CHOROBA
Krótka opowieść o trudach życia codziennego.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
To miał być dzień jak co dzień. Bezpieczny, przewidywalny i nudny. Co może być fascynującego w robieniu badań krwi? No właśnie, nic. Dlatego spokojnie rano wybrałam się do pobliskiej przychodni zdrowia na umówione wcześniej badania. Bez większych problemów po dwudziestu minutach opuściłam poradnie rodziną z informacją w głowie, że za trzy dni po wyniki trzeba przyjść. Następnie pobiegłam na spotkanie z przyjaciółmi. Był piękny, ciepły, słoneczny czerwcowy dzień. Myśl o zbliżających się wakacjach sprawiała, że czułam się wyśmienicie. Przecież to właśnie te wakacje będą przełomowe, inne, nietuzinkowe, pełne niespodzianek i przygód. To właśnie teraz będę zdawać egzamin na prawo jazdy, to właśnie teraz chce się zakochać. Poczuć co to znaczy miłość, opieka, szaleństwo, wyjątkowość. W te wakacje chce poczuć co to samodzielność, dyscyplina, praca. Może wreszcie udam się na kurs tańca towarzyskiego. Uda mi się przezwyciężyć strach, który mnie ogranicza i spełnię swoje marzenie. Może nawet wybiorę się na wczasy…
Był piękny słoneczny poranek. Siedzę sobie w kuchni przy pysznych biszkoptowych naleśnikach z kawą z mlekiem. Myślę sobie o planach na dzisiejszy dzień i o tym, że zaraz muszę iść do przychodni zdrowia po moje wyniki krwi. Ubieram się w pośpiech, bo jak zwykle się zamyśliłam. Pędzę do lekarza, aby zdążyć na umówioną godzinę. Wpadam do rejestracji zdyszana i mówię pani, że ja po wyniki, podaję dane personalne i czekam. Po jakiś dwóch minutach pani oznajmi mi, że nie może mi dać wyników, ponieważ muszę je skonsultować z lekarzem, z uśmiechem radzi mi aby usiadła na krześle i dołączyła się do kolejki chorych czekających do lekarza. Głos wewnętrzny mi podpowiada, że coś jest nie tak, że coś się złego dzieje skoro mam czekać na lekarza. Siadam na krześle i biję się z myślami co mnie może teraz czekać, ale ponieważ nie wiem, to staram się skoncentrować na moich miłych planach związanych z wakacjami. Po piętnastu minutach zostało krzyknięte moje nazwisko, trochę podziałało na mnie jak kubeł zimnej wody. Drastycznie wyrwało mnie z moich przemyśleń. Trochę roztrzęsiona wchodzę do gabinetu lekarza, którego znam od dzieciństwa. Z udawanym uśmiechem na twarzy mówię dzień dobry i siadam na krześle przed lekarzem, który trzyma w dłoni moją kartę. Jego mina ma przerażający wyraz, jakby zwiastowała coś naprawdę przerażającego. W gabinecie zapada niezręczna cisza, którą nagle przerywa lekarz, mówiąc o moich wynikach. W wypowiedzi tej pada zadnie: ma pani raka krwi, jest to białaczka. Siedzę i czuję się jak w programie „Mamy Cię”. Zaczynam nerwowo ruszać się, w końcu wstaje i bez słowa opuszczam gabinet lekarski, a następnie przychodnię. W głowie mam jeden wielki szum. Białaczka? To jest nie możliwe, przecież ja jestem młoda, silna, zdrowa. Nie to nie może być prawda.
Kiedy uświadomiłam sobie, że wyszłam z przychodni bez słowa, wiedziałam, że muszę tam wrócić i starać się skupić na słowach wypowiadanych do mnie przez lekarza. Wróciłam tam z nadzieję, że to jakaś koszmarna, mało śmieszna pomyłka i że to nie chodzi o mnie. Niestety nadzieja umarła, kiedy lekarz wypowiedział dokładnie ten sam wyrok. Starałam się skupić na tym co mówi mi ten człowiek, jednocześnie czułam jak leci mi łza z oka po policzku. Niestety nie byłam wstanie się skupić na jego dialogu i udając, że wszystko wiem pożegnałam się i opuściłam to miejsce. Naprawdę pierwszy raz w życiu nie wiedziałam co mam zrobić. Nie chciałam wracać do domu, nie mogłam, nie była w stanie z nikim rozmawiać. Wsiadłam do pierwszego lepszego autobusu, który podjechał na przystanek i patrząc bezmyślnie przez okno podróżowałam w nieznanym mi kierunku. Starałam się wymyśleć co teraz będzie, jak mam żyć, co mam robić. Siedząc i nieustannie płacząc wymyśliłam, że nie mogę nikomu powiedzieć o mojej chorobie. Nie wiem jakbym to miała zrobić. Jak można ogłosić rodzicom, że ma się raka i można umrzeć? Jak mam powiedzieć to moim znajomym, przyjaciołom? Co z moimi planami? Przecież ja mam zdawać egzamin na prawo jady! Co z moją pracą, miłością, urlopem ze znajomymi? Przecież ja od września będę w maturalnej klasie. Co ja mam robić? Właśnie to była część pytań, które kłębiły się mojej głowie. Ale myślę sobie spokojnie. Przecież musisz wybrać plan działania, tylko spokojnie i bez nerwów, przecież podobno z każdego szamba da się wyjść, tak? Więc już wiem, że na razie nie mogę nikomu nic powiedzieć, po prostu nie umiem. Postanawiam, że wrócę do domu i powiem mamie, że wszystko jest dobrze i nie ma się czym martwić, następnie zjem coś i pojadę na jazdy i zapisać się na egzamin na prawo jazdy. Muszę znaleźć w sobie siłę i się uspokoić, poprawić makijaż i nauczyć się udawać, że wszystko jest dobrze. Wracam do domu, zadowolona i uśmiechnięta. W sumie sama nie wiedziałam, że ze mnie taka dobra aktorka. Jem obiad i lecę na autobus. Wiem, że muszę się skupić, bo zaraz mam wsiąść do auta i kierować nim. Musze uważać na innych uczestników ruchu i siebie. Jakoś mijają te dwie godziny i z radością opuszczam samochód. Idę do sklepu po wodę i do parku, żeby się trochę uspokoić i wrócić do domu. Nieświadoma tego jak długo już spaceruje, orientuje się, że jest już wieczór. Patrzę na telefon, który wyświetla dziesięć nieodebranych połączeń wszystkie od mamy. Szybko wykręcam jej numer i mówię, że już wracam do domu, wiem, że trochę spóźniona, ale spotkałam znajoma i tak nam jakoś zeszło. Trochę uspokojona, ale nie zadowolona oznajmia, że czeka na mnie w domu. Wracam do domu i po rozmowie z mamą zamykam się w pokoju swoim i siadam do laptopa. Dwie wiadomości od przyjaciół pt: Co u Ciebie? Ładnie im odpisuje, że wszystko jest dobrze i że cieszę się, że jutro się spotkamy.
Jest już wieczór kładę się do łóżka choć doskonale wiem, że nie zasnę. Wiem, że musze sobie to wszystko logicznie poukładać i przemyśleć. Pół nocy spędzonej na płaczu i myśleniu, dała dobry efekt. Oczywiście nie wszystko wiem, ale zarys działania mam. Zadzwonię rano do lekarza i umówię się na wizytę przecież musze wiedzieć co mi radzi jakie będzie leczenie i w ogóle. Niestety nadal nie wiem, dlaczego to akurat ja musiałam zachorować i dlaczego akurat to mnie musiało spotkać. Co ja takiego zrobiłam? Przecież ja mam tyle marzeń nie spełnionych. Chciałam mieć męża, dzieci, dom, zwiedzać świat, być po prostu szczęśliwa, a teraz może się okazać, że nie zdążę tego wszystkiego zrealizować. Bo przecież ja mogę umrzeć. Pierwsze powiedzenie tego słowa sprawiło, że zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo jestem chora i jak będzie mi trudno walczyć z przeciwnikiem o imieniu rak.
Następnego dnia rano poszłam do lekarza. Usłyszałam, że trzeba zrobić dodatkowe wyniki, które potwierdzą lub zaprzeczą mojej chorobie. Więc oddałam ponownie krew do badania. Dostałam również skierowanie do szpitala. Czułam jak z każdą minutą traciłam grunt pod nogami i że tracę sens życia. Później pojechałam na spotkanie z przyjaciółmi. Czułam się, źle z myślą że ich oszukuje i musze udawać, że wszystko jest dobrze. Brnęłam z każdą minutą bardziej w kłamstwo. Lecz z drugiej strony nie potrafiłam być z nimi szczera, za bardzo to mnie bolało i było zbyt świeże. Jeszcze tego samego dnia wybrałam się do szpitala. Poznałam lekarza, który będzie mnie leczył. Mam na imię Szymon, wydaje się być bardzo ciepłym i pozytywnym człowiekiem. Właśnie dzięki naszemu spotkaniu zdałam sobie sprawę, że może białaczka nie jest wyrokiem ostatecznym, że tak naprawdę może być fajnie. Przecież wszystko dzieje się po coś, wszystko ma ukryty w sobie sens. W sumie choroba jest fantastyczną okazją do poznania nowych ludzi, którzy maja podobne problemy co ja, może nawiązać nowe przyjaźnie, znajomości. Będę mogła poczuć na własnej skórze i dowiedzieć się co jest najważniejsze w życiu, może właśnie teraz odnajdę sens w życiu. Im bardziej o tym myślałam, tym więcej przychodziło mi do głowy pozytywnych myśli. Mogę sobie teraz poszaleć z fryzurami, mogę co miesiąc zmieniać kolor, fryzurę, no bo przecież i tak mi wszystkie prędzej czy później wypadną dzięki chemioterapii. Może jeśli będę mieć dużo szczęścia i uda mi się wygrać walkę to moje włosy będę piękniejsze, zdrowsze, gęstsze. Przecież tak się dzieje po chemioterapii. Jest szansa, że dzięki leczeniu pozbędę się trądziku młodzieńczego i kompleksu na tym punkcie. Wreszcie będę miała zajęcie, szkoła, szpital- nie będę się nudzić. Będę mogła stworzyć blog o mojej chorobie. Będę się dzielić z ludzi moimi myślami, uczuciami zachowaniami, może uda mi się komuś pomóc w ten sposób. Choć później doszło do mnie, że to chyba jest bardziej śmiech przez łzy, ale trzeba mieć nadzieje i trzeba patrzeć pozytywnie na zdarzenia. Tak naprawdę nikt nigdy nie wiem co ma zapisane w gwiazdach, co los mu przyniesie.
Każdy następny dzień sprawia, że czuje się lepiej. Pozwoli przyjmuję do wiadomości fakt, że jestem chora. Dodatkowe wyniki potwierdziły przypuszczenia. Więc zaczynam nowe życie, nie wiem czy lepsze czy nie, ale nowe. Będę mogła poznać siebie, udowodnić, że jestem twarda i silna. Spędziłam całą noc w Internecie szukając wiadomości na temat mojej choroby. Szukałam wskazówek w postępowaniu z chorobą. Dowiedziałam się co musze jeść, jaki prowadzić styl życia, co robić, a czego nie robić. Postanowiłam sobie że zmieniam swoją dietę. Zaczęłam jeść warzyw, owoców, sałatek, zaczęłam pić soki zarówno owocowe jaki i warzywne. Starałam się abym każdego dnia zażywała ruchu na świeżym powietrzu, rower, rolki, spacer, bieganie, basen. Wiedziałam, że muszę zacząć dbać o siebie od samego początku, jeżeli będę chciała pogodzić walkę z chorobą z edukacją. Nie mogę pozwolić aby trzy lata nauki w technikum się zmarnowały. Na to moje postanowienie nie mały miał wpływ pan Szymon, mój lekarz zapowiedział mi, że warto dbać o siebie, zwłaszcza kiedy tak jak ja się mało waży i jest się szczupłą osobą. No więc dbam.
Zaczęłam chemioterapię. Ustaliłam sobie z panem Szymonem, że zaczniemy łagodnie. Codziennie do szpitala na chemioterapię jeżdżę. Rodzicom powiedziałam, że się spotykamy i jeździmy w góry. W lipcu kiedy moi rodzice wyjadą na urlop będę mogła całe dwa tygodnie spędzić w szpitalu na agresywnej chemioterapii. Wówczas chyba będę musiała powiedzieć co się u mnie dzieje, na pewno znajomym, a rodzicom nie wiem jak powiem. Schudłam już 2 kilo odkąd zaczęłam chemioterapię. Jestem przerażona, bo jeżeli tak szybko będę chudła, to szybko wszyscy się zorientują co się dzieje. Muszę znaleźć jakiś sposób na moja wagę, nie mogę się grubo ubierać, bo jest lato, jest ciepło. Boję się powiedzieć o swoim sekrecie. Chociaż mam świadomość, że to raczej prędzej niż później nastąpi.
Jest lipiec. Rodzice wyjechali. Pakuje się do torby do szpitala. Zaprosiłam na wieczór do siebie moją przyjaciółkę Olę, mam zamiar jej wszystko powiedzieć, na resztę moich znajomych przyjdzie jeszcze czas. Boję się okrutnie. Cała się trzęsę, bije z myślami swoimi, ale wiem że muszę dać sobie radę. Kiedy przyszła Ola postanowiłam że powiem jej od razu wszystko, będzie prościej. Była wówczas taka wesoła i zadowolona zawsze jest pełna optymizmu, uśmiech niknie jej z twarzy tylko wtedy kiedy śpi. Uśmiecham się do niej i mówię zadowolonym głosem, że mam raka. Czuję, że jedna łza po drugiej mi spływa z oka. Chyba dopiero w tym momencie do Oli dotarło co ja powiedziałam. Twarz jej zastygła, była zupełnie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil nata
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…