Breaking news
O tym, jak z przysłowiowej igły często robi się widły.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{i}{b}Breaking news{/b}{/i}
Tego dnia atmosfera w siedzibie stacji była wyjątkowo napięta. Jak zawsze zresztą, gdy w kraju działo się coś ważnego. Dziennikarze i operatorzy biegali w pośpiechu po korytarzach, by zgromadzić jak najwięcej świeżych informacji i zdążyć przekazać je prezenterowi przed ponownym wejściem na wizję. Do następnego serwisu informacyjnego zostało bowiem już tylko pięć minut. Wszechobecna nerwowość udzielała się także Gerardowi. Podczas gdy specjalistka od make-up-u wizyjnego pudrowała mu nos, prezenter z uwagą odbierał kolejne doniesienia. Musiał się dobrze przygotować, by z odpowiednią dozą empatii, przy udziale odpowiednich min i perfekcyjnego tonu przekazać do publicznej wiadomości najświeższe informacje. Szczególnie teraz, gdy po zwolnieniu jego poprzednika udało mu się awansować na stanowisko głównego prezentera, nie mógł sobie pozwolić nawet na chwilę słabości. Doskonale wiedział, że jego miejsce gotowi są zająć niemal natychmiast koledzy z redakcji sportowej, a nawet wyjątkowo agresywne w ostatnich dniach pogodynki. — Trzy, dwa, jeden, wchodzimy! — rozległ się głos operatora, po czym w studio zapanowała głucha cisza. — Minęła godzina szesnasta, Gerard Lubieżny, zapraszam na serwis informacyjny — zaczął prezenter, z wyczuciem dozując natężenie powagi w głosie. — Zaczynamy od najnowszych doniesień z Krakowa, gdzie, jak wspominaliśmy w ostatnim serwisie, około godziny piętnastej doszło do groźnego wypadku z udziałem autokaru, wiozącego grupę dzieci, w wieku od dziesięciu do dwunastu lat. Przełączając odpowiedni guzik redaktor techniczny serwisu sprawił, że na ekranach telewizorów, na których w specjalnej sali grupa techników nadzorowała realizację programu, pojawiła się mapa Polski. Kraków został na niej oznaczony czerwoną kropką, która z sekundy na sekundę coraz bardziej się przybliżała. Chwilę później tę samą mapkę na swoich telewizorach ujrzały setki tysięcy widzów w całym kraju, śledzących z uwagą serwis. — W tym momencie łączymy się z Krakowem. Na miejscu katastrofy jest już nasz specjalny korespondent, Ariel Roman. Arielu powiedz nam, co tak naprawdę się stało, jak wygląda akcja ratunkowa i, co najważniejsze, czy są ofiary? Po kilku sekundach obok mapki zmaterializowało się niewielkie okienko, a w nim przejęta twarz reportera. Zaraz za nim widać było policyjny radiowóz i dwie karetki, a kilka metrów dalej stojący na poboczy autokar. — Sytuacja tu, na miejscu zdarzenia, jest dramatyczna! Po tych słowach na ekranie pojawił się duży, czarny napis na czerwonym tle. {i}Dramat na drodze!{/i} — głosił złowieszczy nagłówek. — Jak mówiłeś, wypadkowi uległ autobus, wiozący grupę dzieci na wycieczkę — kontynuował Ariel. — Pojazdem jechało około czterdziestu osób. Nie mam na razie informacji o poszkodowanych, choć obecność ekip pogotowia ratunkowego każe przypuszczać, że najgorsze wieści mogą dopiero nadejść. — Korespondent zrobił krótką przerwę, by złapać oddech, po czym mówił dalej. — Jak udało mi się dowiedzieć, wycieczka wyruszyła sprzed jednej z krakowskich podstawówek, około godziny czternastej. Celem podróży miała być kopalnia soli w Wieliczce. Niestety wiemy już, że tego celu nie uda się osiągnąć. — Czy możesz nam powiedzieć, co się właściwie wydarzyło? Jakie są przyczyny tego wypadku? — przerwał mu Gerard. Chwilowo twarz prezentera zniknęła z ekranów, ustępując miejsca relacji ze stolicy Małopolski. W tle słychać było jednak jego przejęty głos. — Zdaniem naczelnika policji, która zjawiła się na miejscu katastrofy już po piętnastu minutach od zdarzenia, w autobusie pękła jedna z opon. Kierowca zmuszony był zjechać na pobocze! — To straszne... — rozległ się głos Gerarda. Chwilę później logo stacji zmieniło barwę na czarną, podobnie jak pasek informacyjny u dołu ekranu. Najnowsze doniesienia z Krakowa błyskawicznie zajęły miejsce przesuwających się powoli informacji o wybuchu bomby w Egipcie, karambolu we Włoszech, czy wyborach prezydenckich w USA. — Dziękujemy ci bardzo, Arielu — powiedział Gerard, gdy jego twarz ponownie pojawiła się na wizji. — Do relacji z miejsca katastrofy będziemy jeszcze wracać. W tej chwili łączymy się komendantem głównym małopolskiej straży pożarnej, panem Walezym Gaśnicą, dzień dobry panie komendancie. — Dzień dobry panu, dzień dobry państwu — rozległ się w tle głos komendanta. Na ekranie błyskawicznie zmaterializowała się czerwona słuchawka telefoniczna. W tak zwanym międzyczasie pojawił się również nowy, nie mniej dramatyczny nagłówek: {i}Katastrofa w Krakowie!{/i} — Panie komendancie — zaczął Gerard, nerwowo przerzucając kartki, leżące przed nim na szklanym stole. — Jak na miejscu wygląda akcja ratunkowa? — Sytuacja nie wymagała użycia ciężkiego sprzętu. Działania, jakie zdecydowaliśmy się podjąć, polegały jedynie na pomocy w wymianie koła. Prezenter jednak zdawał się nie słuchać swojego rozmówcy. Z niepokojem wpatrywał się w obiektyw, najwyraźniej usiłując wymyślić kolejne pytanie. — Co, pana zdaniem, mogło się przyczynić do katastrofy? — zapytał. — Bez wątpienia opona pękła po tym, jak kierowca najechał na kawałek zderzaka innego samochodu, z niewyjaśnionych przyczyn znajdujący się wówczas na jezdni. {i}NIEUWAGA KIEROWCY PRZYCZYNĄ DRAMATU!{/i} — nowy nagłówek błyskawicznie pojawił się u dołu ekranu. — Dziękujemy bardzo za rozmowę — powiedział pospiesznie Gerard i nie czekając na odpowiedź, dodał — Przenieśmy się teraz ponownie do Krakowa, gdzie najświeższe informacje zbiera dla państwa na bieżąco nasz specjalny korespondent. Ariel, czy wiemy już coś więcej na temat wypadku? Obraz z miejsca zdarzenia błyskawicznie pojawił się na ekranach telewizorów w całym kraju. Od ostatniego połączenia z Arielem technicy telewizyjni zdążyli już zbudować w pobliżu stojącego na poboczu autokaru przenośne studio reporterskie. — Niestety dochodzą do nas złe informacje — zaczął korespondent, sugestywnie poprawiając małą słuchawkę, wystającą mu z ucha. — Na miejscu, proszę mi wierzyć, panuje prawdziwe zamieszanie. Biegające za Arielem rozbawione dzieci, nauczyciele popijający herbatkę z termosów oraz roześmiani policjanci, pochłonięci rozmową, zdawali się przeczyć słowom reportera, co jednak w żaden sposób nie wytrąciło go z równowagi. — Nieoficjalnie mówi się tu, na miejscu tego przerażającego dramatu, o kilku osobach poszkodowanych! — Kamerzysta, dla potwierdzenia mrożącej krew w żyłach relacji, pokusił się o zbliżenie na nogę jednego z dzieci, na której niewyraźnie widać było mały plasterek. — Dodatkowo udało nam się dowiedzieć, że zjeżdżając na pobocze, kierowca autokaru rozjechał dwie wiewiórki. {i}CO NAJMNIEJ DWIE OFIARY ŚMIERTELNE KATASTROFY POD KRAKOWEM{/i} — nowy nagłówek już kilka…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Smith12
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…