Wróć do katalogu

Chłopiec.... cz.1

Uwierzcie mi: Nie jesteście pewni że chcecie to przeczytać

Ola R.opublikowano 2 maja 200616 min czytania 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Chodź tu! - krzyknęła nauczycielka

Chłopiec, który nie odrobił swojej pracy domowej posłusznie wstał z ostatniej ławki i podszedł do katedry.

- Ręka! - zawołałą profesorka sięgając po drewnianą linijkę.

Chłopak spokojnie wyciągnął ramię. Opiekunka zamachnęła się i pięciokrotnie uderzyła w dłoń, ale chłopiec nawet nie krzyknął.

- Druga strona. - powiedziała profesorka

Dzieciak odwrócił rękę wystawiając wnętrze dłoni na ciosy. Ale padł tylko jeden cios, bo chłopięce palce zacisnęły się na linijce. Siła dziecięcych mięśni wyrwała zdumionej nauczycielce narzędzie kary i roztrzaskała je na katedrze. Chłopiec stał dysząc ciężko jak po długim biegu, trzymając w ręku kawałek złamanej linijki. Nie uciekał ani nie przepraszał. Tkwił tylko na miejscu w całkowitej ciszy, bo przerażona klasa jek jeden mąż wstrzymała oddech czekając na to, co się stanie.

- Nikt nie będzie mnie bił- szepnął, a ten szept rozległ się echem po pomieszczeniu

- Do dyrektora! Natychmiast! - wrzasnęła nauczycielka wskazując drzwi.

* * *

Chłopiec skinął głową przytakująco i wyszedł na korytarz. Ściany były odrapane z farby, a w każdym oknie żelazne kraty. Minął trzy klasy i skręcił w prawo, w korytarz urzędowy. Doszedł do sekretariatu i zapukał.

- Proszę - rozległ się głos sekretarki

- Dzieńdobry - powiedział chłopiec, cicho wchodząc do środka - Czy pan dyrektor jest u siebie?

- Tak. Możesz wejść- odparła sekretarka i wróciła do swojej pracy

Chłopak przeszedł przez pomieszczenie i zapukał w drzwi gabinetu dyrektora.

- Proszę - odpowiedział mu miły dla ucha, basowy głos

Chłopiec otworzył drzwi i wślizgnął się do środka. Na korytarzu rozległ się dzwonek na przerwę.

- Dzieńdobry panie dyrektorze i przepraszam, że przeszkadzam, ale przysłała mnie pani Danillo.

- Siadaj, chłopcze, i mów co się stało.

Chłopiec posłusznie usiadł, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo do gabinetu niczym burza wpadła rozgniewana nauczycielka. Za nią z ciekawości wpadło kilka innych.

- Panie dyrektorze! To nie do pomyślenia! Czy pan wie co ten wyrostek zrobił?! Czy wyobraża pan sobie tak bazczelne zachowanie?!! Należy mu się chłosta i skierowanie na ciężkie roboty!!! Ja nie pozwolę się tak traktować! Rządam surowej kary i nie ustąpię! Temu gówniarzowi należy się nauczka!- wrzeszczała pani Danillo wymachując rękami

Chłopiec skulił sie w fotelu,a dyrektor ryknął na cały głos:

- Uspokój się!!!

Pani Danillo zamilkła, dysząc ciężko. Ciekawskie nauczycielki umknęły w większości na korytarz i w gabinecie została tylko zastępczyni dyrektora i dwie inne profesorki nie obawiające się awantury.

- Pani Danillo, proszę się uspokoić i powiedzieć co się stało. - rzekł dyrektor - Przed chwilą przyszło tu to dziecko, a potem wpadła pani wrzeszcząc na cały głos.

Nauczycielka wzięła kilka głębokich oddechów na uspokojenie i szybko zrelacjonowała całe wydarzenie dodając co nieco od siebie. Wszyscy przyjeli jej wersję wypadków bez zastrzeżeń. Po opowieści profesorki nikt nie miał wątpliwości co do konieczności ukarania bezczelnego chłopca. Jedna z nauczycielek wymknęła się cichutko i wkrótce ta historia obiegła całą szkołę. W gabinecie dyrektora, gdy pani Danillo skończyła mówić, zaległa cisza. Każdy z dorosłych osobno zastanawiał się jaką karę możnaby wymierzyć za tak oburzające zachowanie.

- Czy mogę coś państwu opowiedzieć? - spytał chłopak, o którego istnieniu wszyscy zapomnieli.

Chłopiec wziął milczenie za zgodę i szybko zaczął obawiając się, że ktoś mu może przerwać.

- Opowiem wam pewną historię.- było coś takiego w głosie chłopca, co zmuszało do słuchania - Był sobie kiedyś mały chłopiec, bardzo spokojny, małomówny mały chłopiec. Odkąd wrócił ze szpitala po swoim urodzeniu nie wychodził na dwór i dlatego nikt nie widział ani nie wiedział o tym, co się z nim działo i wszyscy o nim zapomnieli.Każdego dnia na jego ciele pojawiały się siniaki, ranki i zadrapania. Przez dom jego matki przewijało się wielu mężczyzn, a nawet gdy przez jakiś czas mieszkał tylko z nią to nic się nie zmieniało. Przy drzwiach wisiało kilka skórzanych pasów, kołyszących się przeraźliwie za każdym razem, gdy ktoś wchodził. Ściany mieszkanka były poznaczone brązowymi plamkami niewiadomo czemu przypominającymi zaschłą krew. Chłopczyk przyzwyczaił się do bólu i nie płakał już, gdy rzucali nim o ściany albo podnosili za włosy. Szlochał tylko cichutko w kąciku między lodówką a ścianą. I tak w przerażeniu mijała godzina za godziną, dni zamieniały się w tygodnie, a one w miesiące. I tak minęło pięć lat życia chłopczyka, pięć lat łez i bólu, i strachu. Nie miał nie posiniaczonej części ciała, a połamane kości jakimś cudem zrastały się prawidłowo. Był małej postury ale opuchnięty wydawał się większy. Na plecach miał ślady bo pasach, a głębokie szramy znaczyły jego nogi. Całe dnie spędzał w kuchni albo, czasami, przy telewizorze. Aż pewnego dnia chłopczyk zamknął oczy, żeby nie patrzeć na pasy i wybiegł przez uchylone drzwi. Potknął się i spadł ze schodów, usłyszał znajomy trzask łamanej kości w palcu, ale biegł dalej. Słońce go oślepiło, ale biegł a łzy pozostawiały pionowe ślady na niemytej twarzy. Chłopczyk pobiegł do lasu, a gdy nie miał sił skulił się pod drzewem i zasnął, ale nim popadł w sen ostrym kamieniem rozciął sobie rękę i na własną krew przysięgając powiedział: Nikt nie będzie mnie bił. Potem rozpętała się burza.chłopak błąkał się po lesie aż w końcu wrócił do domu. I nie miał więcej ranek ani zadrapań ani siniaków chyba że własną krwią odnawiał złorzoną pod klonem przysięgę.

Cisza. Cisza zaległa gdy jego głos przestał rzucać swoisty czar.W oczach nauczycielek szkliły się łzy, a dyrektorowi drgały wargi jakby za chwilę miał się rozpłakać. Chłopiec stworzył i roztoczył przed nimi wizję, której nie mogli się oprzeć, wizję która nie poddawała się kontroli.

- Czy mogę odejść? - spytał chłopiec cichutko

Dyrektor przytaknął,a po jego pucołowatej twarzy spłynęła łza. Chłopiec pośpiesznie wyszedł z gabinetu. Wbiegł na czwarte piętro, gdzie na końcu korytarza był jego pokój. Szkoły z internatem mają tę zaletę, że masz dom blisko szkoły i tę wadę, że jeśli wywalą cię ze szkoły to tracisz też dom. Chłopak drżącymi rękami otworzył drzwi i rzucił się na łóżko. Spod poduszki wyjął mały obrazeki przyglądał mu się chwilę, po czym go schował. Był pewien, że wszyscy już wiedzą o porannym zajściu. Usiadł do biurka i nerwowo gryząc ołówek odrobił lekcje na następny dzień oraz tę zaległą,przez którą rozpętała się cała ta afera. Gdy skończył zszedł do kuchni i wziął sobie jedzenie na zapas-nie chciał tego dnia jeść ze wszystkimi. Wróciwszy do pokoju położył się spać,a choć sny miał straszne i powikłane, pełne wspomnień to spał długo. Obudził się wypoczęty i rześki. Spod łóżka wyciągnął lampę, jedną z niewielu rzeczy jakie należały do niego. Całe piękno tej lampy polegało na tym, że można było ją rozłożyć w ten sposób, że z góry wyglądała jak czteropłatkowy kwiat. Na każdym płatku i w środku było miejsce na świeczkę. Chłopiec obczyścił lampę z kurzu i przygotował pięć małych świeczek. Jedną żółtą, jedną czerwoną, jedną bladoniebieską, jedną szarą i jedną białą, która miała wycięte scyzorykiem pięć kropek układem przypominających rozkład świeczek na rozłożonej lampce. Nim rozległo się pukanie do drzwi zdążył jeszcze przełożyć obrazek spod poduszki do biurka, a potem otworzył je.Tak jak się spodziewał stało tam czworo jego młodszych znajomych. Nie nazwałby ich przyjaciółmi, ale byli mu bliżsi niż reszta uczniów. Starsi go nie rozumieli, on nie umiał zrozumieć rówieśników i tylko z młodszymi potrafił się w miarę dogadać. Był dla nich jak starszy brat, którego trzeba słuchać.

- Wejdźcie- poprosił grzecznie.

Oni weszli i rozsiedli się jak mogli w niewielkim pokoiku. Dwie siedmioletnie złotowłose dziewczynki, siostry z serca, a nie z matki jak

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych