Autobiografia (rozdział 12)
Dwunasty rozdział mojej powieści, w której wykorzystałam elementy własnej autobiografii. Napisana jest ona w tej formie, gdyż nie chciałam, aby to wszystko, co jest tam opisane, aż tak mnie dotykało. Proszę o konstruktywne komentarze. Zapraszam równi
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Dawid, zatrzymaj się! - poprosiła błagalnym głosem. - Co się stało? - zaniepokoił się chłopak. - Źle się czujesz? - zapytał, gdyż jej twarz nagle zrobiła się blada, niczym kreda. Chłopak już wjechał na szpitalny parking, jednak mieli teraz do przejścia jeszcze kawałek. - Dasz radę iść do szpitala? - zapytał, gdy dziewczyna otworzyła drzwi samochodu i chciała zrobić pierwszy krok, ale ona nie zdążyła mu odpowiedzieć, bo kolejny raz zemdlała. - O cholera! - zdołał tylko krzyknąć przestraszony. - Może mi pan pomóc? - zawołał do trzydziestoletniego mężczyzny siedzącego w innym aucie. Mężczyzna natychmiast wysiadł z samochodu i podszedł do chłopaka. - Pójdę po pomoc i zaraz przyprowadzę wózek, żeby pan nie musiał nieść żony - powiedział nieznajomy. Rzeczywiście, po chwili szedł on prowadząc wózek, a tuż obok szedł ratownik medyczny w czerwonej kurtce. Paulina cały czas nie odzyskiwała przytomności. Gdy już mężczyźni podeszli do Dawida, ratownik przejął inicjatywę, sprawdził oddech dziewczyny. Na szczęście był stabilny. Wziął ją na wózek i zwrócił się do Dawida. - Pan jest mężem? - zapytał. - Nie, jestem jej chłopakiem. Na neurochirurgii pracuje jej ojciec. Właśnie do niego szliśmy, kiedy - łamał mu się głos, a słowa układały się niespójnie. - Zaraz wszystko będzie dobrze - zapewnił Sylwester Wasilewski, jak Dawid wyczytał z plakietki na bluzie. - Gdzie... gdzie ja jestem? - zapytała słabym głosem Paulina, gdy Sylwester wraz z Dawidem szli pośpiesznie w stronę szpitala. Na te słowa zwolnili kroku, a Dawid chciał wyjaśnić sytuację. - Paulinko, przed chwilą zemdlałaś. Teraz jedziemy do pana Kibarda, żeby cię obejrzał i zrobił ten rezonans, który miał zrobić - tłumaczył. Paulina była oszołomiona. Nie potrafiła pozbierać myśli, ani stworzyć sensownego zdania. Po chwili byli już na górze. Ratownik poprosił ich, aby przez chwilę poczekali przy dyżurce, a on w tym czasie powie lekarzowi, że oni już są. Rzeczywiście, pięć minut później ze swojego gabinetu wyszedł Krzysiek. - O Boże - przestraszył się, gdy podszedł do nich i spojrzał na Paulinę. - Co się stało? - Znowu zemdlała - oświadczył Dawid. - No i co my zrobimy? - zapytał retorycznie lekarz. - Teraz już rób, co chcesz - powiedziała dziewczyna zrezygnowanym głosem. Zjechali windą na dół, do pracowni rezonansu magnetycznego. Tam pielęgniarka zrobiła jej wkłucie i założyła wenflon. Później musieli chwilkę poczekać, gdyż akurat był badany pacjent szpitala. Kwadrans później wyszedł do poczekalni, w której czekała Paulina, technik i oznajmił, że może już iść i się przygotowywać. Tak też zrobiła. Poszła do wydzielonego pomieszczenia, zdjęła złoty łańcuszek z szyi i poszła do pracowni. Dawid szedł za nią, trzymając za rękę. Całe badanie odbyło się w sumie szybko. Na początku wstrzyknięto kontrast do jej żyły. Od razu zrobiło jej się przeraźliwie zimno, aż przeszedł ją dreszcz. Technik, zanim wyszedł z pomieszczenia, nakrył ją kocem. Później zaczęło się badanie, które przeszło bez jakichkolwiek komplikacji. Gdy już wyjechała na łóżku, technik poprosił, aby się nie podnosiła. On sam wszedł do gabinetu i zdjął jej słuchawki oraz złożył koc, którym była przykryta. - Ile czasu trzeba czekać na wyniki? - zapytał Dawid bardziej Paulinę, niż młodego lekarza, jednak to on mu odpowiedział. - Około dwóch godzin zanim opiszemy i wyślemy na oddział - powiedział, przy czym wysłał olśniewająco piękny uśmiech w stronę dziewczyny. - No dobra - widać było, że Dawida aż nosi z zazdrości. Jednak Paulina chciała jakoś załagodzić tę sytuację i dlatego pogłaskała chłopaka po ręce. Po chwili szli na oddział. Dawid prowadził Paulinę na wózku, a ona w zamian za to, trzymała jego kule na kolanach. Gdy czekali na windę dziewczynie do głowy wpadł pewien, doskonały pomysł. - Nie jedziemy jeszcze do Krzyśka - oznajmiła. - Jeśli już mam tę wątpliwą przyjemność być tutaj - zaśmiała się - to chociaż niech będzie z tego jakiś pożytek - oznajmiła, czym zadziwiła chłopaka. - Yyy, w sensie, że co? - Dawid cieszył się, że Paulina tryska optymizmem, mimo, że nie rozumiał powodu tej euforii. - Teraz jedziemy na rehabilitację - oznajmiła w końcu. - Ciekawa jestem, czy jeszcze pracują ci wszyscy, którzy mnie ćwiczyli... Chłopak nacisnął przycisk przywołujący windę, a zaraz potem jechali już na trzecie piętro, gdzie mieściła się rehabilitacja. gdy już tam byli, Paulina nie wierzyła własnym oczom. Oddział zmienił się nie do poznania. Choć wszystko było tak jak Paulina sobie zapamiętała - kolorowe i radosne. - O Boże, no tak... Tylko jak się tutaj szło do tych moich rehabilitantów? - zastanawiała się dziewczyna, w tym momencie przeszła obok nich około czterdziestoletnia, dość ładna brunetka. - Przepraszam... - zaczepiła ją Paulina. - Czy wie pani może, czy znajdę na tym oddziale panią Wandę Lewandowską oraz pana Piotra Czechowskiego? - zapytała uprzejmie. - Tak się składa, że nazywam się Wanda Lewandowska, miło mi... - To pani? - zapytała zaskoczona dziewczyna. - Boże, nie poznałam pani... - przyznała ze wzruszeniem. - A mogłaby mi pani powiedzieć, dlaczego miała mnie pani poznać - poprosiła kobieta z uśmiechem na twarzy. - Byłam pani pacjentką - oznajmiła krótko dziewczyna. - Ale chyba dość dawno - zaczęła kobieta. - No, prawie dwanaście lat temu... Pewnie już teraz pani sobie nie przypomni. Wyglądałam zupełnie inaczej... - A możesz przypomnieć mi swoje imię? - zapytała zaciekawiona, kim jest owa dziewczyna. - Jasne. Paulina Dobkowska. - Czy to z twoją mamą jeden z lekarzy z neurochirurgii... - nie skończyła, ale Paulina od razu wiedziała o co chodzi. - Tak. Pan doktor z moją mamą się hajtną... - zaśmiała się dziewczyna. - Oj głośno było o tym... - fizjoterapeutka również dała upust śmiechowi. Tylko Dawid biedny nie wiedział, co ma zrobić. Po chwili odszedł od kobiet i zagłębił się w lekturze plakatów wiszących na ścianach korytarza. Wtedy do jego głowy wpadł genialny plan. Szybko wyjął z kieszeni swój telefon komórkowy, wybrał numer, który był zapisany pod nazwą "szwagierka" i odszedł dalej, aby Paulina nie usłyszała jego rozmowy. Gdy już zakończył połączenie, wrócił do kobiet. Rehabilitantka zaproponowała parze wyśmienitą kawę. Dziewczyny nie trzeba było do tego zbyt długo namawiać. Pośmiała się z rehabilitantką, powspominały dawne czasy. Kobieta opowiadała również Dawidowi jaką nieznośną dziewczynką była mała Paulinka. Gdy dopiły kawę, Paulina musiała pożegnać się z kobietą, gdyż do rehabilitantki przyszedł mały pacjent z tatą. Po chwili szła z Dawidem kolorowym korytarzem w stronę innych gabinetów. W trzy minuty później byli przy drugiej stronie korytarza, przy gabinecie terapii zajęciowej. - Dawid, pójdziesz jeszcze teraz ze mną do pana Piotra? - zapytała dziewczyna, przy czym złożyła ręce w geście prośby. - A nie możesz iść sama? Przecież ja nie jestem tobie tam potrzebny, a będę się czuł jak piąte koło u wozu - przyznał w końcu. - Idź na spokojnie, pogadaj z nim, a ja za pół godzinki będę po ciebie. Okej, kochanie? - zapytał, po czym pocałował ją najczulej, jak potrafił. - No dobra - powiedziała zrezygnowana - ale będę tęsknić - po czym puściła jego dłoń. Gdy dziewczyna wchodziła do kolejnego gabinetu, tym razem terapii manualnej, Dawid jechał już windą w kierunku wyjścia ze szpitala. Miał plan, tylko na jego wykonanie potrzebował chwili samotności. Przy drzwiach wejściowych do szpitala spotkał się ze starszą siostrą swojej ukochanej. - Cześć - przywitała się Majka, gdy Dawid był już w miarę nie daleko. - Cześć, przepraszam, że tak cię wyrwałem z domu, pewnie, ale mam do ciebie ogromną prośbę. - Zamieniam się w słuch - zaśmiała się dziewczyna. - Jutro miją cztery miesiące, odkąd jestem z twoją siostrą - oznajmił. - Uuu, gratuluję - ucieszyła się, choć nie bardzo wiedziała o co chodzi. - I w takim wypadku chciałbym przygotować dla niej coś specjalnego... - Masz już coś na myśli, czy mam ci pomóc wymyślić? - pytała uprzejmie. - Chodzi mi o to, żebyś ją gdzieś zabrała... Muszę mieć chwilę na to wszystko - wyjaśnił. - Nie ma problemu, szwagier - zaśmiała się Majka. Gdy ustalili więcej szczegółów, Dawid poszedł po wybrankę swego serca. Po chwili wchodził na oddział rehabilitacji, gdzie zobaczył, jak Paulina wylewnie żegna się ze starszym, siwiutkim mężczyzną. Podeszła do niego i uzyskała namiętnego i wyczekiwanego buziaka. - Możemy iść? - zapytał Dawid, gdy przytulił Paulinę. - Jasne. Zobaczymy co się czai pod tą moją kopułą - zaśmiała się dziewczyna. Kwadrans później byli na oddziale neurochirurgii, gdzie czekał na nich już ojczym Pauliny. - I jak tam? Mówiłam wam, że nie ma czym się przejmować, prawda? - zapytała retorycznie Paulina, gdy już siedzieli w gabinecie lekarza, a on oglądał jej zdjęcia MRI. - No właśnie... - posmutniał Krzysiek. - Jeden z tych dużych naczyniaków, które masz w mózgu, jeszcze powiększył swoje rozmiary. Ma, w tej chwili, rozmiary sporej pomarańczy. Ponad to pojawił się mikrowylew, który spowodował wczorajszy atak - tłumaczył, choć widać było, że jemu również nie jest łatwo. - Co mogę z tym wszystkim zrobić? - zapytała w końcu przerażona dziewczyna. - Czegoś takiego ja, jako neurochirurg nie mogę bagatelizować. Przed waszym przyjściem dzwoniłem do swojego starego kumpla, który jest jednym z naprawdę najlepszych specjalistów w kraju, jeśli chodzi o usuwanie guzów mózgu. Zgodził się ze mną, niestety, że w takim wypadku nie można czekać. Cały problem w tym, że nie możemy ci tego zrobić tutaj, w centrum - zaskoczył ją tymi słowami, ale jednocześnie uszczęśliwił. - A czemu? - dopytywała się. - Bo, jak ci wiadomo, to szpital dziecięcy, a ty już jesteś, kolokwialnie mówiąc, ciut za stara - Paulina na te słowa parsknęła śmiechem. - No, dziękuję ci bardzo - powiedziała, próbując opanować śmiech. Dawid nie odzywał się, tylko przytulił dziewczynę, choć jemu też uśmiech cisnął się na usta. - Paula - zaczął Krzysiek - Olgierd pracuje w Gdańsku. Mówił, że gdybyś zdecydowała się na zabieg usunięcia tego guza, to on, jako ordynator tamtej neurochirurgii, ma dla ciebie łóżko już od czwartego stycznia. Wtedy byśmy tam pojechali, uzgodnili wszystko, a on by cię zoperował. - Nie koniecznie mi się to uśmiecha - przyznała dziewczyna, której znów na twarzy zagościło przerażenie. - Nie bój się, kochanie - odezwał się, dotąd milczący, Dawid. - Będę przy tobie - obiecał. - Ty masz szkołę! - oburzyła się. - Poza tym nie mogłabym ci się pokazać w takim stanie. Skąd w ogóle ten pomysł? - Stąd, że cię kocham i przejdziemy przez to razem, dotarło do tej małej, pięknej główki? - zapytał, po czym delikatnie wziął jej prawą dłoń do swojego policzka i musnął wargami. Jej momentalnie włączyła się spastyczność i ruchy mimowolne - na szczęście tylko na chwilę. - Dotarło - powiedziała ze skrywanym zawstydzeniem. - No dobra, tatusiek - zaśmiała się dziewczyna, aby rozładować napiętą atmosferę - powiedz mi tylko na co muszę się nastawiać w tym szpitalu? - Nie bardzo rozumiem... - przyznał. - Mam nadzieję, że po tym zabiegu znacznie szybciej dojdziesz do siebie, ale też mam wrażenie, że będziesz miała tam opiekę o jakiej można pomarzyć - powiedział. - No dobra... A jak myślisz, ile czasu musiałabym później uważać? W sensie, chodzi mi o to, czy od razu po tej operacji bym musiała zostać w tamtym szpitalu, bo w tym roku mam maturę i bym chciała się do niej jak najlepiej przygotować... - Pojedziemy tam z tobą, a ja pogadam z Olkiem... Ale wydaje mi się, że nie będziesz musiała aż tak długo dochodzić do siebie - pocieszył Krzysiek. - No, to trzymam cię za słowo - powiedziała zadowolona. - A teraz co, spadamy? - zwróciła się do Dawida. - No dobra - odpowiedział, po czym pożegnał się z Krzyśkiem i oboje poszli w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil paulina
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…