Czarna Perła
Wrwany z kontekstu fragment większej całości
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Stała naprzeciwko, była zjawiskowo piękna. Nawet piękniejsza niż przy wczorajszej kolacji. Czarne włosy sięgające ramion, przepiękne oczy osadzone w ciemnej oprawie i to spojrzenie - elektryzowało go, podniecało i napawało niepokojem. Myślał iż już zapomniał jak smakuje to uczucie, że lata spędzone w siodle, lata wysłuchiwania wrzasków umarłych, wycia wiatru na pobojowiskach, zabiły w nim tę część, ale przez tę dziewczynę, ten kawałek człowieka w jego mrocznej duszy budził się. Szła powoli lekko utykając na prawe biodro. Wyglądała przez to jeszcze powabniej jeszcze piękniej. Wiedział, że ma nie więcej jak 26 lat, wyglądała na znacznie mniej. Kiedy przechodziła obok swojego plutonu reprezentacyjnego uśmiechnęła się, a raczej wyszczerzyła zęby w barbarzyńskim grymasie, żołnierze zawyli na ten widok. A pięć i pół tysiąca gardeł jej kohorty podjęło to wycie. Uciszyła ich jednym władczym gestem. - Dlaczego tak się pieprzy – pomyślał – dlaczego stają naprzeciw siebie. Teraz przyjdzie mu ją zabić. Czemu? Dlaczego, kiedy spotkał tę piękną istotę, jedyne na co go stać to zabicie jej. - Witaj pułkowniku – skłoniła się lekko. - Witaj Pani Kohortnik – odpowiedział pełnym nienagannym dworskim ukłonem. Poczuła się urażona, jak on mógł. Potraktował ją jak, jak, jak, jakąś głupią kozę, ukłon, dworski ukłon godzien Damy dworu, odpowiedziałaby mu takim samym. W końcu była z książęcego domu, ale paskudna rana prawego biodra sprzed roku uniemożliwiła jej zrobienia przysiadu a co dopiero ukłonu. Był przystojny, nawet na swój sposób ładny, patrzyła na niego z przyjemnością. Czarny krótki płaszcz sięgał mu do kolan, teraz poruszany wiatrem dodawał mu majestatu. Był szczupły i wysoki – trzeba uważać na zasięg ramion – pomyślała. Teraz nie była już kobietą, zafascynowaną swoim adresażem kobietą z wczorajszej kolacji, teraz była jedynie szermierzem. Popatrzyła na niego, stał nie wzruszony, patrzył na nią przyjaźnie. Przez moment nawet wydawało się jej, że z sympatią, ale tylko przez moment. Jego zimna twarz najemnika nie zdradzała emocji tylko oczy, oczy to było zwierciadło w którym mogła czytać. Nagle bez ostrzeżenia sięgnął rękom za plecy wyciągną prosty dwuręczny tasak, ciężki niczym katowski miecz. Wbił go w ziemie tuż przed sobą. Uderzył się ręką w pierś i skłonił głowę w jej kierunku dając do zrozumienia że jest gotów. - Matko – pomyślała. W tym samym momencie 300 żołnierzy jego pułku wykonało taki sam gest jak jeden żywy organizm. Jak można tak wyszkolić 300 ludzi by myśleli jednocześnie to samo, by byli jednym. Dreszcz przeszedł jej przez plecy. Teraz nawet te pięć i pół tysiąca jej żołnierzy za plecami nie dodawało jej otuchy. Poczuła się nagle tak samotna, porzucona i oddana w jego ręce. Uśmiechnął się do siebie w duchu, przez chwilkę w jej oczach, tak tylko przez moment dopóki się nie opanowała to był strach. Wiedział że tak będzie. Ta arcymistrzyni, ten pierwszy szermierz cesarskiego dworu, przestraszył się, jednego prostego gestu, przemnożonego przez 300. Zaśmiał się w duchu. Jego twarz nie zdradzała nic, była tylko woskową maską, pod którą chwał wszystkie uczucia. Patrzył na nią jak szła kołysząc lekko biodrami, była piękna, pełne piesi, biodra, teraz zapłakał w duchu. - Żegnaj kochanie – powiedział do niej jedynie w swoim umyśle. Wiedział że nie ma z nim szans, był ostatnim żyjącym pierwszym, nikt nie miał z nim szans. Wiedział że musi ją zabić, jego 300 ludzi nie miało szans przeciw jej kohorcie. Tylko zabicie jej było szansą. Rozluźnił się, pozwolił powoli przejść przez jego ciało otępieniu, powoli wyłączał umysł, świat rozmył się przed jego oczami, ostra pozostawała jedynie ona, powoli pole widzenia zaczynało się zawężać, aż zbiegło się do punktu, w końcu i on zgasł, nie myślał już, nie był, całe jego ciało reagowało już instynktownie, bez udziału woli, bez udziału umysłu. Był gotów. Powoli się do niego zbliżała. Krok po kroku podchodziła. Ustawiła się w pozycji szermierczej, zważyła w ręku swój miecz. Był lekki idealnie wyważony. On miał jedynie prosty ciężki obosieczny tasak. Dlaczego, czyżby nie wiedział że jest arcymistrzynią. Przecież atak tak ciężkiej broni jest tak widoczny, tak sygnalizowany, tak łatwo przed nim uskoczyć i wyprowadzić kontrę. Popatrzyła w jego oczy. - Mamusiu – pomyślała – te oczy, toż to oczy trupa, dwie szklane kulki nie wyrażające niczego. Zamarła, on nie patrzył na nią, nie patrzył nawet, w jej kierunku. On, on, patrzył w pustkę gdzieś daleko za jej plecami. - Nie to nie możliwe – pomyślała. Słyszała o szermierzach natchnionych, nad istotach zrodzonych z miecza, stworzonych u początku świata, takich, którzy walczyli nie umysłem lecz ciałem. Kontrolowali nie miecz, lecz przeciwnika. To nie możliwe, on nie mógł być ....... A jeżeli, a jeśli on rzeczywiście jest. – Posłała wątpliwości do diabła, rzuciła się do przodu, byle już mieć to za sobą, byle zaatakować. Nagle kontem oka ledwie dostrzegła ruch, i wtedy było już za późno, nawet jej refleks nie był dość szybki. Świat zawirował jej przed oczami i zastąpiła go pustka. Cisza, cisza wypełniała powietrze i pomimo kilku tysięcy ludzi można było usłyszeć skowronka w oddali. Słońce raziło go w oczy. Wiał lekki zefirek i ten skowronek w oddali. Uśmiechnął się do siebie w duchu. Już po wszystkim. Wszyscy zamarli, nie docierało do nich co się stało, nie rozumieli jak można przy pomocy ciężkiego dwuręcznego miecza zdmuchnąć jednego z najlepszych szermierzy cesarstwa jednym uderzeniem, jak można wyprowadzić taki cios tak zwinnie, tak szybko. Lajdon powoli podchodził do leżącej dziewczyny, nawet teraz ze sklejonymi krwią włosami wydawała mu się piękna. Stary felczer klęknął nad nią. Miał łzy w oczach. - Kochałeś swą Panią. – Spytał go Lajdon - Tak Panie. – Starzec zgioł się w ukłonie. Wiedział że stwierdzenie śmierci może poczekać. Po takim ciosie to i tak cud że dziewczyna ma jeszcze głowę. – Pomyślał - Czerep rozchlastany, mózg na wierzchu, trup na miejscu. – Ryknoł Lajdon na całe gardło. – Potwierdź – syknął cicho do felczera. Opierając jednocześnie czubek ostra na piersiach Pięknej Pani Kohortnik - Tak trup. – stary skinął głową, jego oczy rozszerzyły się, pierś dziewczyny wciąż unosiła się w oddechu. Spojrzał na jej dziewczyny, było mocno spuchnięte, ale rana była powierzchowna, najgorzej wstrząs mózgu nic więcej. Spojrzał w oczy Lajdona i zobaczył ...... spojrzenie dobrego człowieka. Ten potwór, najemnik, moczymorda i łajdak, patrzył teraz jak poczciwiec. - Nie przejmuj się nic jej nie będzie. – Lajdon mrugnął do niego porozumiewawczo. – tylko nikt nie może wiedzieć. - Nigdy Pani, nic nikomu. – Starzec płakał jak dziecko. Tylko on wiedział że jego kochana Pani żyje. – musiał w ostatniej chwili odwrócić miecz i trafił płazem nie ostrzem, - zawył aby uwiarygodnić scenę. – Mistrz miecza pomyślał patrząc na Lajdon – mistrz nad mistrze. – skłonił się głęboko. - Teraz nie mam Pana, czy mógłbym pułkowniku. – Stary zwrócił się do Lajdona. - Tak, felczer w pułku zawsze się przyda. – kolejne mrugnięcie upewniło go w przekonaniu, że zostanie ze swą Panią. Był szczęśliwy.
Obudziła się, pod czaszką łupało jak by ktoś wpuścił jej do głowy orkiestrę dętą. Rozejrzała się dookoła była w skromnej lecz, ze smakiem urządzonej sypialni. Podniosła głowę, siedział naprzeciw w sporym fotelu, bez zbroi kolczug i broni wyglądał nawet lepiej, uśmiechał się lekko do niej. - Witaj Pani Kohortnik – Lekko skłonił głowę. - Gdzie jestem – wyszeptała, mówienie przychodziło jaj z trudem. – Co się stało, czemu żyję. - Cicho, nic nie mów. – uciął krótko. - Mówienie męczy. – Uśmiechnął się do niej ciepło. - Dzień dobry Panience. – wyszczebiotała mała blond włosa dziewczyna otwierając jednocześnie drzwi. – teraz niech Panienka to wypije – dziewczyna spojrzała pytająco na Lajdona. Ten tylko niemo kiwnął głową. Dziewczyna odstawiła tacę wzięła z niej spory kubek i przytknęła jej do ust. Poczuła ciepło i zapach rosołu, płyn był gęsty mocno doprawiony ziołami i przyjemnie ją rozgrzewał. Dziewczyna wlewała w nią kolejne porcje. Aż Lajdon wstał z fotela. - Dziękuję jesteś wolna. – powiedział, dziewczyna skłoniła się lekko. Odwróciła się do Lajdona i bezgłośnie poruszając jedynie ustami powiedziała - Lalka pierwsza klasa – mrugnęła do niego porozumiewawczo i ciekła zbiegając po schodach chichocząc jak dziecko. Spojrzał na nią i zrozumiał że widziała, słyszała uwagę służącej, speszył się wyraźnie. Pułkownik Szczurów speszył się jej wzrokiem, gdyby nie była zbyt obolała zaśmiała by się. - Wybacz Pani Alindzie, to wiejskie dziecko masę wycierpiało. – tu w republice, a wybacz mnie Pani, jeszcze nie zdążyłem wprowadzić Cię w twoją obecną sytuację. Stacjonujesz chwilowo, - jego głos stał się suchy i rzeczowy, mówił teraz jak żołnierz do żołnierza – w mojej sypialni w wierzy warownej wielkiego muru, w Koszarach Pułku Szczurów. - Alinda, - jego…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Lajdon
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…