Wróć do katalogu

Barkstone

Krótka historia o przekornej opatrzności.

Moreta, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

1.

• Aaaaaaaaaaaaaaa!!! - z tym okrzykiem Barkstone zwalił się na ziemię. • Bark! Nic ci nie jest? • Snif, widziałeś? To pieprzone pudło spadło prosto na mnie!

Rzeczywiście, pieprzone pudło spadło prosto na niego. Było to szare pudełko po butach z napisem Dr Marthen's. - Kurwa, Snif, zobacz, jakiego guza nabiło mi to gówno – Bark zwrocił się do przyjaciela, równocześnie ukazując mu wielki czerwonosiny wypukły ślad na czole, który jednak nie był wynikiem niefortunnego upadku pudła, a porannego "spotkania" ze Slaughterem – Krwawą Jatką. • Nie chrzań, stary! Tego siniaka nabił ci rano Slaughter pod tym wielkim supermarketem, no wiesz, Heaven's Mar.. • E, jakim tam znowu supermarketem! Dla ciebie sklep z paroma koszykami to zaraz wielki SUPERMARKET. Sprawdźmy lepiej, co jest w tym pudle? - "zręcznie" zmienił temat Bark otwierając karton. • Snif! Patrz! Oryginały! • No, niezłe glany. • I to mój rozmiar, nareszcie będę miał nieprzemakające buty! To chyba dar od Boga! - -ekscytował się Bark. • Przecież ty nie wierzysz w Boga. - zauważył Snifford. • No, po takim prezencie to chyba uwierze. - zaśmiał się Bark który już zdążył włożyć buty, wyrzucić pudło i ruszyć w stronę przytułku, gdzie dziś mieli jeść obiad. Ale Sniff nie ruszył się z miejsca.

• Co jest, Sniffy? Nie jesteś głodny?

Sniffy ani drgnął.

• Co się, kurwa, dzieje? Wyłączyłeś się, czy co?! • Przecież to łapówka, Bark, a ty nie bierzesz łapówek. Sam tak mówiłeś, że przez to wylali cię z firmy, bo nie chciałeś załatwić na lewo tego zlecenia od Sterlinga i... • Co ty chrzanisz? Jaka łapówka?- Bark był zbity z tropu. • No, te buty. Wziąłeś łapówkę od BOGA!!!- wykrzyknął Sniff ze łzami w oczach. • Uspokój się, stary durniu! Całkiem ci już odbiło! Nie wziąłem żadnej łapówki! • Wziąłeś!- krzyknął Sniff. • Nie! • Tak! • Nie, do jasnej cholery! • Tak, tak, tak, tak, tak, taaaaak!- Sniff zdradzał objawy silnej histerii. • Sniff !!! - Bark mocno uderzył kumpla w policzek.- Uspokój się popaprańcu, to nie żadna łapówka. To taki mały prezent. • To nie jest prezent. - stanowczo, ale już spokojnie odrzekł Sniff. • No, to zdradź mi, niedoszły księżuniu, dlaczego to nie może być prezent? • Bo Bóg nie daje prezentów, a już na pewno nie tym, których nie lubi.- pewnie odrzekł "niedoszły księżunio". • A to dlaczego Bóg ma mnie nie lubić?- spytał oburzony Bark. • A ty lubiłbyś kogoś, kto nie wierzy w twoje istnienie?- podstępnie zapytał Snifford. • A, daj mi wreszcie spokój, ty popaprany wykolejeńcu! Mam dość tego pieprzenia. Idę na obiad i gówno mnie obchodzi, czy pójdziesz ze mną!- oznajmił zniecierpiliwiony Bark i żwawym krokiem ruszył w stronę przytułku. • Hej, Barky! Poczekaj! - zawołał Sniff i popędził za przyjacielem.

Obydwaj byli już bardzo głodni, więc zgodnie ruszyli na krupnik z kiełbasą podawany co środę w stołówce. Kiedy stali juz niemal pod samymi blaszanymi drzwiami z napisem: "Wydawanie posiłków 12.00 – 15.30" , Barkstone spytał:

• Sniff, ale przecież Bóg kocha wszystkich ludzi.. • Kocha wszystkich, ale nie wszystkich lubi. - z pełnym przekonaniem odrzekł Sniff.

2.

Wejscie na stołówke nie było wcale takie proste, bo w korytarzu tłoczył się już tłum oczekujących na krupnik. W powietrzu unosił się intensywny aromat przypalonej zupy. Bark korzystając ze swego wrodzonego sprytu, a co oporniejszym rozdając kopniaki swoimi nowymi butami, szybko przedarł się na początek kolejki. Porwawszy talerz z zupą, szybko zajął swoje ulubione miejsce w rogu przy ścianie i głośno siorbiąc zaczął łapczywie spożywać swój pierwszy dziś posiłek. Sniffa zgubił w korytarzu. Mułowaty sukinsyn. - myślał sobie- nawet muchy nie potrafiłby skrzywdzić. Szkoda go trochę, ale z drugiej strony...zdrowo trzepniety. Pewnie myśli, że jak go wywalili z seminarium, bo jakaś nieletnia dziwka oskarżyła go o molestowanie seksualne, przez co potem wyparła się go rodzina, to zaraz może sobie fiksować. A żeby on tę dziwkę jeszcze chociaż naprawdę przeleciał, to miałby teraz przynajmniej satysfakcję. Ale nie, nawet jej nie dotknął. Prawdę mówiąc to żadnej jeszcze nie dotknął, o przeleceniu nawet nie wspominając . Prawiczek. Trzydziestoletni dwustuczterdziestofuntowy prawiczek...Niewyobrażalne!

• No no no! Ale glaniasy! Tak. To Slaughter. Jego zwaliste cielsko rzucało ogromny cień na stół i niedojedzoną zupę. Bark znieruchomiał.

• A jak tam czółko?- złośliwie zapytał Slaughter. • Ej, chłopaki! Patrzcie! Barky-Smarki ma nowe buciory, do tego marthensy! • No, Bark, zdradź swoim kumplom, skąd wytrzasnąłeś takie klawe buciorasy?-zachęcał Krwawa Jatka. • Nie twój zasrany interes, Slaughter. I wcale nie jesteś moim kumplem, oni też nie!- hardo rzucił Barkstone juz żałując tych słów i dziwiąc się swojej głupocie. • Patrz, Slaugh, jak ten Szczekający Kamień znowu się rozszczekał. - zauważył jeden z członków ekipy Krwawej Jatki. • Tak, trza tu komuś założyć kaganiec. - zaśmiał się Slaughter równocześnie wywlekając Barka na środek pomieszczenia. • Puść go!- za plecami Slaughtera rozległ się stanowczy głos. Jatka odwrócił się niechętnie. To był Sniff. Zmieniony Sniff. Sniff Groźny. Slaughter stał chwilę, trzymając za kołnierz swą niedoszłą ofiarę, niezbyt wiedząc co zrobić. Po chwili zwrócił się do Barka:

• Złapię cię kiedyś szczylu, jak nie będzie w pobliżu twojego ochroniarza-nosorożca !

Po tych słowach rzucił Barkstona na podłogę i wyszedł intensywnie grzebiąc po kieszeniach. Snifford, który już odzyskał swój normalny wygląd, zdołał jeszcze tylko krzyknąć za nim:

• Wybaczam ci, że nazwałeś mnie nosorożcem!

3.

W Sniffordzie najbardziej zadziwiajace było to, że wszyscy się go bali. Oczywiście ze nie wyglądał na słabeusza, ale oprócz tego ciągle mówił o Bogu, bliźnich, miłosierdziu i innych takich sprawach. Jego tajemnica tkwiła w dzikim, niemal obłąkanym spojrzeniu, jakie miewał w chwilach szczególnego wzburzenia. I te jego ataki. To dlatego Barkstone powiedział mu, że nie wierzy w Boga. Miał dość tego histerycznego gadania o sprawach, które jego samego nie interesowały, a przede wszystkim takie rozmowy były dla niego przykre. Miał żal do Boga i mścił się na nim, nie wierząc w Jego istnienie. Tak przynajmniej to sobie tłumaczył. Jego żal brał sie stąd, że żył dopiero trzy lata. Przypuszczał, że ma okolo czterdziestki, ale jego wspomnienia sięgały tylko trzech ostatnich lat. I to było złe. Bark wiedział, że ma to związek z kilkucentymetrową blizną z tyłu głowy. Wiedział, że miał wypadek, był wtedy bez dokumentów, nikt go nie rozpoznał, chyba nie miał rodziny, a zasiłek się skończył... Snifforda poznał w Parku Miejskim, gdzie nocował po eksmisji. Tamten nadepnął na niego przygniatając swoim cielskiem.Stał się jego pierwszym i jedynym obrońcą, prawie przyjacielem. To on nieświadomie wskazał mu, kto jest odpowiedzialny za jego nieszczęście. Sniff wmawiał mu, że posiada najcenniejszy dar- życie i to jest najważniejsze. Ale co to za życie? Przecież Bark nie wiedział nawet, jak ma na imię. Nazwisko pożyczył sobie od jakiegoś zaginionego Barkstone'a Jr z kartonika mleka. Miał nadzieję, że ktoś go odnajdzie, że może rzeczywiście jest Barkstonem Jr. Ale nim nie był i nie miał siły dziękować komukolwiek za swoje "zasrane", jak to określał, życie. Tylko on wiedział jak bardzo było zasrane. Nigdy nie przyznał się żadnemu znajomemu albo nieznajomemu, nawet Sniffowi, że żyje trzy lata. Wszyscy znali wersję o wyrzuceniu z z firmy budowlanej za nieprzyjęcie zlecenia na dużą kwotę i nałogu alkoholowym, w jaki popadł po stracie roboty. Jeśli nawet ta wersja była prawdziwa to tylko przez czysty przypadek, ale przynajmniej nikt, to znaczy Sniff, nie zadręczał go głupimi pytaniami. Bark uważał swojego kumpla za kompletnego idiotę, ale tolerował go, bo Snifford bronił go przed Slaughterem. Co prawda Sniff nie zawsze zdążał na czas z tą obroną, czego najlepszym dowodem jest siniak zdobiący czoło Barka, ale gdyby nie on, Slaughter dawno przerobiłby go na pokarm dla kotów. W gruncie rzeczy Barkstone bardzo lubił Sniffa, ale nigdy nie przyznałby się przed soba, że może kogoś lubić. Za to, jak sam twierdził, ma otwarty kredyt na nienawiść. Nienawidził albo starał się nienawidzić wszystkich, a już najbardziej Slaughtera. Krwawa Jatka też nie był mu dłużny. Znienawidzili się od pierwszego niemal wejrzenia. A wszystko przez pastę do zębów...

4.

• No szybciej, człowieku! Blokujesz tą umywalkę od dobrych dwudziestu minut!- zawołał…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych