Wróć do katalogu

***

Dalszy ciąg mojego pierwszego opowiadania

Maiyun, opublikowano , 11 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Musiałam czekać. Czekać na swój czas. Obserwowałam okolicę już dwa dni w poszukiwaniu obiektu, który miałam za zadanie zlikwidować. Dobrze zbudowany, porusza się czerwoną Hondą CBR600, ubiera na czarno i jest zaledwie dwadzieścia centymetrów ode mnie wyższy. Jest również śmiertelnie niebezpieczny. Być może nie przeżyję tej konfrontacji. Dostałam przepustkę od mego pana, mam bowiem pozostać w mieście tyle czasu, ile to konieczne, by poznać swój cel, rozpracować i zabić. Jedna próba bowiem, przy doświadczonym w walce przeciwniku, może nie wystarczyć. Stercząc tak na dachu rozsypującej się, dwupiętrowej kamieniczki w przejmującym listopadowym chłodzie, miałam sporo czasu na rozmyślania, choć stanowczo wolałam, by niektóre myśli zostawiły mnie w spokoju. Co to do cholery było? Co się stało w moim pokoju? Dlaczego mój pan wyszedł trzaskając z całej siły drzwiami? Czyżby zauważył, że płaczę? Niemożliwe. Panował półmrok a on znów był pijany w sztok. Mimowolnie wzdrygnęłam się z obrzydzenia. Łzy ponownie napłynęły mi do oczu. Łzy upokorzenia i wściekłości. Pozostawało mi jeszcze jedno, najważniejsze pytanie. Jakim cudem wyłączyłam swoją świadomość do tego stopnia, że nie pamiętałam absolutnie nic z tego, co się wówczas działo i w jaki sposób moje ciało zostało sponiewierane? Spojrzałam wtedy na zegarek. Mój pan spędził ze mną dwie godziny. Dwie! A ja pamiętałam zaledwie jakieś trzydzieści minut. Ze złością wytarłam łzy skórzaną rękawiczką i przeszłam myślami na mężczyznę, którego lada chwila spotkam. Czemu tak właściwie nigdy nie zastanawiałam się, kim były moje ofiary? Byli złymi ludźmi, to pewne. Ten na pewno też jest zły. Pan kazał nam zabijać szumowiny. Ci ludzie nie tyle sięgnęli dna, co pływają już w szambie. To jego słowa. Jednak teraz zaczęłam się zastanawiać. Mój mózg jakby sam wydobył się z tego amoku, w którym trwałam wiele lat. Zaczęłam się w końcu zastanawiać, czym jest dobro a czym zło. To niekoniecznie niedobrze. Mój pan nie byłby zachwycony, mimo że sam był tego głównym powodem. Doświadczenia siedmiolatki, którą byłam gdy zaczęłam szkolenie, nie okazały się wystarczające. W głębi nadal byłam niezbyt wiele rozumiejącym dzieckiem, zaklętym w ciele dorosłego. Miałam wyprany mózg i zaczęłam mieć przerażającą tego świadomość. Byłam doskonale wyszkolona zarówno fizycznie, ale nie psychicznie. W końcu pracował nade mną sztab najlepszych „specjalistów”. Z dzieckiem jest bardzo łatwo. Robi co mu każą. Z zadowoleniem usłyszałam warkot silnika Hondy jakias ulicę dalej. Nareszcie. Zbiegłam z dachu z prędkością światła i usadowiłam się wygodnie na swoim motocyklu. Włosy schowałam pod kask. I bum, osiągnęłam oczekiwany efekt. Mężczyzna, zatrzymał się obok mnie, zachęcając najwyraźniej do wspólnej jazdy. Ochoczo podjęłam wyzwanie. Zasłoniłam oczy, odpaliłam silnik i nie czekając na Dominika, jak podobno miał na imię, ruszyłam z piskiem opon, zaczynając po chwili jechać na jednym kole. Lubiłam się popisywać. Od dziecka. I kochałam brawurową jazdę. Musiałam wywieźć go na jakieś pustkowie, najlepsze są zawsze jakieś ruiny za miastem, gdziekolwiek, gdzie jest pusto i gdzie mogłabym wpakować mu kulkę w łeb. Mknęliśmy ulicami łamiąc wszystkie możliwe przepisy i wyprzedzając się na zmianę. Nakierowałam nas na stare ruiny fabryki, której nikt nie pilnował. Skończy w sumie żywot tak, jak jego dwójka poprzedników, których też tutaj zwabiłam. Zatrzymaliśmy się, oświetlani jedynie przez blask księżyca w pełni. Niezła aura, pomyślałam w przypływie wisielczego humoru. W sam raz na morderstwo z zimną krwią. Zeszłam z motocykla i zdjęłam kask. Gwizdnął głośno.

- Jesteś kobietą! – wykrzyknął niemal z nabożeństwem, radośnie się śmiejąc.

Jego śmiech dźwięczał w moich uszach wytrącając z równowagi. I wtedy sam zdjął kask. Niedobrze. Nigdy nie widziałam tak pięknego mężczyzny. Tak cudownych, czarnych przepastnych oczu, pełnych ust i równych, śnieżnobiałych zębów. Zarejestrowałam to wszystko w ułamku sekundy i to jeszcze przy wątpliwym świetle księżyca. Nieźle. Uśmiechał się przyjaźnie, pełen podziwu dla moich zdolności. Co jest do cholery? Czemu moje serce bije tak szybko? - Kiedy patrzyłem na ciebie w kombinezonie, wziąłem cię za wyjątkowo wychudzonego chłopaczka – rzekł, mrugając jednym okiem. To się chyba nazywa puścić komuś oczko. Skup się! Skup się dziewczyno i bierz się do roboty! - Masz na imię Dominik? – spytałam najspokojniejszym tonem, na jaki było mnie stać. Uśmiech zniknął z jego twarzy, pojawiła się za to czujność w oczach, które bacznie mnie obserwowały. Nie oderwał wzroku nawet na chwilę.

- Tak. Dominik. Mogę poznać twoje imię?

- Moje imię jest w tej chwili nieistotne.

- Wiem kim jesteś – odpowiedział bez cienia strachu w oczach. Głupiec.

- Naprawdę? Skoro tak, możemy pominąć wszystkie formalności i od razu przejść do konkretów – odpowiedziałam twardo wyciągając przed siebie colta i unosząc na wysokość jego głowy – Szkoda – szepnęłam bardziej do siebie niż do niego, szczerze zasmucona tym, iż jego szare oczy za chwile będą martwe.

Z niedowierzaniem zobaczyłam, że się uśmiecha. Zbił mnie z tropu. Zawahałam się dosłownie na jedną setną sekundy i to mu wystarczyło. Celnym kopniakiem w moją rękę wytrącił cenną broń i powalił na

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych