(Brak tytułu) cz. 2
Dalsza czesc przygod Artura i reszty. Zachecam do przeczytania
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Z odnalezieniem posterunku mieli pewne problemy. Jednak po intensywnych poszukiwaniach, udało się wejść do częściowo zniszczonego budynku. Nie dostrzegali zbyt wiele, więc poczekali chwilę by oczy mogły przyzwyczaić się do panujących ciemności. Posterunek miał dwa piętra. Schody, które prowadziły na piętro były częściowo zawalone gruzem. - Nie mamy zbyt wiele czasu, dlatego się rozdzielimy – powiedział Lincoln – Ja, Lorrie i Jimmy przeszukamy parter. Tommy i Artur pójdziecie na górę. Zgadzacie się? - Jasne – odpowiedzieli równocześnie. Rozdzielanie się było ryzykowne, ale musieli działać szybko. Nie było czasu na rozmyślania. Tommy i Artur ruszyli schodami na górę. Często potykali się o gruz leżący pod ich stopami. Po chwili byli na piętrze. Pierwsze co rzuciło im się w oczy była błyszcząca krew na ścianie. Pod ścianą znaleźli resztki jej właściciela. Obeszli ciało szerokim łukiem. Zbierało im się na wymioty. Szybko weszli do niewielkiego pomieszczenia. Zaczęli przeszukiwać pokój. Nie było tam wielu rzeczy. Jedno biurko, szafa, zniszczony telewizor i radio. Na podłodze pełno było porozrzucanych akt. Tommy zajął się biurkiem, a Artur zajrzał do szafy. - Nie jest źle. Znalazłem latarkę – powiedział Tommy, rozświetlając pokój. Światło latarki dodało Arturowi otuchy. - Ja mam dwa pistolety i trzy zapasowe magazynki. Powinno starczyć na jakiś czas – powiedział zadowolony Artur. Pistolet zawsze dawał szansę obrony – powinniśmy już wracać. Tommy wziął jeden pistolet. Wyszli na korytarz. - Może zobaczymy jeszcze ten pokój? – spytał Tommy. - Ok. – odpowiedział Artur i weszli do pomieszczenia. Od razu poczuli, że coś jest nie tak. W pokoju czuć było dziwny, mdlący zapach. Szybko spostrzegli źródło smrodu. W kącie, cały we krwi stał potwór jakiego widzieli na zewnątrz. Z tą różnicą że ten był chudy i było mu widać wszystkie żebra. Nie wątpili jednak w jego siłę. Gdy omiótł go snop światła z latarki, odwrócił łeb. Na widok potencjalnego pożywienia warknął i złożył się do skoku. Artur wypalił z pistoletu. Chybił. W ułamku sekundy zwierzę było na Tommym, który został powalony z nóg. - Zabierz to ze mnie! – krzyknął. Artur nie mógł strzelać, gdyż mógł trafić Tommego. Z całej siły kopnął bydlę, które widocznie się zdenerwowało. Odwróciło się do agresora i wskoczyło na biurko. Teraz miał go na muszce. Dwa strzały rozdarły ciszę nocy. Zwierzę padło martwe. - Nic ci nie jest? – spytał, pomagając Tommemu wstać. - To ścierwo mnie ugryzło – odpowiedział Tommy pokazując rozszarpany lewy bark. - Kiepsko to wygląda. Będziemy musieli cię opatrzyć. A teraz na dół – Artur doskonale wiedział co oznaczała rana. Tommy był zarażony. Starając się nie myśleć o najgorszym wziął przyjaciela pod rękę i zaprowadził na dół. Opowiedział pozostałym co zaszło. Opatrzyli Tommego jak najlepiej mogli. Potem policzyli zdobyte przedmioty. Łącznie mieli trzy pistolety, pięć magazynków, plecak i dwie latarki. Doliczając strzelbę Lincolna każdy mężczyzna posiadał bron. Lorrie i Artur wzięli latarki. Byli dość dobrze uzbrojeni. Wiedzieli jednak, że czeka ich piekło. - Myślę, że musimy iść do sklepu, by zaopatrzyć się w jedzenie. Później spróbujemy odnaleźć działający telefon i skontaktować się z inną kolonią. Obojętnie czy uda nam się skorzystać z telefonu będziemy musieli dojść do najbliższego obozu, który jest dziesięć kilometrów stąd. - Przecież to zwykłe samobójstwo! – krzyknął Jimmy – nie przeżyjemy na zewnątrz minuty. - Tu też nie jesteśmy bezpieczni. Jeśli masz lepszy pomysł to się z nami podziel – odpowiedział zirytowany Lincoln. - Lincoln ma rację. Musimy dojść do najbliższej koloni – powiedział Artur kończąc spór. Czekała ich długa noc. Jeśli przeżyjemy to będzie prawdziwy cud, pomyślał Artur wychodząc na zewnątrz. *** Dzięki latarkom poruszanie stało się łatwiejsze. Widoczność nadal pozostawiała wiele do życzenia, ale było lepiej niż poprzednio. Ruszyli przed siebie. Pochód rozpoczynał Artur , oświetlając latarką drogę. Dalej szedł Tommy z Lincolnem, a całość zamykali Lorrie i Jimmy. Co chwilę ktoś oglądał się za siebie. Nie mieli gwarancji, że zaraz nie stanął się pożywieniem dla jakiejś kreatury. Poza tym drżeli z zimna, bo wybiegli z domów w tym co na sobie akurat
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Mikami
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…