Blask i Cien
opowiadanie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Blask i Cień
Obudziłam się w nocy, bo przyśnił mi się Mój Blask, skromny, cichy, wyczerpany. Oznajmił, że niedługo mnie opuści, że nie dbam o niego, że bardziej troszczę się o Mój Cień, który w przeciwieństwie do Mojego Blasku jest gruby, wypasiony i ma się świetnie. Blask się skarżył, że daje fory i karmię Mój Cień. Za jego poradą podglądnęłam przez okno pokój, w którym zamieszkał Mój Cień. Grał w najlepsze w karty na forsę i to, z kim? Z samym Diablem. Widać było, że bawi się nieźle, w jednej ręce drink, w drugiej karty, pet w ustach.
- Czy wiesz, o co będzie grać jak skończy się forsa? - Mój Blask zapytał specjalnie przeciągając słowa. Błyskawiczna myśl przeszyła mój umysł. Zamarłam w jednej chwili. –Nie myślisz chyba, że...- zawahałam się mając nadzieję, że zaprzeczy. –Tak, właśnie, o to. - To nieprawda, podjudzasz mnie! Tak nie może być, by Mój własny Cień... - Łudzisz się jeszcze? Nie znasz go... Miej się na baczności...
*** Boże, Boże, gdzie pójść? Dokąd? Jak uchronić się przed nimi dwoma? Oni dwaj rozdzierają moją duszę. Każdy chce coś ugrać, wygrać miedzy sobą. A gdzie ja sama jestem? Czy to ja jestem kartą przetargową? Komu wierzyć? Gdy sobie już nie można... Moi najbliżsi sprzymierzeńcy. A tak im ufałam! Może toczą między sobą wojnę, może nawzajem się podjudzają, i co ja zrobię z tym wszystkim?? Chce ratować Mój Blask, był taki piękny, ale czy nie za późno? Może ma fałszywe intencje i chce podstępnie, bym się nim zajęła? Może Mój Cień jest ważniejszy? Patrzcie, jaki zadowolony. Komu ufać? Mizerocie? Czy pełnej gębie? A właściwie, co on robi? - z Diabłem w karty gra! Nie mogę podsłuchać ich rozmowy, widzę tylko gesty- to nie wystarczy. Diabeł też się śmieje. Siedzi w fotelu i rozpycha sie. Patrzę na nich. Komu ufać? Zadowolonej gębie Cienia, czy zmartwionej Blasku? A może Blask udaje? Może też chce coś ugrać? Dlaczego Diabeł nie chce grać z nim w karty? A gra z Cieniem. Coś tu jest nie tak. Niepokoi mnie to. Jak to się stało, że dopiero teraz Mój Blask się skarży, przecież było mu dobrze do tej pory-przynajmniej nic nie mówił. Cień się nie skarży. Co robić? Co robić?
Sen prysnął jak bańka mydlana, ale krople potu zostały. Coś w tym musi być. Ratować Blask... ratować. Za wszelka cenę. - Wezmę dzień wolnego-pomyślałam. Do świtu zostało jeszcze parę godzin. Noc rownie posępna jak sen miniony. Zadzwonię do firmy. Powiem, że jestem chora. Nie. Chora byłam w ubiegłym tygodniu. Odpada. Samochod mi się zepsuł. Nie, to było miesiąc wcześniej. Zepsuło mi się coś, ale co? Samotnej kobiecie psuje się wiele rzeczy przecież. Już wszystko, co było do zepsucia w domu, zepsuło się, i zostało naprawione. Zadzwonię do szefa i powiem wprost, przecież znamy się dobrze! - Musze ratować Mój Blask, On umiera, potrzebuje mojej pomocy! Odpowie pewnie mi jak zwykle: - Musisz skończyć to sprawozdanie. To pilne. To rozkaz. Nie wyrabiasz się w pracy! Weź robotę do domu.
Ale ja już nie śpię po nocach a kiedyś jeść muszę i żyć. - Jesteś ważna dla firmy!
Nie, no to bez sensu! Nie jestem ważna dla nikogo. Jestem ważna dla siebie i tylko dla siebie.
Myśli szaleją w głowie, tłoczą się, nokaut. Bing! Koniec rundy.
Wstałam, bo wstać trzeba. Nieco zbyt chłodnym prysznicem zmyłam ślady koszmarnego snu. Pójdę do pracy. Iść trzeba.
Dzień mijał prawie, jak co dzień. Ruch, klienci, zapytania, telefony, parę maili czekających na odpowiedzi. Z wolna zapominałam mój sen. Nie zapomniałam wizji Mojego Blasku i jego płaczliwego głosu, ale z biegiem wydarzeń dnia oddalał się coraz bardziej, stając mniej rzeczywistym i dotkliwym. Po południu nawał nowych wydarzeń i telefonów niemalże skutecznie przywrócił mnie do rzeczywistości. W drodze powrotnej, zatrzymałam się na autostradzie, zatankowałam i ruszyłam w drogę, do domu, do wymarzonego domu, do siebie.
Wieczór minął spokojnie, jak to u mnie bywa. W nocy obudził mnie kolejny sen. Nie był tym potwornym upiornym koszmarem z uprzedniej nocy, ale mnie obudził. Przyśnił mi się Mój Cień. Był ciepły, bliski, zadowolony z siebie. - Jak się masz? Klawo jest? - Słuchaj- mówi- spotkałem Twój Blask. Czego on znowu chce od ciebie? Czy nie może się wreszcie odwalić od takiej kobietki jak ty? Taki chuderlak, marnota. Zobacz, co on sobą reprezentuje? To cienias. Daj sobie z nim spokój, kobieto.
Mój Cień był bardzo miły, uczynny, rozmowny nie ponad miarę, taktowny. Grzecznie uchyla drzwi bym przeszła przodem. Przysłał kwiaty. Ogromny bukiet kwiatów. Można powiedzieć, dżentelmen w każdym calu. Poszliśmy razem na kolację. Było świetnie, rewelacyjnie wprost. Dowcipem skrzył, że aż hej. Zapominałam o troskach dnia, o prawie bezsennych ostatnich nocach. Słowem, bawiłam się znakomicie. Przyszliśmy do mnie. Zaproponował dla zabawy grę w karty. - Wiesz, na początek na drobne. O coś trzeba zagrać- puścił porozumiewawcze oko.
Karta chodziła różnie tego dnia. Raz przegrywał on, a częściej ja wygrywałam. Jutro wychodzimy znowu razem. - Nie martw się Blaskiem. To minie. Jestem przy tobie i to się liczy. Słowa rzucone mimochodem na chwile przypomniały mi mój przedworajszy sen. Czyżby wiedział o rozmowie z Blaskiem? Przez mgłę przypomniałam sobie, obiecałam coś Blaskowi, ale co to było? Ach, zajmę się tym jutro. Jutro o tym pomyślę. Oczy kleją się same. Za dużo wina? Wygrałam troszkę w karty z Cieniem. Fajnie.
Minęło kilka dni, nie myślałam o Moim Blasku, aż do chwili..
Ach, obietnice, obietnice. Obiecałam mu, ale cóż w tym takiego. Mało to rzeczy obiecuje się innym? Przyszedł, żebrał niemalże, jak takiemu odmówić? No,trochę głupio, w końcu słowo się rzekło.
Często spotykamy się z Cieniem. Po kolacji gramy w karty. Zaczynam przegrywać. Nie podoba mi się to. Któregoś dnia zaproponował bym poznała jego znajomego. - Ale, po co?- spytałam. -Świetnie bawimy się razem. - Wiesz, on bardzo chciałby ciebie poznać. Mówiłem mu, jaka jesteś wyjątkowa i wspaniała. Chciałbym się tobą pochwalić. Wiesz, zakochani muszą rozgłosić całemu światu, że mają taką wspaniałą partnerkę. Pozwól proszę. - No dobrze, jeśli tego chcesz- zgodziłam się bez entuzjazmu.
Wkrótce przedstawił mi swojego znajomego. Twarz wydała mi się znajoma, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Czy rzeczywiście go już gdzieś widzialam,czy to tylko... -Deja vu?-wpadl w moje myśli niewypowiedziane. -Doprawdy, być może - nie wiedziałam jak wybrnąć z sytuacji.- Widuję tyle osób każdego dnia. Trudno doprawdy spamiętać. Tyle twarzy przemyka się co dzień. Wydaje się, że przez to biurowiec nie ma końca.
Kolacja mija w miłym nastroju. Mój Cień proponuje partyjkę w karty. Nie lubię zbytnio grać w karty, ale zgadzam się. Mój Cień wygrywa coraz częściej. Cieszę się jego wygraną. Sprawia mi przyjemność, że jest też dobry w grze w karty. Miło jest mieć takiego faceta obok siebie. Słupek monet pnie się ciągle do gory. Spoglądam z zazdrością na jego fart. Nieznajomy-znajomy uśmiecha się. Do diabla, znowu zapomniałam jego imię. Głupio spytać. Jakieś takie dziwaczne. Mój Cień, zawsze pewny, zwycięski, nie jakiś mięczak. Umawiamy się na kolejny wieczór.
Noc spędzam sama. Budzę się z krzykiem, a raczej mój krzyk towarzyszy cichemu pojękiwaniu Blasku. Majaki. Znowu on. Czego on chce ode mnie? No, tak, przecież miałam go ratować, błagał o pomoc za wszelka cenę. Znowu powtarza jakieś dziwne słowa. Nawet połowa ich znaczenia nie dociera do mnie. -Uważ... Pic... Staw... To Ty... Budzę się zlana potem. To nie żarty? Nie tym razem. Jestem przerażona. Czuję, choć tego już nie widzę, bo sen prysnął, ale czuje, że dzieje się coś niedobrego. W uszach pozostaje szept Blasku: ratuj... sie... urwany w połowie. Nie wiem, o co chodzi. Zapaliłam wszystkie światła. Światła! Niech mara precz pryśnie! Doczekać do rana.
Powoli nadchodzi świt. Wypijam kawę. Ale słowa Blasku nie przestają brzęczeć w moich uszach. Nieprzyjemne uczucie niepokoju dławi mnie nadal. Jeszcze jedna filiżanka kawy. Trzeba iść do pracy. Znowu mam ochotę zadzwonić do firmy i powiedzieć, że jestem chora. Ale nie, nie dziś, pójdę, jak gdyby nigdy nic.. . W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy będę potrzebować tej wymówki. Zostawię na inną okazję.
Dzień w pracy, jak co dzień. To fatalnie się składa, że dzielę pokój z inną osobą. To znaczy, mam swoje biurko w sekretariacie. Tysiące osób przychodzi i pyta. Pani Basieńka wyszła, pewnie na papieroska, albo na zwykle pogaduchy albo załatwić coś straaasznie ważnego. Odpowiadam tysiącom osób. Tak, proszę zostawić, tak, pani Basia na pewno nie zapomniała, tak, przypomnę, dziękuję, co chwile telefon przerywa. Źle się połączyłem, a to przepraszam,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Nivelle
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…