Wróć do katalogu

Co by było gdyby…

... historia nabrała walkiem innego koloru? Fan fiction z serii, co by sie stallo, gdyby pewne wydarzenia potoczyły sie całkiem inaczej...

haina, opublikowano , 11 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jesień zawsze widzi się w rudych barwach, z domieszką czerwieni, złota i oranżu. Brązu we wszystkich odcieniach. Jesień smaga pędzlem liście – te wirujące w powietrzu, i te tańczące walca lub jego marną kopię, gdyż tak się składa, że liście talentu tanecznego nie mają, a rytmu u nich to ze świeczką można byłoby szukać. Nawet Lumos! w tym przypadku by nie pomogło. A szkoda. Jesień przewija się pomiędzy nieśmiałymi rydzami oraz dumnymi borowikami, a kroki jej są płynne i delikatne, niczym wiosenna mgiełka rozrzedzająca noc, poprzedzającą dzień. Dostrzega puszystą kitę wiewiórki, spłoszoną sarnę, zająca. Czerwone promienie zachodzącego słońca, rozpraszające swoim światłem atłasowe niebo, goszczące w swych progach obłoki waty cukrowej. Spogląda na te krótkie deszcze, krople światła, tęczę, zorze. Księżyc. I wzdycha orientacyjnie, wypełniona zadumą, dumna ze swojego dzieła. Z abstrakcyjnego doboru barw, tego rogu obfitości, której nie zaznała żadna z jej koleżanek. Bo, mimo, iż odziana w kraciaste palto z wieńcem winogron wokół głowy i splecionymi ze siana sandałami, to obsypuje nas pyłem optymizmu, tego październikowego uśmiechu. Radości. Układa nam fryzury, niczym fryzjer, spec, wplatając w nie złote liście, mech i pajęcze sieci. Natapiruje, rozburzy, zaplecie luźne warkocze wplatając w nie wilgotne źdźbła trawy. Tego dnia, który według daty zaznaczonej w kalendarzu miał być dwudziestym trzecim października 1977 roku i, kiedy to właśnie zaczęła się nasza krótka opowieść, która powinna byłaby się zwać raczej opowiastką, ale w to nie wnikam, pewna dziewczyna opuściła bramę wejściową zamku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie dość późna godzina tej wyprawy, jednak owa dziewoja w szkarałatno-złotych szatach zdawała się czuć usprawiedliwiona tym, że zegarka nie posiadała. Swoje kroki kierowała ku pobliskiemu kasztanowcowi, przebierając nogami tak, by nie natrafić na błotniste kałuże – wszak białe pantofelki nie przepadają w końcu za plamami tym bardziej, gdy ubrane są po raz pierwszy. Rude włosy oplatały jej łabędzią szyję niczym jedwabny szal, zielone oczy badawczo lustrowały okolicę, starając się przeniknąć ciemność i rozpoznać kontur postaci, opartej nonszalancko o pień drzewa. Księżyc, niczym nadziewany rogalik, próbował rzucić swój cień na ową osobę, jednak ta – jakby to przewidując – schroniła się pod baldachimem czerwonych liści. Jedynym minusem realizacji swej koncepcji były niemile nastawione do niego kasztany, które z każdym podmuchem wiatru spadały na ziemię, raniąc go boleśnie w głowę, gdyż właśnie tam większość celowała. Dziewczyna właśnie omijała ostatnią kałużę znajdującą się na jej drodze, gdy kontur postaci jakby się wyostrzył. Nim zdążyła jakoś zareagować, poślizgnęła się, wpadając do błota. - Do gumochłona! – zaklęła, próbując wygrzebać się z torfowiska, jednak jej próby spełzały na niczym, gdyż za każdym razem lądowała w kałuży ponownie, z coraz to większym chlupotem. - Może pomóc? – Chłopak oderwał się plecami od drzewa i teraz patrzył na dziewczynę ze średnim zainteresowaniem, mieszającym się z drwiącym uśmiechem. Tak naprawdę toczył wewnątrz wyrównaną walkę – chęć wybuchnięcia śmiechem patrząc, jak Ona tapla się w błocku, kontra próba zachowania powagi wobec całej tej sytuacji. - Wal się na hipogryfa! – odwarknęła, gdy po raz kolejny wylądowała w błotnistej mazi. Białe pantofelki zapewnie ryknęłyby żałośnie, gdyby nie fakt, iż do głosu ich nie dopuszczano. - Jak chcesz. Dosłyszał jeszcze potok przekleństw mieszających się z bluzgami na jego temat, gdy w końcu dziewczyna wygrzebała się z mułu umazana nim od stóp do głów, spluwając mu przy tym jeszcze pod nogi. - Co ty tu na wykastrowanego pufka robisz? – warknęła, starając się zetrzeć plamy z pantofelków, jednak tylko bardziej je rozmazała. Była wściekła, czemu nie było się jej co dziwić. Nie miała w zwyczaju wulgarnych odzywek, jednak niektóre osoby – do których na pewno zaliczał się James Potter – zmuszały ją do tego. - Chyba nie cieszysz się zbytnio z mojego widoku… Czyżbym pojawił się w nieodpowiednim miejscu i o nieodpowiednim czasie? – Starał się ją za wszelką cenę wyprowadzić z równowagi. Dość miał już jej obojętności, nagłej oschłości i stawiania go w kompromitujących sytuacjach, jakie spotykały go od ostatniego czasu. Od dawien dawna nie czuł już jej ust, nie gładził jej policzka. Zaczęła go unikać, znikała wieczorami, wymijała się od spotkań. Ona kogoś ma. - Nigdy się na twój widok nie cieszyłam – wysyczała, mrużąc oczy. Zastanawiała się przy tym, co ten nawalony patafian robił w tym miejscu. Skąd wiedział… - Czyżby? Obydwoje sztyletowali się wzrokiem. On – pewny, że ta go zdradza, ona – że ją śledzi. Ich przyspieszone oddechy mieszały się z porywczym wiatrem, targającym korony pobliskich drzew. Jezioro przybrało ciemnogranatową barwę, wzburzało się i pieniło, fale zalewały ląd. Na ziemię opadły krople deszczu wielkości granatów, bębniąc w okna i mocząc i tak już doszczętnie mokrą dziewczynę. Pięknie. - Lily… co się dzieje? Dziewczyna obróciła się w stronę chłopaka, zdziwiona nagłą zmianą tonu wypowiedzi. Ten patrzał na nią błagalnie, deszcz przygładził jego włosy, jego krople mieszały się z łzami na policzkach. - To koniec z nami. – Jej ton był chłodny i suchy, nie wyrażał żadnych emocji. Nie patrzyła mu w oczy, unikała jego wzroku. To ją przerastało. - Ach tak… Smark? Odwróciła wzrok. Księżyc ponownie objawił się na niebie, deszcz

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych