CMENTARZ KAMIENI
świadek
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Poród nie był ciężki, ale długotrwały. Matka długo chodziła z pęczniejącymi wnętrznościami, targana wybuchami gorąca, skurczami i drgawkami, żeby w końcu powstał, urodził się, zaistniał. Matka cierpiała, męczona gorączką, a on nie mógł jej pomóc. Mógł tylko czekać, i być blisko. Ale był cierpliwy, aż w końcu gorączka ustała. Żeby poczuć pierwszy powiew wiatru, żeby nagrzać się pierwszymi promieniami słońca i poczuć ożywczy dotyk zimnych kropel deszczu, musiał pokonać długą drogę. Przedzierał się przez warstwy, mieszane powoli jak w brzuchu olbrzyma. Nie zważał jednak na przeciwności – parł w górę. Aż przyszedł na świat. Wody płodowe stanowiła mętna ciecz, przepływającego przez te okolice potoku, a pępowiną była lepka glina, przez którą się przebijał. Ręce akuszerki wyrwały go z ciała matki szybko i niedbale. Właściciel grubych dłoni oglądał go z zainteresowaniem, pomrukując cicho pod zadartym nosem. Obracał go szybko i chwyciwszy w obie ręce zabrał z miejsca narodzin. Nie było to ważne, bo on wyszedł z Matki i z Matką będzie na zawsze. Jego nowy właściciel położył go przy wejściu do niskiej, ciemnej jaskini pachnącej mokrym wapieniem i moczem. Położył na nim jego brata. Podobnego, bo z tej samej matki, ale jasnego i prawie przeźroczystego. Jeszcze innego trzymał w swej nieporadnej, owłosionej dłoni. Aaaa - trzask, uderzenie, ból. Jego mały, jasny brat rozpadł się na dwie ostre części, co ucieszyło owłosioną istotę. Miał dużo czasu, żeby myśleć o głuchym dźwięku, który wtedy przeszył jego twarde ciało. To mogło kiedyś spotkać także jego. Padał na niego deszcz, grzało słońce, czasem przykucnął zając. Chodziły po nim robaki. Długie i giętkie, mieniące się różnymi kolorami o zadziwiającej ilości nóg, czułek i skrzydeł. Lubił to delikatne łaskotanie. Z czasem wyrosła mu broda. Zielona broda mchu i długie wąsy trawy sięgającej korzeniami pod jego leżące nieruchomo, niewzruszone ciało. Ale miłe chwile nie trwały długo. Pewnego jasnego, ciepłego dnia usiadło przy nim dwóch braci. Była między nimi braterska miłość i przywiązanie. Była także zawiść i zazdrość. Odczucia jakże mu obce. Właściwie żadne odczucia, oprócz ciepła słonecznych promieni i przenikliwego zimna mroźnych miesięcy nie miały dla niego znaczenia. Brat podarował swojej drugiej połowie bukłak na wodę. Wykonany z baraniej skóry, obciągnięty kolorową, wyszywaną tkaniną. Podał bratu przedmiot i poszedł w jego kierunku. Chwycił go ciepłymi rękami i uniósł w powietrze. To były pierwsze chwile, w których odłączył się od Matki na taka odległość. Znikły trawy i wilgotna gleba. Nagłe uderzenie rozłupało głowę brata. Upadł zbroczony krwią wsiąkającą w porastający go mech. Obok niego leżało ciało człowieka, teraz tak samo nieporuszone jak on. Kilka dni później położyli go na kupce ziemi przykrywającej zwłoki. Leżał tam długo, aż kopczyk spłyciał wymywany wodą i rozwiewany podmuchami wiatru. Przez równinę, na której leżał, przejeżdżał oddział złożony z jeźdźców zakutych w metal, unoszonych niczym ptaki na grzbietach smukłych koni. Przystanęli przy nim. Czuł parę buchającą z końskich pysków. Później ktoś ułożył go obok jego braci w nieduży krąg. Aaaaa – to boli. Jest jak słońce, ale słońce nie przychodzi do Ziemi – jest daleko. A to słońce było przy nim i lizało go swymi ostrymi językami. Ale będzie dzielny – wytrzyma. Kolega obok pękł wydając taki sam głuchy odgłos jak tamten jasny i przeźroczysty, uderzony przez owłosiona istotę. Kiedy ludzie odjechali długo stygł oddając nagromadzone w nim ciepło. Nie miał do nich żalu, gniew był dla niego obcy, tak samo jak obca mu była śmierć jednego z braci. Wiedział już, że nie jest taki oni, i te prawa go nie obowiązują. On wyszedł z Matki i z Matką będzie na zawsze. Minęło sporo czasu, który wygładził ostre krawędzie spłukując je oceanami deszczów i nieprzerwanym wiatrem unoszącym pył i kurz - smutną pozostałość po dniach świetności dużo większych i solidniejszych od niego. Pewnego razu znowu przyszli ludzie. Usiedli blisko niego tak, że niemal czuł ich mizerne ciepło i śmieszną miękkość. Jeden z nich stał i przemawiał. Nie był taki jak inni. Emanował od niego taki sam blask, jakiego świadkiem była Ziemia podczas narodzin – blask mocy. Miał długie włosy i gęstą brodę. Człowiek mówił długo i dobitnie, a kiedy kilku ze zgromadzonych zadało mu pytanie, podszedł do niego, ujął w dłoń i podniósł nad głowę. Był wtedy jak ptak, mimo ciężaru i twardości, unosił się, górował nad ruchliwymi postaciami w dole. „Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień” – powiedział długowłosy. Ciepła dłoń trzymała go pewnie i delikatnie zarazem. Minęła długa chwila, ale nikt z ludzi nie podszedł, żeby nim rzucić. Znowu położył się w szorstkim piasku, taki jak przedtem, albo może zupełnie inny. Czas obchodził się z nim łagodniej niż z innym stworzeniem. Chociaż były na nim zmarszczki drobniutkich pęknięć, blizny wydrążone przez cienkie strużki wody i jedna strona była bardziej krucha na skutek poparzenia żywym ogniem, to jednak nadal był jednością, twardą i omal niezniszczalną. Następny człowiek chwycił go niedbale i szybko. Wrzucił go na wóz zapełniony braćmi podobnymi, lecz jak to w rodzinie, każdy miał inny kolor, kształt i wielkość. Stłoczeni między deskami wozu, ocierali się o siebie i było to miłe uczucie. Jedyna energiczna czynność w ich statycznym, długim życiu. Ludzie wysypali go…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil bsol
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…