...
Moje krótkie marzenie :) Co prawda miało być dłuższe ale szczerze powiedziawszy nie chciało mi się dłużej pisać :p
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ze starej kamienicy wybiegła roztrzęsiona dziewczyna.Skręciła w prawo i biegła przed siebie.Dobiegła na przystanek i wsiadła do pierwszego przejeżdżającego autobusu.Usiadła na siedzeniu obok starszej kobiety.Ta popatrzyła na nią jak na zbiega. -Co ona się tak patrzy? - zastanawiała się w duchu dziewczyna. - No tak,pewnie wyglądam jak jakaś dziwka z tymi rozwalonymi włosami i potarganą bluzką.Popatrzyła się na swoje odbicie w szybie.Mimowolnie przygłaskała włosy i poprawiła się na siedzeniu.Właściwie nie jechała nigdzie.Chciała tylko wysiąść na ostatnim przystanku i tam posiedzieć.Autobus dojechał do Kamienicy.Dziewczyna wysiadła.Skierowała się w stronę pobliskiego lasu.Już miała obmyślony plan powrotu do domu.Byle jak najdłużej.Po pół godzinie wyszła z lasu.Mogła wsiąść do autobusu,który zawiózłby ją prawie pod sam dom ale nie zrobiła tego.Postanowiła się jeszcze trochę przejść.Pogoda była ładna.Świeciło słońce i wiał chłodny,orzeźwiający wiatr.Nagle zakręciło się jej w głowie.Usiadła na krawężniku.Przed oczami zaroiło się jej od małych jasnych punkcików.Czuła,że mdleję.Obudziła się potrząsana w ramię.Jakaś kobieta koło pięćdziesiątki kucała przy niej i pytała co się stało.Kamila nie odpowiadała jej przez dłuższy czas,gdyż nie mogła znaleźć się w tej sytuacji.Nie wiedziała czemu leży na chodniku,a przy niej siedzi jakaś kobieta. -Dziewczynko?Dziewczynko?Co się stało? - kobieta pytała ją i co jakiś czas jeszcze szturchała,chyba żeby mieć stuprocentową pewność,że Ania znowu nie zemdleję. -Już nic mi nie jest. - dziewczyna próbowała wstać,kobieta wzięła ją za rękę i podciągnęła. -Gdzie mieszkasz? - spytała. -Tu..niedaleko...ja juz pójdę...dziękuję. - odpowiedziała i odeszła.Bolała ją głowa i miała sucho w gardle.Kobieta doszła do niej i chwyciła ją pod rękę. -Odprowadzę Cię do domu.I tak mam po drodze,a wolę się upewnić,że dotarłaś bezpiecznie. Po piętnastu minutach powolnego marszu doszły do domu.Ania nacisnęła klamkę i weszła do domu. -Może napiję się pani herbaty? - zapytała. -Oj nie moje dziecko,ja już polecę bo tam wnuki na mnie w domu czekają. - usprawiedliwiła się kobieta. -Dobrze.Jeszcze raz dziękuję za pomoc.Do widzenia. -Do widzenia moja droga. - odpowiedziała kobieta i odeszła.Ania widziała,że wraca się w tą stronę,z której przyszły obie. -Jednak są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie. - pomyślała dziewczyna i usiadła na szafce na buty.Za chwilę przyszła jej mama z Julkiem na rękach. -No nareszcie jesteś.Masz gości.Są na górze. - powiedziała i odeszła. Ania ściągnęła buty i poszła na górę.Najpierw weszła do pokoju,w którym była Kornelka i Mateusz.Wzięła chłopczyka bo dziewczynka spała i poszła do kuchni gdzie siedzieli jej goście.Przybrała sztuczny uśmiech na twarz bo na prawdziwy nie było jej teraz stać. -Eee,to wy... - udawała zawiedzioną. - Moja mama powiedziała,że goście do mnie przyszli.A wy to raczej jak rodzina niż jak goście. -No co?Nie cieszysz się z naszych odwiedzin? - spytała Edyta. -Ależ cieszę się,cieszę. - odpowiedziała i usiadła na krześle,sadzając sobie na kolanach Mateuszka. -Zrobić Ci herbaty?Jakoś tak niemrawo wyglądasz... - zapytała Dagmara. -Tak,jeśli mogę prosić.Zieloną z opuncją. -No wiem przecież. Siedzieli w szóstkę przy kuchennym stole Ani i co jakiś czas wybuchali śmiechem.Tylko jej nie było do śmiechu. -Pójdę zanieść Mateusza do łóżeczka bo zaśnie mi tu zaraz na rękach. - oznajmiła i wyszła z kuchni. -Coś się jej stało. - stwierdziła Edyta. -No właśnie też mi się tak wydaję.Jakaś taka inna jest.Zawsze siedzi i żartuję a dzisiaj to się nawet nie uśmiecha. - dodała Natalia. -Może powinniśmy do niej iść? - zastanawiała się Edyta. -Nie ma co się zastanawiać.Trzeba się jej spytać co jej jest. - powiedziała Dagmara i wstała z krzesła. -No to niech jedno z nas idzie,a nie wszyscy. - zaproponował Szymon. - Idź Mateusz! -Co?Czemu ja? -Nie chcesz,to ja pójdę. - powiedziała Natalia. -Nie no idę.Tylko nie wiadomo czy będzie mi chciała powiedzieć. -Tobie by nie chciała czegoś powiedzieć..? - powiedziała z przekąsem Edyta. Chłopak wyszedł z kuchni i wszedł do pokoju,w którym była Ania.Siedziała na łóżku z pochyloną głową.Mateusz usiadł obok niej ale przez chwilę nic nie mówił.Nie był pewien czy ona wie,że on siedzi obok. -Nie będę owijał w bawełnę i spytam od razu - stało się coś? Milczała.Popatrzyła na niego.Zauważył łzy gromadzące się w jej oczach.Przytulił ją i pocałował w czoło.Siedzieli tak przez jakiś czas.Nagle on podniósł się z łóżka. -Chcesz zostać sama? - zapytał. Popatrzyła na niego.Jedyne czego teraz naprawdę chciała to nie być sama.Wyczytał to z jej oczu i wziął ją za rękę.Weszli do kuchni.Przyjaciółki widząc,że dziewczyna jest zapłakana,przytuliły się do niej.Nagle zrobiło się jej słabo.Usiadła na krześle i pochyliła głowę do przodu. -Szymon idź po jej mamę albo tatę,Natalia weź zaparz mocnej herbaty,Edyta idź jej pościel w pokoju,ja poszukam jakichś tabletek,a Ty Mateusz siedź tu i trzymaj ją za rękę to na pewno się jej lepiej zrobi. - rozkazywała Dagmara takim tonem,że nikt nie śmiał się jej przeciwstawić.Po chwili przybiegła mama Ani.Spytała czy łóżko jest już pościelone i zaprowadziła ją do pokoju.Położyła ją do łóżka.Ania leżała bezwładnie w takiej pozycji w jakiej ją ułożono.Naokoło niej stali jej rodzice i najlepsi przyjaciele.Dagmara kazała jej robić różne rzeczy jak picie herbaty małymi łyczkami,otwieranie i zamykanie oczu i podobne temu.Nie miała siły tego robić.Dochodziły do niej tylko strzępki rozmów.Zastanawiali się między sobą dlaczego osłabła tak nagle.Wymieniali opinie i kojarzyli fakty.Nagle wszystko ucichło.Zdawało się jakby wszyscy wyszli.Ania ostatkiem sił otworzyła oczy żeby sprawdzić czy ktoś jest.Jasne światło oślepiło ją więc musiała przymrużyć oczy. -Zaraz,zaraz,coś jest nie tak. - pomyślała. - Nie ma obrazu na ścianie i w ogóle inaczej tu.Okazało się,że jest w szpitalu.Spojrzała na tykający zegar.Była 6.20 rano.Chciała zawołać kogoś żeby powiedział jej o co chodzi ale nie mogła z siebie wydobyć głosu.Zauważyła jakiś guzik przy łóżku.Nacisneła go i po chwili do sali weszła pielęgniarka i jej mama. -No nareszcie!Tak się martwiliśmy! - powiedziała…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil incydentka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…