Wróć do katalogu

Cimność. Epilog...

Koniec czegoś co nie miało początku.

sarenuopublikowano 24 kwietnia 201210 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

EPILOG Bezradność. Jedno z najbardziej niezrozumiałych przeze mnie uczuć. Siedzę na łóżku. Wszystko wiruje, jakby była we mnie wielka trąba powietrzna, która wciąga w nicość moje chęci. Czy w ogóle miałem kiedyś jakieś chęci? Nawet jeśli było coś podobnego do nich, to nawet nie wiem czy były szczere i czy w ogóle można nazwać to chęciami. Tak bardzo chciałbym coś zrobić i nawet gdy mam to w zasięgu ręki, jest tuż obok, to nie mogę. Nie mogę nic zrobić. Jakbym został pozbawiony części nerwu odpowiadającej za poruszanie się, tylko w sposób mentalny. Czy może być coś gorszego? Bezradność. Wyrywam cząstki siebie by móc temu zapobiec. Łamie wszystkie kości byleby tylko było coś co pomoże mi myśleć by było inaczej. Chcę mieć świadomość, że nie może być czegoś czego nie można nie zrobić. Przecież wszystko można. Wszystko jest możliwe. Nie teraz. Nie w tym momencie. Czuję, że opierając się na pozytywnym myśleniu, bezradność śmieje się ze mnie jak z klauna występującego w cyrkowym życiu porażek i rozczarowań. Sięgam po czarne tasiemki. Obwijam nadgarstki i dłonie. Podchodzę do podłużnego stojącego worka, którego nie chce mi się zawieszać pod sufitem ze względu mojego pieprzonego lenistwa i uderzam z całej siły. Chcę z siebie coś wydobyć. Nie muszę, bo nic nie trzeba, ale chcę. Wtłaczam w czarny przedmiot mój żal i gorycz. Wszystko jest nie tak, jak miało być, a właściwie to nawet nie wiem jak miało być bo nic nie planowałem. Nigdy nie myślałem co ma być dalej. Czy był to błąd? Jestem nie zadowolony z tego co jest choć nawet nie planowałem czegoś innego. Wszystko wiruje. Jak może być dobrze jeśli nie ma nic i jak może być źle jeśli nie jest dobrze? Całe moje życie ubrało się w niepewność. Wszystkie sprawy da się rozwiązać? Tak, da się. Czasem i durnotą ludzką. Bezradność. Nigdy nie czułem jej tak bardzo jak teraz. Nie mogłem pojąć, że jest coś czego po prostu tak zwyczajnie nie da się zrobić. Czuje się jakbym stał nad miską zupy pomidorowej po nie jedzeniu przez rok, odciętymi rękami, nogami i zaszytymi ustami. Mogę tylko oglądać i czuć zapach, który otępia mnie i mój mózg do granic wytrzymałości. Co teraz? Co mogę poradzić na to, że jestem bezradny? Mocne ukłucie. Padam na kolana. Twarz skrzywia mi się z bólu. Kolejne ukłucie. Patrzę na krew spływającą na parkiet z rozwalonych kostek. Czarno białe plamy przed oczami. Koniec? Ja. Zawsze o krok od porażki. Zawsze o krok od śmierci w chwili pewnego zatopienia. Klęczę niżej niż bordowy worek. Jestem na kolanach. Nie mam ochoty wstawać. Nie mam siły wstawać. Wściekłość, która jest we mnie atakuje ponownie z podwójną siłą. Mogę tylko patrzeć na to wszystko. Jak mogłem do tego dopuścić, żebym czuł się tak bezsilny? Jak mogłem dopuścić do tego żeby cokolwiek takiego wdarło się w moje nieskalane myślenie? Wiedziałem, że kiedyś to nastąpi i nie jestem strasznie zdziwiony. Ale dlaczego teraz? Kolejne ukłucie i grymas bólu. Chcę mi się wymiotować. Ciężki szybki oddech nie chce się uspokoić. Dłonie jeszcze bardziej krwawią. Ściana do umycia. Tak samo jak mój umysł do wyczyszczenia. Zataczam się po tabletkę, która uspokaja tylko moje placebo i ciężko kładę się na łóżku. Nie chcę już z niego wstawać. Chciałbym zapaść w śpiączkę i obudzić się innym człowiekiem. Budzę się z potwornym bólem głowy. Nigdy nie bolała mnie głowa. Ściśnięte serce, szczęki i mięśnie kręgosłupa. Mama zadaje mi bezsensowne pytania oczekując odpowiedzi. Idę się wysrać. To jedyna racjonalna myśl, która przyszła mi do głowy. Nie chcę z nikim rozmawiać. Nie mam ochoty wydobywać z gardła ani tonu najlżejszego głosu. Srać zresztą też nie lubię, bo miejsce zwane kiblem jest zaklęte przypływem nagłego tłoku myśli, który wpada każdemu do głowy i nie da się go okiełznać. Szybkie logo i spadam z powrotem pod kołdrę. Mam wszystko w dupie. Nie lubię mieć wszystkiego w tyle, bo wiem, że do niczego dobrego to nie prowadzi, jedynie do nieprzemyślanych skutków, które zazwyczaj są złe. Ostatnio zrozumiałem co to jest odpowiedzialność i choć zawsze byłem, jestem i przez długo będę oceniany jako człowiek bez perspektyw i nieodpowiedzialny wiem, że wszyscy mogą pocałować mnie w fiuta, ponieważ nie rozumieją tego słowa. Kiedyś mówiłem, że nigdy nie będę odpowiedzialny, ale teraz wiem, że wtedy nie wiedziałem co oznacza to słowo i wcale nie musi być to oznaka dorosłości, której na razie nie chcę zaznać. Jeśli idę gdzieś po to by nawalić się i wiem, że bardzo możliwe jest to, że tak się stanie to mam tego świadomość i wiem jakie mogą być tego konsekwencje.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych