AUTOBUS DO CELU
Tak naprawdę niewiele wiemy o tym kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. I co będzie dalej. I jaki jest nasz kolejny przystanek. Czy dla każdego taki sam?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
AUTOBUS DO CELU
Autobus zatrzymał się przed moim domem, chociaż nie było tam żadnego przystanku. Był srebrnego koloru a duży napis informował „AUTOBUS DO CELU” Co za dziwna nazwa- pomyślałem. Przecież dla każdego, kto do niego wsiądzie cel jest zupełnie inny. Zasłonił mi drugą stronę ulicy, gdzie jeszcze przed chwilą piękna blondynka z mozołem próbowała otworzyć kluczykami swój samochód. Chciałem kontynuować obserwacje, ale nagle otworzyły się drzwi i zarośnięty kierowca, mierząc mnie podejrzliwym wzrokiem zapytał. –Wsiadasz pan, czy nie? Na początku myślałem, że słowa te kieruje do zupełnie kogoś innego, ale byłem zupełnie sam. Zupełnie sam tego ranka, gdy zawsze o tej porze pełno ludzi kłębiło się dookoła. Nie licząc oczywiście tamtej blondynki, ale ona była raczej obrazem niż osobą. –Ja? –A co duch święty? Miałem wolny dzień i nie bardzo wiedziałem, co z nim zrobić. Mając w pamięci jeszcze niezbyt dobrze przespaną noc, nie byłem jeszcze zdecydowany jak dzisiaj chciałbym go spędzić. Może trochę inaczej i ten autobus był alternatywą, chociaż nie wiedziałem, dokąd jedzie. Pchnięty nieznanym impulsem, widząc w środku kilka osób postanowiłem wsiąść ignorując nieznany strach, który pojawił się we mnie bez uzasadnionego powodu. Kierowca gwałtownie zatrzasnął za mną drzwi i uruchomił silnik. Nie zapytał czy mam bilet i gdzie chcę wysiąść. Nie powiedział nic, tylko skupił się na jeździe. Trochę zdezorientowany przyjrzałem się pasażerom. Siedziała tutaj młoda kobieta w mini spódniczce sprawiając wrażenie jakby wracała z nocnej imprezy Był i zupełnie nie pasujący ksiądz skupiony na modlitwie. Z tyłu zobaczyłem śpiącego mężczyznę w podartej koszuli, od którego w całym autobusie roznosił się zapach alkoholu. Po lewej stronie siedział trochę podenerwowany mężczyzna w garniturze, gwałtownie ściskający na kolanach czarną teczkę. Teraz i ja dołączyłem do tego dziwnego towarzystwa. Wybrałem pierwsze z brzegu wolne miejsce i usiadłem. I wtedy zapatrzony w przyciemnianą szybę, przez którą nie wiele było widać przypomniałem sobie nocny sen. Mimo że po przebudzeniu szczegóły zatarte były mgłą, teraz doskonale wszystko pojawiło się w mojej pamięci. Był tam autobus, pusta droga i pustynia. Uśmiechnąłem się do siebie i pomyślałem, że chyba od rana wariuję. Ten dzień zaczął się dziwnie i dziwnie toczył się dalej. Spojrzałem na przód samochodu gdzie siedział kierowca i przy samej szybie zauważyłem przesuwający się na czarnym pasku świetlny napis. „ Warunkiem nieśmiertelności jest śmierć” Co za dziwny napis?- pomyślałem. Spodziewałem się tam nazwy kolejnego przystanku, a zobaczyłem wypisaną myśl, którą kiedyś już gdzieś słyszałem. Pomyślałem, że czas się dowiedzieć, dokąd jedzie ten autobus. Może jego pasażerowie udzielą mi pełnej informacji? Obejrzałem się za siebie i spojrzałem w kierunku młodej dziewczyny, która kurczowo ściskała nogi. –Przepraszam panią, dokąd właściwie jedziemy? Wydała się zdziwiona tym, że ktoś do niej mówi i zignorowała moje pytanie. I nie od niej otrzymałem odpowiedź. –Do celu bracie, gdziekolwiek on jest dla każdego z nas- odezwał się młody ksiądz. –Czy to daleko?- zapytałem Ksiądz dopiero teraz spojrzał w moją stronę. Zobaczyłem, że na nogach trzyma grubą księgę, która zapewne była biblią. –Nie wiesz tego? Zajrzyj w głąb własnej duszy, a dowiesz się gdzie jest twój cel- odparł. Nie takiej spodziewałem się odpowiedzi, lecz chwilowo wolałem nie zaczynać żadnej dyskusji Wyjrzałem przez okno i lekko zdziwiony zauważyłem, że jedziemy pustą drogą w zupełnie nieznanej mi okolicy, która była raczej kamienną pustynią, niż podmiejską dzielnicą, do której najwyżej mogliśmy dojechać w ciągu tych kilku minut. Nie poznawałem miejsca, a przecież znałem miasto doskonale. Coraz mniej zaczynało mi się to wszystko podobać. –Kiedy będzie najbliższy przystanek?- zapytałem, ale nikt mi nie odpowiedział. Lekko zdenerwowany wstałem i podszedłem do kierowcy. –Panie kierowco. Dokąd my jedziemy? Tamten nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Droga przed nami była pusta aż do samego horyzontu. Jakim cudem w czasie niewielu minut znaleźliśmy się w zupełnie obcym miejscu? –Proszę się natychmiast zatrzymać! Ja tutaj wysiadam!- zawołałem zdenerwowany. –Proszę nie krzyczeć!- zawołał z tyłu przebudzony pijak. W tej samej chwili podszedł do mnie elegancko ubrany mężczyzna i zaczął szeptać. ¬–Niech pan siada, proszę pana bardzo...-powiedział ze strachem w głosie. Tego było już za wiele. Zdenerwowany odepchnąłem mężczyznę i chwyciłem za rękę -kierowcę. Poczułem pod palcami coś dziwnie nienaturalnego i obcego. Kierowca spojrzał wtedy na mnie i przeraźliwie się uśmiechnął. –Pan nie wierzy we własne przeznaczenie. To grzech!- zawołał ksiądz. –O jakim przeznaczeniu pan mówi!. W swoich planach na dzisiaj nie miałem zamiaru się nad tym zastanawiać! -Ja także, a jednak jestem tutaj. Nikt nie zna swojego dnia ani godziny...Przecież pan już nie żyje- powiedział. Dziewczyna zaczęła płakać i ściskać w ręku chusteczkę. Elegancki mężczyzna znowu podszedł do mnie i powiedział. –Proszę się uspokoić. Ja chcę szczęśliwie dotrzeć do celu... W oczach miał strach i drżał na całym ciele. –Czy ktoś się, ze mną napije? –Boże...Daj nam wszystkim siły na tej ostatniej drodze... -Panowie...ja musze oddać sprawozdanie... Na czarnej ramce pojawił się kolejny napis. „TAM GDZIE ŚMIERĆ TAM ŻYCIE” Dziewczyna wyciągnęła rękę i położyła mi ją na dłoniach. Zajrzała głęboko w oczy i powiedziała. –Nie znam pana, ale wiem o panu… nie wiem skąd tak wiele? Zazdroszczę ci wspomnień… W tej samej chwili zdałem sobie sprawę, że niczego nie pamiętam. Moje życie było dla mnie nieznane i nie wiedziałem, kim jestem ani jak się nazywam. Ogarniała mnie z wolna panika. Lecz z drugiej strony na czymś mi ogromnie zależało. Zdałem sobie sprawę, że nie mogę jechać dalej i muszę natychmiast wracać. Popatrzyłem raz jeszcze na kobietę szukając w jej spojrzeniu pomocy. –Co pani jeszcze o mnie wie? Znowu zapłakała i wykręciła się od udzielenia odpowiedzi. –Tylko Bóg wie o na s wszystko- zawołał ksiądz. ,–O czym wy mówicie do licha? Czy to autobus wariatów!?- zawołałem i chwyciłem z całych sił ręce kierowcy. W tej samej chwili autobus gwałtownie zahamował i zatrzymał się. Z okien wyleciały wszystkie szyby zasypując podłogę drobnymi kryształami. Dźwięk tłuczonego szkła był niemal ciszą w porównaniu z krzykiem, jaki wydała z siebie kobieta. Kierowca jakby oprzytomniał i spojrzał na mnie otępiałym martwym wzrokiem.. Nie zastanawiając się wybiegłem z autobusu i spojrzałem na krajobraz dookoła. Wszędzie gdzie sięgały oczy była kamienna pustynia, pustka a w uszach słychać było szum narastającej ciszy. Gdzie ja jestem? Co to za dziwne miejsce? Za mną stanęła dziewczyna próbując uspokoić histerię. I gdy na nią spojrzałem zobaczyłem w swoich myślach coś dziwnego. Jej ostatnie chwile...chwile jej życia. Zobaczyłem biały pokój, jakiegoś mężczyznę i pistolet w jego rękach. -„Dawaj dziwko te pieniądze, bo zabiję!”- usłyszałem w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil nexus1
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…