Wróć do katalogu

Bunt 1

Początek większego pomysłu, czekam na oceny.

Gangrin, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Za oknem lał potworny deszcz. Wszystko dookoła było mokre, nawet drewniana podłoga pokoju w którym siedział mężczyzna i krasnolud. Krople wody spadały z nieszczelnego sufitu tworząc jedną wielką kałużę. Zacieki na ścianach układały się w fantastyczne wzory. Zapach deszczu i błota unosił się w powietrzu mieszając się ze smrodem tego pomieszczenia. Mimo, że był dopiero wczesny wieczór było już ciemno, grube burzowe chmury zasłaniały słońce tworząc ciemną, rozrywaną błyskawicami noc. Było zimno, chłód potęgowała wszechobecna woda. Mokre drwa, dawno zalane ściekającym deszczem, dymiły się lekko na znak, że kiedyś były czerwone od gorąca. Świat zdawał się zastygły w mroźnych, wilgotnych ciemnościach. Krasnolud wstał ze swojego krzesła, poprawił kaptur i wyjrzał przez okno. Niewiele zobaczył, w zasadzie pole widzenia urywało się równo z żółto czerwoną poświatą świec palonych przez karczmarza piętro niżej. Widać było tylko spływającą z deszczem drogę przebiegającą metr czy półtora od ściany budynku, między jednym a drugim rosła sobie trawa, na ten moment wklepana w ziemię. -Ależ leje.- Mruknął krasnolud i usiadł z powrotem na swoim, troszkę niewygodnym krześle.- Azael, jeśli dziś nie ruszymy to nie zdążymy. Człowiek siedział przez chwilę bez ruchu po czym wstał i ruszył w stronę drzwi. Wyszedł na schody prowadzące do karczmy na dole. Tam nie zastali nikogo, lokal po raz pierwszy od kąt się tu zakwaterowali, a było to jakiś tydzień temu, był pusty. Okropna pogoda musiała odjąć chęć do zabawy nawet najzagorzalszym z tutejszych pijaczków, a może nie pogoda tylko lokatorzy. No cóż, Azael miał nienajlepszą renomę i był dość znany. Kilka lat temu należał do najbardziej osławionego oddziału buntowników, potem stał u boku króla Mołotana gdy ten zwycięsko wchodził do pałacu po pokonaniu senatu. Teraz uznawano go za przyjaciela władcy, a takich ludzie woleli unikać, szkoda, że mieli o nim tak mylne wrażenie. Karczmarz gdy tylko ich zobaczył od razu oderwał się od wycierania stołów i podbiegł do nich. -Potrzebują czegoś zacni panowie?- Zapytał skłaniając głowę w lekkim ukłonie. Azael bez słowa wcisnął mu w rękę złotą monetę, dużo więcej niż mu się należało, i wyszedł. Chwile po nim wyszedł wściekły krasnolud, nie znosił deszczu. Poprawił kaptur, popatrzył na ciemne, kłębiące się chmury i ruszył do stajni gdzie jego towarzysz oporządzał już swojego konia. -Chłopcze, nie sądzisz, że z tym deszczem jest coś nie tak?- Zapytał od niechcenia, zależało mu na jakiej kol wiek rozmowie ale oczywiście w odpowiedzi dostał milczenie. Jechali strzemię w strzemię moknąc coraz bardziej i bardziej. Krasnolud kilkukrotnie próbował pytać o te chmury, które faktycznie sprawiały wrażenie dziwnych ale nie dostawał odpowiedzi. Przyzwyczaił się do milczącego towarzystwa tego człowieka, z reguły nawet mu ono odpowiadało ale teraz czół się zagrożony, miał wrażenie jak by ktoś go obserwował i chciał się jakoś podbudować. -Gorin, masz racje, te chmury są nie naturalne.- Stwierdził Azael. -To niby jakie? -Prawdopodobnie ktoś pomógł się im tu zebrać i utrwalił ich pozycję, nie podoba mi się to, przede wszystkim przez cel naszej podróży. Zagrzmiało potężnie, aż wszystko zdawało się trząść. -Az, przecież kontrola nad pogodą jest niemożliwa.- Gorin rozejrzał się dookoła, wrażenie ciągle się potęgowało. -Dla jednego maga owszem, ale kilku już sobie z tym poradzi a jak pomoże im mag żywiołów to nawet się nie zmęczą.- Mówił cicho, jego słowa ledwie przebijały się przez chlupot wody. Tym razem to krasnolud nie podtrzymał rozmowy. Wiedział, że Azaela zdenerwuje jaka kol wiek wzmianka o magii, wciąż wszystko kojarzyło mu się z jego ukochaną pozbawioną życia przez jego przyjaciółkę która teraz pracowała dla Bractwa Magii na zaszczytnym, lub, jak kto woli, zabójczym stanowisku maga żywiołów. -Gorin, orientujesz się czy Aniela została zaproszona na to spotkanie?- Zapytał zaciskając zęby. -Myślę, że tak. Wiesz kim dla nich jest. Kolejny grzmot, słabszy, w przeciwieństwie do deszczu który się wzmagał. Gorin naciągnął kaptur najmocniej jak się dało, w zasadzie mógł go zdjąć i tak był cały mokry a przynajmniej nic nie ograniczało by mu pola widzenia, jednak ten skrawek materiału dawał jakieś poczucie ciepła i ochrony przed lodowatymi kroplami. Ciągle zastanawiało go dlaczego zostali wezwani, wiedział, że od jakiegoś czasu niegdysiejsi stronnicy króla chcą z nim teraz walczyć ale nie sądził by chcieli sformować odział lub odziały takie jak formowano podczas walk z senatem. -Gorin, tu ktoś chyba jest.- Szepnął Azael, jego szept cudem dotarł do uszu krasnoluda. -Miałem wrażenie ale nie zwracałem uwagi… Nie zdążył dokończyć, bełt minął jego głowę o kilka milimetrów a Gorin w odruchu spadł z konia. Azael poszedł w jego ślady. Obaj wylądowali w zimnym błocie. Z daleka usłyszeli odgłosy kilku, może kilkunastu par butów i jakieś rozkazy a po chwili krzyk. -Nie ruszajcie się, jesteście aresztowani.- Krzyknął jeden. Azael nie mógł rozpoznać czy zostali zatrzymani przez żołnierzy cesarstwa, co było co najmniej dziwne, czy przez buntowników. Coraz bardziej marzł w błocie i deszczu, błoto wpływało wszędzie, wciskało się w cholewy butów i pod płaszcz, dało się czuć jak się w nim powoli zapada. Ludzie rozmawiali przyciszonymi głosami, nie dało się rozpoznać o czym mówią, Azael poznawał tylko pojedyncze słowa jednego z górskich języków południa. W końcu ucichli i jeden z nich podszedł do jeńców. -Możecie się panowie przedstawić?- Zapytał zachrypniętym głosem, nie było go prawie widać w ciemnościach. -Ja jestem Azael Algert a to jest Gorin z Torleklandu.- Odpowiedział.- Możemy już wyjść z błota? Potwornie w nim zimno. -Tak, proszę wstać.- Odparł.- Pozwoli pan, że nasz mag sprawdzi pańskie i pana przyjaciela odciski dłoni, dobrze?- Zapytał niepotrzebnie, wiadomym było, że niemieli nic do gadania. -Tak, proszę. Można wiedzieć z jakiego powodu? -Dwóch podróżnych, tak się składa, że człowiek i krasnolud, wymordowali całą okoliczną wieś. Strażnik odszedł. Azael i Gorin podnieśli się z błota i czekali. Obaj bali się poruszyć bo wiedzieli, że wciąż celuje w nich co najmniej kilku kuszników więc nie chcieli im dać żadnego powodu do wystrzału. Mag, ubrany w długi czarny płaszcz młody człowiek, ostrzyżony na łyso z tatuażami na głowie, pojawił się w kilka chwil. Szedł chwiejnie i niepewnie, widać było po nim zmęczenie, zapewne pracował już od kilku dni bez przerwy a magia przy braku snu bywa męcząca. -Rękę proszę.- Zwrócił się do Azaela, miał niski mocny głos zupełnie nie pasujący do jego mizernego wyglądu. Badanie przebiegło szybko co świadczyło o profesjonalizmie maga. Wojownika zaniepokoił ten fakt, musiało się tu stać coś naprawdę potwornego, doświadczeni magowie nie byli wysyłani do byle bandy rabusiów. Gdy skończył z człowiekiem wziął się za krasnoluda, zrobił to z tą samą obojętną miną, tylko w momencie pobrania mocy drgnął nieznacznie, był naprawdę wyczerpany. Nad Gorinem pracował chwile dłużej, trudniej odróżnia się odciski innych ras. -Są panowie wolni, przepraszam za naszą reakcję, byliśmy przekonani, że to tych dwóch morderców. Rzadko widuje się krasnoluda i człowieka w kompani więc muszę się zapytać gdzie panowie zmierzacie?- Błysnęło, Azael dostrzegł wytatuowanego orła nad prawym okiem, pomylił się, ten człowiek był dużo niebezpieczniejszy niż przypuszczał. -Jedziemy do miejsca znanego jako Ilunalem, miasta oddalonego z tąd o dzień drogi, może mniej.- Odpowiedział Gorin. -A cel podróży? -Jedziemy odwiedzić naszego przyjaciela, ciężko zachorował i potrzebuje wspomogi finansowej, Gara Kilberta jeśli pan ciekaw nazwiska.- Krasnolud splunął siarczyście.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych