Wróć do katalogu

Biografia Singolla...

"Biografia Singolla spisana przez Michała Junkirka" dlugo oczekiwana i dlugo pisana opowieść o wielkim wojowniku i bohaterze... zapraszam do czyania mimo ze tekst długi... to (o)powiadanie nawiązuje do Muminków vs Chaos przez osobę głónego bohatera

assassin, opublikowano , 54 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nazywam się Michał Junkirk. Jestem pisarzem na dworze niedawno wzniesionego na tron Księcia Konstantego Zajączka. Ten dokument jednak nie będzie opisywał historii Księcia, gdyż to robię w czasie oficjalnym, a nie przy świecy i w kącie tak jak to ma miejsce teraz. Dziś rozpoczynam spisywanie dziejów jednego z najsłynniejszych rycerzy lat panowania naszego Księcia. Na wstępie pozwolę sobie wyjaśnić, w jaki sposób zainteresowałem się jego losami. Otóż około pięciu lat temu całe znane ziemie przeszył wstrząs wywołany brakiem fajkowego ziela. Na szczęście po półrocznym kryzysie sprawa nagle sama z siebie po prostu się rozwiązała. Jednak wielu ludzi, szczególnie tych wykształconych, w tym i ja, nie mogli w to uwierzyć. Po kilku miesiącach zaczęły się pojawiać pogłoski o różnych niewyobrażalnych rzeczach. Nie będę tych bzdur powtarzać, gdyż szanuję cię mój przyszły czytelniku. Jednak tak wiele plotek krążyło między ludźmi, że sam, jako jeszcze pisarz Nocnego Puchacza, zainteresowałem się tą sprawą. Nie miałem poza tym nic do stracenia, gdyż wówczas Nocny Puchacz był bardzo niepopularny w swoich włościach, a ja sam chciałem jako jego urzędnik zachować, przynajmniej, życie. Udałem się tedy na wyprawę, aby zbadać okoliczności tego straszliwego kryzysu. Zgłębiając jego przyczyny i skutki trafiłem na trop osoby, która miała wielki wpływ na pomyślne rozwiązanie problemu. Tą osobą był bohater tegoż dokumentu. Po długich badaniach i rozmowach z wieloma osobami, w tym ze słynnym Tatą Muminka i równie słynnym, jak i siejącym postrach - Merlinem Mensonem, doszedłem do wniosku, iż najważniejszą rolę odegrał w nich rycerz – Singollo. Kolejnych parę lat zajęło mi zbieranie informacji na jego temat. Przeglądając znane mi dokumenty, nie znalazłem praktycznie żadnej wzmianki o nim. Jednak to mnie nie zniechęciło. Szukałem nadal, tym razem, nie tylko w przekazach pisanych. Zatem Singollo jest na poły postacią legendarną. Niemniej postanowiłem opisać jego życie, uznając je za wyjątkowo bogate i ciekawe - nawet, jeżeli tylko w połowie prawdziwe. A część jego losów jest bardzo szeroko znana, wszelako to ja wskażę ich powiązanie z legendą o Todd-ie.

Singollo przyszedł na świat w południowej części Kraju Graniczącego, będącego tuż przy granicy z Nieznanymi Ziemiami. W bardzo biednej wiosce. Jej nazwa brzmi Saffar Kalay. Jego matka umarła podczas porodu, lub bezpośrednio po nim. Podobno była najpiękniejszą kobietą w całym kraju i słynęła ze swej urody. Nie miała jednak wielu adoratorów, prawdopodobnie z powodu swojego charakteru, który ich skutecznie odstraszał. Najprawdopodobniej matka Singollo ignorowała lub bawiła się mężczyznami. Pewnego dnia okazało się, że jest w ciąży, cała wioska ją wyklęła, a ona sama uciekła do swego ojca. Miało to miejsce dwieście dwadzieścia lat wstecz. Lecz nie ma powodu, aby się oburzać, że pomyliłem daty. Singollo urodził się ponad dwa wieki temu! Mężczyzna, który spłodził to dziecko nie był, ani do tej pory nie jest znany. Ojciec rodzicielki Singollo mieszkał w odległej o prawie 100 kilometrów drogi, wiosce Lashkar Gah znajdującej się w widłach rzek Helmand i Arghmand. Zajmował się on doglądaniem swojego gospodarstwa, a także jako osoba wykształcona – rzadko spotykana na tamtych terenach – prowadził spisy ludności, narodzin, zejść, zbiorów, dbał o interesy całej społeczności. Nie dziwi, zatem fakt, że był w swoim miejscu zamieszkania obdarzanym szacunkiem oraz bogaty, jak na tamtejsze warunki. Jego imię brzmiało Aghstas. Przyjął swą córkę i aby uniknąć pogłosek ogłosił ją wdową. Po 7 miesiącach na świat przyszedł chłopiec a tę samą dolinę opuściła jego matka. Dano mu imię po dziadku Aghstas. Opiekę nad nim przejął ojciec rodzicielki. Pielęgnował go jak umiał, także sąsiadki udzielały mu pomocy i wskazówek. Aghstas Młodszy rósł bardzo powoli, co wzbudziło zaniepokojenie u jego opiekuna. Dziadek chłopca wezwał znajomego maga, z którym znał się od wielu lat. Krótką historię Aghstasa seniora opowiem już niedługo. Teraz zajmę się dzieciństwem juniora. Mag orzekł, że zaprawdę brak wzrostu jest czymś dziwnym, ale nie wie jak na to poradzić. Postanowił się zainteresować chłopcem i co jakiś czas zaglądnąć do niego. Tymczasem rozwój sprawnościowy dziecka był zdumiewający już po kilku miesiącach chłopak zaczął raczkować a po roku już biegał. Wprawiało wszystkich mieszkańców wioski w prawdziwe zdumienie. Mag, któremu było na imię Niders lub Nedles, uznał to za kolejny bardzo ciekawy znak i postanowił odwiedzać chatę przyjaciela częściej. Zadziwiającym młodzieńcem zainteresowały się też kręgi kapłańskie. Kapłan Rechy ze wszystkich swoich sił starał się udowodnić, że to sprawa złego boga Tana. Natomiast kapłan Tana, cieszył się z tego powodu i także uważał chłopca za syna ciemności. Oczywiście i dziadek dzieciaka, i mag wyśmiewali stanowiska kapłanów. Takiej pewności nie mieli mieszkańcy wioski, którzy powoli odsuwali się od domu Aghstasa. Tymczasem junior rósł, chociaż powoli, ale jednak. W wieku około trzech lat miał wygląd dwulatka, ale posługiwał się w swej mowie już pełnymi zdaniami. Pewnego poranka, gdy dziadek poszedł do studni po wodę, mały Aghstas wszedł do kuchni i zaczął buszować po szafkach w poszukiwaniu „małego co nie co”. Na najwyższej półce, za solą i miodem pitnym, tam gdzie małemu absolutnie nie wolno było zaglądać, ze względu na niebezpieczeństwo upadku z wysokości, znalazł zawinięty w płótno miecz. Należał on do jego dziadka. Kiedy próbował go podnieść przeniósł swój środek ciężkości, zachwiał się, i nie zdążył się złapać wolną ręką niczego. Spadł plecami na ziemię pociągając za sobą miód. Zaalarmowany dziadek przybiegł natychmiast, a gdy zobaczył, co zrobił jego wnuk, załamał ręce. Od tej pory miód był trzymany w zamykanej szafie. O dziwo to, że miejsce pobytu miecza odkryto, nie zostało zauważone. Chłopczyk zaczął zaglądać coraz częściej do kuchni, ku zgryzocie dziadka, martwiącego się o jego bezpieczeństwo. Mały zaś tylko czekał na okazję, aby wspiąć się na półkę i choć przez chwilę popatrzeć na miecz. Staruszek zaczął podejrzewać, że jego córka oddała się krasnoludowi. Choć ten domysł nie napawał go optymizmem zaczął przyuczać młodego Aghstasa do kowalstwa, mając nadzieję, że geny jego ojca dają mu ku temu predyspozycje. Mag oczywiście wyśmiał Aghstasa seniora za tak niedorzeczny domysł, ale zgodził się, że chłopakowi, choć tak młodemu, warto znaleźć jakieś zajęcie, a że kuźnia nie była daleko od ich domu, takoż pięcioletni chłopiec poszedł przypatrywać się pracy kowali. Po kilku miesiącach nauki metaloplastyki, młodzian zaczął pomagać kowalom przy najprostszych pracach, a także jego drobne sugestie związane z wydajnością pracy spotkały się z zadziwieniem, ale i aprobatą. Chłopiec dzięki pobytom w kuźni zaczął szybciej rosnąć, co oczywiście ucieszyło jego opiekunów. Młodzik, kiedy nie był w kuźni, spędzał czas na zabawie na łąkach, lub w lesie. Tam bawił się w myśliwego i rycerza strzelając z własnoręcznie zrobionego łuku i wymachując wykradzionym od kowali sztylecikiem. Nie ciągnęło chłopca natomiast do pól uprawnych, ani ogrodów. Jego dziadek wiedział, co to oznacza, choć nie był świadom ukrytego sztyleciku w łóżku chłopca. Młodzik miał zostać wojownikiem a nie prowadzić osiadły tryb życia chłopa małorolnego. Gdy chłopiec skończył siedem lat, datę symboliczną zakończenia okresu dzieciństwa, stary Aghstas postanowił uczyć chłopca sztuki walki. Zaczął szukać swego miecza i z początku nie mógł sobie przypomnieć gdzie go ukrył, a gdy przekopał pół ogródka, przypomniał sobie, że ma go w kuchni. Gdy ściągnął swoje ostrze z półki zorientował się, że ono jest zupełnie czyste, nie zakurzone i ewidentnie niedawno używane. Dziadek się zdziwił, ale od razu domyślił się sprawcy. Tak jak sądził młodzian potrafił już obejść się z bronią. Nie przypuszczał jednak, że obchodzi się z nią aż tak dobrze. Pierwsze nauki polegały raczej na zabawie niż na walce, jednak już wtedy stary Aghstas dostrzegł w chłopcu potencjał na szermierza pierwszej klasy. Tu należałoby wspomnieć w paru słowach historię dziadka młodzika. Jego dzieje nie są znane większości ludzi, lecz ja znalazłem trochę wiadomości o nim. Był on, bowiem generałem na dworze króla, nieistniejącego już państwa Qudart. Walczył o jego niepodległość, w czasie, gdy ościenne państwa zapragnęły mieszać się do jego spraw. Kiedy to się nie udało, walczył o odzyskanie niezależności. Z powodu braku wiary obywateli tego kraju w zwycięstwo, zrezygnował z dalszej walki, a postanowił wyjechać do najdalszego kraju, gdzie o jego ojczyźnie nic by mu nie przypominało. Dojechał do Kraju Graniczącego, gdzie osiadł w malutkiej wiosce i pędził spokojne życie. Aghstas, zatem był już doświadczonym wojownikiem, biegłym w walce na miecze, znał także tajniki strategii, tworzenia umocnień i potrafił dowodzić sporymi jednostkami. Chłopak za przyzwoleniem dziadka, zaczął sam opracowywać swoje bronie, wykuwał je samotnie w nocy w kuźni. Czasami prosił o dotrzymanie towarzystwa znajomego Maga, który dla czystej rozrywki nadawał ostrzom wychodzących spod ręki chłopca dodatkowe właściwości. Pewnej nocy, gdy obaj przebywali w kuźni a chłopak nadawał kształt ostrzu, które udało mu się wspaniale wykonać. Mag postanowił, że niedługo zabierze chłopca do siebie. Oznajmił to młodemu, z zastrzeżeniem, aby na razie nic nie mówił dziadkowi, i nadal pobierał od niego nauki szermierki, gdyż był on kiedyś znakomitym rycerzem i przez to może nauczyć go tego fachu. Na koniec, aby przekonać chłopca o tym, że co do niego nie ma złych zamiarów, ostrze właśnie kute wzbogacił dużą porcją magii, dzięki temu miecz, który z niego powstał był wyjątkowo lekki i wytrzymały. Młodzieniec uczył się błyskawicznie, a ponieważ był bardzo szybki, zaczął zwyciężać w walce swojego nauczyciela, choć nadal techniką odstawał od dziadka. Podczas jednej z wielu walk treningowych, chłopak został zraniony przez dziadka, rana była dość niebezpieczna. Stary Aghstas przeraził się trochę, lecz zanim zdążył przygotować pomoc, rana chłopca zagoiła się. Odkryto nową cechę organizmu chłopaka. Mag zaczął już głośno mówić o zabraniu młodzieńca pod swoją opiekę. Po krótkim oporze stary Aghstas przystał na taki obrót spraw. Chłopiec w wieku 11lat znalazł się pod opieką magów w wieży w okolicach stolicy Kraju Graniczącego. Z tego okresu pozostało niewiele przekazów, a to przez niechęć magów do wyjawiania swoich tajemnic. Chłopakowi nadano imię Elmivin. Pobierać zaczął nauki magiczne, jednak nie odkryto u niego specjalnej predyspozycji do kontrolowania energii magicznej. Jego przeznaczeniem nie było zostać magiem. Zaczęto przez to badać jego predyspozycje do miecza, te okazały się znakomite - pomysłowość, szybkość, podstawy szkoleniowe, zaangażowanie podczas starcia oraz ta błyskawiczna regeneracja. Zatem zapoczątkowano szkolenie chłopca na wyższych poziomach technicznych. Szybko okazało się, że nie ma wśród przyjaciół magów dorównującemu Elmivinowi poziomem wojownika i zaczęto sprowadzać mistrzów miecza z różnych stron znanych ziem. Wśród osób uczących Elmivina okazało się, że był także mój dziadek Piotr Junkirk. Młodego mistrza wkrótce nikt już nie chciał szkolić z powodu zbyt wysokiego poziomu umiejętności. Jednak on sam poczuł, że jest na dobrej drodze zjednoczenia się ze swoim mieczem, że potrafi osiągnąć najwyższy stopień mistrzostwa. Postanowił rozpocząć treningi samotnie. Jednak magowie nie chcieli wypuścić go spod swych skrzydeł. Obawiali się, że w przypadku, kiedy jego myśl poszłaby w nieodpowiednim kierunku - pogardy dla świata, i następnie nienawiści – będzie stanowił dla nich zagrożenie. Konflikt zaostrzał się stopniowo, najpierw były to drobne sprzeczki, potem długie okresy milczenia Elmivina. Wtedy żaden z magów nie mógł się z nim porozumieć. Aż pewnego razu doszło do rękoczynów. O ile mi wiadomo z dokumentów pochodzących z końcowego okresu nauki Elmivina, zginął mag o imieniu Hirkor, jego zgon zapisano jako wypadek podczas eksperymentów. W tym samym dniu Elmivin ucieka z twierdzy czaromiotaczy. 19letni Elmivin ucieka od Magów i ścigany przez nich ukrywa się w lasach, ucieka jak najdalej od centrum Znanych Ziem. Dociera do Kraju Międzymorskiego do Zatoki Irymskiej tam ukrywa się tam w lasach nad zatoką. Jego warunki fizyczne i umiejętność przetrwania uległy znacznej poprawie. A stało się to dzięki temu, że mieszkał w lesie, jadł w lesie, współistniał z lasem. Jego mięśnie twardniały, stawy były wytrzymałe, ale i bardziej elastyczne. Potrafił odnaleźć się w każdej sytuacji. Jednak był sam, i przez to tęsknił do ludzi. Brał tylko to, co dawała mu natura. Z ludźmi nie miał żadnego kontaktu. Zaczął zdawać sobie sprawę ze swojej wartości, zaczął dostrzegać powód obawy przed nim magów - swoją własną potęgę. Pewnego dnia, gdy czaił się na dzika [przyszły obiad] natrafił na, wydawało się, opuszczony szałas. Jednak pozory i w tym wypadku myliły. W szałasie zrobionym jedynie z gałęzi i liści mieszkał starzec, który sam siebie nazywał Nhimiehzernometinem – wszechmędrcem. Lecz w świecie znany był jako Mighel Sinec, a rozgłos zyskał tym, że był pierwszym magiem, który otwarcie sprzeciwił się kontroli Rady Najświatlejszych nad resztą magów. Jeżeli ktoś nie wie, co to jest Rada Najświatlejszych, to uprzejmie informuje, iż jest to zwierzchnia władza Gildii Czarów, ona to ustala zasady, od koloru szat maga każdego żywiołu aż do pozwoleń na używanie magii. Zatem jak już wspominałem Mighel miał w planach rozpoczęcie pracy nad nowym rodzajem magii - Magii Psonicznej. Został za to ogłoszony sprzeniewiercą ideałów tego szlachetnego cechu. Mighel próbował walczyć zamiast się ukorzyć, co pogorszyło jego sytuacje. Został wyklęty i musiał uciekać. Nie przeszkodziło to Radzie po kilku latach samej zabrać się za ten rodzaj magii. Oszukany Mighel ukrył się w Kraju Międzymorskim i tam zaczął planować zemstę na Radzie. Praca ta wydłużała się, aż w końcu Mighel zdał sobie sprawę z tego, że jest już stary i niewiele może zrobić. Jednak, kiedy przybył do niego Elmivin odżył jego plan zemsty. Całą robotę za niego miał wykonać młodzieniec. Uciekinier początkowo nie zdawał sobie sprawy, dlaczego tak ciepło przyjął go stary pustelnik. Po niedługim czasie dwaj mężczyźni: młody i stary, mag i wojownik stali się przyjaciółmi. Mighel podsycał nienawiść zrodzoną w Elmivine do magów, chłopiec nią przepojony pałał żądzą zemsty, choć nie wiedział dokładnie, za co miał się mścić. Jako, że przestawał być pod kuratelą magów postanowił zerwać z poprzednim imieniem, które mu nadano i przybrać nowe - Todd. Todd ćwiczył zawzięcie swoją siłę i szybkość, także praca nad techniką była intensywniejsza. Pod okiem Mighela młodzieniec stawał się jednym z najznakomitszych wojowników w historii. Todd szybko doszedł do całkowitej perfekcji w posługiwaniu się mieczem a potem także i toporem, broń, którą się posługiwał stała się przedłużeniem jego woli, scalił się z nią to jednak mu nie wystarczało, chciał użyć swoich zdolności w walce, początkowo Mighel tworzył iluzje, z którymi walczył jego podopieczny w trakcie treningów, jednak projekcje te były zbyt niedokładne, i zdecydowanie za wolne. Zaproponował za to medytacje jako sposób na podnoszenie zdolności, Todd przystał na to i rozpoczął pracę nad swoją psychiką, znów pod kierownictwem złego maga. Treningi na początku były dla młodego cmężczyzny zapewne bardzo nudne, gdyż ograniczały się do przesiadywania na trawie w ciszy i skupieniu. Jednak Todd bardzo szybko pojął, że dzięki medytacji i ćwiczeniu ducha może przekroczyć barierę możliwości swojego ciała. Koncentracja umożliwia człowiekowi uzyskanie niewrażliwości na popędy swojego ciała, umiejętność pozostawania bez ruchy, bez jedzenia i picia całymi dniami. Kolejnym etapem medytacji było opanowanie swojej energii wewnętrznej. Osiągnięcie togo stopnia zajęła Todd-owi kilkanaście lat, lecz kiedy już potrafił skupiać energię swojego ciała na jednym ruchy, ciosie, oddechu, był szybszy niż ktokolwiek i kiedykolwiek przed nim, jego siła dorównała sile Lodowego Giganta, a może nawet była większa. Stary Mighel postanowił zakończyć szkolenie, uważał, że Todd jest gotowy do stoczenia walki z magami i pomszczenie swojego mistrza. To była prawda młody mężczyzna przesiąknięty nienawiścią do czaromiotaczy i pełen wiary w swoje siły czekał tylko na odpowiedni moment, aby się ujawnić. Zapewne zachodzisz Czytelniku w głowę skąd u licha znam przebieg treningu Todd-a. Otóż Mighel prowadził zapiski w swoim dzienniku o postępach swojego ucznia, natomiast dziennik ten trafił do moich rąk dzięki uprzejmości Merlina, który w zamian za obietnicę nie wykorzystania go do innych celów niż opowiedzenie losów Singollo udostępnił mi owy dziennik na kilka nocy do zapoznania się z jego treścią. Todd zapragnął wyjść do ludzi i walczyć, pokazać swoje możliwości, świetną ku temu okazją była wojna stronnictw magicznych. Magowie poróżnieni w sprawie doświadczeń magicznych na ludziach, zaczęli ze sobą walczyć. Todd długo nie mógł zdecydować się, po której stronie stanąć. Obawiając się zemsty ze strony jego wychowawców postanowił walczyć przeciwko nim. Przesiąknięty nienawiścią do nich, nie widząc nadziei na dostanie się do oddziałów stronników czarnej magii postanowił zaciągnąć się do stronnictwa, z którym zamierzał walczyć. Jego plan był przebiegły i trudno go było nazwać honorowym. Todd zamierzał zdobyć szacunek swoich wrogów, poczym storpedować sojusze, skłócić, kogo się tylko da na jak najwyższych stanowiskach, pozostać niezauważonym a kiedy nastąpi jego dekonspiracja uciec jak najdalej się będzie dało. Co przy przegranej wojnie Rady zapewni mu bezpieczeństwo. W tym przedsięwzięciu Todd nie mógł liczyć tylko na siebie, potrzebne mu było szczęście a także „szerokie plecy”. Mighel zadbał o to, aby Todd nie trafił do zapomnianego oddziału piechoty, przez co stracił szanse na jakiekolwiek działanie na szkodę wojsk stronnictwa Rady. Przeto swoimi zdolnościami sfałszował dokument świadczący o szlacheckim pochodzeniu Todd-a i nadał mu herb, który znalazł się na jego znoszonej skórzanej zbroi. Były to dwie dłonie połączone kciukami i nadgarstkami, a reszta palców tworzyła coś na kształt kielicha, z czego palce „małe” łączyły się swoimi końcami. Zatem pewien swego wojownik wyruszył do punktu, w którym można było zgłaszać ochotę do wzięcia udziału w wojnie. Z gospody na najbliższym trakcie ukradł konia a także drobny ekwipunek: jedzenie, trochę złota, dwa miecze kiepskiej jakości i zbroje paskową z znakiem rodowym jakiegoś szlachcica, której pozbył się jej jak najprędzej. Jechał, zatem na pięknym koniu, uzbrojony po zęby, ze złotem i dokumentem szlachectwa w kieszeni, jednak kiepsko ubrany nie sprawiał dobrego wrażenia. Gdy dotarł do punktu zapisów, oficer, który go przyjął, był bardzo niemiły, krzyczał na Todd-a wyzywał go od obdartusów, że na takich nie ma miejsca w ich armii. Z litości chciał go przydzielić do elitarnej jednostki piechoty, osłaniającej skrzydło ciężkiej jazdy, [co znaczyło stratują was konie nasze albo wroga] i radził, aby swoją kobyłę oddał pod nadzór wojskowy. Jednak, kiedy cierpliwie czekający Todd wyciągnął spod kurtki dokument szlachectwa, odsłaniając nieuważnie swój nowy nadruk, ton oficera natychmiast się zmienił i wojskowy zaczął przepraszać za swoją pomyłkę. Todd ze spokojem w głosie zapytał gdzie może kupić nową zbroję, gdyż jego skradziono mu w gospodzie podczas snu. Oficer zaproponował, aby zbroja została oddana Todd-owi na jego koszt, co oczywiście uczyniono. Todd już zaopatrzony, stanął ponownie przed oficerem z zapytaniem gdzie stacjonuje owy oddział piechoty. Wojskowy oczywiście zaprzeczył jakoby ten przydział był nadal aktualny, gdyż przecie nie godzi się szlachcicowi walczyć u boku pospólstwa. Jednak żołnierz chciał sprawdzić, jakie zdolności posiada ”poborowy” Todd oczywiście zapewnił, że bardzo biegle włada swoim mieczem, przez co nie potrzebuje, żadnych dodatkowych osłon, hełmów, tarcz, ciężkich zbrój, itp. Oficer, który raz już się pomylił, nie chciał znowu wpakować się w głupią sytuację i uwierzył na słowo Todd-owi. Przydzielił go do jednostki, składającej się głownie z młodych, acz pochodzących z bogatych rodzin i bardzo zdolnych szlachciców. Byli oni bardzo chętni do walki, trochę zbuntowani, chcący pokazać, na co ich stać i zasłynąć w walce. Todd widział, że może mu się uda przeciągnąć ich na swoją stronę. Tu wydaje mi się mam obowiązek przedstawić trochę szczegółów na temat owej wojny. Nie będę się rozpisywał, gdyż dokładny przebieg całej kampanii, można przeczytać w dowolnym podręczniku historii. Cała wojna toczyła się na terenie Kraju Międzymorskiego, to właśnie w tym i sąsiadującym z nim Kraju Wewnętrznym wystąpili zwolennicy testowania magii na ludziach. Przeciw nim byli magowie z Krajów: Północnego, Graniczącego, Pustynnego, a także z Zachodnich i Rdzennych Ziem. Kraj Międzymorski łączył zachodnie i wschodnie obszary znanych krajów. Kraj Wewnętrzny był ich spichlerzem, stamtąd właśnie pochodziła większość żywności dla przemysłowego zachodu i biednego wschodu. Zachodnie Zimie zaopatrywały prawie wszystkie inne kraje w produkty przemysłowe, broń, ubrania, solidne materiały budowlane, tam też miała siedzibę Rada, a także tam mieściły się największe obszary uprawy fajkowego ziela. Kraj Północny, był potęgą morską. Wyrabiano tam najlepsze łodzie wszelkiego rodzaju, od łódek rybackich po wielkie galeony wojenne. Kraj graniczący i pustynny odgrywały najmniejsze znaczenie w tej wojnie dostarczały głównie rekruta, lecz także znakomitych dowódców. Pozbawione natomiast dostaw żywności i przy spadku dostaw produktów z Zachodniego Kraju, były bardzo niespokojnym terenem, w każdym momencie mogącym przystąpić do sojuszu z buntownikami. Oddział Todda był bardzo oszczędzany w walce, ojcowie swoich spadkobierców wywierali presję na główne dowództwo, aby ten oddział jazdy był trzymany w rezerwach. Powodowało to ogromną frustrację wśród młodych, porywczych i chętnych do walki rycerzy. Sytuacja powoli kształtowała się po myśli Todda. Teraz planował podburzyć ich do buntu a może i dezercji. Spowodowałoby to upadek morali, szeregowych wojaków, gdyż sami synowie wielkich wodzów nie będą chcieli ich słuchać. Poza tym Todd stanąłby na czele silnego oddziału, z którym nikt by nie chciał walczyć. Ta wizja tak bardzo go nęciła, że postanowił zacząć ją realizować od razu. Na początku przeciągnął na swoją stronę najbardziej prącego do walki Logira Maldora, syna wielkiego magnata z Kraju Graniczącego. Logir był potężnie zbudowanym osobnikiem, bardzo agresywnym i często tworzącym konflikty. Pod opieką Todda trochę dał się okiełznać, głównie dzięki obietnicy walki, z kim chcą i kiedy chcą, paląc przy tym wioski i siejąc spustoszenie. Todd i Logir stali się stronnictwem mającym wpływ na cały oddział, gdy podczas jednej z potyczek zginął ich dowódca- bodajże nazywał się Jahhon, na jego miejsce został wybrany Logir. Todd wiedział, że nie zdobędzie takiego posłuchu jak Logir, przez co sam nie wystąpił jako kandydat, pomimo, że miał ten sam stopień, co nowy dowódca. Logir szybko wprowadził swoje rządy, a Todd stał się szarą eminencją całego oddziału. To on wydawał praktycznie rzecz biorąc rozkazy, to Todd wymusił na głównym dowództwie, aby oddział był kierowany do walki, grożąc bojkotem rozkazów i walki na własną rękę. Uznane to zostało za próbę dezercji, lecz dowództwo ugięło się pod rządaniami Todda. Teraz jednostka została kierowana do walki znacznie częściej. Młodzież szlachecka nabywała w szybkim tempie doświadczenia, słabsi ginęli w walkach, lepsi konsolidowali się w grupy, które następnie łączyły się większe, tak, że oddział stanowił jeden organizm. Każdy mając zaufanie do innych członków nie bał się o swoje plecy i walczył z pełnym zaangażowaniem- można powiedzieć, wpadał w szał bitewny. Moment przełomowy w dziejach oddziału nadszedł podczas bitwy pod Arlizt - gdzie wojska Rady odniosły upokarzającą klęskę, z mniej liczebną armią secesji. Podczas tej bitwy jednostka pod dowództwem Logira wysłany został do boju przeciw czworobokowi, heroiczne broniącej się piechoty. Rycerzom z oddziału naszego bohatera udało się przebić przez czworobok i wtargnąć do środka. Tam rozpoczęła się rzeź. Po rozbiciu tego oddziału, Logir otrzymał wezwanie do odwrotu, na pozycje obronne, gdyż cała bitwa przybierała niekorzystny obrót. Tymczasem on zamiast się wycofać, postanowił urządzić pościg za niedobitkami, poczym skierował się na wrogich magów stojących na bliskim wzgórzu. Tu jednak zadziałał Todd proponując zawrócić i zaatakować od tyłu spory oddział kawalerii, pędzącej w kierunku pozycji obronnych wojsk Rady. Logir mimo sprzeciwu uznał, że będzie to jednak lepsze rozwiązanie, gdyż magowie mogli się okazać na tyle silni, że całkowicie zmietliby z powierzchni ziemi jego drużynę. Dokonali, zatem nagłej zmiany kierunku i wdali się w pościg za hufcem wrogiej kawalerii. W tym miejscu oczywiście mówię o zdradzieckim napadzie na chorągiew sędziwego hetmana Zondeskis-a, w której wyniku został ten oddział zniszczony a sam hetman poległ pod ciosem Logira. Ten straszny czyn został później oceniony jako wypadek, nieporozumienie, błąd w ocenie sytuacji panującej na polu bitwy. Winą obarczono oczywiście Logira i skazano go zaocznie na karę śmierci. Tymczasem Todd widząc, że jego plan odniósł skutek, udając przerażenie zaproponował Logirowi ucieczkę w lasy i tam pędzenia życia partyzanckiego. Najpierw przeciw secesji a potem przeciw komukolwiek, jeżeli wszystko się nie wyjaśni na korzyść wszystkich członków oddziału. Oczywiście przystano na propozycję Todda. Oddział wycofał się na terytorium magów odstąpienia, i tam w Kraju Wewnętrznym, skryli się w lasach północnych. Odcięci od świata niszczyli zaopatrzenie secesji. Nie dochodziły ich żadne wieści, jeżeli udawali się na skraj jakiejś cywilizacji to najczęściej, aby palić, gwałcić i rabować. Zdziwiło ich, że pewnego razu zaopatrzenie secesji ustało. Doszli do przekonania, że zmienili trasę przerzutu metali z północy w nadziei, że ominą obszar ich partyzantki. Większe ich zdziwienie było spowodowane tym, że nikt ich nie niepokoił, żadne wojsko regularne nie wkraczało do ich rewiru a chłopscy żołdacy czasami próbujący zastawiać na nich pułapki, najczęściej krwawo zostawali odprawieni. Pewnego dnia, nie jest znana konkretna data, mówi się o kilkunastu miesiącach po bitwie pod Arlitz na drodze pochodu oddziału Logira stanął zbrojny hufiec wojska Rady. Byli to egzekutorzy, którzy mieli za zadanie doprowadzić Logira przed sąd, aby tam przyznał się do winy, lub wykonać wyrok w razie sprzeciwu. Reszta oddziału miała być zdemilitaryzowana i wysłana do domów. Żołnierze Rady tworzyli elitarne…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych