Wróć do katalogu

Bestia: Kroniki samotnej duszy

Orientalne fantasy

Misiael Pierwszy, opublikowano , 31 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

I

- Patrzcie, jeszcze się rusza diabelski pomiot - rzucił wysoki, ciemnowłosy chłopak. Podszedł do leżącej w błocie postaci. - To za to kim jesteś! - kopnął leżącego w brzuch. Odpowiedziało mu spojrzenie pełnych nienawiści, bólu, strachu i wstydu. Spojrzenie zielonych oczu o pionowych źrenicach. - To za to, że w ogóle jesteś - tym razem ofiara zaliczyła uderzenie w podbródek. Z posiniaczonych ust pociekła krew. Za plecami oprawcy rozległy się szydercze śmiechy. Ciemnowłosy chłopak uśmiechnął się i kopnął tamtego w nerki. Pochylił się, złapał swoją ofiarę za długie, srebrzystobiałe włosy tak, aby musiała ona spojrzeć mu w twarz. - Przepraszaj za to, że jesteś potworem! Gavox-imię zła!- wrzasnął oprawca. Nie mógł mieć więcej niż dwanaście lat. Milczenie. - Zostaw go, Thoshi - usłyszał jakiś głos - Wykończysz go. Głos nie był bynajmniej przepełniony współczuciem dla chłopca nazwanego Gavoxem. Było to raczej stwierdzenie "Zostaw trochę na później". - Najpierw niech przeprosi - zaprotestował Thoshi - No, przepraszaj. Mów: Przepraszam za to, że jestem bękartem diabła! - mówił stopniowo podnosząc głos, by wykrzyczeć ostatnie słowa. Uniósł pięść. - To na pożegnanie - szepnął i uderzył Gavoxa pod żebra. Thoshi i jego świta odeszli. Ból i wstyd pozostał. Chłopak odczołgał się w stronę jeziora. Zmył z twarzy pot, krew, kurz i łzy, lecz nic nie zdoła zmyć okrutnego piętna, które sprawiło, iż przez niemal jedenaście lat żył w hańbie i pogardzie u innych. Jedenaście lat temu jego, nieżyjąca od trzech lat, matka przyniosła go do wioski. Odkąd pamiętał zawsze był pogardzanym półdemonem. Półdemon! To słowo zawsze szumiało mu w głowie. Rada wioski postanowiła, że półdemon może mieszkać w osadzie, pod warunkiem, że nie będzie używał swoich mocy. "On nie ma żadnych mocy!" mówiła jego matka. Nikomu nie zdradziła kim jest ojciec Gavoxa. Najczęściej mówiono o Lordzie Demonie. Nie chciał być inny! Chciał być normalny, nie chciał widzieć w ciemności, nie chciał mieć białych włosów, którymi wyróżniał się na tle ciemnowłosych osadników. Chciał żyć jak inni. Godnie. Płacz, wstrętna pokrako, życie pluje na twoje łzy! Gavox usiadł na ziemi i zamknął oczy. Usiłował porozumieć się ze światem demonów. Robił to już wielokrotnie, zwłaszcza gdy dzieci z wioski mu dokuczały. Nie mógł się bronić. Gdyby to zrobił, oskarżyłyby go o czary: "Gavox rozpalał ogniska w lesie i przyzywał demony, sam widziałem."; "Mówił do nas <> tak było". Półdemon uśmiechnął się gorzko, obnażając przy tym swe stożkowate kły ("Chwalił się, że przyjdzie do nas w nocy i wypije naszą krew") i znieruchomiał w skupieniu, próbując uchwycić jaźń innego Syna Lorda Demona. Odejdź, mawiały czasem demony, gdy udało mu się je zrozumieć, odejdź, zajmij się swoimi sprawami półczłowieku. Dla ludzi był półdemonem, dla demonów zaś - półczłowiekiem. Był nikim. Tym razem O'ni - kasta panująca wśród demonów - byli dziwnie niespokojni. Gavox z westchnieniem zerwał połączenie ze światem demonów. Jego mieszkańcy byli nazbyt obcy, by ofiarować mu coś więcej niż ból. A tego miał pod dostatkiem. We wiosce działo się coś złego. Czuł to. Pobiegł przed siebie, wciąż pałając nienawiścią do swych oprawców. Zwykle przebywanie w sferze demonów dawało mu wewnętrzny spokój, lecz dzisiaj tak się nie stało. Bieg pomógł mu opanować emocje. Ochłonąć. Wszyscy osadnicy zebrali się na placu za wioską. Gdy podszedł, usłyszał głos Garazena, zwierzchnika wioski. - To wszystko, co możemy dać - stwierdził. Widocznie prowadził rozmowę ze zwierzchnikiem samurajów odbierających dziesięcinę. - Naprawdę? - drugi głos był szorstki, z zauważalną nutką pogardy - Nasz daimyo nie będzie zadowolony. - Wy, samuraje, jesteście bezczelnymi krwiopijcami. Dobrze wiem, ile chce od nas daimyo. - rzucił hardo Garazen. Gavox usłyszał cichy, metaliczny syk klingi wysuwanej z pochwy miecza. - Nie będziesz mnie obrażał, jak jakiegoś bezpańskiego ronina! - głos był cichy i spokojny, lecz pod chłodną maską wyniosłej pogardy kryła się ledwie hamowana wściekłość. Tłum cofnął się o krok. - Jedno z was - powiedział zwierzchnik samurajów - jako niewolnik. Jego słowa zawisły w powietrzu. Wreszcie Garazen wykrztusił: - Przecież handel niewolnikami jest zabroniony! Gdy tylko daimyo się o tym dowie... - Daimyo się o tym nie dowie - przerwał mu samuraj i skinął na swych towarzyszy. Sześciu wysokich wojowników, każdy z dwoma mieczami na podorędziu, podeszło do swojego dowódcy. Tłum ponownie się cofnął. - Ktoś na ochotnika? - zapytał kpiąco herszt bandy. Gavox wiedział, co za chwilę nastąpi. Pozbędą się jednocześnie samurajów i jego. - Weźcie półdemona - ozwał się głos z głębi tłumu. Osadnicy rozstąpili się pozbawiając Gavoxa solidnej zasłony swych pleców. Półczłowiek spojrzał na zwierzchnika cesarskich rycerzy. Miał około czterdziestu lat, choć gładkość chodu i rysów twarzy zdawały się temu przeczyć. U pasa wisiały mu dwa miecze: Krótszy i dłuższy. Wakizashi i katana. Oprawca uśmiechnął się szyderczo. - Zabierajcie tego cudaka - rzucił do współtowarzyszy - Dostaniemy za niego więcej niż za zwykłego chłopa. Gavox zagryzł wargi. Nie będzie płakał, chociaż wiedział, jaki los go czeka. Wsadzą go do klatki i będą pokazywać za pieniądze.. Będą go karmić surowym mięsem dopóty, dopóki nie zdziczeje. Żaden z samurajów się nie poruszył. - No co z wami? - warknął zwierzchnik samurajów. - Sobarg, bierz szczeniaka. Samuraj nazwany Sobargiem stał dalej, obok swych towarzyszy. Na jego twarzy malowało się niezdecydowanie. - No nie wiem Squash - odezwał się wreszcie niepewnym tonem. - Spójrz na jego włosy. To... To demon! - wykrztusił. Uśmiech Squasha zbladł. - Ty głupcze - wycedził przez zaciśnięte zęby - Gdyby to był demon, to już byś leżał bez ducha. Sobarg! - zawołał zwierzchnik, jakby go olśniło - Sobarg! Ty się boisz? Wiesz, co cię czeka zhańbiłeś mnie przed zgrają brudnych kmiotów. To oznacza jedno. Samurajowi nie wolno się bać. - Squash zwiesił głos - Wybierz sobie kaishaku. Gavox jęknął cicho. Wiedział co za chwilę się stanie. Tylko jedno mogło zmazać hańbę samuraja. Seppuku. Sobarg wyprostował dotychczas lekko przygarbione plecy. Na jego twarzy pojawiła się ponura determinacja. I milcząca zaciętość. I nic więcej. Podszedł do jednego ze sztywno stojących rycerzy. - Shiro, bracie, zostań mym kaishaku - Poprosił. Samuraj kiwnął tylko głową. Sobarg położył się na ziemi. Z jego ust popłynęły słowa prastarego rytuału. - Zhańbiłem mego suzerena. - wyjął z pochwy miecz wakizashi - Jako samuraj, wierny sługa swego pana, oczyszczę z hańby jego i siebie. Taka jest wola bogów. Tak każe kodeks bushido. To mówiąc pogrążył miecz w swojej klatce piersiowej. Jedno poziome cięcie. Twarz Sobarga nie wyrażała żadnych emocji: bólu, czy strachu. Drugie cięcie, pionowe - od szyi do pępka. Shiro obnażył katanę. Gdy Sobarg skończył drugie cięcie, kaishaku - dopełniacz rytuału - szybkim ruchem miecza pozbawił głowy swojego przyjaciela. Gavox otępiały wpatrywał się w okrwawiony, zmasakrowany strzęp ciała, które do niedawna było odważnym, posłusznym swemu panu samurajem o imieniu Sobarg. Półdemon wstrząśnięty spojrzał na Squasha, Garazena, potem na mieszkańców wioski. Takiego chcemy cię widzieć, mówiły ich twarze. Jak w zamroczeniu rzucił się do ucieczki. Nie przebiegł nawet pięciu metrów. Drogę zastąpił mu stojący najbliżej samuraj. Gavox zdążył zobaczyć szybki ruch za swoimi plecami. Potem poczuł ostry ból z tyłu głowy. To było jego ostatnie spostrzeżenie, nim utracił świadomość.

II

Chmury na nocnym niebie kłębiły się tworząc niewiarygodne, groteskowe kształty ludzi i zwierząt. Postacie te zdawały się poruszać, ożywione nieziemskim blaskiem księżyca. Zaczął wiać północny wiatr. Obserwujący z niepokojem to niepojęte zjawisko pustelnik Tsunayoshi schronił się w swej małej drewnianej chatce, przed rychło nadchodzącym deszczem. Na małym bambusowym stoliku, niedaleko okna znajdowała się niewielka klatka zrobiona z misternie uplecionej wikliny. W środku miotała się przerażona wiewiórka. Pustelnik ostrożnie wyjął przestraszone zwierzątko i delikatnie pogładził je po grzbiecie. - Spokojnie, to minie - szeptał - Bogowie w ciemności tkają nici ludzkiego żywota, a ich cienie nawiedzają ten świat. Tak, ciemność tka z wielu cieni. Wiewiórka przestała się wyrywać i po chwili Tsunayoshi wyczuł pod palcami powolny i równy oddech małego gryzonia. Ostrożnie włożył go do klatki. Podszedł do okna. Chmury przybrały abstrakcyjne, postrzępione kształty. Nie były już cieniami bogów w ciemności. - Idzie burza - powiedział do siebie pustelnik - Burza, po której nie wzejdzie słońce.

III

Gavox obudził się, czując pod palcami drewno. Przez chwilę nie rozumiał gdzie się znajduje, dopiero po chwili zauważył smugi światła prześwitujące przez szpary w nieuważnie zbitych deskach. Gdy usłyszał rozmowy i tętent kopyt domyślił już, gdzie jest. Zapewne wiozą go na targ niewolników. Podobno niektórzy daimyo pozwalali na handel ludźmi, co stanowiło temat plotek w jego rodzinnej wiosce. Półdemon podszedł ostrożnie do ściany skrzyni, w której go trzymano. Przyklęknął i spojrzał przez największą szczelinę. Zobaczył migające od czasu do czasu drzewa. Pomyślał z goryczą, że zapewne już go sprzedano, gdyż Gavox wyraźnie słyszał pojedynczy stukot końskich kopyt uderzających o ubitą ziemię, a przecież samuraje mieli wiele koni. Z westchnieniem usiadł, opierając plecy o ścianę skrzyni. Zamknął oczy i spróbował nawiązać kontakt z Szeoalem - światem demonów. Powoli oczyścił swój umysł i sięgnął do tamtej rzeczywistości. Wyczuwał powolne tętno swojego doczesnego ciała - teraz to już nie miało znaczenia. Znajdował się w krainie otchłani, jego ciało leżało bez życia w drewnianej skrzyni wiezione na targ niewolników. To nie miało znaczenia. Na początku Gavox rozglądał się niezdecydowany. Rozglądał się - to złe słowo. Można by rzec, że lustrował umysłem ogromną ujednoliconą pamięć wszystkich demonów. Chłopca oszołomiła ilość przepływających przez jego głowę informacji, treści, wspomnień. Nie wiedział co robić. Zaczął więc losowo przeczesywać świadomości Duchów Pięciu Sfer. Widział oczyma demonów przyrody śmierć wielu drzew, przeżywał razem z duchami ognia gorący, dziki taniec w płomieniach. Niemal cielesne Oraycha - potwory morskich głębin - pokazały mu niezbadane otchłanie tajemniczych północnych mórz. Były też umysły, do których nie mógł wejść - zamknięte drzwi, których nijak nie mógł sforsować. Gavox zadrżał, czy też zadrżała jego eteryczna część. Ktoś badał jego wnętrze. Jego umysł, myśli, uczucia, wspomnienia. Po chwili znów poczuł dziwne uczucie wszechwiedzy. Pokazywał nieznajomemu demonowi swoje uczucia. Znęcających się nad nim ludzi. Odrzucających go demonów. Zawsze odepchnięty, potępiony. Niezdolny do życia między ludźmi. Niezdolny do życia między demonami. W zamian ów demon ukazał mu swe myśli. Gavox zobaczył watahę wilków ściganą przez ludzi ubranych w zbroje. Czuł jedność pomiędzy wilkami. Zwierzęta, którym przewodził stary, doświadczony samiec, kluczyły pomiędzy drzewami. Las nie sprzyjał zbrojnym, drzewa nie pozwalały rycerzom swobodnie poruszać się wierzchem. Wilki działały niczym jeden organizm. Jedna dusza w wielu ciałach. zwierzęta wbiegły na ogromną polanę znajdującą się w środku lasu. Zbrojni - nie byli samurajami - wbiegli na nią nie przeczuwając zasadzki. Naraz, zewsząd poczęły wyskakiwać wilki. Na końcu z ciemności wynurzył się przewodnik stada - już nie pod postacią wilka, lecz olbrzymiego wilkołaka; Cerberusa. Rycerze zaczęli krzyczeć z trwogi. Jeden po drugim rzucali miecze i halabardy na ziemię i poganiali swe konie, by jak najszybciej uciec od tego strasznego zjawiska. Wizja się skończyła. Wszyscy nas nienawidzą, zdawał się przemawiać demon. Nienawidzą i boją się nas. gdy pierwszy raz ukazaliśmy się ludziom, ci chowali się przed nami w swych chatach. Zaczęliśmy ukrywać się przed człowiekiem, który odpędzał nas ogniem i kamieniami. Pewnego dnia człowiek wzejdzie ponad gwiazdy, by osiąść pośród nich. Gdy to się stanie Gaja będzie pusta. Nie będzie ludzi na Ziemi, gdyż zasiedlą inne Ziemie. Nie będzie demonów, bo zrobią to samo w pogoni za ludźmi. Wojna pomiędzy Ładem, a Chaosem będzie trwała wiecznie. Nie wiadomo jednakże, co jest czym. Demony są Ładem, czy Chaosem? A ludzie? Czy może wszyscy są wszystkim po trochu? Żegnaj półdemonie. Żegnaj półczłowieku. Bezimienny duch odpłynął w Otchłań. Gavox postanowił wrócić do swojego ciała. Nazbyt długo przebywał w Szeoalem. Powrót okupiony był bólem wszystkich części ciała. Wbrew zdrowemu rozsądkowi chłopca bolały nawet włosy i paznokcie. Czuł się, jakby każda cząstka jego ciała przypiekana była żywym ogniem. Gdy Gavox doszedł do siebie na tyle, by móc się poruszać, podczołgał się do ściany swojej skrzyni i wyjrzał przez szparę. Zobaczył niski, drewniany budynek z szerokimi wrotami, przez które wydobywało się rżenie. Po chwili dwóch ludzi wyprowadziło przez nie najpiękniejszego konia, jakiego Gavox widział w życiu. Od wyrywającego się stajennym rumaka biła jakby niezwykła, srebrzysta, pełna majestatu poświata. Dopiero po chwili chłopiec zorientował się, czemu to niezwykłe zwierzę opętańczo wyrywa się, by uciec jak najdalej od ludzi. Spostrzegł bowiem długi prosty róg umiejscowiony pomiędzy uszami... Jednorożca. Jednorożce są niezwykle rozumne, ich rogi są tym cenniejsze, że wielu shinobi używa ich, by stawać się niewidzialnymi. Jeszcze nikomu chyba nie udało się udomowić tych magicznych stworzeń. Ten śnieżnobiały ogier rzucał się, nieomal wyrywał lejce stajennym. Dzika przyroda usidlona przez więzy ludzkości. Gavox z cichym westchnieniem oparł się o ścianę skrzyni. Widocznie trafił do złodziejskiej osady, czy też kryjówki Łowców. Łowcy byli wytrawnymi myśliwymi, zajmującymi się łapaniem i handlem magicznymi zwierzętami. Niejeden jednorożec, czy topielec został schwytany we wnyki Łowców. Niejedna strzyga trafiła do cesarskich lochów, by stać się obiektem strasznych eksperymentów. Półdemon zadrżał poruszony ostatnią wizją. Mimowolnie wyobraził sobie tnących jego skórę cesarskich cyrulików i nadwornych magów odprawiających nad nim egzorcyzmy. - Wyłaź dzieciaku - wieko skrzyni uniosło się niespodziewanie, wyrywając Gavoxa z ponurych rozmyślań - Zobaczymy, ileś wart. Głos należał do jednego z samurajów, których spotkał w osadzie. Chłopak wygramolił się ze skrzyni i rozejrzał się wokół. Znajdował się na niewielkiej polanie ze wszystkich stron otoczonej drzewami. Jak podejrzewał, była to polana w środku lasu. Chłopiec spostrzegł jeszcze z tuzin bambusowych klatek ustawionych pod szopą, gdy jeden z Łowców pchnął go brutalnie na środek polany. Nie zadali sobie nawet trudu, by go związać. W końcu, co czterem uzbrojonym mężczyznom może zrobić dziesięcioletni chłopiec? Zanim ktokolwiek zdołał coś powiedzieć, zdarzyło się coś, co zaważyło na dalszym losie Gavoxa. Jednorożec wierzgnął i wyrwał lejce stajennemu. Szarpnął się i przednimi kopytami uderzył go w kark. Mężczyźnie głowa odskoczyła daleko do tyłu, a na czoło pociekły czerwono-szare strugi. Z pomocą nadbiegł drugi stajenny usiłując chwycić lejce. Tego jednorożec uderzył łbem uzbrojonym w długi róg. Trafił w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych