Bez winy
Opowieść o zmaganiu się z chorobą i przeszłością.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Marlena wróciła do domu, ale myślami nadal była w pracy. W szpitalu. Na oddziale onkologicznym. Codziennie postanawiała, że wychodząc na parking i wsiadając do samochodu, wymaże z pamięci karty pacjentów i zastąpi je obrazem domu, męża i dwójki dzieci. Jeszcze nigdy się jej to nie udało. Przynajmniej nie w drodze przez zakorkowane Śródmieście. Nie w czasie parkowania w garażu. Nie, przygotowując obiad. Gdy pojawiały się dzieci, zajmowała się ich problemami, lekcjami. Była szczęśliwą matką przedszkolaka i uczennicy klasy piątej. Jednak kiedy dzieci leżały już w łóżkach, siadała przy biurku, włączała laptopa i zagłębiała się w wirtualny świat składający się z dawców, biorców, darczyńców i eksperymentalnych technik leczenia. Znowu była lekarzem walczącym o życie.
- Mari, co się stało? Straciłaś kogoś? – zapytał Marek uzupełniając jej szklankę whiskey z colą. - Dzięki. Nie. Wiesz, znalazł się dawca dla Klaudii. Szpik z Niemiec. Przeszczep będzie dwudziestego szóstego. - Dla tej pięciolatki? – skinęła głową. – To powinnaś się cieszyć, a jesteś przybita. - Chodzi o Dagę.
Opowiedziała o dwudziestojednoletniej dziewczynie, która również czekała na przeszczep. Rok wcześniej wykryto u niej białaczkę. Pierwsza chemia przyniosła poprawę, lecz na krótko. Nie było zgodności z rodzicami, nie miała innych bliskich krewnych. W rejestrze dawców nie znaleziono nikogo pasującego, a okazało się, że przeczep to jej jedyna szansa. Chemioterapia łagodziła tylko na jakiś czas przebieg choroby, wycieńczając przy okazji dziewczynę, która do tej pory dzielnie wszystko znosiła.
- Niedługo będzie za późno i trafi na kilka miesięcy pod opiekę hospicjum, a potem… - Mari, nie uratujesz wszystkich. Przecież o tym wiesz. - Ale ona… Wydaje mi się, że już się poddała. Dlaczego? Na początku była inna. Walczyła. A teraz… Nie wierzę, że to tylko osłabienie chemią, którą coraz gorzej znosi. Dzisiaj skończyła serię, ale nie mogę jej wypisać. Nie wiem, czy w ogóle będę mogła. Dlaczego zrezygnowała, powiedz mi…
Marek nie uznał za stosowne odpowiadać. Pociągnął łyk drinka i zatopił wzrok w oczach żony. Zadawała mu to samo pytanie już wielokrotnie. Nie rozumiał raka, chemii. Był ekonomistą. Rozumiał statystyki. A te zawsze przemawiały na niekorzyść Marleny i jej pacjentów. Chciał ją mieć tylko dla siebie. Chociaż czasami.
* * *
Agata i Mariusz niecierpliwie wiercili się na twardych krzesłach. Patrycja spoglądała na nich znad okularów. Podobali jej się. Od razu wiedziała, że będą dobrymi rodzicami. Młodzi. Pracujący. Mieszkanie. Samochód. Ona była bezpłodna. Chcieli dzielić się swoją miłością z dzieckiem, a nie tracić nadzieję na kolejnych etapach leczenia. Zdecydowali się, a teraz zdecydowano, że się nadają.
- Podpiszemy dzisiaj wszystkie dokumenty i mogą państwo zabrać małą do siebie na stałe. Oczywiście będziemy kontrolować jej stan i warunki w jakich przebywa, ale wydaje mi się, że w państwa przypadku to tylko formalność. Zdecydowali się już państwo na imię? - Tak. Dagmara – odpowiedziała kobieta, ukrywając podekscytowanie pod nieśmiałym uśmiechem.
Po załatwieniu wszystkich formalności młodzi rodzice opuścili biuro, a na twarzy Patrycji pojawił się gorzki uśmiech. Cieszyła się, że niemowlak, córeczka licealistki, tak szybko znalazła dom, jednak wiedziała, że sukces, to znalezienie domu dla kilkulatka. Kilkunastolatkowie nie mieli już prawie żadnych szans na adopcję. Dlaczego idealni kandydaci na rodziców w większości zastrzegali, że chcą dziecko, które ma co najwyżej kilkanaście miesięcy? Dlatego faktu, że dokumenty, które zgarniała właśnie do teczki, były już podpisane, nie uznała za sukces. Mała była jeszcze w szpitalu. Nie trafi nigdy do domu małego dziecka. Ta młoda para da jej wszystko, czego będzie potrzebowała, żeby stać się kobietą i matką.
„Nie, to nie był sukces” – pomyślała jeszcze raz Patrycja. Sukcesem byłoby znaleźć dom dla czternastoletniej Dominiki, która straciła rodziców w wypadku, albo dla sześcioletniego Alberta, którego babcia nie dawała już sobie rady z wychowaniem, a matka i ojciec wyjechali do Irlandii i nie dawali znaku życia, albo dla Ani, dziewięciolatki, którą ojciec bił tak samo jak swoją żonę i być może wykorzystywał. „To było proste. To była formalność.” Jednak z westchnieniem ulgi odhaczyła akta i odłożyła na półkę.
* * *
Ala łkała w poduszkę. Sebastian wyszedł, trzaskając drzwiami. Cały czas słyszała w głowie słowa, które rzucił na pożegnanie. „Dopóki nie załatwisz tego problemu, możesz nie pokazywać mi się na oczy.” Problem istniał już od trzech miesięcy, miał więc już rączki i nóżki. Był małym człowieczkiem, który pojawił się za wcześnie. I jak się okazało z nieodpowiednim mężczyzną.
Sebastian studiował wychowanie fizyczne. Poznali się na imprezie u wspólnej znajomej. Był przystojny, błyskotliwy. Miał własne mieszkanie i samochód. Alicja chodziła do dobrego liceum. Starsza siostra była już po studiach i mieszkała z mężem. Rodzice dbali o córki, kochali je, ale i wiele wymagali. Dlatego najpierw o dziecku dowiedział się Sebastian. Myślała, że razem z nim będzie jej łatwiej stawić czoła matce. Teraz jednak została sama ze świadomością, że dziecko musi się urodzić. Tego chciała. Bez względu na wszystko. Żadne rozwiązywanie problemów nie wchodziło w grę, więc mogła zapomnieć o chłopaku. „Może to przemyśli i wróci…” – przemykało co jakiś czas w jej myślach, jednak znała już Sebastiana na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że nie szukał on zobowiązań.
Surowa, konserwatywna i dbająca o porządek i dyscyplinę w domu matka stanowiła trudnego partnera do zwierzeń. Ala chciała mieć to już za sobą. Nie mogła dłużej zwlekać. Weszła do gabinetu matki i usiała na krześle. Oczy nosiły jeszcze ślady łez. - Mamo, chciałam porozmawiać. - O co chodzi? Coś się stało? Źle wyglądasz. - Jestem w ciąży – wyrzuciła z siebie stłumionym głosem i zaczęła znowu płakać.
Bogusia wypuściła trzymane w ręce papiery i spojrzała na córkę z niedowierzaniem. W jednej chwili w jej głowie pojawiły się setki pytań. Stłumiła narastającą złość i przyjrzała się kompletnie złamanej psychicznie Alicji. W pokoju panowała cisza przerywana tylko szlochami dziewczyny. Wiedziała, co jest słuszne, ale to było takie trudne…
- Urodzisz to dziecko. Urodzisz i oddasz do adopcji. O reszcie porozmawiam najpierw z ojcem, a teraz idź do siebie. Ostry, wyzuty z emocji głos matki ranił boleśniej niż wykrzyczane w gniewie obelgi. Urodzić. Oddać. Te dwa słowa kołatały się w jej głowie. Matka była w gruncie rzeczy dobra, była porządna kobietą. Nie można się jej było sprzeciwiać. Skoro tak postanowiła, to znaczy, że tak było dobrze.
* * *
- Kochanie wróciłem! – głos Krystiana rozległ się w domu. Alicja usłyszała go aż w ogrodzie. Miał wrócić z pracy późnym wieczorem. Tym razem nie cieszyła się z niespodzianki. Chciała mieć czas dla siebie. Potrzebowała kilku chwil do namysłu. Wiedziała, że musi mu powiedzieć. Nie zostało jej nic innego jak zrzucić z siebie ten ciężar tak jak dwadzieścia jeden lat wcześniej. Tyle, że wtedy spoglądała w surowe oblicze matki, a teraz miała przed sobą kochającego człowieka, który był dla nie zawsze partnerem w chwilach szczęścia i podporą, gdy przychodziły troski.
Siedziała na huśtawce w ogrodzie i czekała aż do niej przyjdzie. Chwile, które usiłowała wyrzucić z pamięci przez te wszystkie lata, teraz gdy chciała je odtworzyć powracały niewyraźne i pourywane. Pamiętała ból. Ból porodu, o którym wiedziała tylko ona, rodzice i siostra. Matka okazała się rzeczywiście dobra. Okryła wszystko tajemnicą. Tak szczelnie, że w chwili narodzin dziecka Alicja nawet go nie ujrzała. Usłyszała tylko płacz, a potem odpłynęła pod wpływem środków uspokajających. Aż do dzisiaj nie wiedziała, czy ma córkę, czy syna.
Pamiętała, że dziecko poruszało się w jej brzuchu. Czytała mu i puszczała muzykę. Głaskała, gdy było niespokojne. Kochała je tak silna macierzyńska miłością do jakiej tylko zdolna jest siedemnastolatka. Być może chciała je obdarzyć tym uczuciem na zapas. Na całe życie. Wiedziała już, że ma córkę. Zdolną, inteligentną. Która trafiła do dobrej rodziny i otrzymała wszystko, na co tylko zasłużyła. Krystian usiadł obok zaniepokojony. Spojrzał w oczy żony.
- Była dzisiaj u mnie kobieta z ośrodka adopcyjnego… - Ale… - przerwał Krystian, nie wiedząc o co chodzi. - Posłuchaj mnie, proszę.
* * *
Agata spoglądała na śpiącą córkę ze łzami w oczach. Prosto z pracy przyjechała do szpitala, żeby chociaż przez chwilę z nią być. Tak bardzo chciała pomóc, a nie mogła nic. Znowu żadnych dobry wieści. Było coraz gorzej. Brak nadziei na dawcę i słabnąca z każdym dniem Dagmara. Serce nie wytrzymywało już chemii.
Ziemistoblada skóra pokrywała wychudzone ciało. Sine powieki skrywały niegdyś roziskrzone błękitne oczy. Pokryte śladami po wkłuciach ręce były zimne. Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na matkę. Nie miała nawet siły, żeby uścisnąć jej dłoń i obetrzeć łzy. Kolejna seria chemii przyprowadziła ją na skraj wytrzymałości. Zmagała się z bólem, nudnościami, gorączką, zawrotami głowy, chociaż wcale nie miała na to siły.
Na początku uwierzyła w entuzjazm lekarzy. „Wszystko będzie dobrze. Jesteś młoda, silna. Pokonasz raka.” – mówili. To było zaledwie rok temu. Remisja trwała tylko kilka miesięcy. Potem choroba zaatakowała ze zdwojoną siłą. Pozbawiła Dagę resztek odporności, nadwyrężyła serce i nerki i już od prawie pół roku skutecznie przykuwała do szpitalnego łóżka. Nie czekała już na cud. Chciała wreszcie przestać cierpieć.
- Przyniosła ci książki i płyty z filmami. Mariusz powiedział, że jeszcze ich nie widziałaś i powinny ci się spodobać. Jeszcze kilka gazet… - Agata z trudem wypowiadała kolejne słowa. Tak bardzo chciała być pogodna i pozytywnie nastawiona. Wiedziała, że Daga tego potrzebuje, jednak już od jakiegoś czasu nie potrafiła uśmiechać się przebywając w szpitalnej izolatce w towarzystwie pogodzonej ze śmiercią córki.
Mieli tylko ją, a teraz miała odejść. Nie potrafili o nią walczyć. Na przeszkodzie do ocalenia stała biologiczna bariera, której nie dało się ominąć. Gdyby byli jej prawdziwymi rodzicami, może mogliby ją uratować. Nie miała ich krwi, ich genów. Nic nie mogli zrobić. Czekanie dawało złudną nadzieję. Może za godzinę, dzień, tydzień znajdzie się ktoś pasujący. Tylko ile takich chwil wytrzyma jeszcze Dagmara?
Agata mogła tylko starać się jakoś uprzyjemnić czas spędzany w szpitalnej samotni. Sama już nie wiedziała, co robić. Miała jednak nadzieję. Istniała jeszcze szansa. Tylko czy realna? - Co mówią lekarze? Powiedz mi. - Że nie masz szans, żeby wypisali cię do domu. Na oddział ogólny, też na razie nie mogą cie przenieść. Czekają na polepszenie wyników. – Agata już dawno oduczyła się ukrywania czegokolwiek przez córką. Nie upiększała prawdy. Przenikliwość Dagmary zmuszała ją do przekazywania najgorszych nawet wieści.
Jedna ręką ścisnęła dłoń córki, a druga głaskała ją po policzkach. Daga wpatrywała się w sufit, usiłując stłumić w sobie smutek. Wiedziała, że jest coraz gorzej, ale potwierdzenie najgorszych przypuszczeń zawsze jest zaskoczeniem. Agata siedziała przy córce, dopóki ta nie zapadła w płytki, niespokojny sen. Doktor Kordeckiej już nie było na oddziale, więc rozmowę odłożyła na następny dzień. Postanowiła się zwolnić wcześniej z pracy, żeby zastać lekarkę i wyjawić zamiary, którym sprzeciwiała się Dagmara. Nie potrafili zgodzić się z jej wolą. Skoro istniała jakakolwiek szansa, to musieli ją wykorzystać.
* * *
Alicja przebrnęła już przez najtrudniejszą część opowieści, dotyczącą przeszłości. Krystian nic nie mówił. Spoglądał na nią szeroko otwartymi oczami i wyglądał jakby się chciał wreszcie obudzić z niemiłego snu. W ogrodzie zapanowała cisza.
Mimo wszystko to była łatwiejsza część rozmowy. Ala wielokrotnie przeprowadzała ja w myślach na różne sposoby i obmyśliła wszelkie możliwe reakcje ze strony męża. Nie to, żeby miała zamiar mu kiedyś o tym powiedzieć. Po prostu czasem wspomnienia wracały i odczuwała potrzebę podzielenia się największą tajemnicą swojej przeszłości z ukochanym człowiekiem. Jednak kiedy emocje wygasały, porzucała te myśli, sądząc, że nie warto psuć tego co jest.
Wiele razy myślała o tym, że porzucone dziecko zechce odszukać matkę. Przecież zdarzały się takie przypadki. W telewizji często się o tym słyszało przy okazji jakichś opowieści z życia czy filmów dokumentalnych. Dlatego przygotowywała się i na taka okazję. Wiedziała, że najpierw powinien dowiedzieć się Krystian. Gdyby zdarzyła się taka sytuacja, chciałaby ją wykorzystać i poznać córkę, ale tylko w wypadku, gdyby on nie miał nic przeciwko. Teraz też liczyła na jego pomoc w podjęciu decyzji.
Czuła, że może stawić czoła przeszłości i stanąć oko w oko z porzuconym dzieckiem, bo nie miała sobie nic do zarzucenia. Podporządkowała się woli matki i oddała noworodka, nie walczyła, by móc go zatrzymać przy sobie, jednak czy mogła? Wiedziała aż za dobrze, jak postąpiłaby matka. Wyrzuciłaby ja z domu. Siostra też nie mogłaby jej przyjąć, musiałaby iść do schroniska, tułać się z niemowlakiem, któremu nie mogłaby zapewnić dachu nad głową i pewnie w efekcie też by go porzuciła, tylko że wtedy mogłoby już być za późno. Dlatego uważała, że postąpiła słusznie, że inaczej nie mogło być i że nie jest niczemu winna.
Nieme rozliczanie z przeszłością przerwał Krystian, który otrząsnął się już z pierwszego szoku. - Powiedziałaś, że przyszła do ciebie kobieta z ośrodka adopcyjnego. Czy ta córka chce cie poznać? - Nie. Nie chce mieć ze mną kontaktu nawet za cenę utraty życia… - powiedziała głucho Alicja. Przełknęła ślinę i już pewniejszym głosem opisała zaistniałą sytuację. – Moja porzucona córka ma ostrą białaczkę szpikową. Jedynym ratunkiem jest przeszczep. Jej stan jest coraz gorszy, dlatego rodzice wbrew jej woli postarali się skontaktować ze mną za pośrednictwem urzędników i poprosić mnie o wykonanie badań. - Zgodziłaś się? Co jeśli będą chcieli jakiegoś zadośćuczynienia albo… - Nie, Krystian. To jakieś porządne małżeństwo. Nawet nie znam ich imion. Oni też nic o mnie nie wiedzą. Dlatego poprosili o pomoc ośrodek adopcyjny. Zresztą, ta dziewczyny ma już dwadzieścia jeden lat i może decydować o sobie. Wie, że jest adoptowana i nie zgodziła się na odnalezienie mnie. Zrobili to wbrew jej woli. Być może nigdy nie dowie, że zostałam dawcą. Oczywiście jeśli się w ogóle zdecyduję przebadać.
Łzy napłynęła do oczu Alicji, gdy wspomniała słowa urzędniczki, która powiedziała, że córka w żadnym wypadku nie zgodziła się odnalezienie biologicznej matki. W mniemaniu Patrycji Marczak był to jeden z argumentów mających skłonić Alicję do podjęcia pozytywnej decyzji. Wszyscy zachowaliby anonimowość, żadna z rodzin nie rościłaby do siebie żadnych praw, a dziewczyna mogła się nigdy o wszystkim nie dowiedzieć skoro nie życzyła sobie tego. Jednak dla Alicji był to cios. Skoro Daga był tak zdeterminowana, żeby nie mieć z nią nic wspólnego, to znaczy że powinna jednak czuć się winna. Że unieszczęśliwiła to biedne…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil czarna27
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…