Wróć do katalogu

Banalny swiatek. OPOWIEŚCI O PIENIĄDZACH III Rozd

Jedno z opowiadań ze zbioru OPOWIEŚCI O PIENIĄDZACH. Są to relacje z faktycznych przeżyć autora.

ramzes, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ożarowski Bogdan 698 107937 [e-mail]

OPOWIEŚCI O PIENIĄDZACH III Rozdział.

BANALNY ŚWIATEK. Niewielka miejscowość na prowincji. Niewielka firma produkująca akcesoria samochodowe. Dwaj wspólnicy. Winny nr 1 – bank. Winny nr 2 – lokalna elitka. Firma praktycznie rozłożona na łopatki a jeszcze dwa lata wcześniej była trzecią, co do rozpoznawalności w tej branży marką w kraju. Umowa konsultingowa oparta na prostym motywie – wstrzymać windykacje, wznowić produkcję a potem sprzedać markę. Były szanse – pierwsze dwa etapy udało się zrealizować z powodzeniem. Potem klient – jeden z nielicznych bardzo uczciwych ludzi będących bohaterami tej historii – nie wytrzymał psychicznie.

1. Robiliśmy to w trójkę – ja, mój wspólnik i zaprzyjaźniony adwokat, zresztą mój były student (sporo zajęć z filozofii prowadziłem na Wydziale Prawa i Administracji UŚ). Pierwsze spostrzeżenie – konflikt między wspólnikami. Od startu stawiam warunek – firma musi mieć kierownictwo niezależne od wspólników i dopiero z tym kierownictwem podpiszemy umowę. Udało się to zrobić bardzo szybko dzięki zaangażowaniu jednego ze partnerów, który potem faktycznie stał się naszym klientem (on właśnie płacił nasze faktury…). Drugi wspólnik stał się natomiast źródłem bezustannych konfliktów. Zwykle zaczynam od analizy dokumentów bilansowych. Tym razem nie jest to potrzebne. Firma długi czas funkcjonowała całkiem dobrze notując wysokie zyski a nawet – nieco okazjonalnie – wchodziła na rynki zagraniczne. Banki same oferowały się z kredytami. “Ten” bank też… Wzięli, więc kredyt – od razu powiem, że dość lekkomyślnie i w sumie niepotrzebnie. Potem pojawiły się trudności z uruchomieniem nowej linii montażowej, ale wynikające stąd straty nie były specjalnie wielkie. Bardziej zachwiało płynnością nierytmiczne schodzenie należności od odbiorców końcowych, nie na tyle jednak, aby zagrozić rytmiczności produkcji, terminowej spłacie kredytu czy wypłatom. Trudności te były raczej czymś typowym dla tego rodzaju przedsiębiorstw. Katastrofa pojawiła się nagle a jej źródłem był właśnie “ten” bank. W tym momencie niezbędne jest kilka słów wyjaśnienia – rzeczowe zabezpieczenie kredytu było niewielkie – jakaś mało ważna wiata i jeden z budynków. Istotne natomiast jest to, że właściwie cały obrót firmy odbywał się na kontach w tym właśnie banku a zabezpieczeniem dodatkowym była cesja wierzytelności przyszłych , a jeszcze dokładniej - wszystkich przyszłych wierzytelności jakie zaistnieją w działalności firmy. Cesja – dodam – całkowicie bezprawna (co od razu wychwycił nasz adwokat) gdyż zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego cedować można wierzytelność przyszłą tylko wówczas, gdy w momencie cesji istnieje przynajmniej stosunek zobowiązaniowy z którego ta wierzytelność wynika. I nagle bank “wypowiedział” kredyt i zajął zawartość wszystkich kont w jednej chwili niszcząc obrót gospodarczy firmy. Cudzysłów został użyty nieprzypadkowo – wypowiedzenie było … jakby to określić …czysto faktyczne (co usprawiedliwiano później informacjami o trudnościach, jaki przeżywała firma) a formalnie zrobiono to pismem datowanym kilka miesięcy później,.. kiedy firma już właściwie nie produkowała. I tu pojawiła się zagadka nr 1 - dlaczego to zrobiono tak nagle i w tak zabójczy sposób , skoro firma prawidłowo co do terminów i wysokości kwot spłacała raty kredytowe? To miało wyjaśnić się później. Od razu jednak pojawił się jeden z motywów dalszej gry – roszczenie odszkodowawcze wobec banku. Straty wynikłe z przerwania pracy kapitału wyliczyłem na ponad siedem milionów złotych. Roszczenia odszkodowawcze trwają jednak dość długo – nawet dość słaby prawnik potrafi je przeciągnąć na 3-4 lata. Pojawił się wprawdzie dodatkowy motyw – ten tryb zerwania umowy kredytowej był w swej istocie ciężkim przestępstwem karnym (art. 296 kk.). Powiadomiliśmy o tym prokuraturę licząc na to, że proces karny przeciwko dyrektorowi skończy się szybciej a wówczas wyrok taki wraz z sentencją będzie musiał być przyjęty jako dowód na mocy prawa przez sąd cywilny. Taki dowód powinien przyśpieszyć roszczenie odszkodowawcze. Dla mojego klienta byłoby to życiowo ważne ale dla firmy to już raczej musztarda po obiedzie. Co więc robić? Czas był przeciwko nam – firma już właściwie nie produkowała a roszczenia wierzycieli narastały wręcz lawinowo. Pojawiły się dwa zadania – wznowić produkcję (firma istniała jeszcze dzięki stacji paliw i niewielkiemu sklepikowi z akcesoriami) i wstrzymać windykacje. Oba działania musiały być skoordynowane czasowo. Wznowić produkcję to znaczy ponownie zatrudnić ludzi , pozyskać komponenty do produkcji itd. Z kolei każda większa windykacja , która by się udała mogła być dla firmy gwoździem do trumny. Wstrzymanie windykacji miało dwa aspekty – uruchomienie procedury układowej oraz indywidualne negocjacje z wierzycielami. Uruchomienie układu owocuje natychmiastowym wstrzymaniem egzekucji wierzytelności układowych. Wymaga jednak sporo pracy – biznes plan programu naprawczego robiłem sam natomiast pozostałe dokumenty (a sporo tego, oj sporo….) przygotowywał adwokat, mój wspólnik oraz pracownicy księgowości. Tak wyglądała w dużym skrócie sytuacja na starcie. 2. Zwykle kluczowe dla powodzenia działań naprawczych czynniki tkwią w samej firmie. Ale tym razem – dość niespodziewanie - decydujące okazało się otoczenie społeczne. Sąd przyjął dokumenty układowe a w firmie trwały przygotowania do wznowienia produkcji. Było trochę czasu, aby uważnie przyjrzeć się otoczeniu. Jak wcześniej wspomniałem właścicielami firmy było dwóch wspólników. Jeden z nich współpracował z nami w sposób stały, drugi – nazwijmy go umownie panem K. – pojawiał się sporadycznie. Sprawa nabrała nowych wymiarów, kiedy na horyzoncie pojawił się syn pana K. Początkowo incydentalnie – przyjechał, zatankował (firma miała własną stację benzynową), nie zapłacił. Pracownicy bali się zaprotestować – o pracę w tej miejscowości było naprawdę trudno… Potem z relacji świadków zaczął wyłaniać się bardziej złożony obraz sytuacji. Ale najpierw kilka słów wyjaśnienia. Produkcja uprawiana przez mojego klienta nie była zbyt złożona – były to raczej wymagające sporej precyzji procesy montażowe. Najważniejszym kosztem były części – sięgały 70% technicznego kosztu wytworzenia. Od pracowników dowiedziałem się, że syn pana K. ma analogiczną firmę (montaż dokładnie tych samych akcesoriów) i że kilkakrotnie przyjeżdżał wieczorami pod magazyn obsługiwanego przez nas zakładu i kazał pakować na furgonetkę komponenty do produkcji. Oczywiście działo się to bez jakichkolwiek dokumentów, co kwalifikowało jego działanie jako zwykłą kradzież. Kiedy stróż, który chciał się dowiedzieć, co się dzieje podszedł za blisko, usłyszał :„Chcesz tu dalej robić? To sp…..!”. Oczywiście natychmiast nasunęło mi się proste pytanie – jak on to rozlicza w kosztach? Wszak nie miał faktur zakupowych a nie wierzyłem aby płacił podatek od pełnej wartości sprzedaży. Okazało się, że nie płacił wcale…. W tej miejscowości wszyscy się znają, dlatego nietrudno było zdobyć informacje. Syn pana K. miał zaufanego kierowcę, który rozwoził produkowane akcesoria po „zaprzyjaźnionych” punktach sprzedaży i następnie kasował gotówkę – wprawdzie bez faktury ale za to radykalnie obniżając cenę. Przyznaję, że początkowo zlekceważyłem te informacje. Kazałem jednak sprawdzić wysokość strat. Było to dość łatwe znana była wszak wielkość produkcji, zużycie materiałów i ilość zakupionych komponentów. Udokumentowane straty – ponad trzy miliony. To już było coś! Są dokumenty, są świadkowie. I co więcej – jest tę kwotę z czego ściągnąć. Zarówno syn jak i ojciec byli ludźmi zamożnymi. Właściwe byłoby jednak określenie „nowobogaccy” w najgorszym możliwym sensie…. Willa pana K. wręcz kapała od złotych ozdób – było to skrzyżowanie pałacyku cygańskiego z secesyjnym burdelem, człowiek o w miarę normalnej wrażliwości mógł dostać zawału na sam widok…. Podobnie było z posiadłością jego syna. I tu popełniam błąd – oceniając z perspektywy czasu chyba kluczowy. Uważam, że przed podjęciem dalszych kroków należy podjąć rozmowę z ojcem. Dochodzi do spotkania, na którym referuję sprawę. Ostra konfrontacja – ojciec zarzuca mi kłamstwo. Spokojnie pokazuję mu kopie dokumentów, mówię o świadkach. Trochę spuszcza z tonu, ale niewiele – “wiem, że nie wszystko było prawidłowe, ale na pewno nie taka suma”. Rozmowa w efekcie nic nie dała a nie wiedząc o tym uruchomiłem lokalny mechanizm obronny. Wykonuję kolejny ruch – doniesienie do prokuratury, dług będzie można ściągnąć potem w procesie adhezyjnym (proces cywilny towarzyszący karnemu). Liczę na efekt nacisku psychologicznego – pierwszym odruchem

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych