Wróć do katalogu

Azbestowi chłopcy

trzech przyjaciół i inteligentne szczury

ewan, opublikowano , 17 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Azbestowi chłopcy”

Prolog

Henryk mieszkał w małym azbestowym bloku niedaleko, zamkniętej już, fabryki azbestu. Okolicę nazywano z tego względu Siwym Polem. Jego dziadek przybył tu dawno temu, wyrzucony przez wojnę, wraz z żoną, synami, córkami i wnukami. Zbudował sobie niewielką drewnianą chatkę, w której wszyscy żyli sobie w szczęściu, i w pokoju. Wokół rozciągały się jedynie łąki, a pojedyncze drzewa urozmaicały sielski krajobraz. Jednak idylla nie trwała długo. Kraj trzeba było zurbanizować, więc dekretem władzy spółdzielczej zburzono drewniany domek, wybudowano azbestowe bloki i postawiono fabrykę azbestu (zwaną tak potocznie, gdyż w rzeczywistości była to przetwórnia). Piękny krajobraz zniknął, pouciekała nieliczna zwierzyna, ptactwo, zające, a nawet krety. Dziadek wraz z rodziną dostali trzy pokojowe mieszkanie w nowiutkich blokach. Ale to nie było w stanie ich uszczęśliwić, w szczególności dziadka. Popadł w depresję, zaczął pić, a cechy te przekazał niestety swym dzieciom i wnukom. Okolica, dotychczas zielona i pełna życia zaczęła stopniowo tracić blask. Znikły barwy, a krajobraz począł blaknąć, by w końcu zupełnie poszarzeć. Żadnych kontrastów, żadnej czerwieni lub choćby czerni. Czerń, jeśli istniała, to tylko nocą, a czerwień od czasu do czasu odznaczała się na ustach kobiet, które przy najbliższej sposobności starały się stąd wyrwać. Na przestrzeni lat w powietrzu było już więcej białego pyłu niż tlenu. Dziadek uwielbiał przebywać na świeżym powietrzu, więc dość szybko nabawił się raka płuc, z którym nawet nie miał ochoty się kłócić. Wszystko, co było mu w życiu miłe, zabrali urzędnicy i przemysł. Stwierdził, iż to nawet lepiej, z tym rakiem, bo po co komu życie, które nie daje radości. Niestety siłą rozpędu rak zaprzyjaźnił się z pozostałymi członkami rodziny, tak że Henryk w wieku lat piętnastu został sierotą. Po pewnym czasie nie przejmował się tym aż tak bardzo. Czekał po prostu na swoją kolej. I obojętniał. W międzyczasie, tak jak jego przodkowie, wiódł życie spokojne. Lecz jedynie na pozór. Wewnątrz jego duszy, niczym dwie masywne płyty tektoniczne, ścierały się myśli dobre i złe. Niebo nad Siwym Polem było zazwyczaj szare lub jasno szare, stąd też myśli mieszkańców miały raczej pochmurny charakter. Na szczęście Henryk otoczony przyjaciółmi starał się, z dobrym rezultatem, wyważyć dwie strony swojej osobowości, tak by nikt nie ucierpiał z jego powodu. Starał się nie wchodzić nikomu w drogę, jednak nie ustępował, gdy ktoś zagrodził jego ścieżkę życia. Czasami, głównie po paru głębszych, wdawał się w niegroźne bójki. Jego twarz często zdobiły siniaki. Traktował je jak trofea. Następnego dnia po bójce wstawał, co świt i biegł do lustra, by móc się im przyjrzeć. Dotykanie i oglądanie tych bruzd dawało mu, niemal pół-erotyczne, doznania. Najlepszym przyjacielem Henryka był jego sąsiad Teodor. Spędzali ze sobą całe dnie. Teodor przychodził rano na kawę i zostawał do kolacji, a czasem do śniadania. Wąski krąg znajomych zamykał Hilek mieszkający na ostatnim piętrze. Hilek, niegdyś wzięty, odnoszący sukcesy pisarz, nie poradził sobie z ciężarem sławy. Napisał wspaniałą powieść „Ryby z lasu i wszyscy moi przyjaciele”, po czym zupełnie się wypalił. Pieniądze wydał na alkohol oraz dziewczyny. Wyeksmitowano go ze wspaniałego apartamentu w centrum oferując w zamian mieszkanie socjalne na Siwym Polu. Od razu zaprzyjaźnili się z Henrykiem i Teodorem. Doskonale go rozumieli. Na własnej skórze doświadczyli życiowej porażki, mimo iż nie znali nawet zapachu sukcesu.

Rozdział 1

Lato z wolna finiszowało. Szare niebo tłumiło olśniewające barwy jesiennego parku, który tonął w ogólnej szarówce. Henryk skończył śnić i postanowił się obudzić. Podrapał się po brzuchu, spojrzał na zegar. 6.45. Poranek był chłodny. Pogładził jeszcze swój trzy dniowy zarost. Westchnął basowo, po czym wywlókł się na balkon. Odpalił papierosa. Poczuł wiatr delikatnie muskający jego nieogoloną twarz i dym wypełniający płuca. Nie wiedzieć czemu Siwe Pole wydało mu się zupełnie nowe. Pokasłując karmił zmysły azbestowym zapachem powietrza. Następnie udał się do kuchni, by przywitać oraz nakarmić swojego współlokatora, kota o imieniu Felek. Wszedłszy do środka, poczuł gęsia skórkę na swym ciele. Okna w nocy trzeszczały mrozem, ale to w kuchni zostało otwarte na oścież. Zaniepokoiło to gospodarza. Miska Felka świeciła pustkami, lecz Felka przy niej nie stwierdzono. Zawsze rano dostawał swoja ulubioną karmę i ani razu nie opuścił śniadania. Czasem jedynie spóźniał się na obiad. Henryk przejrzał wszystkie szafki, które kryły w sobie tylko zardzewiałe garnki i patelnie. Nieświadom niczego Henryk otworzył drzwiczki piekarnika. Te zatrzeszczały złowieszczo ujawniając makabryczna prawdę. Felka. A raczej jego zwłoki. Heniu wrzasnął z przerażenia. Wyjął biednego kota z piekarnika i tulił go w ramionach, licząc, że ten się obudzi. Niestety Stwórca wezwał Felka do siebie. Pozostawało pytanie: czyimi rękoma? Gdyż ulubieniec Henryka nie odszedł z tego świata o własnych siłach. Ktoś ewidentnie mu pomógł, podcinając, a właściwie rozrywając jego gardło na strzępy. Gardło Henryka natomiast, rozdarto na strzępy jego płaczem. Patrzył w martwe ślepia zwierzęcia, a zaschnięta krew zostawiała odciski brzucha i łapek na jego koszuli. Felek był jeszcze ciepły, co potęgowało rozpacz właściciela. Głośne Nie! w jego głowie przeplatało się z niemniej donośnym Kto? i Dlaczego? Odpowiedzi na pytania musiały jednak poczekać. Oto zaczął się najdziwniejszy dzień w historii Siwego pola.

Rozdział 2

Rozległo się pukanie do drzwi. Czyjaś dłoń wybijała nutę „Dla Elizy” Beethovena. To oznaczało Teodora. Zawsze wybijał na drzwiach klasykę. Takie miał widzimisię. Henryk ułożył Felka na gazetach i ze łzami w oczach pospieszył do drzwi. - Dzień dobry sąsiedzie – rzekł, jak zawsze optymistyczny. – Uuu! - dostrzegł ponure oblicze kolegi. - A czemu mamy taką nie tęgą minę? Henryk z trudem przełknął ślinę, która zdawała mu się tysiącem pinesek w płynnej postaci. - Fe...- mamrotał – Fe... - Co „Fe”? Wykrztuś to z siebie! – Teodor wciąż żartował. Lecz za chwilę miał tych żartów szczerze żałować. Henryk zebrał w sobie wszystkie siły. - Felek nie żyje – to zdanie kosztowało go wiele wysiłku. – Ktoś...ktoś go zabił. Zamordował! – łzy, niekontrolowanym strumieniem, popłynęły mu spod brwi. Rzucił się w ramiona Teodora. Ten objąwszy kolegę powtarzał osłupiały: - Będzie dobrze. Dobrze. Dobrze będzie. Nie bój nic. Jakoś to będzie. Gdy emocje trochę opadły skierowali się do kuchni. Henryk nie odrywał wzroku od Felka. Teodor chciał za wszelką cenę odwrócić jego uwagę. - Chcesz jajecznicę? – zagadnął. Słowa napotkały falę ciszy w postaci wzburzonych myśli Henryka. Teodor nie potrzebował słów. Zbyt dobrze się znali. Wyjął z lodówki sześć jajek i piwo, po czym zaczął przyrządzać swoją specjalność, słynną jajecznicę z piwem. Przepis, który przed laty dostał od pewnego pijaka, prowadzącego kurzą fermę. Zjedli bez szczypty konwersacji.

Rozdział 3

Po pożywnym śniadaniu zasiedli w pokoju gościnnym. Henryk palił papierosa za papierosem. Teodor nie palił, nie chcąc umniejszać depresji przyjaciela. Czekali teraz na Hilka. Zawsze przychodził najpóźniej. Była już ósma, słońce wschodziło i, co zdarzało mu się rzadko, nieśmiało przebijało się przez chmury. Ale nawet to nie odciągnęło Henryka od ponurych myśli. W końcu pięść Hilka spoczęła na drzwiach. Teodor popędził, by mu otworzyć. W głębi ducha miał już dość tej ciszy, chciał działać, ale nie miał odwagi spojrzeć w oczy Henrykowi. Hilek przywitał Teodora, radosny jak nigdy, gdyż kończył przedostatni rozdział swojej nowej książki. Teodor opowiedział mu smutną historię Felka. W trójkę zajęli miejsca w fotelach. Upływały sekundy popędzane przez każdą kolejną minutę. Nagle Hilek przerwał ciszę.

- Chyba wiem kto mógł to zrobić!? – spojrzał niepewnie na kolegę pogrążonego w żałobie, nie będąc pewnym jego reakcji. Henryk podniósł nasiąknięte łzami brwi. - Kto? – rzucił krótko. Hilek pochylił się nad krawędzią fotela dając im do zrozumienia, że nie chce mówić zbyt głośno. - Czytałem dziś w gazecie, – zaczął mówiąc pół-szeptem - że z laboratorium na Retkini uciekły super inteligentne szczury. Robili na nich jakieś badania. – rozejrzał się wokół, niczym stary konspirant. - Wczoraj poranna zmiana odkryła ciała swoich kolegów i

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych