Wróć do katalogu

Chwile.

Krótka historia o pewnej znanej postaci przeniesionej do naszych współczesnych czasów. Ukazuje nieco inny punkt widzenia niż zwykle.

canislupus, opublikowano , 7 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Gdy wstaję rano często nie zdaję sobie sprawy, że kilka milionów ludzi idzie do pracy, tysiące w tej właśnie chwili traci życie, a nie zliczenie wiele robi coś innego, o czym nie mam pojęcia. Ja, niedbale przeciągam się na skraju łóżka, otwieram lekko zaspane oczy i badam nowo rozpoczęty dzień. Śnieg za oknem. Mróz starannie wymalował baśniowe wzory na szybach plastikowych okien . Lekkie płatki śniegu wirują w rytmie jaki zagra im wiatr. Zaglądam pod łóżko w poszukiwaniu kapci. Nie znajduję ich. Po chwili obiecuję sobie poprawę i marzę o niezawodnej pamięci. Po niezbyt obszernym rachunku sumienia-włączam radio . Teraz wiem, że wydarzyło się to i to, tyle i tyle jest stopni Celsjusza. Monotonia. Czasem wydaje mi się, że świat jest odgórnie zaplanowany, że jesteśmy niczym marionetki w rękach niekoniecznie dobrego kuglarza. Tak oto jakaś niewidzialna siła kieruje mnie do kuchni , brutalnie wciska mi kanapkę do pustego żołądka. Ten łapczywie ją trawi, wydzielając wszelkie soki trawienne w celu szybkiego zniszczenia obcego obiektu. W międzyczasie przelotnie zerkam na pomięte kartki kalendarza jest 1 marca 2011, przy okazji obserwuję wskazówki zegara ściennego, który nieubłaganie odmierza czas. Nazywam się Albert Einstein. Ja Albert, ja Einstein po śniadaniu udaję się na przechadzkę. W pobliskim parku, brodząc po niezbyt czystym śniegu, mogę obserwować wspaniałe cuda przyrody. Jest około -5 stopni Celsjusza, 1013,25 hPa, na moje oko, całkiem przyzwoicie. Niedbale wsadzam ręce do kieszeni spodni w kratkę i dynamicznym krokiem odmierzam odległość do wiosny. Czuję jak moje stopy wgłębiają się w puch, lekki wiatr muska moje gęste, czarne włosy. Muzyka w uszach nadaje zupełnie inny sens otoczeniu. Ktoś mnie potrąca. Czuję woń papierosów Marlboro. Zaciągam się zadymionym powietrzem najgłębiej jak potrafię. Wdech, wydech. Śmiertelny dym lekko świdruje me płuca. Czuję po chwili dziwny zamęt w głowie, rozszerzają mi się nozdrza. Zastanawiam się, co ludzie przechodzący obok mnie mogą myśleć. Ja na ten przykład rozmyślam nad wątpliwym pięknem mojego miasta. Nieskończenie wiele budynków, ulic, kanałów. Wszystko to staje się moją codziennością, jednak owe chwile są paliwem dla mojego serca. Nie mogę się doczekać co zobaczę za rogiem, co usłyszę, co zdołam wyłapać węchem. Mój mózg rejestruje ciągle zmieniające się obrazy. Po dłuższym czasie stopy same prowadzą mnie z powrotem do domu. Zamaszystym ruchem umieszczam klucz w zamku, przekręcam, charakterystyczny odgłos, pociągam za klamkę. W międzyczasie skanuje swój umysł w poszukiwaniu godziny rozpoczęcia pracy. Trzynasta. Idę do swojej niedbale skonstruowanej garderoby, popycham drzwi i wyjmuję trapery, legitymację, kombinezon. Jestem ratownikiem medycznym. Dwie godziny później znajduję się w dużym obskurnym budynku, przed którym czeka dwadzieścia karetek- dawców życia. Oczywiście z powodzeniem mogą również je odebrać nie zdążając na czas. Niespodziewanie słyszę głośny dźwięk pagera. Wezwanie do wypadku. Prawdopodobnie zginęło pięć osób, trzy są ranne. Zbiegam po dość stromych schodach, wskakuję do pojazdu. Dzisiaj na szczęście jestem jedynie kierowcą- obserwatorem. Gdy dojeżdżamy na miejsce rzeczywiście widzę pięć zmasakrowanych ciał. Są kompletnie rozczłonkowane. Krew tworzy kałużę niczym deszcz po ulewie. Asfalt nie zdążył jej jeszcze strawić. Widzę swoich kolegów podbiegających do ciał. Osoby , które przeżyły…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych