Biały murzyn Europy (3)
3. love will tear us apart again
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
3. Love will tear us apart again.
Fryzjer wypisał się ze szpitala na własne żądanie, jak nam wyjaśnił dziadyga, który obesrawszy swą pidżamę dnia poprzedniego, przechadzał się w szpitalnej, za dużej o kilka numerów, więc co i rusz podciągał spodnie na dupę klnąc na czym świat stoi. Dziadzia wyznał nam, że zawinęli go z domu w pidżamie właśnie, wskutek czego nie posiadał żadnej garderoby. Czekał uparcie, aż babcia przywiezie mu ubrania, ale nikt się nie zjawiał. Chodził tak poirytowany, pożyczając telefony, celem kontaktowania małżonki w sprawie palącej go kwestii przyodziewy. Jak nietrudno odgadnąć Dziadzia stał się obiektem niewyszukanych żartów i krotochwil ze strony pozostałych alkoholików. Wytłumaczono mu ponad wszelką wątpliwość, iż małżonka najprawdopodobniej oddaje się grzesznej uciesze romansu z listonoszem, bądź sąsiadem i wcale nie śpieszy jej się do takiego zasrańca.
- Eeee co wy się tam pijaki na kobietach wyznajecie- mawiał zgorszony- ja już z nią trzydzieści lat po ślubie jestem.
- Tym bardziej musi mieć cię dość. Zresztą ty niby co, nie alkoholik?
- Jaki ja tam alkoholik, piwko czasem sobie z jedno wypiję, albo dwa…
- Albo dwadzieścia.
- Gdzie dwadzieścia, w moim wieku, pęcherz by mi chyba urwało.
- A jednak, kiedy Dziadka przywieźli, to trzy dni chodził i grudki gówniane za sobą zostawiał, a śpiewał w pasach… wlazł na delirze do łóżka fryzjera, bo ze swoim pomylił i mu się tam sfajdał w gacie…
- Starość nie radość- odpierał dziadek, upierając przy tym, że kiedy wyjdzie zaraz piwko sobie strzeli w autobusie. Radości z nim było co niemiara. W godzinę po obiedzie przypałętał się jakiś zatracony terapeuta pierdoląc o szkodliwości konsumpcji wyrobów spirytusowych. Zebrał całą wesołą kompanię w stołówce i rysował na tablicy jakieś wiry i ludziki w nich ugrzęzłe. Przemawiał z niewzruszoną miną proroka, którego prawda jest jedyną, najprawdziwszą i absolutnie fundamentalną. Przemawiał, a alkoholicy tężeli w milczącej zadumie. Chłonęli jego natchnione wywody kiwając głowami z uznaniem.
- I wpadacie w wir, w lej, z którego nie ma wyjścia, jak już wpadnie się w lej, to się nie wychodzi, ale można zatrzymać spadanie. Poprzez przyznanie się do bezsilności wobec alkoholu. Tylko wtedy można zaczynać proces trzeźwienia i zatrzymać ogrom zniszczeń jakie dokonały się już w waszych uzależnionych duszach. Musicie uświadomić sobie fakt własnej bezsilności wobec alkoholu, inaczej nie uda wam się już nic i spadniecie- tu zakreślając szeroki łuk flamastrem wylądował na dnie leja- na samo dno panowie. Do końca życia, nie możecie wypić już ani kropli ulubionej substancji, ani łyka, ani jednej puszeczki, buteleczki, czy flakonika, gdyż byłoby to jak walka z Gołotą, albo Tysonem, czy którykolwiek z was chciałby stanąć naprzeciwko jednego z nich?
- Z kałachem w ręku, czemu nie- odparłem, alkoholicy spojrzeli na mnie zgorszeni a terapeuta uśmiechnął się z wyższością.
- AA i dwanaście kroków, to jedyna słuszna droga- odparł- innej nie ma.
- Owszem, jest, ilu z was panowie chadza na spotkania AA- zapytałem ogółu i kilku podniosło dłonie jak w szkole- doskonale a jak często lądujecie na detoksie pod prostownikami.
Nikt nie odpowiedział, tylko posłusznie wbili oczy w posadzkę. Sam wiedziałem, że co jakiś czas, raczej regularnie.
- Pewnie, słuchacie tutaj sobie o lejach, pan terapeuta opowiada o Tysonie i Gołocie, jak również i o tym, że woda jest mokra a ogień parzy. Ja sam trzy razy byłem na podobnych wakacjach moi mili i w każdym jednym miejscu słyszałem tę samą przypowieść i cenne rady. Jak to nie wolno przechadzać się w pobliżu miejsc gdzie piją, ale większość z was zapewne mieszka na wsiach, gdzie jest jeden tylko sklep, jak więc zamierzacie to uczynić? Zresztą, życzę powodzenia w trzeźwieniu, pamiętajcie również, że cierpienie uszlachetnia, ale tylko w zeszytach o koziołku matołku.
- Ani kropli- zlekceważył mnie natchniony terapeuta.
- Eeee tam, gadanie- przerwał mu Dziadek wspaniałym gestem- ja tam sobie piwko codziennie jedno lubię wypić.
- I co- podjął zbawca dusz- do końca życia pan tak chce w leju tkwić, bez aktywnej ingerencji w…
- Panie- żachnął się Dziadek- ja już swoje dwa piwka piłem jak pana na świecie jeszcze nie było, a lat mam siedemdziesiąt jeden, ile mi tego życia zostało, i po jaką cholerę miałbym cokolwiek zmieniać. Czekam na wyjaśnienia! Terapeutę zatkało, zaczął bąkać coś dalej o tych lejach i wirach, ale dziadek osunął się na ścianę, ziewnął i usnął znudzony. Pierdnął donośnie przez sen, a po Sali rozeszła się ezoteryczna woń i jęk trwogi człowieka zajmującego miejsce obok Dziadka. Wstałem i poszedłem się położyć. Po drodze wpadłem jeszcze do sracza i zapaliłem. Wyłożyłem swe długie kończyny na pryczy i usnąłem rozmyślając o siostrze Agnieszce i jej wykrochmalonym fartuchu. Zbudził mnie Tomal, rozmawiając z kimś cicho przez telefon. Zaklął plugawie, rozłączył się i poszliśmy obaj zajarać do sracza.
- Z kim gadałeś, swoją lepszą połowicą?
- Ładniejszą na pewno, ale czy lepszą, to nie jestem do końca pewien.
- Co, obawiasz się o jej cnotę podczas przymusowego urlopu tutaj?
- Zazwyczaj to ona się o moją obawia.
- A jednak.
- To znamienne, podczas sesji w stołówce dowiedziałem się wielu wesołych rzeczy na temat przewrotności kobiet- powiedział ze złowieszczym uśmiechem, zaciągając się papierosem.
- Ja wiem, prawie każdy z udręczonych nałogowców trafił tutaj właśnie z tego powodu.
- Jakbyś tam był- odparł.
- Byłem duchem, znam te ich marudzenia na wylot.
- A jednak sam też tu jesteś.
- Przymusowo, krucho już ze mną było, zresztą poniekąd, też przez podłość i niegodziwość kobiet, jak wszyscy hehe. Kiedyś poznałem takiego jednego kolesia, co w ogóle całym złem świata obarczał swą małżonkę, zdania, bez piętnowania jej niegodziwości nie potrafił sklecić. Tak jak dziadzia i oni wszyscy, ale prawda jest taka, że piją, bo lubią i dalej będą pić, aż wypadną im wszystkie zęby i eksplodują wątroby. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, żadnej świeżości, ale Dziadek mi się podoba. Ma chłop styl.
- Więc co, nawet nie zamierzasz spróbować, jak stary?
- Nie, to bez sensu. Nie mam już w sobie tej naiwności, która pozwalałaby mi jeszcze się łudzić, że cokolwiek można zmienić. Nie chce mi się, poza tym ja lubię chaos wkoło siebie, wygodnie mi w nim.
Tomal zasępił się, ja utopiłem peta w sraczu i powróciłem na pryczę. On położył się na własnej i czas jakiś pisał smsy, odbierał, klął, aż rzucił telefon na podłogę i raz jeszcze poszedł zajarać. Telefon leżał na podłodze, brzęcząc sygnałem odbieranej wiadomości. Tomal wylazł ze sracza, odczytał wiadomość i nieomal eksplodował z furii.
- Lepiej odnieś ten telefon do dyżurki, szkoda go, ja się na niewielu rzeczach w życiu znam, ale akurat gubienie i rozwalanie komórek jest wąską dziedziną mej specjalizacji. Tutaj czas płynie inaczej jak na otwartym powietrzu, niedobrze jest mieć kontakt ze światem, a w szczególności z osobami, z którymi łączy cię silna, a elastyczna więź emocjonalna- wyjaśniłem mu.
- Kurwa.
- Nazywaj jak chcesz, ale im bardziej będziesz się tutaj dręczył tym co jest między wami, tym gorzej będzie kiedy stąd wyjdziesz. Zaufaj recydywiście. Tutaj trzeba dużo leżeć, ładować akumulatory i jak najmniej myśleć o kobietach. Najlepiej w ogóle nie myśleć o niczym, a jeśli już to o czymś przyjemnym… świństwom wyrządzanym jakiemuś grubasowi w podstawówce, albo barmanie, którego naciągnęło się na wódkę, a później odeszło nie wracając nigdy by spłacić dług. O takich rzeczach należy rozmyślać, czas płynie na błogiej zadumie i świat pięknieje jak w różowych okularach.
- To tylko kwestia czasu jak ciebie przeniosą na psychiatrię kliniczną- powiedział zdenerwowany, a ja uśmiechnąłem się złowieszczo czyniąc nieokreśloną minę- Ale…- kontynuował- … czemu one, kurwa, zawsze są takie niezdecydowane… czemu wszystko im się w tych ślicznych główkach zmienia z godziny na godzinę?
- Ponieważ one wszystkie uwielbiają nas dręczyć. To im sprawia jakąś perwersyjną radość. Ja mój drogi badam to zjawisko od lat. To trochę jest tak, że one same uwielbiają siebie zadręczać najbardziej, a kiedy tylko oddasz się jednej czy drugiej na poważnie, to wtedy zaczynają dręczyć ciebie, zamiast siebie, w ramach jakiegoś wymyślonego rewanżu i tak to idzie. Potem budzisz się mając lat siedemdziesiąt jak Dziadek, srasz po gaciach i węsząc długim nosem w pyle minionych dekad dochodzisz do wniosku, że życie przeszło ci na niczym, z kobietą, której nawet nie lubiłeś i pozostaje ci tylko to piwko, albo dwa. To wszystko.
- Jesteś starzejącym się, zdezolowanym wrakiem cynika- powiedział odczytując kolejną wiadomość, tym razem jego twarz pełna była radości i szczęścia. Popatrzyłem na niego uważnie, dostrzegając siebie sprzed lat i pewien byłem ponad wszelką wątpliwość, że przyszedł tu za namową swej wybranki, aby odrodzić się moralnie i wspólnymi siłami kroczyć ku światłu lepszej przyszłości.
- Być może i jestem- odparłem wreszcie gapiąc się w sufit, gdzie wirowały wspomnienia i podobna jego obecnej, a moja dawna głupota i naiwność- ty za to jesteś na samym początku bardzo nieprzyjemnej ścieżki.
- Co masz na myśli- zapytał rozdrażniony, unosząc się nieco na swej pryczy.
- Znam twoją historię, nawet nie musisz mi jej opowiadać. Wiem też, w przeciwieństwie do ciebie jak się ona zakończy, ale oszczędzę złośliwych uwag.
- Zamieniam się w słuch. No dalej, opowiadaj. Powolnie odwróciłem wzrok z sufitu napotykając jego wytrzeszczone wodniste spojrzenie.
- Nie chce mi się gadać, ale posłucham chętnie, czas szybciej wtedy leci, a może nawet będę w stanie udzielić ci kilku rad moralnych i wskazówek. Tomal zamilkł na chwilę wyglądając za okno. Niewielki czarny ptak wylądował na parapecie trzepocząc skrzydłami. Oświetlany pomarańczowymi promykami popołudniowego słońca dziobał się w pachę, czy co tam ptaki mają pod skrzydłami, a Tomal podszedł do niego z klapkiem w ręku i trzasnął w okno.
- Spierdalaj mi stąd, ale już.
Ptak odleciał wystraszony, skrzecząc posępne klątwy. Pokiwałem głową z niedowierzaniem.
- I po co się chłopaku złościsz, szamoczesz z nieuniknionym i jeszcze nam tu florę, faunę i koloryt przeganiasz? Tomal usiadł, podrapał się w przetłuszczone włosy, położył i zaczął.
- Byłeś kiedyś w Barcelonie?
- Kilka razy, a ty?
- Ja tam mieszkam. Pracuję jako barman w pewnym klubie niedaleko…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mundek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…