bajka bez morału dla dzieci o skaczących umysłach
to w zasadzie moje pierwsze opowiadanie; troszkę fantazyjne, troszkę baśniowe a troszkę wzięte z życia
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
"Tworzenie silnych więzi inerpersonalnych jest niezbędne dla prawidłowego rozwoju dziecka." Szczególnie w planie trzyletnim - pomyślałam kategorią poprzedniego ustroju o moim małym wampirze. Swoją drogą poradnikami pewnie piekło jest wybrukowane. Gdyby stosować się do wszelkich zaleceń: " Jak stać się dobrą mamą" , "Jak sprawić, żeby dziecko wyrosło na szczęśliwego człowieka" itp., człowiek (czyt. matka) wylądowałby zapewne w psychiatryku z objawami ostatniego stadium depresji. Od słuchania kazań na niedzielnych mszach też można dostać kręćka. Księża ostatnio strasznie psychologią się przejęli. Gdzie się nie ruszę, słyszę: "słuchaj swojego dziecka", "rozmawiaj", "uważnie obserwuj". Mój wampir chwilowo jeszcze jest za mały i nie łapie się jeszcze na kandydata do jakiejkolwiek sekty. Nie ma problemu z alkoholem, papierosami i innymi używkami. Chociaż ostatnio długo mu się przyglądałam, czy czasem nie ma rozszerzonych lub zwężonych źrenic (nigdy nie pamiętam jaki skutek wywołują narkotyki). W sumie on jeszcze nie umiałby uraczyć się tym i owym, ale ta opiekunka co się nim zajmuje, pewnie już tak. Ostatnio Marek pytał czy się dobrze czuję. Ja? Przecież ja wyglądam kwitnąco. Że czasem wspomnę w pracy o dziecku i wyrażę wątpliwość co do reputacji opiekunki, to chyba nie jest oznaka choroby? - Wiesz Magda, częstotliwość twojego "czasem" jest zatrważająco duża. - Co chcesz przez to powiedzieć? - Że to nie jest normalne. - Nie znasz się. Nie masz własnych dzieci. Pogadamy jak się o nie postarasz. Do czego to doszło? Żeby nie można było o swoim dziecku wspomnieć. Swoją drogą może faktycznie przesadzam. Rachunek za komórkę jest pięć razy większy odkąd wampirkiem zajmuje się opiekunka. Ale jak tu nie myśleć? Wczoraj, jak zwykle, wracałam pociagiem. A tam dwie jakieś nieopierzone, wyfiokowane i Bóg raczy wiedzieć co jeszcze, opowiadają sobie co robią, gdzie robią i z kim robią. Jedna na oko lat 34 (podejrzewam, że po zdrapaniu 3 kilogramowej warstwy fluidów, wcale nie tych pozytywnych, pudrów, tuszy, kremów i innych podobnych okazałaby się jakąś szesnastką), druga na oko młodsza o jakieś dwa lata ( po zeskrobaniu lat ok. 14). Rozmawiają, uśmiechają się, ba nawet śmieją w głos i zerkają wcale się nie krępując na męskie osobniki pojawiające się w drzwiach. Ach ta młodość - myślę. Ale co tam młodość. Od samego słuchania, mi starej, dzieciatej, czerwienieją uszy. A potem to już normalnie jakieś bajki zaczęły opowiadać. Zasłuchałam się tak, że omal nie zapomniałam wysiąść. Jakoś tak znajomo zabrzmiały mi te ich bajki. Może dlatego, że w wiosce, o której plotkowały spędziłam kiedyś wakacje. Faktycznie ludzie jacyś tam dziwni byli. Była tam też jedna bardzo ładna młoda kobieta. Jakoś wtedy wcale mnie nie zdziwiło, że nikt się do niej nie odzywa. Człowiek młody był, to co innego miał w głowie. Późno już. A do mnie przyczepiła się jak na złość wyliczanka z dzieciństwa. Lekko makabryczna. "Nie zaglądaj pod spódniczki spadną na ciebie doniczki, dzieci z tego nie będzie, tylko małe perliczki. Rzucę klątwę na ciebie szybciutko będziesz w niebie." Brrr, że też o takich rzeczach wieczorową porą myśleć. A tu znowu zgasły latarnie. Z duszą na ramieniu trzeba będzie przejść te najbliższe 100 metrów. Zaraz zaraz, jaki to był czas? Rekord świata w biegu na 100 metrów? Podejrzewam, że w strachu najszybsza kobieta świata pobiłaby każdy rekord. No, może nie ja. Ostatnio biegałam za wampirkiem dwa lata temu, kiedy uczył się chodzić. Można by to nazwać: bieg z przeszkodami na najkrótszym dystansie świata. I zachwycać się motywacją sprinterki do osiągnięcia najlepszego czasu. Strasznie mi się dłuży ta droga do domu. Dziwne, że akurat dzisiaj tyle zbiegów okoliczności. W pracy, oprócz Marka i jego sugestii co do moejego zdrowia psychicznego, pociągowych plotek przypadkiem o wiosce z dzieciństwa jeszcze ta wyliczanka. Przypomniało mi się nawet, że właśnie ta jedyna młoda osoba w wiosce, ta kobieta, do której nikt się nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil koincydencja
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…