Barwik (Pogrzeb)
Pierwsza część opowiadania o Szymonie Barwiku. Raczej dość smutna historia (choć nie jej pierwsza część).
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
1. Pogrzeb. Pierwsze krople nadeszły niespodziewanie, tak że początkowo Maksymilian Barwik nawet nie spostrzegł, że pada.. Ksiądz odprawiający mszę nad grobem Arkadiusza Tarba niezrażony deszczem przemawiał niezmiennie w tym samym, monotonnym, powolnym tempie. Licznie zgromadzeni wokół grobu ludzie cierpliwie znosili i deszcz, i dotkliwy wrześniowy chłód, i ewidentny brak talentu muzycznego u trębacza. Rodzina zmarłego zachowywała się zdecydowanie poprawnie. Nie było epatowania cierpieniem. Kilka jak najbardziej dopuszczalnych, wręcz wskazanych łez w trakcie mszy, twarze wyrażające powagę, smutek, ale i w odpowiednich chwilach wyrazy sympatii, kierowane do wszystkich tych, którzy wspomagali rodzinę zmarłego, w tych jakże trudnych chwilach... Cmentarz K-ki zawsze wydawał się Barwikowi jednym z najpiękniejszych miejsc jakie widział, a na pewno najpiękniejszym w jego rodzinnym mieście. Położony był na dwóch wzgórzach, z których jedno było najwyższym miejscem w okolicy. Niestety Tarb nie miał szczęścia być pochowanym na szczycie tego wzgórza. Choć, jak sądził Barwik, dla samego Tarba nie miało to żadnego znaczenia. Ale dla rodziny... On sam bardzo cenił sobie położenie grobu jego babci. Był to grobowiec, w którym babcia spoczywała u boku swego małżonka, a w zasadzie na nim (było tam miejsce tylko na jeden grobowiec, ale dziadek zmarł na tyle wcześnie, że w momencie, gdy w szpitalu miejskim babcia Barwika dokonała swego ostatniego tchnienia, można było ją już pochować na tym samym miejscu). Trumna powoli zaczęła swą wędrówkę na dno wygrzebanej w ziemi o świecie dziury. Barwik zaczął rozmyślać o niezapłaconym rachunku za telefon komórkowy. Zbyt wiele cholernych rachunków do płacenia! Kto by się w tym wszystkim połapał: gaz, prąd, woda, czynsz, fundusz remontowy, telefon, kablówka, opłata za wynajem mieszkania, komórka.... Postanowił, że jak tylko pogrzeb się zakończy pójdzie na pocztę. Od rozmyślań o rachunkach oderwał go widok kobiety stojącej na prawo przed nim. Uwagę jego zwrócił prosty gest poprawiania włosów. Kobieta odgarnęła pasmo blond włosów za lewe ucho. Stała odwrócona do Barwika w ten sposób, że nie widział jej twarzy. Ubrana była w prosty, brązowy płaszczyk, również brązową, tylko o jaśniejszym odcieniu spódnicę do kolan i czarne, sięgające za połowę łydek kozaczki. Była szczupła, wysoka... Barwik ocenił, że nie musiałby się w zasadzie za bardzo schylać, gdyby całowali się na stojąco. Niemal za pewnik przyjął, że rysy twarzy kobiety układają się w wizerunek, który przypadł by mu do gustu. Jak błyskawica przemknęła mu przez głowę wizja jego samego podrywającego kobietę, wspólnej kolacji u niego w mieszkaniu i zaraz potem był już z blondynką w swoim łóżku. W łóżku, które od trzech już miesięcy nie widziało innych kobiet, jak tylko te w telewizorze, który barwik ustawił w swojej sypialni. Figlarna wizja przemknęła spłoszona pozostawiając po sobie wspomnienie Doroty. A w zasadzie cały kompleks uczuć, jaki pozostał po ich rozstaniu. Po trzech latach znajomości pewnego dnia po prostu mu oświadczyła, że nie jest pewna swojej miłości do niego. Podczas koszmarnie długiego wieczoru Barwik starał się pojąć o co chodzi, czemu nagle w jednej chwili, to co wydawało mu się takie oczywiste, proste i stabilne rozpadło się jak domek z kart... Poszli do kina, uśmiali się na całkiem sympatycznej komedii, potem poszli do niej, kochali się, a półgodziny później Dorota siedziała obok niego ze łzami w oczach, skulona w sobie, ze wzrokiem utkwionym w swoje kolana. Gdy zapytał o co chodzi, nie odpowiedziała. Zaczął naciskać na nią, aż wreszcie oznajmiła mu drżącym głosem, że pomyślała sobie oglądając film, jak dobrze byłoby się zakochać. Jak to, do cholery, wydawało mi się, że mnie kochasz – chciał zapytać Barwik, ale zamiast tego powiedział tylko – Nie rozumiem... Nie powiedziała nic. Ogarnęła go nagła złość; złość tak wielka, że przez chwilę myślał, że zaraz ją uderzy. Chciał wrzeszczeć, wyć ze wściekłości za to, że siedzi taka nagle mu obca, obojętna. Tak nagle, bez przyczyny, bez uprzedzenia, bez jednego choćby znaku ostrzegawczego. Zapytał – O co ci chodzi? Chcesz się rozstać? Popatrzyli na siebie. Miała łzy w oczach, ale nie płakała. Po dłuższej chwili pokiwała głową. Barwik nie mógł uwierzyć, że to co się dzieje jest prawdą. Miał poczucie nierzeczywistości, gdy wstał i zaczął zbierać swoje rzeczy: Portfel, telefon, klucze do samochodu... Wyszedł do przedpokoju, podczas gdy ona nadal siedziała na łóżku. Nałożył buty, spojrzał na nią raz jeszcze... Nie patrzyła na niego, nie płakała. Wyszedł na klatkę schodową. Miał wrażenie, że to co się dzieje jest snem. Że za chwilę Dorota wybiegnie za nim, wpadnie mu w ramiona, że wszystko będzie, tak jak być powinno. Z każdym stopniem schodów, po których schodził narastała w nim chęć, by zawrócić, pobiec do niej, paść przed nią na kolana i błagać, by się opamiętała. Ale nie zrobił tego. Było tak jakby stracił kontrolę nad swoim ciałem. Schodził po schodach wbrew sobie. Gdy wyszedł z bloku spojrzał w górę, w nadziei, że ujrzy ją w oknie przywołującą go... Ale w oknie nie było nikogo.
Trębacz raz jeszcze dmuchnął w ustnik i pomiędzy korony drzew porastających cmentarz poszybował żałosny dźwięk marsza żałobnego. Być może ten dźwięk skłonił wronę drzemiącą na jednej z gałęzi dębu, pod którym chowano Tarba, do wypróżnienia się właśnie w tym, a nie w innym momencie. Wrony od lat były celem zaciekłych ataków służb zajmujących się utrzymaniem porządku na cmentarzu komunalnym. Powodem tego było upodobanie wron do obsrywania grobowców, budowanych z takim pietyzmem i często nakładem niemałych środków. Próbowano przycinać gałęzie. Jednak stare…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Antycz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…