Wróć do katalogu

baba w czerwonym płaszczu

Coroczna praca baby w czerwonym płaszczu musi skończyć się tragicznie

barteczekm, opublikowano , 13 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

BABA W CZERWONYM PŁASZCZU

Życie na toruńskich ulicach kształtowane jest pod dyktando dwóch pór roku, które tworzą specyficzny afektywny klimat. Wiosna, lato, jesień i zima wypychane są przez afrykańskie zróżnicowanie na margines środkowo – europejskiego klimatu. Porę suchą i porę deszczową nazywa się w Toruniu czasem turystycznym i czasem studenckim. W czasie panowania tego pierwszego na zabytkowych ulicach średniowiecznej starówki zaczynają królować niezrozumiałe dla większości Polaków sąsiedzkie języki. Otwierają swe podwoje tłuste restauracje wespół z pijanymi knajpami dziennymi. Nocami w zakamarkach mieszczańskich pokoi w objęciach płatnych kochanek spełniają swoje marzenia niemieccy podróżnicy, a ich żony turystki zaklinają euroróżdżką umysły przystojnych chłopców. - Ja Gut! – można czasami usłyszeć na deptaku śpiącego miasta, niepohamowany okrzyk godowej rozkoszy - Ich Libe dyś – szeptają niezgrabnie za młodzi mężczyźni do uszu przykrytych siwymi włosami - Gut wurst- wyrażają swoje zadowolenie na porannym posiłku panowie w koszulkach zakrywających naramienne młodzieńcze marzenia o wielkiej przestrzeni życiowej - Kartofelsalaten Gut, Gut – wtórują im uśmiechnięte po nocnych doznaniach żony już piątej młodości - Polnisze Szwajne – słychać oburzenie idącej gęsiego grupy, po paru głębszych „bijerach”, na prośbę żebraka Na ulicach polskiego miasta aniołów można usłyszeć również i inne rozmowy - Spasiba, spasiba – na dawnej Krzyżackiej, młoda wypielęgnowana Rosjanka dziękuje straganiarce za udany zakup kolejnych złotych kolczyków - Job twoja mać – syknął jej mąż uderzając wysportowana nogą o średniowieczny bruk Na toruńskich ulicach pora turystów od lat w zasadzie jest taka sama. W czterdziestym piątym byli też turyści i też z sąsiednich krajów. Potomków Rusa było wtedy zdecydowanie więcej niż miłośników narodowego porządku. Role się odwracają, ale dialogi pozostają podobne. - Ja Gut! – można było usłyszeć zadowolenie mundurowego turysty który przed wyjazdem pakował pamiątki w gotyckim kościele św. Jakuba - Ich Liebe dyś – szeptał turystyczny oficer młodej kobiecie z ogoloną na zero głową - Kartofelsalaten Gut, Gut – krzyczeli pijani biesiadnicy podczas ostatniej wieczerzy w najlepszej restauracji „Tylko dla Niemców” - Polnisze Szwajne – psioczył na podziemnych przedstawicieli państwa polskiego wysiadający z rozbitego auta „tygrys” kierowca o typowej nordyckiej urodzie pod nieczytelną już prawie tabliczką Thorn Za Wisłą w tym czasie dominowały głosy wschodnich turystów - spasiba, spasiba – dziękowała tubylcom radziecka łączniczka za wyśmienitą butelkę samogonu. - Job twoja mać – pomstował młody adept z krasnaja armii, gdy nad ranem zauważył kradzież jeszcze całkiem nie zniszczonych onucy. Kiedy mija pora turystów nad toruńskich drzewach można dostrzec żółknące liście. Porę studencką zapowiada monsunowy wiatr wysiadających na zawiślanym dworcu kolejowym, spragnionych wiedzy żaków. Tłuste restauracje zostają wyparte przez baromleczne jadłodajnie. Pijane knajpy dziennie zmieniają swój repertuar i stają się nocnymi zazłotówkowymi dansingami. Niezrozumiały język sąsiedzki wypiera piękna polszczyzna z domieszką gwarowego dopełnienia. Pod Kopernikiem przedstawiciele studenckiej braci niecierpliwie szukają prywatnego, wspólnego schronienia zazdroszcząc tym, którzy uraczyli akademikowej gościny. - kto ma wolną stancję, kto ma wolną stancję – pokrzykuje zachęcająco niski blondyn o twarzy intelektualisty, wysłany na nauki do miasta z bieszczadzkiej, wiejskiej samotni. - mogę u Ciebie powaletować? – błagalnie prosi nowopoznaną koleżankę smukła brunetka nosząca w plecaku cały dorobek życia zabrany z rodzinnego, kaszubskiego domu. Czas studencki również jest cyklicznie niezmienny. W czterdziestym piątym, kiedy zakładano Uniwersytet Mikołaja Kopernika można było usłyszeć podobne dialogi. - kto ma wolną stancję, kto ma wolną stancję – pokrzykiwał krępy brunet o figurze zapaśnika, wysłany na studia jako wojenna sierota przez władzę ludową - mogę u Ciebie powaletować? – pytała poczciwie wyglądającą rówieśniczką, spragniona edukacji, batalionowo – chłopska leśna sanitariuszka. Pomimo rozbieżności pory turystycznej i studenckiej jednego dnia w roku ścierają się one tworząc mistyczną mieszanką zawracającą czas. Nadchodząca Noc Kupały, zwiastująca swe przyjście nerwowym załamaniem słonecznego światła, wywołuje na ulicach Torunia nieokiełznany chaos. Do miasta ściągają niezliczone ilości, żądnych górnolotnych doznań turystów. Budzą się z alkoholowego, całorocznego letargu studenckie zombie. Średniowieczne, kuglarskie cyrki zmierzają na Szeroką prezentując napotkanym, rozrywkowym pielgrzymom dopracowywane specjalnie na tę okazję sztuczki. Miasto opanowują stada brodatych kobiet. Tabuny połykaczy ognia. Przerażające facjaty mieszkających w kanałach potworów, oraz zwinne karły piskliwie obwieszczające nadejście niezahamowanej, oczyszczającej chuci. Tego dnia do miasta przyjeżdża ktoś jeszcze. Baba w Czerwonym Płaszczu obserwująca misterium z wysokości krzyżackich ruin jak co roku nieśmiało wypatruje kandydatki na tegoroczną miss Południc. Karminowy płaszcz skwapliwie zasłaniający czarne skrzydła. Młoda, przerażająco uśmiechnięta twarz kontrastuje ze spracowanymi dłońmi. Przewieszona przez plecy jak karabin wrześniowego obrońcy kosa, obnaża swe ostrze wystając nad sztukmistrzowski czerwony kapelusz. Czerwona baba jest niezwykle pracowita. Od tysięcy lat nie wzięła należnego urlopu. W tą i z powrotem przemierza globalne pole kosząc dojrzałe ludzkie kłosy zbóż. Raz w roku, podczas kupałowej nocy, zamienia stanowisko zwykłej robotnicy, na posadę pracownika działu HR i pozyskuje współpracowniczki niedoli. Z reguły zatrudnienie przebiegało bardzo szybko. Pijany jegomość o nazwisku „Wunderwafe” w przypływie namiętności usypiał napotkaną piękną studentkę w strachu przed rozpoznaniem. Tańczący żak szaleńczo oznajmiał rozochoconej Heldze emerytce, że euroróżdżka na niego nie działa. Były też czasy wielkiego bezrobocia gdzie kandydatki pchały się w ramiona Baby w Czerwonym Płaszczu bez specjalnego zapraszania. Tak było

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych