Wróć do katalogu

Autostrada A9

Opowieść o Polakach w Niemczech.

Marianopublikowano 4 czerwca 20219 min czytania 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kto chciał dotrzeć samochodem z Polski na południe RFN, a wypadało mu jechać przez NRD, ten przekraczał granicę niemiecko-niemiecką na przejściu Rudolphstein-Hirschberg. Prowadziła przez nie tranzytowa autostrada A9 z Monachium do Berlina Zachodniego i każdy podróżny musiał nawinąć na koła swojego pojazdu jakiś jej kawałek. W RFN jechało się nią przynajmniej do Hof, a w NRD większość podróżnych nie opuszczała jej przed Hermsdorfer Kreuz. W latach 1989 - 1990 często tamtędy jeździłem i stamtąd obserwowałem niemieckie przemiany, nazywane „Wiederver-einigung”, czyli ponowne zjednoczenie. Moja pierwsza jazda wypadła w kwietniu 1989 roku. Granicę w Zgorzelcu przekroczyłem o świ-cie i ostrożnie, przestrzegając ograniczeń prędkości, przeturlałem się przez śpiące jeszcze Görlitz. Padał deszcz ze śniegiem, było szaro i nieprzyjemnie. W pobliżu Löbau zobaczyłem chłopaka próbującego zatrzymywać samochody i zjechałem na pobocze. Chłopak podbiegł i zapytał: – Jedzie pan w kierunku Bautzen? – Tak. Wskakuj – odpowiedziałem. Autostopowicz wsiadł i zaraz rozpoczął rozmowę. – Dokąd pan jedzie? – zapytał. – Do RFN – odpowiedziałem. – Pod Stuttgart. Na tym rozmowa się urwała i dopiero po chwili mój pasażer powiedział: – Tu są dziury w drodze. Niech pan uważa. Ostrzeżenie przyszło za późno, bo mimo niewielkiej prędkości wpadłem w dziurę tak, że aż mi zę-by zadzwoniły. – Cholera! – zakląłem pod nosem i chyba to zachęciło mojego pasażera do rozmowy. – Czy w Polsce są problemy z wyjazdem do RFN? – zapytał. – W zasadzie nie, bo wizę turystyczną można dostać bez problemu, a paszporty mamy w domach – odpowiedziałem. – Ale wielu Polaków nie wraca – rzucił takie ni to pytanie, ni stwierdzenie. – Jajn – odpowiedziałem takim niemieckim ni to potwierdzeniem, ni zaprzeczeniem. – Gdybym ja mógł tam wyjechać, to na pewno bym nie wrócił – wyterkotał i zamilkł. W milczeniu dojechaliśmy do Bautzen, gdzie mój pasażer wysiadł. Ruszyłem i wjechałem na najgorszą chyba autostradę na świecie. Dziurawa, miejscami bruko-wana, upstrzona plackami asfaltowych łat, nijak nie powinna nosić tej dumnej nazwy. Od Drezna nawierzchnia była już lepsza i szczęśliwie dotarłem do Plauen. Tam pobłądziłem, bo drogowskazy kierowały mnie do wszystkich okolicznych miejscowości, ale żaden nie pokazywał drogi do gra-nicy z RFN. Znalazłem ją w końcu i koło Schleiz wjechałem na A9. Po kilku kilometrach wjechałem w „strefę końca”, która sprawiała wrażenie jakby za kilka minut miało się przekroczyć granicę pomiędzy życiem i śmiercią lub dotrzeć do horyzontu. Wielkie tabli-ce informowały, że wstęp tam mają tylko osoby przekraczający granicę lub posiadające specjalne przepustki. Potem pojawiły się wieże strzelnicze i napis, że oto mam ostatnią możliwość zawróce-nia do NRD. Potem zobaczyłem budkę z wielkim znakiem „Stop”. Z bijącym sercem zatrzymałem się, żołnierz obejrzał mój paszport i kazał jechać dalej. To jeszcze nie była granica, tylko ostatnie sito mające odsiać tych, którzy bez zezwolenia dotarli aż tutaj. Dalej droga dzieliła się na pasy oddzielające pojazdy jadące tranzytem z Berlina Zachodniego, od tych wyjeżdżających z NRD. Po lewej stronie miałem wybetonowany plac z marnymi budyn-kami poczty, banku i Interschopu, po prawej jakieś podejrzane zabudowania, z tyłu A9, a z przodu kolejkę samochodów. Posuwała się ona dosyć szybko, mimo że enerdowcy dokładnie kontrolowali każdy pojazd. Należało otworzyć wszystkie klapy i drzwi, czasem celnik kazał podnieść siedzenia lub dywaniki, czasem otworzyć coś z bagażu, a czasem wynieść wszystko. Najbardziej trzepani byli „rodacy” z RFN. Kierowcy z NRD nie byli trzepali, bo ich nie było. Przyszła i moja kolej. Celnik przejechał pod moim autem lusterkiem na metalowym uchwycie, kazał podnieść tylne siedzenia, zamknął moje dokumenty do plastikowego pojemnika i, oddając mi go, kazał jechać dalej. Dalej była budka kontroli paszportowej, gdzie żołnierz zabrał mi pojemnik z dokumentami i też kazał jechać dalej. Nic z tego nie rozumiałem, ale grzecznie ruszyłem. Po kilku metrach zatrzymałem się przed okienkiem kolejnej budki i ze zdziwieniem zobaczyłem, że siedzący tam żołnierz ma już moje dokumenty. Dopiero po chwili zauważyłem rurę łączącą obydwa poste-runki, przez którą zostały one przesyłane. Dokumenty były w porządku i mogłem już jechać dalej. Po drodze musiałem

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych