Wróć do katalogu

Brak tytułu

przeczytaj

Archaes, opublikowano , 8 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kiedy zasnąłem? Nie pamiętam. To chyba jeszcze był dzień, padał deszcz. Teraz przestał. Kiedy ostatnio się myłem? Coś się na mnie gapi. Te żółte ślepia… Wilk, kolejny. A może ten sam? Nie wiem. Wszytko tu jest w błocie a do tego promienie księżyca nie przebijają się przez gałęzie tak dobrze żeby dało się odróżnić jedna plamę od drugiej. Przynajmniej w tej okolicy. Au… Choinka… "Delikatne światło świec odbija się od srebrnych sztućców, porcelanowych talerzy i pięknych pozłacanych kieliszków. Ojciec, stara zrzęda czyta biblię, nie, już skończył, teraz opowiada o swoich interesach, długach które odpuści z okazji wigilii, prawda, nie weźmie pieniędzy dłużników, odbierze im dzieci, służbę, partnerów…" Pora wstać i zorientować w otoczeniu, nie myśleć o sknerze. Zmiataj kundlu! Pies odbiegł, ale nie zbyt daleko. Wróci kiedy znów padnę. Ssss… nienawidzę wody za kołnierzem. Brr… Zimna do tego. Całe ubranie mam w błocie. Jakieś liście się poprzyklejały. Widzę ścieżkę. Może jakoś do niej dobrnę. Czemu te gałęzie tak uporczywie trzymają się ubrania. Znowu ten wilk. Nie to nie wilk, to Wilk przez duże W. półtora metra w kłębie. Może nawet więcej. Szczerzy te swoje poczerniałe od próchnicy zęby, coś mu się tam rusza…Błeeeeghg… Pół metrowa glizda… tutaj wszystko jest wielkie… ta glizda… On wyciąga ją z… żebra? Krew trysnęła mu z boku… tak, wyciągnął ją z siebie… Hm… gdzieś w okolicy musi być woda, zwierzak nie licząc tej plamy krwi ma doskonale czystą sierść a przecież miał zabłocone ciało. A…to co? Następna glizda i jeszcze i jeszcze i jeszcze. Wilk zaczął wyć… nogi mu puchną, coś się tam przesuwa, skóra rozdarła się tuż przy uchu, jakieś mniejsze robaki mu tamtędy wychodzą. Wymiatam! Aargh… To dolinka…, kamień, korzeń, kamień, ziemia, błoto, kłoda, przeleciałem nad wodą, kamień, moja krew. Coś za mną pełznie… Uciekać… byle dalej, szybciej…nie zatrzymujcie mnie gałęzie…Aaa… Coś trzymało moją nogę…Odleciało, nie zdążyło się przyssać. Biec, myśleć tylko o biegu, zapomnij o tych… właśnie co to było…"Krew spływająca po sierści, pęka skóra a w mięsie widać robactwo przeżerające się przez nie. Z pyska wypełza uzębiona pijawka, cofa się trochę i przykleja do podniebienia, zaczyna pić, Wilk próbuje ją jakoś wydrapać, wypluć, zwymiotować, zacząłem uciekać i kątem oka zobaczyłem jeszcze jak podniebienie pęka a czarny robak wpełza głębiej." Au… coś… gałąź, rozdrapała mi policzek, później to obejrzę, teraz muszę biec, biec, jak najdalej od tego lasu. W stronę gór, tam znajdę ludzi, osady elfów. Pomogą. Może. Jeśli robactwo nie rozpełzło się też we mnie. Chyba nie miało kiedy… W wilka wlazło kiedy się mył, ja… nie zetknąłem się z wodą, chyba. Mam nadzieję. Yhm… błoto, coś śliskiego, na mojej ręce, w nosie… coś próbuje się do niego wcisnąć… Arhm… we włosy zaplątała mi się gałąź. Biec dalej… Wyciągnąć robaka, oderwać od dłoni, biec dalej. Słabnę… ale już widać koniec lasu, jeszcze tylko parę metrów… Coś za mną biegnie. Wilk?! Nie , to już nie Wilk… Demon… \/ Świeża krew, nie tknięta robactwem, zapach potu… niedaleko światło… szybciej, zanim wybiegnie za drzewa, już, prawie… Wrr… ubranie, tylko ubranie! Złapię go! Dorwę! Zniszczę! Aurgłregh…głupi robal, ofiara mi ucieeee… Nowe mięso… /\

‘/-\’ Czuję strach chłopaka, pędzi jakby go goniła śmierć, za wolno, trochę za wolno… No i jest… ŚMIERĆ?! Aurhf… - We własnej osobie. Właśnie zastanawiałem się kogo dzisiaj zabiorę na swój rydwan, jego, czy cie… - Że co?!- myśliwy przerwał żniwiarzowi- Przecież nawet ślepy zauważy, że chłopak nie ma szans. - A mi się wydaje, że ma… W końcu nawet idiota wie, że śmierć nikogo nie zaszczyca spotkaniem dopóki ten nie umrze…- ubrany na czarno osobnik wstał i popchnął elfa- przynajmniej nie osobiście- dokończył wędrowiec i zeskoczył żeby dobić leżącego na ziemi demona wraz z przekąską, która stanęła mu w gardle… ‘/-\’ Ktoś spadł z drzewa, wilk uznał go za lepszą przekąskę, może ucieknę, morze… jest głębokie i szerokie… podobno,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych