Brak talentu
Znów pisane w narracji pierszoosobowej... muszę się tego oduczyć.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
BRAK TALENTU
...Muzyka jest melodią Powszechnie rozumianą Dźwiękiem ponad czasem I moim kiepskim basem
Lecz muzyka to lek Ja muzyką chcę być Leczyć ludzi z życia I wciąż muzyką żyć..!..
Gdy patrzyłam na osobę za szkłem, wydawało mi się, że jest mi tak odległa. To nie mogła być ta Jessy, którą znałam od zawsze. Zazdrościłam jej. Nie talentu czy wyglądu, bo miała brzydkie, płomiennorude włosy, które mimo jej wysiłku kręciły się dziwacznie. Miała za to śliczne, błękitne oczy, jedyne, co mi się w niej podobało z wyglądu. Zazdrościłam jej, ale nie zupełnie tych oczu. Twardego charakteru. Pewna siebie, zdecydowana, twarda, odważna. Szkoda, że naprawdę nie jestem taka. Kiedy odwróciłam wzrok od lustra, powróciłam do rzeczywistości. Śpiew z gitarą ćwiczyłam od dobrych czterech lat- dokładnie tyle mam gitarę- rodzice pracowali od czwartej rano, więc moje próby trwały często po parę godzin przed szkołą. Mój talent nigdy ich nie zainteresował, nigdy nie zrobili nic, by go rozwinąć. Co do talentu... Dostrzegłam go i zaczęłam w niego wierzyć dopiero po paru występach przed publicznością. Publicznością była Mone, rówieśniczka z klasy, później moja przyjaciółka. Urwane nuty piosenki brzmiały wiele lepiej, niż cały, trzyminutowy kawałek. Przynajmniej według mnie. Mone twierdzi, że to pesymistyczne nastawienie, ale ja sądzę, że to raczej REALIZM. Wiele osób z talentem nic z nim nie robi, bo nie ma jak, i ja będę jedną z nich. Niech się Mone cieszy, że ja chociaż wierzę w talent. Całe moje szaleństwo zaczęło się pewnej nocy. We śnie usłyszałam piosenkę. Znałam ją, nuciła ją nasza wychowawczyni. Napisała ją i wyśpiewała jako przebój międzynarodowy trzynastolatka. Pani nam powiedziała, że to dowodzi, że nawet mali mogą zrobić coś dużego. Załapałam rytm tej wypowiedzi oraz snu i zaczęłam chodzić na chór. Pani Trepling odkryła we mnie talent. Wyćwiczyła mój głos. Później poprosiłam mamę, by zamiast tych badziewnych maskotek, czekolad, które dostaję na urodziny, dostała prawdziwy prezent, na który bym czekała z niecierpliwością. Udało się, przekonałam mamę, więc z tatą nie było problemu. Zaczęłam grać. Wtedy zaczęła się obsesja. Nocami nie spałam, ciągle grałam. Grałam, grałam, grałam. Ręce mi odpadały, dla swojej sztuki opuszczałam szkołę, wałęsając się po parkach i grając dla przypadkowych ludzi. Pewnego razu spotkałam Mone. Znałam ją z klasy, ale dosyć słabo. Zdziwiło mnie: co ona tu robi? Jest kujonką, nigdy nie urywa się z zajęć. Rozmawiałyśmy. Miała dość szkoły. Wyjaśniła mi swoją sytuację. Nigdy w domu się nie uczyła, jedynie przed większym sprawdzianem semestralnym. Po prostu tak łatwo jej wchodziły do głowy informacje. Nawet rzadko uważała. Ale dopiero pod koniec tamtego roku, na egzaminie, zauważyłam, że jesteśmy takie same. Miałam w głowie mnóstwo informacji, a rzadko uważałam, tylko, gdy mnie coś wciągnęło. To było niesamowite, nagle stałyśmy się najlepszymi przyjaciółkami. Przemyłam twarz zimną wodą, by oderwać się od wspomnień. Znów ranki z obolałymi palcami, znów szkoła, znów nauczyciele. Ale teraz wszystko jest inaczej. Przede wszystkim NOWA SZKOŁA. Idę do niej z Mone. Egzamin napisała lepiej ode mnie, ale dlatego, że uczyła się tydzień, tymczasem ja dowiedziałam się później, a dokładniej, w dniu sprawdzianu. Mone zadzwoniła, żebym przyszła, bo egzamin, a mi to zupełnie wypadło z głowy. Zapisałam to w notatniku, który zgubiłam. Głupie kołtuny! Moje włosy tak zawsze, gdy je rozczesuję, buntują się i sprzeciwiają grzebieniowi. Mone radzi, bym się czesała szczotką, ale mam uprzedzenia do szczotki, bo mi wyrywa za dużo włosów i zostanę z łysiną. Mieszkam z rodzicami, ale nie bardzo to odczuwam. Wracają do domu po szesnastej. Ja wtedy, godzinę po skończeniu lekcji, wychodzę. Z gitarą, nutami, słownikami i zeszytami na piosenki, wychodzę do parku lub gdziekolwiek na miasto, gdzie można usiąść w ciszy, i gram. Mam kartę na wszystkie linie, jeżdżę czym chcę, ile przystanków i kiedy chcę. Choć z tym *kiedy* to są ograniczenia, do szkoły chodzić muszę. Przynajmniej sporadycznie... Gdy wracam do domu, około dziewiętnastej, oni już śpią, dosyć dużo pracują. Oboje to lekarze tego samego szpitala. Nie mamy zwierząt, nic nie podlega moim obowiązkom. Już dawno nauczyłam się żyć praktycznie sama. No i z Mone. Wciskam na nogi adidasy. Są już trochę małe, ale ja je lubię, nie chcę ich wyrzucić. To w nich wygrałam pierwszy konkurs piosenki... I jedyny, jak dotąd. Jak miałam dwanaście lat. Całe dwa lata temu. Zaraz, a gdzie plecak? Ale ja jestem roztrzepana. Nawet się nie spakowałam wczoraj. Czym prędzej wrzucam do najbliższej torby podręczniki, zeszytów nie biorę. Po co, a nuż będą inne? Mone nazywa to dezorganizacją. Co z tego, że jeszcze nie mam kupionych żadnych zeszytów? Poznałam już klasę. To znaczy, pierwsze wrażenie robi dobre. Parę cichych dziewczyn, jeden cichy chłopak, piątka przebojowych lalek i piątka odpowiadających im chłopców, sześcioro kujonowatych plus ja i Mone. Ustaliłyśmy, że będziemy siedzieć razem, choć to z grubsza oczywiste. Pierwszy dzień szkoły, jak ja tego nienawidzę. Mieszkamy z Mone dosyć daleko od siebie, a szkoła jest na równej odległości od nas obu, więc nigdy się nie mogłyśmy odprowadzać po drodze i teraz też tak nie będzie. Zawsze mam problem z zamykaniem drzwi. Nie wiem, czy mam coś z oczami, czy coś, ale nigdy nie odróżniam kluczy. Dwa identyczne i jeden dłuższy, większy, jakoś mi się zlewają, nie wiem, co się dzieje, ale zwykle mylę identyczne klucze. Przechodzę dwa skrzyżowania i jestem pod szkołą. Szkoda tylko, że muszę ją obejść naokoło, bo wejście jest z drugiej strony. Przed bramą widzę tłumy pierwszaków. Zagubionych, zdezorganizowanych. Nie widzę Mone. Trudno, może jest już w klasie. Pierwszą mamy muzykę. Jedyna lekcja, dla której chodzę do szkoły. Wspaniała na początek. Szkoda, że tak naprawdę była okropna. Nauczycielka, po powitaniu, przedstawiła się jako pani Rita-Itts Rittsa-Rittritta. Zapowiedziała klasówki i kartkówki na określone dni, nieważne, jak przerobimy materiał i ile go, dalej kazała nam zaśpiewać. Co? Powiedziała, że wybraną piosenkę. Większość klasy była z pobliskiej szkoły, więc ta większość zadecydowała, że... Śpiewamy jakieś wiejskie „Gaudeamus igitur”. Pani je pochwaliła. Boże, już czułam, że muzyka w tej szkole będzie porażką. Jak nasza pani to wielbicielka klasyki? Historia, której zawsze nie lubiłam, okazała się lepsza. Mamy nauczycielkę Mary Clodgoans, która umie nam wrzucić do głowy mnóstwo rzeczy w krótkim czasie. Czyżbym miała zamiar polubić historię? No, bez przesady. Reszta zajęć była taka, jak się spodziewałam. Nudne zajęcia, w ogóle nie przydatne. Na co się przydaje w życiu wiedza, co oznacza nieznany nikomu wiersz?…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ankis
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…