Wróć do katalogu

Chłopaki z Reddrag Street.

Krótka opowieść o ćpunach nieco innej Perspektywy.

Dodos93, opublikowano , 38 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Bo to wszystko jest tak banalnie proste, siedzisz sobie w ciupie, TLT grzeje ci neurony, rzeczywistość puszcza ci pawia kolorami tęczy, nic dodać, nic ująć – ściany ciupy są zrobione z żelków… na amerykańskiego grubasa ! Drażetka dała mocnego kopa ! Uściślając twoje aktualne położenie – leżysz pogięty od natłoku zmysłowych Kick’ów na zawszonym materacu ! ale jak zawszonym ! w pięknym stylu, iście po szlachecku ! tu niebieski , tam zielony, Barokowe karaluchy biegają zachęcająco, już masz ochotę sięgnąć niepewną dłonią w stronę niebiańskiej słodyczy gdy do ciupy wbiega Aureliusz. Stary, sprawdzony, wierny jak pies kumpel. Nigdy cie nie wsypał, nigdy nie wyruchał na parę kredytów na jakieś eksperymentalne nowe Drażetki, Ubrany dosyć klasycznie, zalatuje neonazistowskim cyberpunkiem , z finezyjną nutką typowego oi , grube martensy naćwiekowane że czacha dymi, z daleka przypominają jeża co się zbytnio spiął i mu już tak zostało, potem bojówki w jasnym jeansie utrzymane, ich kieszeń wybrzusza się w kształcie czegoś znacznie ostrzejszego. Nóż? Scyzoryk ? Aureliuszowi tam mógłby sam Hitler siedzieć nie zdziwiłbyś się specjalnie – taki to chłop nerwowy. kurtka europejski standard - Skóra odrapana, podziurawiona jak szwajcarski ser, załatana skradzioną niegdyś taśmą klejącą, wszędzie naszywki , praktycznie włażą na siebie walcząc która to bardziej zwróci na siebie uwagę, Aureliusz słucha starego XXI wiecznego gówna – jeżeli zdołasz przeczytać to się skapniesz – ANALOGS, rozdrapane już nieco BANDITS, śmigną ci zeszłowieczni Clash’owie, następnie kontemplujesz glacę zacnego towarzysza miski - sterczy zielono-czarna wieża polakierowanych włosów - grzebień w starym dobrym stylu, te cholerne dzieciaki z społecznych wyżyn nazwałyby to True, z wielkim okrzykiem podziwu na swych szczenięcych mordkach. Patrzysz na buźkę Aureliusza, nie…- gapisz się na twarz kolesia ale nadal jesteś zbyt delikatny , urywkowym spojrzeniem obdarowywujesz jego potworną mordę, zakazany pysk , zbyt zakazany żeby po prostu go ot tak! Opisać, Daruj sobie wszelkie wysiłki! Pasujesz. Ostatecznie Aureliusz zaczyna coś do ciebie gadać, ale ty się śmiejesz , twoje przeżółkłe źrenice tańczą po jego sylwetce, No bo jak tu rozmawiać z delikwentem kiedy raz jest różowym słoniem a raz twoim zafajdanym starym ubranym w damskie ciuszki?. Jest Ciężko , nieprawdopodobnym kopem wyrzuciły cię TLT na okołoziemską orbitę. Mrużysz oczy , ściągając zmysły na drogę normalnej percepcji.

-……i tak skombinowałem pół-deka Endorfinek – mówi przeciągając coraz bardziej, ty mrużysz oczka mocniej i mocniej, napierasz świadomością ale na próżno, slow-motion jedzie pełną parą, nic nie poradzisz- trzy dawki pod rząd robią z twojego mózgu poszatkowaną jajecznicę. Odpływasz wraz z kolejną Falą ogłupiającego mułu.

Jeżeli Jesteś jednym z Dragusiów to nie masz zbyt wyrafinowanego życia, no owszem te zbuntowane czternastki to może i podniecać się będą w pierwszych miesiącach. Bo i racja to jest tak genialne w swojej prostocie , nie słuchać mamusi, mieć w dupie tatusia, siedzieć z niegrzecznymi chłopakami i wcierać, wkłuwać, wciskać, wsiąkać, połykać, pożerać, pochłaniać, podpalać, każde narkotyczne gówienko podstawione ci pod miskę przez Szmuglera. Od czasu kiedy korporacyjna dilerka wykombinowała praktycznie nieszkodliwe dla zdrowia narkotyki możesz wsuwać ile żołądek przetrzyma, co tam mózg, przegrzeje się co najwyżej a w szpitalu ci szybko reset zaaplikują bylebyś wrócił na zaćpane łono marginesu społecznego. Fajnie jest ale do czasu, kiedy jest kasy brak, kiedy w starych lodówkach tylko „mrożonki” się chłodzą, nie zastaniesz choćby i zzieleniałej parówki, nic, null, żywieniowa czarna dziura. słyszysz tylko jak kiszki grają marsza, oczywiście zakładając że nie jesteś na Ultra-nieszkodliwym haju, bo w takim przypadku nie tylko słyszysz ale i widzisz jak jelita stepują, jak bebechy na przemian śmieją się i płaczą, jak babcie kocham niewyobrażalnym brazylijskim rytmem, W Dodatku całe to zamieszanie wokół ciebie, wściubiające reporterskie nosy, zewsząd mundurowi różnego kroju, czychający na chwilę kiedy nakryją ciebie podczas najzwyklejszego zarobku. Oo…tak. Życie w ciupie nie jest tanie, chcesz jedzenia, chcesz drażetek, wkłuwek, proszków czy płynów to musisz zarobić, Jeżeli Naczelny twojej ciupy jest na tyle łaskawy to skombinuje konkretniejsze dostawy, tak że w misce znajdzie się twoja ukochana słodka ucieczka od rzeczywistości a ty będziesz musiał zapłacić jedynie jedyny w swoim rodzaju Czynsz. Za pełne użytkowanie ciupy (Obejmujące koc - minimalnie zapchlony, metalową miskę z wymyślną kłódką, solidne anty-podsłuchowe betonowe ściany – w najlepszym wypadku pozbawione wszędobylskich wizerunków penisów ) Lecz jeżeli twoim Naczelnym okazuje się być zakichanym egoistycznym dupkiem, no cóż….zawsze odrobina adrenaliny własnego autorstwa nie zaszkodzi, zwłaszcza tobie, w poszukiwaniu towarku, w węszeniu za mundurowymi , czy unikaniu błysków fleszy, doprawdy, Jeżeli tak naprawdę jesteś Dragusiem – jesteś gatunkiem pożądanym, jak te wymierające. Psychologowie, socjologowie, cała ta zgraja doktorków tylko czeka aż ci się noga podwinie, hyc! Mają cie w garści – wsadzają do klatki, szprycują pytaniami „co zazwyczaj jesz na śniadanie?” „kim jest twoja matka?” „jak doszło do tego że zdecydowałeś się na życie w tej waszej hm hm…norze?” siłą wciskają cię w opiekę społeczną, ale jesteś wolnym stworzeniem, bez zbędnych podziękowań rezygnujesz, czasami nawet interweniujesz siłą, gdy filantropi są zbyt nachalni. Egzystencja w ciupie jeżeli takową podejmujesz daje popalić ale szczęśliwie mamy te kolorowe cudeńka które sprawiają że bawimy się praktycznie bez końca, Nie bój boba, Naczelny skrzywdzić cię tu nie da…To jak wchodzisz?

Idą chłopcy po ulicy browar w garści pełny luz Gra muzyka jest hulana idą chłopcy po gałgana Dudnią glany po betonie widać knajpę ulubioną Już z niej wszyscy spierdalają chłopcy dziś swój wieczór mają!

Pięść wystrzeliła Tobiaszowi odruchowo, Tobiasz zwany w ciupie jako Chłopiec-inercja uderzył i co gorsze - sięgnął celu, nos nieszczęśnika przekrzywił się komiczne puszczając jasnoczerwoną krew na brudną ścianę, Chłopiec-Inercja zapłonił się z wściekłości, jego ulubiony portret Suzi Cycoliny został zbeszczeszony, splugawiony w heretycki sposób, Delikwent musi zapłacić, Tobiasz wyjątkowo długo był czysty, w żyłach płynął nieujarzmiony testosteron, cholernie czysty, zero procent jakiejkolwiek wspomagaczy, nawet ułamka, toteż z tej okazji Lewy podbródkowy miał wtedy wyjątkowe branie. Wnet zaczyna się zadyma naszych chłopców z menelami Ciężkie glany pomagają porozprawiać się z żurami Gałgan piszczy nienawykły krew się leje strumieniami Idą chłopcy pod monopol by browarem obmyć rany Tobiasz z zapałem zawodowego boksera ciskał pięściami na lewo i na prawo, ten impertynent odważył się spojrzeć w jego stronę, A zasad (swoich własnych) przestrzegał jak żarliwy katolik dekalogu. Jedna z nich brzmiała – gdy jakiś pedał spojrzy w twoje oczy, daj mu w mordę, Usatysfakcjonowany z poczynionych przezeń postępów moralnych odszedł pogwizdując ulubioną piosenkę, Ranny sprowadzony do parteru, oraz jednocześnie do rangi kwaśnego jabłka patrzył tylko z przestrachem w stronę w którą udał się jego oprawca. Wypluł parę białych zębów.

- I było mi cfaniaczyć – skwitował krótko.

Noc się kończy gałgan ziewa rano trzeba iść do tyry żeby milej było zasnąć trza gałgana wziąć do wyra Spią już chłopcy w swych łóżeczkach jutro bedzie nowy dzien Nowy browar nowy gałgan przecież życie fajne jest!

Tobiasz spał snem niewinnego, Sen Carycy podsuwał mu same bezbożne wizje, Świt był blisko. Pare godzin królowania mroku pozostało do pojawienia się pierwszych promieni słońca, Gdyby chłopiec-inercja spojrzał na nieboskłon dojrzałby obfitość gwiazd z przecinającym je srebrzystym pasem drogi mlecznej. Ale Tobiasz nie był w typie romantyka, Oj nie! Wierzył wprawdzie w honor, siłę oraz miłość ale w tym czynnym aspekcie, uwielbiał smak krwi na ustach, przerażone spojrzenia swoich wrogów, silne uściski dłoni kumpli podczas weekendowych wypadów do barów ,(swoją drogą, których klientela ograniczała się do najpodlejszych szumowin). Czuł całym swoim zwalistym cielskiem że należy do następnego pokolenia ludzi ulicy, twardych jak stal, odważnych jak lwy. Od czasu kiedy rozrosły się ciupy jego umysł (a raczej jego resztki) żywiły się wiarą w rychłą rewolucje i rządy ludzi prostych ale stanowczych –jednym słowem - jego braci. Nikt jednak nigdy nie był na tyle odważny żeby nazwać go śmiesznym ćpunem idealistą. Tobiasz spał nadal pogrążony w swoich przepełnionych triumfem i zmieszanym z potem wizjach. Tymczasem widok zza obryzganego ptasią kloaką okna zapowiadał stereotypowy słoneczny dzień, prosto z książek traktujących o losach dobrych rycerzy i cnotliwych księżniczek.

-A co ja jestem, cnotliwa księżniczka czy jak? – Zapytała Katarzyna zwana Wielką, z powodu jak się domyślacie swojej niecodziennej wagi. Wraz z nadejściem pytania jej facjata wykrzywiła się żałośnie , jak również się domyślacie na jej stuprocentową niekorzyść, Kwiat Pasztetu Wykwitł, Apogeum brzydoty nastąpiło. Cierpiennik Naczelny odważnie jednak patrzył prosto w oczy niewieście plując sobie w brodę że niepotrzebnie brał Strachotropy na śniadanie. - To..t..to nie o to chodzi Śliczna – Porażka ,Judaszowe spojrzenie utkwiło w szerokiej szparze rozdzielającej cegłówki ściany , Naczelny chrząknął rozgrzewając struny głosowe

– bo widzisz my się nie wykupimy z długów….nawet twoim ponętnym ciałem kochana – Przełknął nerwową gulę, bezczelne kłamstwa ściskały krtań, wzrok mimowolnie przeskakiwał z jednej cegłówki na następną. Wielka popatrzyła na niego nieufnie. po chwili zadumy klepnęła go tłustym łapskiem po łopatce, bezzębny uśmiech rozświetlił jej postać czarną tak jak najczarniejsza może być tylko czerń

- Naczelny to ,kurwa, jednak dobry gościu, Nie da zginąć kobiecie na pastwę jakiś obco-ciupnych ciuli !

Tłumek Dragusiów, Wżyłych, płucników oraz innych którzy podczas tej długiej dyskusji zdążyli się nasłuchać argumentów odetchnął wyraźnie, Ktoś padł z buźką w wyrazie najwyższego błogostanu, ktoś znowu wyprostował ręce i latał jak oszalały, Ludzie zderzali się ze sobą jak swobodne atomy, płakali, bali się, śmiali, udawali zwierzęta. Ale wszyscy, definitywnie wszyscy czy to czyści czy na Dragach przestali się przejmować Wielką, Bywało że przyprawiła niejednego o palpitacje serca, Kim była Katarzyna? Sama twierdziła że para się Prostytucją, ale cała dzielnica nie mogła uwierzyć – Nawet największy zbok nie potrafiłby docenić uroków ciała Wielkiej – po prostu nie było żadnych, nie było ich nawet na Haju. I tu pojawiał się problem. Otóż Katarzyna wpadła w rodzaj skrajnego narcyzmu, którykolwiek z panów spotkawszy Wielką zmuszony był do nagłej egzaltacji uczuć, lawiny ochów, i achów , wszelkich głosowych form jakie mógł przybrać tylko podziw, Niektórzy nie potrafili – dostawali w mordę, Niektórym udawało się to niebywale perfekcyjnie ale kosztem pawia puszczonego w najbliższą doniczkę, jedynie jednostki profilaktycznie brały coś na odwagę w ramach zasady „ostrożności nigdy za wiele”, Ale tylko nieliczni opanowali kłamstwo w jej stronę do perfekcji, tak że ludziom zęby zgrzytały a uszy więdły kiepsko naśladując niedopieszczone pelargonie. Do tej wyjątkowej grupki zaliczał się Naczelny. Oto on. Spontanicznie okrzyknięty Wielokrotnym zwycięzcą w kategorii „Spotkania 3 stopnia” Mistrz nad mistrzami w prowadzeniu dialogu z Wielką. Ale postać Katarzyny nie przynosiła ze sobą jedynie negatywnych efektów, dzięki jej pokręconej egzystencji mieszkańcy ojczystej ciupy poznali najbardziej trafne pojęcie Ironii, tak dobrze że aż do bólu.

Reddrag St. nie imponowała jeśli chodzi o jej długość bądź niesamowite usytuowanie, z pozoru stanowiła tylko kolejne urbanistyczne odnóże zagrabiające matce naturze nieprzetworzoną (jeszcze) zieleń. Jak każda uliczka zlokalizowana w cieniu Zmechanizowanego Megalopolis stanowiła zbiorowisko nędzarzy oraz biedaków, którzy polegać mogli na pracy swoich rąk, nierzadko również na udostępnianiu swojego miejsca gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę, oczywiście po uprzednim uiszczeniu odpowiedniej zapłaty. Dzielnice brudy i syfu sprowokowały budowniczych do wznoszenia niedużych kamienic stylizowanych na te zeszłowieczne, Kontrast technologii z centrum miasta w zestawieniu z prostotą Reddrag St i jej podobnych, jeszcze bardziej zwiększał przepaść dzielącą społeczeństwo. Lokalna policja, z pordzewiałymi dronami na składzie stanowiła raczej symbol jako takiej służby bezpieczeństwa, Ale Psy i tak miały na kogo naszczekać – interwencje były tak częste że nawet posiłki Dronów nowej generacji niewiele pomagały. Reddrag St była właśnie w tym względzie wyjątkowa, była ojczyzną wszelkich ćpunków – od tych najmniejszego kalibru do takich którzy oddychali proszkami, żywili się pastylkami, popijając je końską dawką drażetek w płynie, Reddrag St. była Mekką wszelkich Alter-Subkultur ; Ojczyzna indo metali, Cyber- punków i wielu wielu innych mniej lub bardziej wymyślnych, w zależności od Szmuglera. Ten skrawek betonu rodził niespełnionych wierszokletów, reżyserów, wodzów, władców, Mistrzów sztuk walki, Zręcznych akrobatów , nieziemsko uzdolnionych (i uposażonych) kochanków, Komandosów zdolnych zabić spojrzeniem oraz uzdrowicieli prosto od boga (opcjonalnie bogów). Gwoli ścisłości te wszystkie zdolności były doskonałą ułudą ponieważ ludzie z Reddrag St. Oddychali fikcją zrodzoną na Brazylijskich Pustkowiach, Fikcją skroploną, zmieszaną , odcedzoną i upakowaną w postaci wymyślnych środków stymulujących ludzki umysł. Ulica była rajem dla ludzi pozbawionych życia, dla dzieciaków obdartych z dzieciństwa dla bezdomnych starców szukających rozmowy, która zagłuszała przez chwilę samotność. Ludzie na dożywotnim Upaleniu – szczęśliwi w swoich ciupach, wyklęci przez świat, Jej mieszkańcy w oczach „cywilizowanego” świata byli ucieleśnieniem moralnego upadku, Rząd rozkładał ręce powołując się na wszelkie dozwolone interwencje w tej sprawie, Reddrag St. Nadal funkcjonowała w oparach narkotycznej mgły, a jej synowie oraz córki kochali ją do upadłego, w każdej chwili gotowi poświęcić dla niej życie. Reddrag St. W swojej utopijności była najsilniejszym narkotykiem jakim wymyśliła ludzkość. W takim rozumowaniu zatriumfowała dzięki międzynarodowej współpracy. Kto by pomyślał że tak wielkie nasycenie zła doprowadzi do zupełnego odwrócenia wartości? Że zrodzi się wyjątkowe dobro w tym całym błocie? Niedorzeczne. Ale prawdziwe.

Przyjechali w zwartej formacji złożonej z czarnych luksusowych samochodów o niezwykle opływowych kształtach, wdarli się na Reddrag St. Zajmując każdy wolny skrawek miejsc parkingowych. Mieszkańcy przyglądali się im z niechęcią, zamykano okna, ewakuowano ciupy, chowano miski wciskając je do każdego możliwie najbardziej utajnionego miejsca. Skrzydła drzwi jednego z pojazdów otworzyły się z głośnym sykiem systemów hydraulicznych, z luksusowego wnętrza wyszedł elegancko ubrany koleś – markowe ciuszki, oczywiście garnitur najwyższej klasy, duże okulary przeciwsłoneczne zakrywały twarz, Rozglądał się po okolicy z nieskrywanym zainteresowaniem, bezczelnie patrząc każdemu mieszkańcowi w oczy, obcy już w pierwszych krokach bezpruderyjnie łamał zasady obowiązujące w tej okolicy, Trzymając papierosa w dłoni obracał się błazeńsko wokół własnej osi

- Śliski , ho no tutaj! – z drugiego samochodu wybiegł podobnie ubrany jegomość, był znacznie niższy od swojego pracodawcy a jego sposób poruszania się zdradzał strach. Przynajmniej on respektował etos gościa na Reddrag St.

- Tak Szefie ? – zapytał służalczo.

- Widzisz ten budyneczek ? – palcem wskazał na najbliższą kamienicę – Z tej rudery powstanie porządny dom dla naszej Rodziny, koniec sukinsyńsko drogich Lokali i diablo ciasnych apartamentów, ale wiesz ze mamy jeszcze jeden problem. Prawda? Wypuścił trujący dym prosto na twarz Śliskiego.

- Tak Szefie, to znaczy pewnie chodzi o tych ludzi tutaj nie? –

- W rzeczy samej śliski, mamy Szczury do wytępienia Uśmiechnął się do własnych myśli

–ten burdel wkrótce będzie świadectwem mojej dobrej roboty, może wtedy ojczulek zorientuje się że zasługuje na jakąś cieplejszą posadę.

- Masz racje Szefie, ja tak sobie myślę że może by tutaj……..

Marcjusz nie zdołał więcej wyłapać z rozmowy dwóch postaci , ale ostatnie słowa Szefa wciąż krążyły mu po głowie, Przyciśnięty nerwowo do Ściany pod krótkim tunelem prowadzącym na dziedziniec kamienicy wciąż nie mógł uwierzyć. Oszołomiony co chwila wyglądał zza rogu obserwując poczynania intruzów, Po chwili nerwowego paraliżu usłyszał zwielokrotniony odgłos tupiących ciężkich butów, Odwrócił się i zobaczył tłum Mieszkańców maszerujących od strony dziedzińca, Wszyscy pokryci czernią odzieży, metaliczny odblask dodatków optycznie wydłużał i wyostrzał nabite zewsząd ćwieki, Dzwoniły łańcuchy, Szeleściły chusty, zwijały się kultowe arafatki. Diaboliczne, surrealistyczne tatuaże zdobiące właścicieli ocierały się o siebie przez ciasnotę tunelu, Różowe czupryny, zielone długie grzywki opadały na mało piękne twarze w zastygłym wyrazie wściekłości. Dzieci Ulicy zbliżały się aby chronić swoją matkę, grubi, szczupli, wysocy, niscy, przerażeni, ogarnięci amokiem. Trzymali baseballowe pałki, żelazne pręty, przeżarte od rdzy kuchenne noże. Zaciśnięte pięści wznosili do góry a towarzyszyły im pomruki niezadowolenie i wykrzykiwane slogany buntu. Marcjuszowi krew uderzyła do głowy a serce poderwało się do ostrego galopu. Z grupy wyłoniły się dwie osoby, znane ze swej ksenofobii oraz niezwykłego poczuciu przynależności do Matki. Romulus i Remus – określeni również mianem Bliźniacy, Wżyły niższego stopnia, Tęgie klasyczne Punki o zamiłowaniu do wszystkiego co wiąże się z Walką, oni jako pierwsi wprowadzili moro jako kolor pasujący do szanującego się mieszkańca Ulicy , Wyglądali jak zbuntowani Marines, a z kieszeni ich spodni wystawały kabury pistoletów. Zbliżali się do wylotu tunelu Gdy nagle zstąpił im drogę Marcjusz. Stał z szeroko rozwartymi rękami dysząc ciężko. Romulus Podszedł pod niego spokojnie. Aby spojrzeć mu w oczy musiał się pochylić, gdy otworzył usta rozległ się mocny smród przypominający przeterminowane mięso. Marcjusz bez emocji domyślał się składników ostatniego obiadu Punka.

- Marcek Co jest do stu tysięcy faszystowskich Świn?! Nie słyszałeś co te frajery chcą skombinować? Rozwalą nam ciupy towarzyszu ! – Do powoli zanikającego smrodu zgniłego mięsa, dołączył się odór zepsutych zębów. Marcjusz miał nadzieję że zmysł powonienia pobłogosławi go prędkim przyzwyczajeniem się do tak nieludzko intensywnych zapachów.

- Stary czego tu nie kapujesz? Trza nam szybko ruszyć glany w tango póki ten pierdolec nie wyjedzie i nie wróci z workiem granatów, Marcek suń dupe boś fajny gościu a fajnym gościom nie lubie wpierdalać –

wyziewy prosto z anusa okazały

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych