Cane Hill
Może czasami warto posłuchać ostrzeżeń?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Mieszkająca w Springfield w stanie Missouri dziewiętnastoletnia uczennica była zwykłą nastolatką z masą marzeń. A przynajmniej stwarzała takie pozory, nie obnosząc się ze swoim dziwnym hobby. Courtney Toothey o wiele bardziej od imprez i chłopaków interesowały zagadnienia paranormalne. I bynajmniej nie była przez to nieakceptowana przez rówieśników. Wręcz przeciwnie - ta jej 'inność' przyciągała wielu przedstawicieli płci przeciwnej, którzy oferowali swoją pomoc w 'poszukiwaniu duchów' czy też rozwiązywaniu innych niewyjaśnionych dotąd kwestii. Chociaż większość z nich po prostu chciała się tym samym zbliżyć do dziewczyny. Courtney miała bowiem ponadprzeciętną urodę oraz inteligencję, a jej długie do połowy pleców blond włosy każdego wprawiały w osłupienie. Bardzo dobrze zdawała sobie sprawę z zamiarów jej wielbicieli i dlatego właśnie starała się 'pracować' sama, kochała siedzieć po nocach i czytać książki poświęcone ulubionej tematyce, czy po prostu szperać w sieci w poszukiwaniu najbardziej zjawiskowych miejsc do odwiedzenia. Jedna z takich nocy okazała się przełomową, podczas której zdecydowała się na poważny krok. Uwielbiała strach, a miejsce które ujrzała w internecie kilkaset kilometrów od jej domu zrobiło na niej nie małe wrażenie. Wahała się. Coś w głębi podpowiadało jej, że to co zamierza zrobić nie jest najlepszym pomysłem. Ciekawość jednak wzięła górę nad rozsądkiem. Nie obawiała się konsekwencji, zapracowana matka rzadko zwracała na nią uwagę, a ojciec? Jeżeli mogła go tak nazywać. Bardziej wolała określenie 'wkurwiający samiec Georg'. Dzień, kiedy wróciłby do domu trzeźwy, byłby dla dziewczyny dniem cudownym. Courtney miała (nie)szczęście życia w rodzinie, w której mimo takich perypetii posiadała to, czego najbardziej potrzebowała. Spokój i własne cztery ściany, w których czuła się bezpiecznie. Nie posiadała wiele i wiele też nie potrzebowała do szczęścia. Biurko, mała lampka i laptop, sterty książek porozrzucanych po podłodze, i malutkia, jednoosobowa kanapa. Odległość między jedynym oknem w jej pokoju, a ścianą garażu była tak mała, że nawet w dzień Courtney potrzebowała światła do pracy. Półmrok panujący w pomieszczeniu każdego dnia był jednak dla dziewczyny jak dobry doradca, który bez konsekwencji popychał ją do realizowania celów. Przygotowania do wymknięcia się z domu trwały trzy dni, spakowała najpotrzebniejsze rzeczy, i siedemnastego stycznia parę minut po godzinie trzeciej w nocy postanowiła zacząć. Sceniarusz wychodzenia z domu przewidziała wcześniej, w salonie na w pół świadomy ojciec zasypiał przy włączonym telewizorze, matka w tym czasie pracowała na nocnej zmianie jako sprzedawczyni na stacji beznzynowej. Courtney zaplanowała wszystko z góry, w ciągu kilku dni udało jej się rozpisać plan podróży, oraz przygotować psychicznie na takie wyzwanie. Godzinę po wyjściu z domu siedziała już na stacji, czekając na pierwszy tego wczesnego poranka pociąg do Jefferson City - docelowego miejsca wyprawy. Trasa była długa i mroczna, przez okna w pociągu dostrzec można było leniwie wyłaniające się zza drzew słońce, co chwilę przebijające swe promienie przez ich korony. Courtney była w przedziale sama, o tej porze nie należało spodziewać się większego tłoku. By nie zasnąć czytała kolejny rozdział powieści Stephena Kinga, od czasu do czasu spoglądając przez sąsiadujące z jej policzkiem okno. Niechętnie spoglądała na postać, która usiadła obok niej, był to dobrze zbudowany mężczyzna, ubrany w czarny garnitur, na gowie widniał zaś wysoki kapelusz, rzucający cień na twarz od nasady nosa wzwyż. Wokół jego rąk unosił się szary dym, a jego oczy płonęły wściekłą czerwienią. Przedział w mgnieniu oka pociemniał, a pod sufitem zaczęły pojawiać się smugi dymne, podobne do tych, które opływały ręce tajemniczej postaci. Mężczyzna nie mówił nic, nie poruszał ustami, lecz Courtney słyszała coraz głośniej sekwencje wypowiadanych przez niego, a niezrozumiałych dla niej zdań. Jednakże jedno ze słów słyszała nadzwyczaj dobrze i wyraźnie. "Zawróć". Ów słowo dźwięczało w głowie nastolatki z każdą kolejną sekundą coraz głośniej, zdawało się rozsadzać jej bębenki. W pewnej chwili wszystko ucichło, pojaśniało a jedyną osobą jaka oprócz niej znajdowała się w przedziale był ubrany w niebieski mundurek, starszy mężczyzna, który przemiłym głosem poprosił ją o bilet. Courtney jeszcze chwile dochodziła do siebie, po czym po okazaniu biletu stwierdziła, że jej organizm po prostu musiał chwilę odpocząć, razem z mózgiem zapadając w chwilowy sen. Czy na pewno sen? To pytanie dręczyło ją długo po wyjściu z pociągu. Było już po godzinie dziewiątej nad ranem. Krajobraz Jefferson City o tej porze roku wyglądał przepięknie, słońce znajdowało się już wysoko nad drzewami, oślepiając zerkającą na nie dziewczynę. W pewnej chwili poczuła za swoimi plecami czyjąś obecność. Odwróciła się z zawrotną prędkością. - Panienka się zgubiła? - zapytał z uśmiechem na ustach tajemniczy mężczyzna. Courtney poczuła się dziwnie, była pewna, że to ta sama postać, która nawiedziła ją podczas snu w pociągu. Ale nie uciekała. - Nie, właśnie przyjechałam ze Springfield, chcę zwiedzić tutaj jedno miejsce. - odpowiedziała niepewnie. - Cóż to za miejsce panienka chce zwiedzić? - mężczyzna kontynuował dialog z tym samym uśmiechem na ustach, ale jakby szerszym. Znał odpowiedź. Dziewczyna potrząsnęła głową, wybudzając się tym samym z chwilowego osłupienia. - To nie jest istotne, żegnam. Odwróciła się i pewnym krokiem zaczęła podążać w kierunku miasta. Ku jej zdziwieniu, tajemniczy nieznajomy nie szedł za nią, choć w swojej głowie ustaliła właśnie taki bieg wydarzeń. Po chwili zwolniła, parę razy jeszcze odwracając się niepewnie. Była sama. Miasto powoli wybudzało się ze snu, gdzie niegdzie przejechał samochód, w innym miejscu ktoś pojawił się w drzwiach swojego domu, by podnieść z progu poranną gazetę. Zaspana miejscowość fascynowała nastolatkę, idąc podziwiała wzniosłe budynki i widoczne w oddali góry. - Potrzebna będzie panience mapa, domniemam, że panienka pierwszy raz tutaj? - uśmiech nieznajomego nie znikał z twarzy. Dziewczyna przestraszyła się, nie czuła się tutaj bezpiecznie. - Czy pan mnie śledzi? - przełknęła ślinę, jakby chciała cofnąć to pytanie. Spokój jegomościa tylko potęgował strach nastolatki. Mężczyzna nieznacznie zbliżył twarz do dziewczyny i mrużąc oczy powtórzył pytanie. - Mapa... potrzebna panience mapa? - Nie... dziękuję. Poradzę sobie - odwzajemniając nieco niepewnie uśmiech oddaliła się szybszym niż wcześniej krokiem. Biła się z myślami, nie widziała w tym wszystkim sensu. Postanowiła zawrócić. Ale mężczyzny już nie było. W tym samym momencie doznała tego samego uczucia, jakie towarzyszyło jej przez chwilę na stacji. Stał za nią. - Ta będzie dobra - spoglądający na trzymaną w ręku mapę nieznajomy spojrzał w przerażone, a jednocześnie pełne skupienia i zaciekawienia oczy dziewczyny. - Więc, gdzie panienka chce się udać? Postaram się pomóc - uśmiech nie schodził mu z twarzy. Courtney stała tak chwilkę osłupiała, po czym postanowiła zaryzykować. - Opuszczony szpital psychiatryczny... cane hill. Słyszał pan? Chciałabym go zwiedzić, czy to bezpieczne? Czy w ogóle można tam wchodzić? - z każdym kolejnym pytaniem dziewczyny uśmiech nieznajomego potęgował się. - Panienka nie zakrząta sobie tym głowy. To stary, zamknięty już dawno budynek, do którego można, ale raczej nie powinno się wchodzić - odpowiedział z lekkim namysłem - Nie jest w żaden sposób zabezpieczony, nikt go nie pilnuje. Wejść może każdy. Ale pewności, że wyjdzie nie ma nigdy. Panienka lubi mocne wrażenia, domniemam? - kontynuował. - Uwielbiam! - odpowiedziała, z każdą kolejną minutą rozmowy była coraz bardziej wyluzowana i otwarta - Zawsze interesowały mnie takie rze... - Jakie? - przerwał w pewnym momencie mężczyzna, robiąc momentalnie poważną minę - stare, zniszczone i grożące zawaleniem budynki? Czy może interesują panienkę przyprawiające o zawrót głowy metody leczenia, w tego typu ośrodkach? Dawne metody, zaznaczę, medycyna poszła do przodu, teraz nie jest już tak źle - uśmiech na chwilę powrócił na jego twarz. - Ja... - na nieskazitelnej buzi dziewczyny rysował się szereg emocji, dało się zauważyć skrępowanie i lekką dozę zakłopotania. - Ja interesuję się zagadnieniami paranormalnymi, a proszę mi uwierzyć, naczytałam się na ten temat zapewne więcej od pana, śmiem twierdzić, że pan nawet w takie rzeczy nie wierzy! - w jednej chwili zakłopotanie ustąpiło miejsca ekspresyjnym emocjom, dziewczyna czuła się lepsza od swojego rozmówcy. - W takich miejscach, takowe zjawiska są na pewno bardziej prawdopodobne niż w przytulnym domku przy ciepłej herbatce - kontynuowała lekko spuszczając z tonu. Z miny mężczyzny dało się wyczytać jedynie tyle, że nie ma zamiaru dalej konwersować z przemądrzałą nastolatką. -
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil dekaes
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…