Bibliotekarka
Zapraszam do przeczytania
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wydawało się, że korytarz nie ma końca. To tutaj mam pracować? Pomyślała bliska płaczu Karolina. -Przyzwyczai się pani. Praca jest naprawdę przyjemna, czytelnicy niekłopotliwi, w większości wiedzą po co przychodzą. Gdyby nie to, że pani poprzedniczka umarła tak nagle…- W tym miejscu pani dyrektor westchnęła teatralnie- nie bylibyśmy zmuszeni szukać nikogo z zewnątrz. Ale pani wygląda na tak sympatyczną osobę. No, proszę, jesteśmy na miejscu. Stanęły przed niepozornymi drzwiami. Z szeregu innych wyróżniała je tylko niewyraźna tabliczka, z wyblakłym napisem: biblioteka. Kiedy w zamku zachrobotał klucz, dziewczyna wstrzymała oddech. Nie podobało się jej tutaj. Gdyby nie to, że nagle została bez dachu nad głową, nigdy nie zdecydowałaby się na tę pracę. Na nieszczęście, tylko ta placówka odpowiedziała na jej ofertę. Mimo, że została tak mile przyjęta, to miejsce wywoływało w niej dreszcze. Wielki gmach w samym środku zaniedbanego parku straszył dziurami w dachu, monumentalnymi kolumnami, wyszczerbionymi schodami i ślepymi oknami w jednym skrzydle. Połowa budynku była zupełnie martwa. -To pani królestwo- powiedziała przemiła pani dyrektor zapalając światło. Karolina zamarła. -Ale jak…- Strach i niedowierzanie odebrały jej mowę. -Tak jak świętej pamięci pani Krysia. Na drabince. Widzi pani? Tu są maleńkie kółeczka, a po te książki, o tam, na najwyższej półce, to już nikt nie przychodzi nie ma co sobie nimi zawracać głowy. Zresztą niczym nie będzie pani musiała się martwić. Tutaj jest grzałka, herbatka, pani biurko, tutaj katalog. Niestety właściciel nie zgodził się na komputer. Jest zwolennikiem tradycyjnych metod. Ale jest telefon. Nie ma potrzeby fatygować się na górę za każdym razem, gdy czegoś będzie pani potrzebowała, wystarczy zadzwonić. No to chyba wszystko. Mam nadzieję, że się pani szybko tu zadomowi. Nam wszystkim jest tutaj bardzo dobrze… Czas na mnie, miłego dnia. Karolina patrzyła jak niziutka, pogodna staruszka w malinowym sweterku i perłach na szyi, znika w odmętach korytarza bez końca. Zrozpaczona stanęła na baczność w drzwiach, ledwie dotykając czubkami swoich butów zielonego linoleum rozciągniętego na podłodze piwnicznego korytarza. Bała się odwrócić. Jeśli tylko spojrzy raz jeszcze na to pomieszczenie wielkości hangaru, wypełnione chaotycznie półkami zarzuconymi po brzegi tajemniczymi książkami w dawno zapomnianych językach, wybuchnie płaczem i ucieknie.
-Panienka tu do pracy?- Skrzeczący głos niemal przyprawił Karolinę o zawał. Gwałtownie odwróciła się, ale na poziomie spojrzenia nie natknęła się na żadną ludzką postać. -Tutaj, jestem koło regału…- Coś zaszeleściło i błysnęło w kącie. Dopiero kiedy Karolina podeszła, z cienia wyłoniła się leżąca ludzka postać. -O mój Boże! Co się panu stało? Może pan wstać? -Chyba skręciłem nogę, może mi panienka pomóc? -Oczywiście, proszę podać mi rękę- Niespodziewanie, zamiast oprzeć się na ramieniu Karoliny, ręka wychylająca się z cienia znalazła oparcie na jej udzie. -Co pan wyprawia! -Oj, panienko, boli mnie strasznie, sama się obsunęła. -Zadzwonię po pomoc. Na biurku pomiędzy lampką, toną papierów, zepsutym budzikiem i paroma innymi bezwartościowymi rzeczami stał telefon. Karolina zatrzymała się na chwilkę, gdy zobaczyła zamiast klawiatury, tarczę, jak na starych telefonach, ale bez cyfr. Niezrażona kolejnym dziwactwem podniosła słuchawkę. -Nie działa…- powiedziała rozczarowana ciszą bijącą ze słuchawki. -Tu nic nie działa…-zaskrzeczał mężczyzna i zaśmiał się chrapliwie. -Pobiegnę po pomoc. -Oj, nieładnie nie słuchać pani dyrektor, nieładnie, przecież mówiła, żeby nie zawracać jej głowy. -Nic takiego nie mówiła- Dziewczyna tupnęła ze złością. -Ona nigdy wprost nie powie. Ta harpia przeklęta- Mężczyzna zastękał i zaszurał. Po chwili stanął o własnych siłach, tuż przy biurku, cały i zdrowy. Był odrażający. Łysą czaszkę pokrywał gdzie niegdzie siwy mech, a pomarszczona i pokryta plamami sino biała twarz, mogłaby należeć do mumii. -Śliczna panienko, a jak ci na imię, bo nie dosłyszałem jak ta jędza do ciebie mówiła?- Staruch był tak niski, że musiał stanąć na palcach, żeby się jej bliżej przyjrzeć. Karolina odchyliła się, wbijając sobie boleśnie róg biurka w pośladek. -Nie mów, sam zgadnę, takie śliczne panienki mają na imię…-Z kieszeni zniszczonej marynarki wyjął wielkie okulary. Dziwnie wykrzywiając bezzębne usta, założył je sobie na nos i pożółkłym, połamanym paznokciem wycelował w pierś dziewczyny. -Masz na imię Alicja, prawda? -Nie- odpowiedziała i uciekła za biurko. Odgrodzona wielkim, zagraconym blatem, poczuła się odrobinę pewniej. -A pan kim jest? -Jaaaa? Ta zołza ci nie powiedziała? Jestem Baltazar. Pilnuje porządku w tym burdelu. No proszę, nie uprzedziła panienki… no ale skoro już się przedstawiłem, to chyba czas na mnie. Popilnowałem tych papierzysk, nie lubią być same- Zachichotał na odchodne, a potem zniknął w czarnej plamie, w której przed paroma chwilami leżał udając chorego. Karolina przetarła oczy, a następnie przekręciła lampkę w ten sposób, żeby móc sprawdzić czy w kącie nie kryje się jeszcze jedna równie nieprzyjemna niespodzianka. Na szczęście był tam tylko pająk. Najzwyczajniejszy w świecie pająk snujący sieć między nogami regałów. -Niezbyt fortunny początek-powiedziała do siebie starając się wyrównać oddech. Marzyła o cichej pracy, a nie o jakimś koszmarnym składowisku śmieci pomiędzy, którymi nie wiadomo co się kryje.
Potworny brzdęk wyrwał ją z rozmyślań. Chwilę zajęło jej zlokalizowanie źródła tego potwornego dźwięku. -No pięknie, telefon działa tylko w jedną stronę…biblioteka słucham? -136 786 946 -Słucham? -Co z tobą dziewczyno! 136 786 946 -Przepraszam, ale nie bardzo rozumiem. -Co za idiotka, zapisz sobie! 136 786 946- I nic więcej Karolina nie usłyszała. Ledwie zdążyła zapisać na skrawku papieru te cyfry, gdy w drzwiach stanęła kolejna dziwna osoba. Miała na sobie płaszcz w lamparcie cętki, wielki kapelusz i strasznie dymiącego papierosa w upierścienionej dłoni. -Długo mam czekać? -Pani sobie życzy?- Młodziutka bibliotekarka bezradnie rozłożyła ręce. -A życzę sobie, życzę, gdzie teczka? -Jaka teczka?- Karolina coraz mniej pewnie się czuła. Bezwolnie poddawała się torturze lustrowania ostrym jak brzytwa spojrzeniem przez antypatyczną kobietę. -Ze mnie czy z siebie teraz robisz idiotkę? Masz tu zapisane, czarne na białym- kobieta postukała zagiętym palcem w skrawek papieru zapisany tajemniczymi cyframi przez dziewczynę. -Proszę pani ja dopiero zaczęłam pracę…- Na nic zdała się obrona. Zniecierpliwiony lamparci płaszcz sam zanurzył się w labiryncie regałów. Po chwili przy akompaniamencie huku zrzucanych książek, teczek i szelestu dokumentów rozległ się okrzyk- Bez łaski, mam!- I już stała przed biurkiem ze zszarzałą, opasłą teczką pod pachą. -Że też takie niezdary tu zatrudniają- Strzepnęła popiół z dopalającego się papierosa na telefon i wyszła.
-Jeszcze trochę i się przyzwyczaję. No nie, już gadam do siebie…- Karolina usiadła na brzegu krzesła i raz jeszcze omiotła wzrokiem całe pomieszczenie. W otoczeniu tych wszystkich regałów jej biurko wyglądało jak mała wysepka. Kurczowo trzymała się myśli, że tylko w tym miejscu jest bezpieczna. Gdy już opanowała drżenie dłoni postanowiła zacząć działać. Wszystkie papiery ułożyła w schludną kupkę, telefon zsunęła do jednego rogu biurka, lampkę do drugiego. Pozbierała wszystkie długopisy i wrzuciła je do szuflady. Po chwili wahania do szafki zawędrowała grzałka i kubek. Nie miała ochoty na przerwę śniadaniową. Kiedy już mogła dojrzeć kolor blatu okazało się, że pod tym całym śmietnikiem leżała dość pokaźnych rozmiarów latarka. Co lepsze, działała jak nowa. To wystarczyło, by móc w każdej chwili zawędrować między półki. Jeszcze chwilkę Karolina walczyła sama ze sobą, ale na widok uporządkowanego biurka nabrała chęci na więcej. -Choćbym miała tkwić tu do końca mojego życia! Zapanuję nad tym bałaganem!- Ośmielona swoją postawą, poprawiła spódnicę i weszła w pierwszą alejkę.
Im bardziej oddalała się od biurka, tym mniej pewna siebie była. Mając na uwadze to, żeby mieć widok na osamotnioną plamę światła w samym środku tego składowiska, nie skręcała. Szła prosto, przytłoczona wysokością regałów. Wszędzie to samo. Na każdej półce, rzucone byle jak, leżały papierzyska. Wzięła do ręki pierwszą z brzegu teczkę i otworzyła na pierwszej stronie. Zaskoczyło ją zdjęcie, przypięte zardzewiałym spinaczem do wewnętrznej strony okładki. Przedstawiało mężczyznę, młodego, przystojnego dżentelmena. -Tak mógłby wyglądać mój dziadek- westchnęła. -Niech pani nie przesadza, daleko mi do dziadka- Czyjaś silna, wypielęgnowana dłoń sięgnęła zza ramienia Karoliny i wyjęła z jej dłoni teczkę. -W swojej młodości- dokończyła zmieszana odwracając się do mężczyzny ze zdjęcia-Nie słyszałam jak pan tu wchodził. -Nic dziwnego, przy tak głośno grającym radiu…- w tym momencie do uszu Karoliny dotarła muzyka przypominająca tę, którą słuchała ze zniszczonych płyt u babci. -przepraszam, musiało się samo włączyć. -nic nie szkodzi, ja tylko przyszedłem po tę teczkę. -Wypożyczyć? -Nie, odebrać -Ale to własność biblioteki, ja nie mogę... -Widać że jest pani tu nowa. Ale ma pani takie piękne bystre oczy, wierzę że szybko zrozumie pani zwyczaje panujące w tym miejscu. Taka urocza dama, nie powinna mieć z tym najmniejszego kłopotu. Pani pozwoli, że się przedstawię, Damian- Ukłonił się szarmancko uchylają przy tym kapelusz. Karolina dygnęła mimo, że po chwili wydało się jej to śmieszne. W milczeniu czekała, aż powie coś jeszcze, miał hipnotyzujący głos i zniewalający uśmiech. Był taki inny od wszystkich mężczyzn jakich poznała do tej pory . -Czy pani słabo się czuje? -Nie, nie…tylko tak tu duszno…-To wszystko wyglądało coraz bardziej nierealnie, Karolinie zdawało się, że znalazła się we śnie. -Proszę, niech pani usiądzie. -Może to wrażenia, ten kurz unoszący się w powietrzu, a może…- Nogi się pod nią ugięły, ale on był szybszy. Nie wiadomo skąd podsunął krzesło. -Magia, po prostu magia…-powtarzała oszołomiona. -To nie magia, to życie, które w pani pulsuje...-Nie zrozumiała, ale stwierdziła ,że to nie ważne, on tak pięknie mówił. -Lepiej? -O tak, dziękuję, to chwilowe… napiję się herbaty i będę jak nowo narodzona. -To ja już nie zajmuję czasu. Miło mi było panią poznać. Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy- dodał po namyśle i wyszedł. Przy biurku odwrócił się raz jeszcze i posłał jej najpiękniejszy uśmiech na świecie.
Gdy zawroty głowy ustały, nie pozostał po nim najmniejszy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil A.S.
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…