Cierń w miłości
Opowiadanie o niezwyciężonej sile miłości. Thomas i Kate są wzorową parą. Ale czy los okaże się dla nich równie wzorowy? Co stanie się, kiedy jednemu z naszych bohaterów zajrzy w oczy cień śmierci?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Cierń w miłości
Niektóre rzeczy trudno pojąć, a żeby je zrozumieć trzeba mieć otwarty umysł. Thomas nigdy nie potrafił opierać się na prostych słowach i definicjach, bo zwyczajnie w nie nie wierzył, a żeby w coś uwierzyć, musiał tego doświadczyć, przeżyć na własnej skórze. Żył, wierząc, że siła tkwi w więzach, które sam uplótł, mając nadzieję, że są to więzy dość silne i mocne, by wytrzymać ataki wszelkich przeszkód i przeciwieństw losu. Thomas pracował w redakcji dość popularnego miesięcznika dla mężczyzn, i marzył, żeby kiedyś w przyszłości założyć własną gazetę. Lubiano go zarówno w pracy, jak i wśród znajomych. Nikt nie potrafił powiedzieć na niego złego słowa. Sztuką by było w ogóle takie znaleźć. Thomas cieszył się życiem, bo wiedział, że ma je tylko jedno. Umiał odszukać szczęście w prostych rzeczach, czego wielu ludzi nie umie, bo jest to szczególna umiejętność, zarezerwowana jedynie dla nielicznych. Kiedyś jednak nie wiedział jak żyć; brakowało mu sensu, celu, do którego mógłby dążyć. Gdy w jego życiu pojawiła się Kate, wszystko się zmieniło. Nie musiał już marzyć; nawet marzenie o własnej redakcji i gazecie przestało mieć znaczenie. Wystarczyło mu to, co miał, a uważał, że ma wszystko, bo miał ją, swoją miłość, na którą czekał, i która przyszła do niego, kiedy już zaczął oswajać się z myślą, że nigdy się to nie zdarzy. Kate pokochała Thomasa równie mocno jak on ją. Bardzo się nawzajem potrzebowali i byli ze sobą szczęśliwi, a czas mijał im beztrosko, przynosząc coraz więcej wspomnień, zapisujących się w ich pamięci z pewnością do końca życia. Nic się nie zmieniało. Ich szczęście nie uciekało, uciekał tylko czas, ale dla nich to nie było nic strasznego, gdyż żadna chwila nie była wcale stracona. I tak właśnie minęły dwa lata ich znajomości... Wszystko byłoby dobrze, gdyby Thomas nie zaczął narzekać na często u niego występujące w ostatnim czasie bóle głowy. On, nie przejął się tym, bo nazywał siebie klasycznym przykładem zdrowia. Innego zdania była Kate, która poprosiła go, żeby udał się na badania. Thomasowi nie spodobał się ten pomysł, ale dla swojej ukochanej zrobiłby wszystko, więc wedle życzenia, nazajutrz pojechał do szpitala, gdzie jego przyjaciel Michael, który był w nim dyrektorem i ordynatorem jednego z oddziałów, otoczył go fachową opieka. Wykonano mu wszystkie potrzebne badania i mógł ze spokojnym sumieniem wrócić do swojego mieszkania. Mimo, że znał się z Kate już dość długo , nie mieszkali razem, ale chcieli to wkrótce zmienić. Wyniki swoich badań Thomas miał odebrać w biurze Michaela za dwa tygodnie. Minęły one bardzo szybko i ponownie musiał się pojawić w miejscu, którego tak bardzo bał się w dzieciństwie.
*
Thomas wkroczył do szpitala z szerokim uśmiechem na twarzy. Szedł długim korytarzem, witając się z każdym, kogo napotkał po drodze. Jego dobry humor nie był spowodowany niczym specjalnym. Po prostu taki miał charakter. Potrafił zarażać innych ludzi swoją pogodą ducha. Był bardzo optymistycznie nastawiony do życia i całego otoczenia. Michael czekał na niego na trzecim piętrze wraz z jego wynikami. Thomas ruszył więc wysokimi schodami, mimo że po drodze mijał windę – dla niego byłoby to zbyt proste. Kiedy już znalazł się na miejscu, odszukał wzrokiem drzwi biura Michaela i udał się w ich kierunku. Gdy przed nimi stanął, przeczesał ręką swoje kruczoczarne włosy i odetchnął głęboko, po czym – przez chwilę się wahając – zapukał. Usłyszał zaproszenie i wszedł do środka. Znalazł się w dość dużym pomieszczeniu, którego ściany pomalowane były na cytrynowy kolor. Po prawej stronie stały szafki z licznymi półkami, na których poukładano książki i teczki z dokumentami, a po lewej, na ścianie wisiało mnóstwo dyplomów i certyfikatów, oprawionych w dość ładne i eleganckie ramki. Na końcu, tuż przy oknie, znajdowało się duże, drewniane biurko, za którym siedział Michael. Michael był starszy od Thomasa. Jego włosy pokryte były pasmami siwizny. Miał bladoniebieskie oczy i lekko zakrzywiony nos. Jasna cera postarzała go o kilka lat. Kiedy Thomas stał przy biurku, Miachael wpatrywał się w niego poważnym wzrokiem. Cześć Michael – powiedział Thomas, uśmiechając się serdecznie i podając swojemu przyjacielowi dłoń. Witaj – odpowiedział Michael oschłym tonem. Masz wyniki moich badań? – zapytał Thomas. Tak, mam je tutaj – Michael zamachał białą kopertą, którą po chwili otworzył. Nie ma żadnych problemów, tak? – spytał Thomas bez cienia obawy, patrząc na wyniki badań, które po wyjęciu z koperty leżały na biurku. Nie do końca... Co to znaczy? Pytasz, co to znaczy? Tak. Właśnie takie pytanie ci zadałem. Wiesz, chciałem ci przekazać to osobiście, ale teraz to okazuje się takie trudne... Michael wstał z fotela i podszedł do okna. Ukrył na chwilę twarz w dłoniach, otworzył okno i po krótkiej ciszy, odezwał się ponownie. Nie mogę cię okłamywać, bo zasługujesz na to, by znać prawdę. Thomas westchnął cicho. A jaka jest ta prawda? – zapytał. Znaleźliśmy przyczynę twoich częstych bólów głowy. No, więc co je powoduje? Wykryto u ciebie... To jest... Posłuchaj mnie, Thomas... Mów w końcu! – Thomas krzyknął na Michaela, ale po chwili zdał sobie sprawę, że nie powinien tego robić. – Przepraszam – powiedział. – Bądź ze mną szczery i wytłumacz mi to wszystko. Masz... Masz... Powiedz to w końcu. Masz dużego guza mózgu, Thomas. To on powoduje te bóle – wykrztusił z siebie Michael, blednąc na twarzy. Da się go zoperować? Wytną mi go i wszystko będzie dobrze, prawda? – spytał Thomas, mając wielką choć w jakimś małym procencie nieco żałosną nadzieję w głosie. Michael, blady jak kartka papieru, stał wciąż przy oknie, patrząc na Thomasa smutnym wzrokiem, z nad swoich prostokątnych okularów w metalowej oprawce. Nie patrz tak na mnie! Mów coś – powiedział Thomas podniesionym głosem, na co Michael odparł: Jest już za późno. Nie wiem ile zostało ci czasu. Czasu na co? – zapytał Thomas, marszcząc czoło. Nie usłyszał jednak odpowiedzi. Po chwili zrozumiał. Wszystko to dotarło do niego nagle i uderzyło z olbrzymią siłą. Miał guza, którego nie można zoperować. Umrze. Myślał teraz tylko o Kate, która tworzyła całe jego życie. Myśl, że ją straci strasznie go przytłoczyła, ale nie potrafił teraz myśleć o niczym innym. Przez chwilę zastanawiał się czy to nie jakiś dowcip. Lecz wiedział, że Michael nie jest skory do takich żartów. Thomas, nic nie mówiąc odwrócił się i wyszedł z biura, nie zamykając za sobą drzwi. Idąc szpitalnymi korytarzami poczuł dobrze mu już znany okropny ból. Czuł jakby metalowa obręcz zaciskała się coraz mocniej wokół jego głowy. Schodząc po schodach z trudem utrzymywał równowagę. Musiał trzymać się poręczy, by nie upaść. Jedna z pacjentek szpitala, widząc to, zapytała: Wszystko dobrze? Może panu pomóc? Thomas odpowiedział, że wszystko w porządku. Że nie potrzebuje pomocy. Dziewczyna żegnając się, ruszyła po schodach w dół, znikając mu z oczu. Po kilku sekundach zdał sobie sprawę, że ją okłamał. Przecież nic nie było w porządku. To nie tak miały wyglądać wyniki tych badań. Kolejne dni mijały wolno. Kate zaczęła się martwić o Thomasa, który w ciągu ostatniego tygodnia nie spotkał się z nią ani razu. Wszystko to wydawało jej się bardzo dziwne, bo nigdy tak się nie działo. Jeszcze do niedawna spotykali się codziennie, a ich związek przypominał bajkę, w której wszystko dzieje się wspaniale i nic nie może się zepsuć. W ich bajce jednak coś się popsuło. Kate nie spodziewała się, że nadchodzi dzień, który miał odmienić wszystko. Dzień ten od samego rana nie przypominał żadnego z tych pięknych, wiosennych dni, które Kate i Thomas spędzali zawsze razem. Brakowało złotego słońca wysoko nad budynkami i głowami ludzi oraz mlecznobiałych chmur, pływających leniwie po błękitnym niebie. Na dworze, zimny wiatr wyginał gałęzie drzew, a krople deszczu stukały głośno w szyby okien. Słońce znikło za ciemnymi chmurami, które snuły się po niebie, otaczając całe miasto. Kate miała zły humor. Bardzo nie lubiła takiej pogody. Przyprawiała ją ona o uczucie smutku i przygnębienia.. Ale to jednak nie pogoda była główną przyczyną jej złego nastroju. Niepokoił ją również krótki list od swojego ukochanego. O ile w ogóle wiadomość składającą się z kilku niezrozumiałych słów można nazwać listem. Kiedy Kate rano otworzyła drzwi swojego mieszkania, na wycieraczce znalazła zaklejoną kopertę, a w niej małą karteczkę, złożoną na pół. Było na niej tylko jedno zdanie, ułożone z krzywych liter, napisanych jakby w pośpiechu i niewyraźny podpis. Kate rozpoznała charakter pisma Thomasa, który prosił ją o spotkanie o 24.00 przy parku. Treść kartki nic więcej nie mówiła i choć była sformułowana wyraźnie, Kate nie mogła z niej nic zrozumieć. Takie zachowanie nie było w stylu jej ukochanego. Thomas nigdy nie zostawiał jej żadnych liścików. A już na pewno nie wtedy, kiedy chciał się z nią spotkać. Zazwyczaj dzwonił albo przychodził z bukietem pięknych kwiatów. Tym razem zrobił inaczej i Kate wciąż zastanawiała się dlaczego. Gnębiło ją to od chwili przeczytania jego słów. Co prawda Thomas lubił ją zaskakiwać, ale zawsze robił to w sposób niezwykły i czarujący. Kate nie wiedziała co ma robić. Postanowiła czekać do godziny spotkania, co okazało się trudne i irytujące. Każda minuta wydawała się godziną, a każda godzina dobą. Dręczyło ją wiele pytań. Nie zadzwoniła jednak do Thomasa, by mu je zadać. Bała się czy wstydziła? Na to pytanie również nie znała odpowiedzi. Czekała, pełna obaw i wątpliwości, pełna strachu, powagi, patrząc jak deszcz spływa po szybie okna w jej pokoju. Tymczasem Thomas również czekał samotnie w swoim mieszkaniu. Siedział w fotelu, który tego dnia nie wydawał mu się już taki wygodny jak zwykle. Dla niego wszystko było już inne, bo wszystko się zmieniło i nic nie było takie jak kiedyś. I szczerze wątpił, by kiedykolwiek mogło tak jeszcze być. Szczęście, na które czekał tak długo zostało mu zabrane. Wyniki badań były jednoznaczne. Nie wiedział, ile zostało mu czasu. Wiedział jednak, że nie potrwa to długo i wkrótce umrze. Nie było mu żal swojego życia, bo nie stanowiło ono dla niego tak olbrzymiej wartości jak jedyna osoba, dla której mógłby je oddać. Wciąż myślał o wspaniałych chwilach z Kate, których mogło być jeszcze tak wiele. Zastanawiał się co się z nią stanie, kto się nią zaopiekuje, czy ktoś zajmie jego miejsce i jeśli tak, to jak szybko się to wydarzy. Tysiące myśli kłębiło się w głowie Thomasa. Kiedy jedna gdzieś ulatywała, nadchodziła druga. Thomas pogrążał się w tych myślach, a na jego twarzy panowało ogromne skupienie. Umówił się z Kate o tak późnej porze, ponieważ musiał wszystko dokładnie przemyśleć. Próbował poukładać myśli w jedną całość, co nie było wcale łatwe, a w rzeczywistości okazało się niemożliwe. Miał ochotę krzyczeć na cały głos, wyrzucając z siebie swój ból i cierpienie. Nie krzyczał jednak. Nie miał już na to siły. Marzył, żeby to wszystko okazało się tylko złym snem. Uszczypnął się w ramię z wielką nadzieją przebudzenia. Była to niestety złudna nadzieja, bo wcale się nie obudził. Za każdym razem, kiedy zamykał oczy, pod powiekami widział swoją ukochaną, jej uśmiech i każdą łzę. W jego sercu żal mieszał się z okropnym smutkiem i rozgoryczeniem. Zbliżała się chwila spotkania. Thomas już wiedział, co ma powiedzieć Kate. Nie miał pojęcia czy robi dobrze, ale nie zamierzał już zmieniać zdania. Stawiał wszystko na jedną kartę. Na dworze wciąż wiał zimny wiatr i padał deszcz. Pogoda nie była w stanie nikogo podnieść na duchu. Mogła jedynie przygnębić. W taką pogodę miejsce spotkania nie było już takie miłe jak kiedy Kate i Thomas spotkali się w nim po raz pierwszy. Oboje pamiętali tamten cudowny, słoneczny dzień, który w żadnym stopniu nie był podobny do tego. Na niebie nie świeciła teraz ani jedna gwiazda, a półokrągły księżyc oświetlał miasto bladym blaskiem. Kate przybyła na spotkanie punktualnie. Widząc przemokniętą kurtkę Thomasa domyśliła się, że przyszedł on o wiele wcześniej. Witaj Kate – powiedział Thomas, nie uśmiechając się, tak jak to robił zwykle. Cześć, kochanie – odpowiedziała Kate, patrząc na Thomasa, który nawet nie przytulił jej na powitanie. Nie zrobił nic, jak gdyby byli całkiem obcymi sobie ludźmi, a w najlepszym wypadku zwykłymi znajomymi. Stali oboje nieruchomo w miejscu, a światła ulicznych latarni padały na ich…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Szejnis
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…