Bursztynowa klatka
Zastanawialiście się może nad zjawiskiem czasu? A jeśli nie jest on zjawiskiem linaernym? Jeśli przyszłość, przeszłość i teraźniejszość nie istnieją? Czasem trzeba więc uratować siebie- w innym wymiarze... Tak jak Anita...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-Najgorsze jest to, że tak naprawdę nic ciekawego się nie dzieje. Nic nie urozmaica mi monotonii tego zaszufladkowanego życia, zewsząd otoczonego papierzyskami- wyrzuciła z siebie zamyślona Anita, garbiąc się zrezygnowana w obitym skórą, kręconym fotelu, obracając w długich palcach biurowy kalendarz. Takich słów nikt by się po niej nie spodziewał. Jeśli istnieje ktoś, kogo można nazwać „człowiekiem sukcesu”, każda trzeźwo myśląca istota ludzka dopasowałaby ją do tej definicji. Niebotycznie drogie pantofle w stonowanym odcieniu brązu, do tego doskonale skrojona garsonka o modnym kolorze ziemi, świetnie leżała na jej szczupłym i wysportowanym ciele. Niepospolitą i niebanalną twarz oplatała burza złocistych loków, które przy świetle słonecznym, płynącym z wielkiego okna, połyskiwały teraz niczym najczystszy kruszec. Spostrzegano ją na ogół jako zimną i opanowaną, wręcz cyniczną. Nie od dzisiaj jednak wiadomo, ile masek przywdziewa na siebie człowiek za życia. W duszy Anity ciągle tliła się niepowstrzymana radość istnienia, dziecięcy optymizm. Wprawdzie przydusiła go trochę praca, monotonia i ponurość samotnej egzystencji w tłumie ludzi. Z głowy wywietrzało już wiele uroczo wariackich pomysłów, barwna wyobraźnia. Mimo to wszystkie te cechy nadal tam były, nie zniknęły jak Atlantyda- czekały tylko na rozbudzenie. Zewsząd otaczał ją zbytek i przepych. Nie był to jednak odpustowo pstrokaty gabinet nowobogackich, ale luksusowy apartament, urządzony z gustem i smakiem. Sprawiał przy tym wrażenie komfortowego i wygodnego. Muzyka Mozarta, cichutko sącząca się z adaptera, dopełniała niezwykłego czaru i uroku, jaki pokój roztaczał wokół siebie. Ukoronowaniem wystroju, istnym majstersztykiem, już od wejścia bijącym po oczach, było ciężkie mahoniowe biurko z zaokrąglonymi kantami i fikuśnie rzeźbionymi brzegami. Na nim widniała misternie zdobiona akantem metalowa tabliczka: „Anita Miłosławska- prawnik”. Gdyby naprzeciwko niej siedział rozmówca, byłby to z pewnością dosyć przystojny, piekielnie inteligentny i wesoły filozof z bystrym spojrzeniem i kozią bródką. Taki od wieku dziecięcego kreował się w jej głowie ideał mężczyzny. Faktem jednak pozostawało to, że dwudziestoośmioletnia kobieta była jedyną osobą obecną w gabinecie. Może z wyjątkiem psa Dyszla, który hipotetycznie mógłby być słuchaczem bądź też jej terapeutą, gdyby właśnie nie chrapał smacznie z wyłożonymi przed siebie małymi łapkami. Dochodziła godzina osiemnasta. O tej porze biura już zamykano, więc monumentalny wieżowiec zamarł w nienaturalnej dla siebie, przytłaczającej ciszy. Ów bezruch sprzyjał chandrze i ponurym myślom. Nagle pani adwokat jak poparzona poderwała się z wygodnego siedziska. Pudelek przerażony podkulił ogon i uciekł do kąta pokoju. -Ja tego dłużej nie wytrzymam! Albo mnie trafi cholera albo jasny szlag! Nie chcę tak dłużej wegetować! Na mojej trumnie napiszą, że umarłam z nudów. Akcjo, dziej się! Wtem, ni stąd ni zowąd rozległ się rozpaczliwy szloch. Niczym skonfundowana, niewiasta obleczona w bawełnę, prędko rozejrzała się wokół siebie. -Co to za dźwięk? Skąd u licha… Gwałtownie przeszukała całe pomieszczenie, szukając źródła ujmującego za serce spazmu bólu i rozpaczy. Okazało się, że dźwięk pochodzi z komputera. Czyżby to znowu jakaś głupia internetowa reklama? A może biurowy informatyk zainstalował nowe wygaszacze? Ostatnim razem były to ryczące lwy… Trzeba będzie zrobić składkę na dobrego psychiatrę dla biednego kolegi. Uśmiechnęła się do siebie i podeszła do swojego nowoczesnego sprzętu z idealnie płaskim ekranem. Ale żadnego innego wygaszacza nie było. Tylko jej ulubiona Krzywa Beziera, którą ustawiła wczoraj. Coś jest nie tak… Poruszyła myszką… Wtem na obrazie monitora wyświetlił się ognistoczerwony napis: ZOSTAŁEŚ WYBRANY. W ODPOWIEDNIM CZASIE BĘDZIESZ WIEDZIAŁ, CO ROBIĆ. Pod tymi słowami czerń ekranu zaczęła się rozchylać. Utworzył się średniej wielkości, wirujący z dużą prędkością otwór, z którego po chwili wypadła mała figurka. Przedstawiała piękną pszenicznowłosą kobietę w rozłożystej balowej sukni. Gdyby nie ubiór byłaby łudząco podobna do… -To mi się chyba śni. O tak. Przepracowałam się. Przecież niemożliwe jest, żeby moja własna podobizna wypsnęła z komputera na moje biurko. I ja tu myślę o psychiatrze dla kolegi… Dyszel, czy ty coś widziałeś?- psinka tylko wesoło pomerdała ogonem- Nic nie mówisz, więc wnioskuję, że powinnam się leczyć, porządnie przespać i sprawdzać, czy do kawy ukradkiem sekretarka nie wsypuje amfy. Idę do domku. Porwała żakiet z oparcia, zagwizdała na czworonogiego przyjaciela, który posłusznie za nią pobiegł. Powiedziała do widzenia pani Krysi – pulchnej kobiecinie sprzątającej prawnicze brudy, potknęła się na śliskich marmurowych schodach, z trudem hamując przekleństwo cisnące się na usta, po czym zamówiła taksówkę. W oczekiwaniu na nią usilnie starała się zapomnieć o swoich halucynacjach, ale tajemniczy komunikat, a przede wszystkim ta piekielna materializacja statuetki, sama wypływała leniwie na wierzch jej myśli. Czy wariuje? Czy z braku wrażeń w jej głowie roją się niewiarygodne przygody? Wybawił ją od tych uporczywych rozważań nadjeżdżający Mercedes z napisem TAXI, który zahaczając przypadkiem o krawężnik, nieomal przejechał po jej palcach.
***
Następnego dnia, po nieprzespanej nocy w swojej sypialni przystrojonej w białe oleandry, szykowała się do kolejnego ciężkiego ranka. Czekała ją arcytrudna sprawa narkotykowego gangu. Był to dla niej nie lada test umiejętności - po raz pierwszy występowała w roli oskarżyciela. Przygotowywała się do niej przez bardzo długi czas. Dowody były niezbite- z pewnością uda się posadzić rzezimieszków, choć ich obrońca był jednym z najlepszych. Zdawała sobie jednak sprawę, że jako prokurator nie może lekceważyć potencjalnej zemsty koleżków oskarżonych oprychów. Tak między Bogiem a prawdą trzeba mieć kręgosłup moralny z gąbki, żeby bronić takie ścierwa. Nie do końca potrafiła się skupić na zbliżającym się nieuchronnie procesie. W zakamarkach umysłu wirowała balowa suknia, w którą przystrojona była wirtualna przybyszka. Żeby zdyscyplinować umysł postanowiła skupić się na tysiącu sprowadzonych specjalnie dla niej azjatyckich oleandrach. Takie piękne… a tyle w nich jadu. Baldachogrona kwiatów i lancetowate liście, wyglądają tak słodko i niewinnie. Wystarczy jednak językiem dotknąć któregoś z nich, a zatruwa serce, umysł, żołądek. W skrajnych przypadkach prowadzi do śmierci. Piękna i mordercza broń… W zamyśleniu dokończyła makijaż, schowała szminkę do torebki, zawołała Dyszla, który jak zawsze pokornie za nią podreptał i z pozornym spokojem, a w środku szalejącą burzą emocji, wsiadła do taksówki. W pracy, jak zawsze czuła na sobie pożądający wzrok kolegów, którzy rozbierali ją pożółkłymi od tytoniu oczyma. Właściwie wszyscy tutaj palili. Nad wieżowcem z całą pewnością unosiła się już gęsta zawiesina rakotwórczego dymu, która posępnie z każdej strony niszczyła warstwę ozonową. Anita byłą chwalebnym wyjątkiem w tej materii. W jej pobliżu zakazane było nawet pokazywać się z petem. Każdemu delikwentowi nie przestrzegającemu tej reguły groziła miotłą, bądź uzbrojonym w metalowy szpikulec parasolem. Jej gabinet był na dziesiątym piętrze. Wprawdzie windy działały szybko i sprawnie, ale w ramach treningu, do piątej kondygnacji nasza bohaterka zawsze dochodziła pieszo, stukając średnio-wysokimi obcasami, by co nieco zmachana wsiąść do szybowego dźwigu i nacisnąć czerwony guziczek – do swojego małego piekiełka na wysokościach. Przed wejściem do biura wstrzymała oddech. Chwyciła klamkę, ale zaraz cofnęła dłoń. Oparła się o ścianę, zmuszając do głębokiego oddychania. -Tylko spokojnie. Na biurku niczego nie będzie, latawica w kiecce ci się przyśniła. Odwagi! Serca roście, biust podnoście i do roboty! Dziarsko i z zadartym noskiem! Z impetem otworzyła drzwi i troszkę ją podmurowało. Bodajby mnie usiekli! To diabelstwo dalej tam stoi! Nie wyraziłam na to zgody! Zdenerwowana pochwyciła figurkę i z rozmachem uderzyła o ziemię. To się stało w jednej chwili. Potężna chmura pyłu uwolniona spod stłuczonej porcelany, niczym afrykańska burza piaskowa uniosła się w powietrzu, przeleciała przez pokój, zakrywając piękne meble, przewracając fotel. Na końcu pochłonęła i prawniczkę. Zdołała ona tylko usłyszeć wyszeptane słowa: Nie będzie bolało, nie martw się… Potem zapadła cisza…
***
Ocknęła się na zimnym, pachnącym ziemią gruncie. Facetom nie można ufać nigdy- głowa bolała tak, jakby ściskało ją wielkie imadło. Z pewnością bowiem ten zmysłowy szept nie był dziełem kobiety. Czuła się jakby wypiła całą whisky, doprawiła winem i leczyła kaca wódką. Gdzie ja jestem? To pytanie samo pchało się na jej usta. Bezwiednie wypowiedziała je na głos. -Carska Rosja, rok 1720, na tronie zasiada Wielmożny i Wielgachny car Piotr I.- Przystojny mężczyzna w meloniku i czarnej pelerynie wyciągnął rękę, aby pomóc jej wstać z wilgotnej nawierzchni.- Nazywam się Skirnir. -Cieszę się- zgryźliwie odpowiedziała ślicznotka.- Ale powiedz mi, skąd ja się tu wzięłam? Czy to jakaś nowa metoda podrywu? Przenosić kobietę do jakiejś zatęchłej dziury w ponurej epoce?! Panie, ja się na takie traktowanie nie zgadzam. Co to, to nie. -Nie bój się. Ja cię podrywać nie będę. Nie o to chodzi, że jesteś brzydka.- dodał prędko widząc jej dosyć groźną minę- Jednak obowiązuje mnie przysięga. Nie wolno mi się wiązać ze śmiertelnikami. Przepraszam cię za niedogodności czasowej podróży. W waszej epoce bowiem idzie to zawsze najtrudniej. Nasz Bergelmirski Pył Podróżniczy nie może się przebić przez waszą warstwę zanieczyszczeń. Poza tym to też zależy od człowieka. Jeśli jest się bardzo wrośniętym w epokę i do niej przyzwyczajonym, ciało podświadomie nie chce jej opuszczać. W głowie Anity błąkało się setki pytań. Ich liczba z każdą chwilą wzrastała. -Bergelmirski Pył Podróżniczy? -Świetną masz pamięć. Niewielu ludzi, których transportowałem wymówiło poprawnie tę nazwę. Jest to rodzaj cząsteczek funkcjonujących w międzyczasowej przestrzeni, które łącząc się z twoimi atomami powodują reakcję chemiczną. Daje ona tyle energii, że przenosi w tą epokę, do jakiej pył został zaprogramowany w specjalnej maszynerii. -No dobrze. To rzeczywiście imponujące. Pochodzisz z przyszłości? -Przyszłości?- tajemniczy przybysz dziwnie się uśmiechnął- Nie ma takiego czegoś jak przyszłość, przeszłość i teraźniejszość. Czas nie jest zjawiskiem linearnym. Wszystko dzieje się równocześnie- na tej samej płaszczyźnie. Wystarczy przeskoczyć do innego wymiaru i znajdujesz się w całkowicie innej erze. Z początku mieliśmy problemy - udawało się nam podróżować jedynie do tych miejsc, w których obecnie staliśmy . I tak na przykład stacjonując w Gdańsku dalej w nim pozostawałeś, ale widziałeś go 300 lat wcześniej. Teraz nasze cudowne paprochy zostały udoskonalone. Z tego miejsca mógłbym posłać cię nawet do starożytnego Egiptu. -W przyszłość także? -Oczywiście. Ale podróże w przyszłość są zakazane przez Najwyższą Radę Zarządzania Bergelmirskim Pyłem Podróżniczym. W skrócie nazywamy tą organizację NRZ. Międzyepokowe wojaże są pod ścisłą kontrolą. Średnio wyrusza jedna jednostka na 100 lat. -Ale dlaczego? -Droga pani adwokat. Wyobraża sobie pani, co by było, gdyby wszyscy przenosili się w czasie bez żadnych ograniczeń? Totalny chaos. Historia uległaby diametralnej przemianie. -Oczywiście! Zapobiegło by się wojnom, zabiło Hitlera, Stalina… Miliony istnień ludzkich uratowanych! -I miliony ofiar. Wyobrażasz sobie waćpanno, gdyby każdy chciał zlikwidować osoby, które w przyszłości mu zaszkodzą? Ktoś zabiłby Einsteina, inny Pasteura. Niestety, nie każdy nadaje się do takich podróży. Ludzie są zbyt ograniczeni. Nasze wypady są więc ścisłą tajemnicą. -A więc, co ja tu robię? Mi można zaufać? -W zupełności. Jesteś porywcza i gwałtowna, ale twój intelekt i błyskotliwość pozwalają przypuszczać, że nic nie nabałaganisz. Co ty tu robisz? Hm… Sprawa jest bardzo trudna i skomplikowana. -Zacznij od początku. Uważam, że należą mi się wyjaśnienia. -No cóż. Każdy z nas żyje właściwie ciągle. Równocześnie istnieją twoje dalsze, bliższe i obecne ja. Ale jedno z nich zawsze dominuje i istnieje bardziej niż inne. Stanowi jakoby Ideę innych istnień. Doskonałość większą od poprzednich. Jeśli ono umrze, giną wszystkie inne odbicia i człowiek niejako przestaje egzystować. Inni ludzie zapominają, że byłeś na tym świecie. Rozumiesz? -Trochę to skomplikowane i oszałamiające, ale wydaje mi się, że rozumiem. To coś podobnego jak Jaskinia Platońska, prawda? Skirnir zachichotał. -Nieposłuszny był ten barczysty osiłek. Każdy, kogo przewozimy musi złożyć przysięgę milczenia. On ją trochę nadłamał. Całe szczęście dla niego, iż nie objawił całej prawdy, jaką znał, bo musielibyśmy zastosować bardzo radykalne środki.Za karę sprawiliśmy, że jego ulubiony zawodnik przegrał na olimpiadzie. Długo się wściekał. - A więc, jakby dosłownie cię rozumieć, to Platon nadal żyje tylko trochę inny? -Coś w tym stylu, ale zostawmy już te dyskusje. Mamy bardzo poważną misję do wykonania. Widzisz, ten szloch co słyszałaś… -No właśnie- napaliła się Anita – Do kogo należy? My tu gadu gadu, a może ona teraz cierpi jakieś katusze? Ten rozpaczliwy płacz…. Dalej brzęczy mi w uszach. Biegnijmy ją ratować! Może możemy jej pomóc? Kto to jest? Osoba postronna odniosłaby wrażenie, że blondynka uczyła się mówić od karabinu maszynowego. -Masz charakterek. Długo to ja bym z tobą nie wytrzymał… Tą dziewczyną, która cierpi i przez którą się tutaj znalazłaś jesteś ty- a konkretnie twoja Idea. Musimy ją uratować. Jesteś zbyt ważna dla ludzkości, żebyśmy mogli pozwolić sobie na tę stratę. -Kim byłam…to znaczy jestem? Zaciekawiłeś mnie. -Jak wiesz car Piotr to okrutny despota. Straszny pijak, awanturnik, a do tego kobieciarz. No a ty w każdym swoim wcieleniu jesteś, no… ten… atrakcyjna.- zaczerwienił się trochę i stracił wątek- A więc na czym skończyłem? -Że jestem atrakcyjna –roześmiała się Anita, widząc zakłopotanie swojego przewodnika. -Dokładnie. Niestety Alewtina Miłosławska ma podobny temperament jak ty. Jej ojciec, chcąc uzyskać łaski władcy, przyprowadził swą urodziwą córkę na dwór. Król, obrzydliwy, spasły zbereźnik ma dobre oko wytrawnego konesera, to mu trzeba przyznać. Zaraz ją wypatrzył i kręcił się wokół niej na przyjęciu jak sęp nad potencjalną padliną. Ona jednak zadarła uroczy nosek i krnąbrnie się mu postawiła, na dodatek zwymyślała. Tego oczywiście Piotr ze swoją pychą i wielkim jak wszechświat Ego nie mógł puścić płazem, gadzina jedna. Podstępnie zaprowadził dziewoję do jakiegoś małego gabineciku. Wtedy próbował… -Targnąć się na jej intymność? -No właśnie. Piękny eufemizm, zaoszczędził mi kolejnego raka na policzkach. Targnąć się na jej intymność. I dostał w mordę. Gniew w nim zapłonął straszny. Uwięził ją gdzieś i powiedział, że nie wypuści, dopóki nie będzie mu posłuszna. Bezwzględnie chce ją za żonę. Naszym informatorom udało się wyśledzić, że szlachciankę ukryto w Bursztynowej Komnacie. -Niech mi ktoś ściągnie gacie! Bursztynowa Komnata?! Wszyscy, z którymi studiowałam historię daliby się wykorzystać, żeby tylko zobaczyć
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Lusinka1992
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…