Bohater Albionu
Gordon i jego przygody w wykonaniu 10 latka... Proszę o komentarze
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Powracam po hmmmm, rocznej przerwie? :D Jest to stare opowiadanie, jeszcze z 2009 kiedy, jak się domyślacie, miałem 10 lat. Miałem wtedy weny... ojojejej O_O Od roku prawie tego nie tykałem, troche tylko dopisałem i jest jak jest.Więc wypisywanie błędów w wyczerpujących komentarzach jak najbardziej na miejscu :D
I Karta Przepowiedni i Nawiedzone Sny Czarna postać podeszła do obrazu. Nie wyglądał on jak arcydzieło. Widniała na nim sylwetka młodego wilkołaka. - Oni… będzie ich więcej… stworów… demonów… chaos zapanuje nad Albionem. - Chyba, że ktoś zamknie portal – odezwał się drugi głos. - „Ktoś”? - Świat Albionu nie pogrąży się w chaosie, ktoś będzie miał przeznaczone go ochronić…
- Wstawaj! Ojciec nas woła! - Ale miałem sen! Coś jak rytuał… Aaaghh – Ziewnął. Przed jego oczami pojawiła się siostra lekko go szturchając. - Sabrina! Gordon! –Głos dobiegał z dworu. Oboje wybiegli na plac. Mieszkali w niewielkiej, spokojnej dzielnicy. Ich dom, zwyczajny, nie wyróżniał się od pozostałych. Ich ojciec, a raczej ojczym był już w starszym wieku. Miał czarne włosy, twarz lekko ale widocznie zmarszczoną. Siedział na ławce wpatrując się w wschód słońca. - Co chciałeś? –Zapytali jednocześnie. - Za… pół godziny rozpoczyna się teatrzyk lalek imienia Józefa Chrząstki… możemy się tam wybrać, podobno będzie tu tylko dziś przez te dwie godziny, potem ma występ w Dirval. Na buziach rodzeństwa pojawił się niewielki uśmiech. Sabrina zaproponowała zrobić niewielki spacer wokół placu, ale Gordon nalegał by te pół godziny spędzić w karczmie u Kowalskiego. Szli wąską ścieżką miedzy dwoma rzędami drewnianych domków. Za trzypiętrowym domostwem skręcili w prawo gdzie Gordon ujrzał swoich kolegów. - Cześć Arek, cześć Darek! Co robicie? – Zapytał. - Spytaj jego… gówniarz mówi że pobiłem jego brata! – Dariusz wskazał na równego wzrostem bruneta. - Zaraz przyjdzie mój tata to zobaczymy, kto tu taki kozak! – odezwał się nieprzyjaciel. Brunetowi zaszkliły się oczy, zacisnął pięści. - Ja tobie nic nie zrobiłem! Co się mnie czepiasz? – Zapytał odsuwając się od niego. - Zbiłeś mojego brata, oberwiesz! Brunet rzucił się na Dariusza. Pojedynek nie trwał długo, nieprzyjaciel uciekł z płaczem. - Kretyn… - Słuchaj Darek, ty naprawdę pobiłeś jego brata? – Zapytał Gordon - Co?! On sobie coś ubzdurał gdy jego brat przybiegł do niego z płaczem! Phi… dostał za swoje, woził się do nie tego co potrzeba! - Właśnie! – Dodał Arkadiusz - … To na razie! - Nie idziesz z nami do stodoły? - Co? Oh nie… idę do Kowalskiego, podobno zakupił nowe gry planszowe… - To cześć! Jego siostra była zadziwiona głupotą maluchów, otóż była starsza od Gordona. Poszli dalej. - Słuchaj! – zawołał Gordon – Wiesz jaki dzisiaj miałem sen!? - Dobra! Ty ciągle masz jakieś świrnięte sny, nie muszę znać ich treści! Oburzony chłopiec zagapił się i trafił głową centralnie w lampę uliczną. Upadł a kiedy wstał był jeszcze bardziej oburzony. Zawarczał na siostrę. - Ja ci pokażę! - Tylko spróbuj… Z racji swojego starszeństwa, Sabrina często robiła za niańkę dla Gordona . Ich ojczym był kowalem i rzadko miał dla nich czas. Zastąpił pierworodnego ojca który zginął na wojnie. Niestety jak na złość, mama też zmarła zostawiając biednego kowala samego. Do tej pory nie znalazł sobie nowej żony. W końcu doszli do celu. Drzwi gwałtownie się otworzyły. Przed karczmę wyszedł Kowalski. - Witajcie dzieciaki! Wchodźcie do środka! Karczma o tej porze była zamknięta ale oni zawsze byli mile widziani. Kowalski przygotowywał stoliki. Usiedli przy oknie, karczmarz dał im karty i gry do zabawy. - Chcecie, to mogę was nauczyć nowej gry, nazywa się „Złap Bohatera”! - Pewnie! – odpowiedział Gordon. - Więc tak… - zaczął – Tasujemy karty i każdy dostaje ich po szesnaście. Potem każdy wybiera osiem kart i nie pokazując nikomu wykłada je na stół, tasuje i ustawia w szeregu zakrytą stroną! Gdy każdy wyłoży swoje osiem kart okłada pozostałe osiem. Teraz każdy losuje trzy karty z ośmiu które wyłożył i nie odkrywa ich! Okłada pozostałe pięć. Następnie losuje jedną kartę z tych trzech i odkłada pozostałe dwie. Teraz każdy ma po jednej karcie. Wszyscy odkrywają swoją kartę i komu wyszła najlepsza, wygrywa! Tak więc zaczęli grać, w każdej rundzie Kowalski wygrywał. - Przepraszam?! Czy pan nie oszukuje? – Gordon zaczął coś podejrzewać. - Ja? Oszukiwać? Jeśli chcecie możecie pograć sami. - Nie, nie… musimy już iść braciszku, teatrzyk lalek zaraz się zacznie! – powiedziała Sabrina. Pożegnali się z karczmarzem i wyszli. Przechodząc obok stodół usłyszeli: - Przepraszam młody chłopcze, czy mógł byś popilnować moich skrzynek? Muszę się na chwile oddalić a mój dobytek jest zbyt ciężki by go przenosić z miejsca na miejsce. Starsza osoba skierowała się do Gordona. - Przepraszam, ale teraz nie mogę, idę oglądać teatrzyk lalek. - Uff… No nic, poproszę kogoś innego. – Rzekł opuszczając głowę. Zauważyli także Arka z Darkiem skaczących z dużej wysokości na siano. - Oni to mają frajdę… Przybyli do domu. Sabrina spojrzała na zegarek. Teatr rozpoczynał się za pięć minut. - Tato! Jesteśmy! Jednak w domu nikogo nie było. - Może już poszedł… może nas szukał… - Pomyślał chłopiec. - No trudno Gordon, chyba pójdziemy bez taty… Zawiedzeni wyszli z domu. W pewnym momencie odczuli jakby ktoś ich śledził. Sabrina bardzo się tym przejęła i zaproponowała by przed przedstawieniem odnaleźli tatę. - Nie ma już czasu! Chodźmy! Trudno przez wielkie „T”. - Powiedział Gordon Teatr był darmowy. Była to budka niewielkich rozmiarów. Mimo to dookoła stały dziesiątki widzów. Przed scenę wyszedł szczupły pan w garniturze. - Witam was drodzy widzowie i zapraszam na moje pierwsze przedstawienie w tym mieście. Powiedziawszy to ukrył się za sceną. Zza stolika wyłoniły się dwie precyzyjnie wykonane lalki. Wydawało się że one naprawdę żyją. Pierwsza rzekła do publiki: - Uff… co za dzień! Nikogo nie ma na podwórku… uff… - Jestem ja! – odezwała się druga – Pobawmy się razem! Kukiełki zaczęły wykonywać różne gesty. Gordon po raz kolejny odniósł wrażenie że ktoś go obserwuje. Po niedługiej chwili źle się poczuł, zemdlał. Nagle znalazł się w innym miejscu, może i nawet w innym świecie. Do okoła niego była czysta biel. Nagle pojawiła się przednim zupełnie czarna postać, ta sama z poprzedniego snu. „ – Tyś wybrańcem, bohaterem który uratuje nasz świat przed złem!” - Czemu akurat ja? „ – Ciebie wybrał czarny los, pewnego dnia nadejdzie czarna godzina i dzień chwały, miej się na baczności!” - Co mam robić? „ – Wszystko w swoim czasie… pomoże ci Karta Przepowiedni” Koścista ręka wręczyła mu magiczną kartę. Widniał na niej napis: „Wszystko w swoim czasie” - Dziękuje za podarunek. „ – Pewnego dnia to my będziemy dziękować.” Postać zaczęła zanikać. W końcu Gordon powrócił do normalnego świata. Powoli powracał do siebie. Zauważył że leży na łóżku i że siedzi przy nim siostra. - Gordon! Gordon! Nic ci nie jest? - Zapytała - Oh, znowu koszmarny sen… głowa mnie boli… która godzina? - Ósma, w trakcie przedstawienia upadłeś i uderzyłeś się o kamień, martwiłam się! - Nic się nie stało, ale tym razem musisz mnie wysłuchać! Zawsze gdy spałem śniła mi się gadka o końcu Albionu a teraz jeszcze gadka o tym, że będę bohaterem! - Jesteś pewien?! Chłopiec wyjął z kieszeni magiczną kartę. Była to nadzwyczajna karta, przez cały czas zmieniała swój kolor. - Rany… – Sabrina ze zdziwienia aż przegryzła wargi. Wspólnie ją przeczytali: „Samotnikiem mym się staniesz, gdy bandytę w drzwiach zastaniesz. Pomścisz siostrę swą, nie w tym czasie… wszystko w swoim czasie…” Rzeczywiście, do domu wszedł bandyta. - Wszystko w swoim czasie… grrr! Na przykład, nie zostaniesz bohaterem, mój pan Ci n to nie pozwoli! W tym momencie skoczył z mieczem na Gordona, i przebił jego serce. Chłopiec nawet nie poczuł bólu. Zauważył tylko jak bandyta zabija także jego siostrę. Dotknął rany, wszędzie była krew…
Gospoda pod Starym Dębem i Nowe Życie Chłopiec obudził się na bujnej polance obolały i zdezorientowany nie mógł poukładać myśli. Po chwili podeszła do niego czarna postać z jego snów. - Nie chciałem żeby tak to wyglądało, chlip! Zginąłem, moja siostra też! – Płakał Gordon „ – Niezupełnie! Zostałeś wskrzeszony, a to był zwykły bandyta. Nieświadomy tego, co się stanie, zabił cię na rozkaz Arkana. Pewnie się zastanawiasz, kto to Arkan? Widzisz, już od setek lat świat bóstw Albionu jest napadany przez demony, nasz wódz święty Avo nakazał odnaleźć bohatera o najczystszym sercu, by zamknął wrota piekieł i pokonał złego Skorma. Jednak nasz pierwszy wybór był błędny. Arkan wydawał się być dobrym bohaterem. Był już sławny i zależało mu na tym by nam pomóc, jednak Skroma przybrał postać Avo i wyśmiał Arkana. Ten, poniżony ukrył się w ciemnościach postanawiając, że to on zawładnie światem. Jest to trochę absurdalny pomysł, bo na razie dowodzi grupą bandytów. Wróćmy do twoich spraw. Czas rozpoczęcia twojej przygody nadszedł, będę zawsze ci pomagał pod postacią tej karty. By stać się bohaterem na początku musisz być znany, jako uczynny człowiek. - Od czego mam zacząć? „ – Jesteś jeszcze młodzianem i nie poradzisz sobie ze złem panującym na tym świecie, niedaleko jest wioska Habsburg a w jej centrum Gospoda pod Starym Dębem. Spotkasz tam Sebastiana, on, jako jedyny może uwierzyć w twoją przyszłość. Potem powiem ci, co dalej.” Czarna postać zniknęła mu z przed oczu. Rozejrzał się dookoła… wszystko było piękne, jeziora, drzewa, zwierzęta… usiadł na kamieniu. Nie widział żadnego miasta w pobliżu ani żadnej cywilizacji. - Nie ma tu żadnego miasta… - rzekł drapiąc się po głowie. – O boże! Nie chciałem być żadnym bohaterem, i do tego zabili mi siostrę i… właśnie, co się dzieje z tatą? Chłopiec wyjął kartę przed siebie: „Twój ojciec miał wypadek, nic poważnego ale zostanie tam kilka dni. Czarny los wybrał Ciebie i zrobi wszystko, co może by Ci pomóc” - Phi! Pomóc? Śmierć mojej siostry to pomoc? „ – Musiało się tak stać!” Na karcie pojawił się wyraz: „Wszystko w swoim czasie…” - Hej! Jeszcze z tobą nie skończyłem! Głupi szmelc! – To powiedziawszy rozpłakał się. - Wiem co przeżywasz… śmierć siostry… wiem że nie takiego losu się spodziewałeś… Gordon zauważył przechodzącego mężczyznę. Wyglądał na miłego mieszczanina, który nie stwarzał powodu do obaw. - Ktoś ty? – Chłopcowi przeszedł dreszcz po plecach. - Samuel – uśmiechał się. – Znam takich jak ty, samotnicy, biedacy bez rodziny. - Nie obrażaj mnie! Nie jestem biedakiem! - Nie byłeś, przejrzyj swój ekwipunek… Gordon nawet nie miał ekwipunku, ze smutkiem opuścił głowę. - Wiem co przeżywasz. W Habsburg mam przyjaciela, który jest w stanie ci pomóc, nazywa się Sebastian. Znajdziesz go w Gospodzie pod Starym Dębem. - Tak wiem, to jego szukam. Przepraszam? W ogóle gdzie jest to Habsburg? - Hmm… pewnie go nie znajdziesz, jest za ta tym lasem. Mogę Cie tam zaprowadzić, jeśli chcesz… - Zaczyna się robić coraz gorzej, to idziemy? Tak więc ruszyli przez knieję, która wydawała się być równie przepięknym miejscem, co polana na której się obudził. Po drodze mijali liczne miejsca modłów i oddziały zwiadowcze. - O co chodzi z tymi totemami? – Zapytał Gordon przyglądając się kamieniom - To miejsca modłów dla leśnych elfów, one lubią być odizolowane od ludzi. Chłopiec zauważył także trzy spiczaste góry w oddali. - Co to za góry? - To Trzy Szczyty, podobno szczelnie okrążają pewną dolinę. Legendy mówią że są tam Ruiny elfickich zamków. Po niedługiej wędrówce dotarli do miasta. Był to gród otoczony niewielką palisadą. Przez środek miasta przepływała spora rzeka. Samuel z trudem otworzył drewniane bramy. Ku oczom Gordona ukazała Za budynkiem stał wielki jak wieża dąb. - To pewnie tutaj – Pomyślał. Była dziewiąta rano, przypomniał sobie że jeszcze o siódmej był normalnym chłopcem. (Okropne wspomnienia wtargnęły w jego myśli. Powoli i po cichu wszedł do środka. W środku były tylko cztery osoby. Gordon podszedł do barmana. - Przepraszam, czy znajdę tutaj Sebastiana? - Jest na górze, wynajął pokój. Jeśli chcesz się z nim spotkać to musisz mieć powód. Chłopiec wyjął z kieszeni kartę: „Powiedz mu następującą treść: - Jest to kolegą mojego wujka, miałem go zaprosić do nas na śniadanie – Nie zdradzaj mu swojej przeszłości!” Właśnie tak zrobił ale barman lekko mu nie dowierzał. - Weź to! – Powiedział wręczając mu zardzewiały klucz¬. Uważnie wszedł po schodach na górne piętro. Było to malutkie pomieszczenie z licznymi obrazami. Zapukał do pierwszych z brzegu drzwi. - Kto tam? – odezwał się głos ze środka - Gordon, wybraniec! - Wybraniec? Wejdź! Stare drzwi aż zaskrzypiały. - Gordon? Ktoś ty? Chłopiec po raz kolejny spojrzał na kartę a potem na człowieka. Był to przystojny długowłosy z bliznami na twarzy. Mężczyzna zainteresował się kartą. Gordon zaważywszy to podał mu ją. - Karta Przepowiedni, więc jednak to prawda. Bóstwa wybrały bohatera a wyręczył je Czarny los. Nie wierze własnym oczom, masz dzie… - Jedenaście! – Wtrącił Gordon - To na tobie spoczywa los Albionu! - Wiem! Zauważyłem… - Tutaj znowu się rozpłakał. - A to czemu się rozklejasz? - Tobie to łatwo mówić! Zabito mi siostrę i nawet nie wiem co się dzieje z moim tatą! Nie chce być bohaterem! To wszystko nie tak! - Karta mówi mi żebym ci pomógł… - Ja tam nic na niej nie widzę! - Chyba muszę ci coś wytłumaczyć, istnieje pięć bóstw: Kolin, Faryn, Toran, Salyn i Viar. Kolin i Toran przybierają postać przepowiedni, Faryn, Salyn i Viar są strażnikami Avo. Tobie przysługuje Toran ale przed czasem zagłady istniały tylko dwa bóstwa: Faryn i Viar. Gdy wrota piekieł się otworzyły powstały kolejne cztery bóstwa: Kolin, Toran, Salyn i Avir. Jak się domyślasz, bóstwa byli kiedyś ludźmi o najczystszych sercach ale nie myślano wtedy o bohaterach. Bóstwo Avir już nie istnieje, poległo w walce z Skormą. Avo postanowił wysłać bohatera do walki z skormą i jego demonami ale… ich pierwszy wybór okazał się błędny, pierwszy bohater imieniem Arkan nie oparł się mocy Skormy. Przybrał postać Avo i nawiedził go we śnie. Potępiony bohater odszedł od cywilizacji i stał się złym charakterem. - A co to ma wspólnego z tobą? - Widzisz Arkan był moim wujkiem, ale dzięki sile woli nie spoczęła na mnie jego klątwa. Teraz mam magiczną siłę dzięki której mogę robić… różne rzeczy… - Wujkiem? To co teraz? - Wygląda na to, że to u mnie spędzisz resztkę dzieciństwa… Gordon entuzjastycznie się uśmiechnął.
Atak Goblinów Mijały lata, Gordon uczył się, bawił… nowe życie trwało szczęśliwie. Zapomniał już o karcie… dorastał, stawał się mężczyzną, wszystko szło tak jak należy. Nie miał żadnych przygód, no może malutkich ale niegodnych uwagi. W wieku lat trzynastu zaczął ćwiczyć się w zakresie walki…
- Gordon, Gordon! Wstawaj! Czas na ćwiczenia! – Głos dobiegał z dworu - Idę! Wyszedł na podwórko tam czekał już Sebastian. Codziennie rano miał ćwiczenia, potem pomagał innym. Wolny czas spędzał bawiąc się z kolegami. - Co dzisiaj mam zrobić? – zapytał - Dzisiaj dostaniesz swój własny, prawdziwy miecz! Potrenuj na tych kukłach. Wskazując kukły wręczył mu żelazny, lekko pordzewiały miecz. Broń wydawała się ciężka i toporna ale błyskawicznie wykonał polecenie. Gordon pragnął zostać wojownikiem-bohaterem, a jego Czarny los robi wszystko w tym kierunku, może nie w taki sposób jaki chłopiec by chciał ale stara się ze wszystkich sił. Od środka Habsburg był czystym i ładnym miastem, tak jak jego okolice. Grasowało tu też dużo bandytów „Kosynierów”. Byli to między innymi ludzie Arkana a większość była po prostu Heretykami. Łączyli się oni w grupy, zawsze był ktoś od czarnej roboty lub ktoś od interesów. Tak, byli bardziej zorganizowani od innych bandyckich frakcji. Nowy miecz sprawdzał się doskonale, na tyle doskonale że Gordon z zachwytu zaczął niszczyć pobliskie tablice ogłoszeniowe i drogowskazy. - Gordon, przestań na chwilę! – Powiedział Sebastian wsłuchując się w coś. - Gobliny!!! Gobliny!!! – wrzeszczał elf na wieży obserwacyjnej. – Kryć się!!! Po chwili jego nawoływania ucichły, spadł martwy na ziemię, jego szyję przeszyła strzała. W mieście wybuchła panika. Gordon szybko pobiegł do domu. Do miasta wbiegło stado rozszalałych bestii zwanych goblinami. Naprzeciwko nim wybiegła chmara żołnierzy. Posiadali błękitne zbroje i tarcze. - Wojownicy, bądźcie gotowi do boju! – wtem wyciągnęli swoje błyszczące miecze. Wszystkie domy były zamknięte, nikogo poza oddziałami nie było na ulicy. Dwie armie stały naprzeciwko siebie, czekały na sygnał. Wszystkich zadziwiło że gobliny także czekają na znak. - Atak!!! – Krzyknął jeden z oficerów, w tym momencie zaczęła się bitwa. Cóż, można to było opisać jak „Krwawą Rzeź o Północy”. Bitwa ciągle trwała. Gordon usiadł przy ścianie wsłuchując się w odgłosy dochodzące z zewnątrz. Sebastian usiadł obok. - Ostatnio ich tu nie było… - rzekł wzdychając. - Jak myślisz, zginiemy? - Nie ma obaw… nasze wojsko je pokona. - Pewnie tak… Nagle zaświeciło mu coś w kieszeni. Była to Karta Przepowiedni. Wyjął ją. W myśli przeczytał: „ – Nie obawiaj się śmierci od orka, lecz niewoli. Ukryj się tam gdzie cie nie znajdzie a oszczędzisz sobie kłopotów. Lecz gdy do niewoli się dostaniesz, nie uciekaj a czekaj na pomoc która nadejdzie…” - Co przeczytałeś? - Wiesz co? Omal zapomniałem o tej karcie… wiesz? - Ja nie zapomniałem, co przeczytałeś? - Że muszę się ukryć, nie dać się złapać! - Wiem gdzie możesz się ukryć… Sebastian otworzył schowek pod podłogą. - …w piwnicy! Szybko właź do środka. Oboje weszli do schowka. Panowała tam upiorna ciemność a w powietrzu unosił się zapach rozkładu. Usłyszeli jak ktoś wywarza drzwi od domu, potem ciężkie kroki kierujące się w drugi kąt domu. - Nie ma nikogo! – zawołał ktoś ochrypłym głosem. - To chodź! Podpalmy ten śmietnik! – zawołał drugi z góry. Gordonowi przerzedły ciarki po plecach. Sebastian odczuł jego strach. - Nie przejmuj się! Jest tu tajemne przejście które trzymałem na krytyczną sytuację! - Czemu od razu mi tego nie powiedziałeś?! - Otóż odkryłem, że żeby otworzyć przejście trzeba przekręcić dźwignię, jednak podpórka która utrzymuję górę kamieni (osłonę), osłabia skałę na której jest zaczepiona. Dźwignia nie działa w drugą stronę a skała i podpórka mogą wytrzymać maksymalnie pięć minut. Potem wszystko się zapada na dobre… Po za tym będziemy dosyć długo szli w podziemiach. - Rozumiem, ale nie mamy innego wyjścia… - Widocznie nie. Sebastian otworzył przejście. Było one malutkie więc trzeba się było wczołgać. Szli wąskim tunelem oświetlonym nielicznymi pochodniami. Nie było tam nic nadzwyczajnego oprócz tego że tunel się coraz dalej ciągnął. - Ile jeszcze będziemy tak szli? – zapytał Gordon. - To dopiero początek, prawdopodobnie spotkamy na swej drodze parę kreatur. - Nogi mnie bolą. Muszę odpocząć! - Usiądź tutaj – Sebastian wskazał na starą ławkę. Było tu sporo mebli, najwyraźniej ktoś tu mieszkał. Albo nadal mieszka… - Dobrze że nie wpadłem w niewolę goblinów… - Jeszcze miliony przygód przed tobą! – To powiedziawszy usiadł na drugiej ławce. – Prześpij się, potrzeba ci dużo siły! - Tobie też! - Postoję na straży… Chłopiec powoli przymykał oczy. W końcu zasnął nie zmieniając pozycji siedzącej. … Wyspany Gordon wstał z ławy, ziewnął i zaczął się rozglądać z jego kompanem. - Gdzie on do licha jest? – pomyślał. Przyglądał się umeblowaniu tego pomieszczenia. Szczerze mówiąc nie było tu wcale brzydko, tylko ten swąd… psuł całą atmosferę. - Sebastian! Gdzie jesteś?! – zaczął się nieco niepokoić. Nagle poczuł złowrogi oddech na swoich plecach. Obejrzał się za siebie, był to jeden z tych goblinów. Chłopcowi stanął dech w piersiach, bestia pchnęła go maczugą w klatkę piersiową. Był to cios, ale bez rozlewu – całe szczęście! Gordon tylko upadł na ziemię. Goblin zamachnął się ponownie ale nie uderzył, nie zdążył uderzyć. Jego głowę przeszyła strzała. Malca ochlapało krwią. Ku jego zdziwieniu ukazał się Sebastian z łukiem w ręku i niemal że pustym już kołczanem. - Dzięki za ratunek! Gdzie się podziewałeś? - Te karykatury zabrały uwięziły mnie, widać nie zauważyły Cię gdy spałeś. Ale odkryłem przejście, prowadzi przez lochy. Oczywiście musiałem po Ciebie wrócić. Ruszamy dalej? - Jasne… jak ten tunel przed nami…
Śmierć Wiernego Przyjaciela W końcu doszli do lochów. Wyglądały jak starożytne sale tortur. Wszędzie leżały trupy i szkielety ofiar, wszędzie wisiały kleszcze. Gordon starał się nie rozglądać. - Kiedy ujrzymy światło dzienne? – zapytał znudzony wędrówką - Jeszcze… w sumie to nie wiem, na pewno idziemy dobrą drogą. W tym momencie chłopiec zauważył że są jeszcze dziesiątki innych przejść. - Dokąd one prowadzą? Chłopiec przypatrzał się w jedno z pobocznych przejść, panowała tam niezmierzona ciemność. - Na pewno nie na zewnątrz… ale nie wiem do końca gdzie. Gordon zauważył że jego opiekun jest w dobrym humorze. - Nie smucisz się że zniszczono i wymordowano Ci całą wioskę? - A tam… będę się przejmował tym czym nie trzeba się przejmować. Nieliczni
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MarkMedia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…