dobry – przywitał się. – Jak się pani czuje? – zapytał troskliwie. - Dzień dobry – próbowała się uśmiechnąć. – Strasznie się boję – wyznała. - Nie będę ukrywał, że to bardzo skomplikowany zabieg, ale teraz nie wolno się załamywać.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil paulina
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…