Chwytaj dzień
Moje pierwsze krótsze opowiadanie, napisane pod wpływem filmu "Stowarzyszenie Umarłych Poetów", z moim ulubionym wątkiem samobójczym. Liczę na opinie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
"Chwytaj dzień"
W życiu większości z nas przychodzi kiedyś taki moment, kiedy uznajemy, że nie mamy po co żyć. Taki kryzys kończy się różnie, ale drogi są tylko dwie. Jedna prowadzi do dalszego życia, szczęśliwego lub nie. Druga do samobójstwa. Którą drogą wtedy pójdziemy, zależy tylko od nas i od naszej wewnętrznej siły. Silni ludzie mimo wszystko odnajdą sens życia, odnajdą szczęście. Słabi uznają, że to powinien być koniec i zabiją się. Logiczna zależność. Trudno powiedzieć, czy Mateusz był słaby. Nigdy nie okazywał słabości, znosił bardzo wiele, nie uskarżał się na życie. Ale teraz wszystko równo się popieprzyło, myślał. Gdyby to wszystko działo się pojedynczo, może dałby radę. Lecz tego było zbyt wiele... Na początku dowiedział się, że jego rodzice się rozwodzą. Kochał ich oboje, nie myślał nigdy o tym, że przestaną być razem. Wtedy bardzo liczył na oparcie przyjaciela i dziewczyny. Ale nieszczęścia chodzą parami, lub dokładniej mówiąc, chodzą stadem. Pokłócił się z przyjacielem o jakąś głupotę i od tej pory stracił z nim kontakt. Nie pomogło to, że Mateusz przepraszał, próbował rozmawiać. Przyjaciel pokazał, jakim był przyjacielem. Lub za jakiego starał się uchodzić. Jak gdyby tego było mało, jego jedyny dziadek zmarł, zaraz po tym, kiedy dowiedział się o rozwodzie swojego syna. Mateusz bardzo to przeżył, ale wiedział, że w rodzicach nie znajdzie oparcia. Zostawała mu dziewczyna, z którą chodził już ponad rok i był z nią bardzo szczęśliwy. Lecz wtedy dowiedział się, że dziewczyna go zdradza. I Mateusz uznał, że tego już za wiele. Uznał, że nie chce żyć w samotności, nie rozumiany przez nikogo. Każdy kolejny dzień był dla niego męką. I chłopak powoli przestał zwracać uwagę na rzeczywistość. Wciąż myślał tylko o jednym: skończyć to. Zamknąć ten rozdział i odejść. I wreszcie postanowił zrealizować swoje plany. Spodobała mu się data: 29 września, jego urodziny. Pomyślał, że fajnie to będzie wyglądać na grobie. Oczywiście rodzice zapomnieli o tym, że ich jedyny syn kończy dziś 17 lat. Rano znów się pokłócili, po czym ojciec oświadczył, że wieczorem się wyprowadza. Matkę najwyraźniej to ucieszyło. Mateusz od rana zastanawiał się, w jaki sposób może się zabić. Najpierw pomyślał o podcięciu sobie żył. Sposób z pozoru najprostszy, ale chłopak odrzucił go z dość banalnego powodu. Nie znosił widoku krwi, tym bardziej własnej krwi. Chyba zacząłby wrzeszczeć tak, że zlecieliby się sąsiedzi. Wykluczył od razu pomysł powieszenia się. Jakoś nie podobała mu się taka śmierć. Tabletek nasennych nie mógł znaleźć, zresztą potrzebowałby silniejszych. Wreszcie przypomniał sobie i rzadko używanym wiadukcie na obrzeżach miasta. Pamiętał, że roztacza się z niego piękny widok na miasto, szczególnie w mgliste dni, takie jak dziś. W dodatku był bardzo wysoki, a pod nim znajdowały się tory. Postanowił zwyczajnie rzucić się z wysokości. Pomyślał, że fajnie byłoby choć przez chwilę udawać, że się leci. A potem zginąć szybko, bez powolnych cierpień. Tak, to mu odpowiadało. Dziwną satysfakcję dała mu myśl, że jego rodzice będą musieli identyfikować jego ciało. Może wtedy zrozumieją, że to również przez nich. Tak więc Mateusz ruszył przez miasto, obojętnie mijając przechodniów. Po jakimś czasie był na miejscu. Przez chwilę podziwiał widok, jaki roztaczał się z wiaduktu. Potem spojrzał w dół. Wysoko, pomyślał. A te szyny ułatwią mi sprawę. Jeszcze przez chwilę spoglądał w szare, zachmurzone niebo, potem rozejrzał się. Nie było nikogo, żadnych przechodniów ani samochodów. To dobrze, pomyślał. Ktoś może próbowałby mnie zatrzymać, a drugi raz już chyba nie spróbuję. Powoli przelazł przez barierkę i zawahał się. Czuł, jak wiatr targa mu włosy i poczuł się tak lekko, jakby naprawdę za chwilę miał odlecieć. Z tej strony wszystko wyglądało inaczej. Nawet jego problemy przestały wydawać się tak wielkie. Nagle rozejrzał się i zobaczył stojącą w pobliżu dziewczynę. Miała długie, kasztanowe włosy i duże, ciemnozielone oczy. Wpatrywała się w niego z zaciekawieniem, zupełnie nic nie robiąc sobie z tego, że Mateusz stoi właśnie po niewłaściwej stronie barierki. Minęła chwila, a dziewczyna wciąż patrzyła
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil marseille
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…