Chatka dróżnika
Grupka przyjaciół spotyka się w starej opuszczonej chatce.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie mogłem tego poprawnie wkleić dlatego w niektórych miejscach zapis dialogów jest tam gdzie być nie powienien.
Władek, trzynastoletni chłopak, najwyższy spośród trójki rówieśników, szedł jako ostatni, trzymając w ręku długi sękaty kij. Jego twarz wydawała się dojrzalsza, niż wskazywałby na to wiek, wyryta pęknięciami których źródło znajdowało się gdzieś głębiej. Kawałki zielsk, pokrzyw, wysokich ostów fruwały w powietrzu zgilotynowane przez niego mocnymi ciosami.
Szeroka tylko na jedną osobę dróżka, wydeptana tysiącami kroków, wśród wysokich chwastów prowadziła ich do małej opuszczonej od lat chatki dróżnika. Zanim tam dotarli musieli przejść przez tory. Odbijała się w nich czerwień zachodzącego słońca, robiąca wrażenie jakby gorący metal był przywieziony prosto z huty, i spiesznie położony na ziemie, tuż przed sapiącą lokomotywą, ciągnącą niezliczoną ilość wagonów, wyładowanych milionem grudek czarnego złota. Miłe złudzenie. Po ich lewej stronie, tory zakręcały szerokim łukiem, omijając małe wzniesienie, zmierzając do północnej części miasteczka w której mieszkali chłopcy. Po ich prawej stronie, na prostym dystansie kilkuset metrów, tory ginęły w starym dębowym lesie.
Franek schylił się nad szyną, przyłożył do niej ucho, nasłuchiwał z powagą. Niski, sprytny chłopak, pełen pomysłów i blizn na plecach o których nikomu mówił. -Jedzie co ? – spytał Kazimierz. Szczupły jak pozostała dwójka, marzyciel, romantyk, obsypany trądzikiem którego wstydził się bardziej niż matki alkoholiczki. Franek zaprzeczył, potrząsając energicznie głową, nie odrywając w tym samym czasie ucha od zimnej szyny. Kilka mocnych uderzeń kija przerwało jego monotonne nasłuchiwanie. Podniósł się zignorował Władka i stanął obok Kazimierza; oboje patrzyli na znikające wśród drzew tory.
-Chopoki czekajno !!! – krzyknął Bogdan, ich kolega, niski, okrągły, powolny, ze świetnym poczuciem humoru, jedyną bronią na bycie maltretowanym przez starszych. Wybiegając z dębowego lasu wpadł prosto na tory, potykając się o nie, upadł buzią na tłuste, pomalowane czarną mazią deski ułożone między szynami. Podniósł się, zaczął biec, a jednym ruchem ręki rozmazał brud na całej pulchnej twarzy. –Chopoki, nie zostawiajta mnie, też chcę iść z womi do chatki!!! – krzycząc tracił oddech i zwalniał z każdym kolejnym krokiem – czekajno za mnum – łzy obmywały jego brudną twarz.
To była mała chatka szarego koloru który zlewał się z kolorem ziemi, budynek wyglądał jakby z niej wyrastał. Każda pora roku zostawiała na nim zmarszczki, krusząc mury, wydmuchując tynk, porywając w nieznane pojedyncze dachówki. Po szybach dawno nie było śladu a okna zostały zastąpione sękatymi zbitymi do kupy dechami. Drzwi, kilka nieumiejętnie przyciętych i licho zbitych zardzewiałymi gwoździami desek, nie zamykały się do końca; poruszane wiatrem, wydawały nieprzyjemny skrzypiący dźwięk. Drewniane zadaszenie, podziurawione jak szwajcarski ser, było namiętnie obgryzane przez pokolenia termitów.
Władek otwarł drzwi, i podparł je kijem by się nie zamykały; usiadł na swojej desce i czekał za kolegami. Każdy miał swoje miejsce i każde z nich wyglądało prawie tak samo. Gruba decha, ułożona na trzech cegłach po każdej ze stron. Tylko Bogdana deska, była dodatkowo wzmocniona trzema cegłami na środku. Po chwili wszedł Franek, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów którą położył na gruby pień drzewa służący jako ich stół. Kazimierz po cichu wślizgnął się do środka wziął kij i czekał aż skrzypiące drzwi same się za nim zamkną. Tym samym kijem zakneblował wejście, i z kieszeni wyciągnął tanie wino. -Jak myślita gdzie je tera Bogdan?…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Zeppelin Atak
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…