Wróć do katalogu

"Cień demona" Część I

Siedemnastoletnia Róża przeżywa trudne chwile w swoim życiu: śmierć matki, strata przyjaciół... Jakby tego było mało, zaczynają prześladować ją różne wydarzenia, których nie potrafi sobie wytłumaczyć. Ucieczka na koniec świata do bogatego ojca wydaje

franczeska, opublikowano , 33 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Od wypadku minęło pół roku. Powoli zbliżała się wiosna. Śnieg się topił, tak że była już widoczna trawa, w powietrzu unosił się śpiew ptaków przylatujących z ciepłych krajów. Gdzie nie gdzie można było dostrzec pierwsze przebiśniegi. Wszystko budziło się do życia, lecz Rose Treen nadal w sercu miała mroźną zimę. Jej świat przypominał nigdy nie kończącą się szarość, melancholie. Ciągle zimno, brudno, szaro, smutno. To czuła. Gdy tylko zamykała oczy widziała jak na jawię wielkie drzewo i jadącą z naprzeciwka ciężarówkę, która zjawiła się znikąd. Jechała prosto na nich. Równie zapomnieć nie mogła przerażający wyraz twarzy: troskę, smutek i coś jeszcze.. Coś jakby duma w oczach matki za kierownicą, gdy odwróciła się do Róży by na nią spojrzeć. By spojrzeć ostatni raz. Potem już była tylko ciemność, a gdy się z niej wzbudziła nastała jeszcze większa otchłań. Jej życie od tamtej pory, gdy leżała w szpitalu, a lekarz przyszedł do niej z wiadomością, że matki nie udało się odratować, przewróciło się do góry nogami. Po śmierci matki zamieszkała z ciotką w starej kamienicy. Aniela nie była dla niej miła, może dlatego, że uważała, że Róża jest bękartem. No bo jak dziewczyna, która wychowuje się bez ojca może być normalną, dobrze wychowaną nastolatką? Ciocia Aniela uważała, że nie może być. No więc Róża czuła się u niej jak intruz i tak również była postrzegana. Niestety Ciotka Aniela była jedyną osoba, która mogła wziąć ją pod opiekę, bo ojciec miał przecież wytłumaczenie. Ciężko pracował, by odnieś sukces jako sławny projektant na drugim końcu świata. A dokładniej w USA. Róża nawet dokładnie nie wiedziała w jakim mieście przebywa i czy rzeczywiście był tym sławnym projektantem. Powoli zaczął rosnąć w niej smutek, żal, a na końcu nie nawieść do ojca. Nawet nie przyjechał na pogrzeb swojej byłej żony, tylko przysłał jakieś żałosne kondolencje, prośbę do Anieli o opiekę nad Róża i pieniądze. Jakby akurat one były najważniejsze. Nic dziwnego, że mama się z nim rozstała. Myślała Róża. Lecz nie mogła pojąć dlaczego za niego wyszła skoro był takim egoistom. Ale Marianna zawsze go broniła, mimo wszystko. Tłumaczyła Róży, że jeśli się naprawdę kogoś kocha trzeba dać mu wolność. Mówiła też, że ojciec chciał, żeby jego żona Marianna i córka pojechały razem z nim do Ameryki, ale to ona wybrała mówiąc nie. Tłumaczyła, że nigdy by nie zostawiła jej rodzinnego miasta Krakowa. Jednak Róża wiedziała, że wcale tak nie jest, że za tym kryje się całkiem coś innego. Tylko nie wiedziała co. I pomimo że Aleksander chciał by jechały, teraz w to nie wierzyła. Gdyby tak było teraz zabrał by Róże z tego okropnego miejsca. Ale tego nie zrobił. Zostawił swoją jedyną córkę kompletnie zdaną wyłącznie na siebie. I nic kompletnie go to nie obchodziło. Róża siedziała na wielkim parapecie, patrząc z góry na odległe kościoły i wieżyczki rozmyślając o tym wszystkim gdy do pokoju wtargnęła ciotka. - Masz gościa. Dobrze by było jakbyś gdzieś wyszła. Nic tylko całe dnie siedzisz w tym pokoju. Od samego gapienia się w okno nie będziesz mądrzejsza. Tym bardziej weselsza. - w ostatnie słowa włożyła tyle jadu na jaki było ją stać. Ciotka stając już plecami do Róży gotowa do wyjścia, powiedziała; - przyszedł do ciebie list ze Stanów. Dziwne, że akurat teraz się przypomniało twojemu ojcu o tobie. - prychnęła i trzasła drzwiami, a za chwile znów się otworzyły tyle, że z powolną łagodnością w porównaniu do poprzedniego razu. - Mają. - powiedziała z niemal zdumnieniem i nutą wesołości na widok najlepszej przyjaciółki. Jedyną osobą od wypadku, której choć trochę udało się porozmawiać i rozśmieszyć Róże była Mają. - A kogo się spodziewałaś? Rycerza na białym koniu? - zażartowała przyjaciółka. Jej blond włosy tak jak zawsze były zaplątane w mały koński ogonek. - Wolałabym czarnego konia. Siadaj. - Siadaj? O nie kochana.. Ubieraj się, wychodzimy. - zażądała Maja. - Słuchaj, ja naprawdę nie mam ochoty dzisiaj nigdzie iść. - Róża spojrzała błagalnie na przyjaciółkę swoimi mocno niebieskimi oczami. Urodę odziedziczyła po matce. Róża była typową ładną siedemnastoletnią Polką. Jej bardzo ciemno brązowe, sprawiające wrażenie Lekkich włosów opadały niedbale za łopatki. Grzywka nadawała się podcięcia, gdyż lekko wpadała jej w oczy. Na nogach miała ciemne dżinsy, klatkę piersiową przykrywała czarny tischert z białym nadrukiem przy lewej piersi 'I'm sexy girl'. Lecz teraz Róża kompletnie nie przypominała seksownej dziewczyny, co najmniej wyglądał na kopciuszka w tym przebraniu i prawie że pustym szarym pokoju. - Och, przestań. To samo mówiłaś dwa dni temu, tydzień temu, dwa tygodnie cztery... - No dobra, już dobra! Masz racje. Ostatnio trochę za długo siedzę w domu, ale.. - Trochę?! Róża nie osłabiaj mnie! Pięć miesięcy nazywasz trochę? - przyjaciółka zauważyła jak druga smutnieje na twarzy i od razu zrobiło się Majce głupio, że tak naskoczyła na Róże. - Przepraszam. Nie chciałam, ale słuchaj tak dalej nie może być.. - o tonę przyciszonym głosem dodała: - Ty się zamakasz w sobie, odgradzasz się od ludzi, uciekasz od nich. Róża.. rozumiem, że nie jest ci łatwo, ale.. - Z całym szacunkiem Maja ale nie możesz rozumieć. - przerwała jej Róża, nadal przy tym patrząc zamglonym od gromadzących się łez wzrokiem w okno. - Masz racje, nie mogę cię zrozumieć i pewnie nikt nie może, ale staram się i mogę się domyślać co teraz czujesz. Jednak mowie do ciebie ' spójrz na siebie'. Gdzie się podziała wesoła, beztroska, pełna życia, śmiała, pełna wdzięku z charakterem dziewczyna?? Czy nie zauważyłaś jak bardzo się zmieniłaś od wypadku? - Majka westchnęła smutno i podeszła do przyjaciółki chwytając ją za rękę. - Róża, spójrz na mnie. - lecz ona nie spojrzała, nie chciała pokazać przyjaciółce jak bardzo zabolały ją jej słowa. Nie chciała się przed sobą do tego przyznać ale wiedziała, że Maja miała rację. - Spójrz na mnie dziewczyno!- Róża poczuła jak przyjaciółka coraz mocniej ściska jej dłoń. - Ałła! Maja to boli! - wrzasnęła na przyjaciółkę wreszcie na nią patrząc, jednak Maja nie rozluźniła uścisku nie zawracając uwagę na łzy i protesty Róży. - Musisz coś ze sobą zrobić. Tak nie może być. Nie mogę patrzeć jak cały czas cierpisz obwiniając się o śmierć matki. - Róża otworzyła usta chcąc coś powiedzieć ale zaraz potem je zamknęła. Już nie miała siły okłamywać innych a tym bardziej siebie. - Widzisz dziewczyno? Wszyscy doskonale wiedzą , że to nie twoja wina, to jakiś absurd! Proszę ciebie Róża zacznij od teraz. Doprowadź się do porządku i pójdziemy do Rdzy. Cała nasza paczka tam będzie. Będzie super! - Maja z coraz większym entuzjazmem w głosie namawiała Różę, ale ona znowu posmutniała i spuściła wzrok w dół, wbijając oczy w swoje ręce. - Ale to już nie jest moja paczka... Sama wiesz jak jest. Ale ty naprawdę idź. Nie przejmuj się, mi tu jest dobrze – tyle, że ostatnie słowa dodała z dużą nieszczerością. - Och, przestań. Ty nadal jesteś dla nich ważna tak jak ważna jesteś dla mnie. I obiecuje ci, że nie pożałujesz jeśli pójdziesz. Trzeba w końcu przełamać lody. Jeszce jedno, nie mów mi, że tu ci jest dobrze... Nikomu by nie było przyjemnie spędzać tyle czasu w jednym domu z taką... no cóż, wredna ciotką. Wybacz.- Przez dłuższy czas w pokoju trwało milczenie, w końcu Róża się odezwała; - Dobrze. Zgadzam się, tylko pomóż mi zrobić coś z moim wyglądem.

W Klubie 'Rdza' było niezwykle dużo ludzi. Róża i Maja przepychały się przez tłum szukając w skupisku swojej paczki. Róża czuła się bardzo nie swojo i obco między tymi wszystkimi ludźmi. A jeszcze bardziej bała się spotkania ze swoimi przyjaciółmi. O ile można ich teraz tak nazwać – zadrwiła z goryczą w myślach. No bo przecież odstani raz jak z nimi rozmawiała, śmiała się, wygłupiała i żartowała to było jakoś pół roku temu. Pamięta jak umawiała się z Danielem, Igorem i Dianą, że zapiszą się na akcje ekologiczną w tym wypadku chroniącą stare drzewo przed wycięciem go na opał. Pamięta to jak dziś, jak Daniel zaoferował, że jak będzie trzeba to on może nawet cały tydzień przespać pod tym drzewem. A Róża na to, że to on będzie musiał przynosić jej suchy prowiant tak długo jak nie uratuje drzewa, że może i być nawet cała wieczność. W końcu wyszło na to, że we dwóch jak zażyłe samice broniły swoich młodych, tak oni bronili wiekowego drzewa. - Róża, Róża! Patrz! To oni. siedzą w boksie. Choć! - Maja chwyciła rękę przyjaciółki i chciała ją pociągnąć w stronę zatłoczonego boksu. Ale Róża nie mogą się ruszyć, zupełnie tak jakby została sparaliżowana na widok roześmianych tak dobrze jej znanych twarzy. - Co jest? - zapytała zdziwiona Maja. - Nie dam rady. Przepraszam. Ja.. nie mogę.. - O nie! Na pewno mi tego teraz nie zrobisz. Nie wyszłaś od tak dawna z domu i nie wystroiłaś się po to tylko dlatego, żeby teraz po prostu zwiać! -Maia znowu miał racje. Już tak dawno nie malowała swoich czarnych rzęs ani nie ubierała przepięknej turkusowej sukienko - tuniki pasującej do jej oliwkowej skóry, a już nie pamięta gdzie ostatnio wychodziła. - No dobra. Chodźmy. - powiedziała i zacisnęła mocniej dłoń Mai i ruszyły w stronę oblężonego boksu. - Cześć wszystkimi! - Przywitała ich Maia stojąc przy boksie. - Cześć Maja! Gdzie masz dla nas tą niespodziankę co nam obiecałaś? - zażartował Igor - Czyżbyś zarzucał mi, że nie dotrzymuje obietnic? - zwróciła się do Igora po czym odwróciła się do tyłu odsłaniając Róże i wskazując na nią rękoma jakby była prezentem. - Oto niespodzianka. - zapadło milczenie. Nikt już z grupy nie miał uśmiechniętej miny. Co najwyżej były zdziwione inne poruszone a jeszcze inne zszokowane. Róża chciała jak najszybciej rozpłynąć się w powietrzu widząc jak wszyscy się na nią gapią z tymi przeróżnymi minami. Ale dostrzegła z nich wszystkich jedną nie wzruszoną, bez wyrazu twarz. I to on pierwszy się odezwał. - Długo kazałaś nam na siebie czekać, Róża. - a błękitne oczy Daniela przeszywały ją na wskroś.

Wiał mocny wiatr jak na początek kwietnia. Miasto zastygało ciszą. Nad Wisłą nie było słychać żadnego dźwięku prócz wiatru. Róża odsunęła dłonią kosmyk ciemnego długiego włosa od twarzy i przygładzając go za ucho. Szła powoli uśmiechając się sama do siebie. Nie pamiętała kiedy się tak ostatni raz dobrze bawiła. Czuła jakby na nowo się narodziła. Znów miała swoich przyjaciół. Gdy tylko się otrząsnęli z szoku widokiem Róży od razu ją z powrotem przyjaźnie przyjęli. Przyrzekła sobie w duchu, że już nigdy ich nie opuści, że może nie od razu będzie taka radosna i beztroska jak kiedyś ale będzie się starać. I wszystko będzie tak jak kiedyś. - O czym tak myślisz? - spytał Daniel przerywając milczenie, dokładnie ją obserwując błękitnymi oczyma. - Hmm... właściwie o niczym ważnym. - odparła z uśmiechem Róża. Wszystkich ich kochała i za nimi tęskniła, lecz Daniel był jej zawsze najbliższy. Tyle z nim przeżyła, zawsze jej pomagał i był przy niej. Z Danielem o wszystkim mogła porozmawiać, lubiła z nim siedzieć do późna i najczęściej marzyć. Przy najmniej do czasu. Było jej smutno, że ich wszystkich odtrąciła, szczególnie jego. Teraz sama nie wiedziała dlaczego tak postąpiła, może dlatego, że nie chciała żeby patrzeli jak bardzo cierpi. - Yhm. - Mruknął. Róża czuła, że Daniel się spina i próbuje jej coś powiedzieć. - Musimy porozmawiać. - mówiąc to poważnym tonem, patrzył jej głęboko w oczy. - Przecież rozmawiamy. - bała się tego co zaraz usłyszy. Przez cały wieczór nikt jej nie zadawał pytań co przez ten cały czas robiła izolując się od nich. Ale wiedziała, że daniel mógł jej to pytanie zadać, właśnie on mógł mieć do niej największy żal. Domyślała się że będzie czekać ją trudna rozmowa odkąd Daniel zaproponował jej, że odprowadzi ja do domu. No cóż w końcu miał do tego prawo – pomyślała. - Usiądź. - wskazał jedną z ławek przy Rzece. - Jest ci zimno? - Daniel nie czekając na odpowiedz podał Róży swoją ciepła bluzę. - Słuchaj... Nie wiem jak zacząć. - wypuścił powietrze z ust i zaśmiał się gorzko. - A ja nie wiem jak ci to wytłumaczyć. To wszystko jest dla mnie jeszcze za trudne. Wiem, że nie powinnam was tak po prostu zostawiać, ale musiałam sama to wszystko przejść. Nie chciałam, żebyście patrzeli jak.. - głos jej się załamał. Nie mogąc dłużej wytrzymać wzroku Daniela, spuściła na dół powieki. - Ciii – Daniel lekko musną palcami jej usta. - Nie chcę, żebyś mi się tłumaczyła. - Nie? - Róża podniosła wzrok i znów patrzyła w błękitne oczy. - Nie. - To o czym chciałeś... - Chciałem ci powiedzieć, że Cię Kocham. - w tym momencie Róża poczuła jak coś jej lata w kieszeni, dopiero potem dotarł do niej dźwięk telefonu.

- Halo? - Róża?! Róża! Jest jeszcze z tobą Daniel? - w słuchawce rozległ się histeryczny głos Mai. Zerknęła na Daniela. Twarz miał niewzruszoną i opanowaną. Tylko jego błękitne oczy teraz patrzące w stronę rzeki zdradzały coś jakby strach i irytacje. - Jest. Maja co się stało? - Diana... Dianę... opętało. - Co? nie wygłupiaj się! - Och, po prostu tu przyjedźcie. Jak najszybciej. - i się rozłączyła. Róża jeszcze raz spojrzała na Daniela mając nadzieje, że spyta ją co się stało, ale on nadal patrzył się w wodę. - Musimy iść do Rdzy, coś się stało.. z Diana. - To chodźmy. Zdążymy jeszcze na autobus. - Wstał z ławki i ruszył nie patrząc czy Róża idzie za nim. Gdy jechali autobusem, żaden z nich się nie odezwał. Róża starała się nie myśleć co powiedział jej Daniel nad Wisła. Wolała skupiać się nad tym co powiedziała jej Maia. Dianę opętało? O co tu we wszystkim chodzi? Ledwie wyszła z domu zaczęło robić się dziwnie. Daniel i Róża wyszli z autobusu i bez słowa poszli w stronę klubu. Przed budynkiem zebrała się mała grupka nastolatków. Róża rozpoznała w nich Maie, Igora i Julie. Maia kucała nad drobna sylwetką. To była Diana. Siedziała na ziemi mając nogi wysoko chowając w nich głowę. Róża poznała ja po kasztanowych włosach, które jako jedyne nie były zasłonięte przez Dianę. Róża podbiegła do Mai, przebijając się przez grupkę ludzi, których było coraz więcej. - Maia co się dzieje? - Nie mam pojęcia. Jak poszliście zaczęła się dziwne zachowywać. - Brała coś? - Och, nie. Nie wiem!. - Twarz Mai była blada, a oczy miała przerażone. Róża ukucnęła przy Dianie i chwyciła ja za nadgarstki, by odciągnąć jej ręce od twarzy. Ale dłonie Diany nawet nie drgnęły. Mięśnie miała naprężone, a jej ciało bujało się lekko, a za razem z szybkością w tył i przód. - Diana! Diana spójrz na mnie. - krzyknęła, a Dina momentalnie zesztywniała. Powoli zdjęła palce z twarzy i patrzyła wprost na Róże. Mimo że patrzyła jej prosto w oczy, jej wzrok był całkiem nie obecny. - Od teraz pożałujesz, że się urodziłaś. Tak jak twoja matka. - Róże te słowa przeszły na wskroś, te słowa i ten nie znany jej głos. To nie był głos Diany i wiedziała o tym doskonale. Tak jak ten strach, który czuła w każdej żywej komórce swojego ciała nie był wywołany przez Dianę. Róża poczuła jak dłonie i ciało dziewczyny się rozluźniają, a po chwili poleciała całym swoim ciężarem na nią. - O Boże.. -usłyszała czyjś głos za plecami. - Róża, wyciągani mój telefon z bluzy i zadzwoń po mojego brata. - Ledwie poczuła ,że jej ciało nie jest już obciążone. - Róża telefon jest w kieszeni mojej bluzy! - usłyszała zirytowany głos Daniela i spojrzała na siebie, zrywając z transem z jakiego nie mogła się otrząsnąć. Szybko sięgała po telefon z kieszeni bluzy Daniela, którą miała jeszcze na sobie całkiem o tym zapominając. Szybko wykręciła numer i zawiadomiła po Jarka. Bez żadnych wyjaśnień, powiedział, że zaraz będzie. - Co teraz zrobimy? Zabierzemy ją do szpitala? - spytał Igor. - Nie. Ona nie jest chora. - powiedziała stanowczo Róża. - Zawieziemy ją do domu. - Daniel, który trzymał bezwładne ciało Diany w ramionach miał opanowane i bardzo poważne błękitne oczy, które patrzyły prosto na Róże.

Róża szła ciemnym tunelem. Była przemoknięta tak, że z jej ciemnych włosów spadały kropelki wody. Miała na sobie długi ciemny płaszcz i długie buty sięgające kolana. W ciemnym tunelu odbijało się echo jej butów. Poza jej krokami panowała kompletna cisza. Wiedziała, że towarzyszy jej strach, że im coraz bliżej była swojego celu ogarniała ją niepewność, ale wiedziała także, że nie cofnie się przed niczym by pomścić śmierć. Nagle odwróciła się napięcie, usłyszawszy jakiś łomot za nią. Ale w ciemnościach nic nie zauważyła a tunelem znów ogarnęła cisza. Róża zrobiła parę powolnych kroków w przód. Wtedy coś jej mignęło

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych