Wróć do katalogu

Czarny Anioł cz.2

Dalsze losy dziewczyny o zwykłym imieniu Sharon i niezwykłych wydarzeniach mających miejsce wokół niej.

Hitomi, opublikowano , 13 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Miał około czterdziestki. W jego jasnych, rzadkich włosach dostrzegłam pasemka siwizny. Patrzył na mnie z jawnym zaciekawieniem w matowych, szarych oczach. Miał na sobie bladoniebieską koszulę, rozpiętą pod szyją i czarne spodnie od garnituru. Marynarkę powiesił na krześle. Stanęłam przed nim, a on skinieniem ręki kazał mi zająć miejsce naprzeciw siebie. Siedziałam na brzegu metalowego fotela, wpatrzona w swoje dłonie splecione na kolanach i silnym postanowieniem milczenia. Było mi obojętne, co się ze mną stanie. Wszystko straciło jakikolwiek sens. Co ja mam teraz zrobić? Zostałam zupełnie sama. - Masz na imię Sharon, prawda? – zagadnął nieznajomy mężczyzna, ale postanowiłam go zignorować. Nie podniosłam nawet głowy i nie zaszczyciłam go spojrzeniem. Nie obchodziło mnie, czego on ode mnie chce. Czułam się pusta w środku jak balon. Nie miałam ochoty na rozmowy, a co dopiero na odpowiadanie na tak beznadziejne pytania. - Rozumiem, że czujesz się teraz bardzo zagubiona, samotna i przestraszona, ale wierz mi, że nie męczyłbym cię żadnymi pytaniami, gdyby to nie było konieczne. Jeżeli będziesz ze mną współpracować, szybciej stąd wyjdziesz i będziesz miała święty spokój. Jak on śmie?! „Zagubiona”?! „Przestraszona”?! Skąd może wiedzieć jak się czuję?! Kilka godzin (?) temu na moich oczach zmarła moja matka! Nie ma pojęcia jak się teraz czuję! „Będziesz miała święty spokój”?! Z nim jest chyba coś nie tak! Jak mogę mieć święty spokój, skoro mogłam ocalić swoją matkę, a tego nie zrobiłam?! No jak?! Czy on tego nie rozumie? Złość i rozpacz pulsowały we mnie, ale nadal nie podniosłam głowy i spojrzałam na niego. - Skoro wszystko ustalone to chciałbym, żebyś przypomniała sobie chwilę, gdy wyszłaś z samochodu, uklęknęłaś na ulicy i zaczęłaś krzyczeć. Pamiętasz, co się wtedy działo? Jak się wtedy czułaś? Zdarzyło ci się to już wcześniej? Czy twoja matka wiedziała, że umiesz robić takie rzeczy? – zadręczał mnie tymi beznadziejnymi pytaniami jak jakiś marny dziennikarz, a w mojej głowie znów zaczęły się pojawiać migawki wydarzeń tego dnia. Tego było już za wiele. Zerwałam się gwałtownie z krzesła i oparłam dłońmi o oddzielające nas biurko. Nasze twarze znajdowały się teraz o kilkanaście centymetrów od siebie. W jego oczach ujrzałam zaskoczenie i niepewność. Zalewała mnie fala gorąca. Ledwo powstrzymywałam się, żeby nie złapać go za szyję i nie zacisnąć wokół niej palców. Patrząc mu prosto w oczy, z nieukrywaną złością zapytałam: - Ja mam z panem współpracować?! Ja?! Kim pan w ogóle jest? Co to za beznadziejne pytania?! A przede wszystkim, skąd pan może wiedzieć jak się czuję?! Jeszcze kilka godzin (?) temu cieszyłam się, że wyjeżdżam razem z mamą na wakacje, a już chwilę później jakiś wariat wraz z nią odebrał mi sens życia! A co potem? (I tu właśnie dochodzimy do sedna sprawy). Potem obudziłam się w jakiejś sali monitorowanej przez kamery, przykuta do łóżka i z ręką podziurawioną zastrzykami? Panu też to się przytrafiło?! Och, naprawdę współczuję! Może mi pan to jakoś wytłumaczy?! Co robiłam przykuta do łóżka w pokoju bez klamek?!!! Odsunęłam się od niego, ale nadal nie odwracałam wzroku. Zdumienie, które widziałam na początku w jego oczach znikło, aby ustąpić miejsca… zainteresowaniu? Łagodnej ciekawości? Starał się nie mrugać, a w pewnym momencie nawet lekko rozchylił usta. - A więc to prawda… - wyszeptał, wciąż nie odrywając ode mnie wzroku. - Co? – zapytałam trochę zbita z tropu. - Twoje oczy… - Co?! – krzyknęłam już trochę poirytowana. Ocknął się i spojrzał na mnie trochę przytomniej. - Chyba czas, żebym ci wszystko wyjaśnił. Niepotrzebnie cię zdenerwowałem. Przepraszam. Zacznijmy jeszcze raz. To moja pierwsza taka sprawa. – (tak jakby to wszystko wyjaśniło) – Jeszcze raz przepraszam. - Niech panu będzie. Proszę zaczynać – odpowiedziałam spokojniejszym głosem, ale nadal byłam czujna. - Nazywam się Bob Tischner. Znajdujesz się na terenie jednej z siedzib FBI w Nowym Jorku. Zostałaś tu przywieziona czternaście godzin temu. Dostawałaś zastrzyki na uspokojenie. Krzyczałaś i rzucałaś się przez sen, dlatego przywiązaliśmy cię do łóżka. Jesteś tu, ponieważ chcielibyśmy poobserwować cię przez jakiś czas i zrobić kilka badań… - Poobserwować?! Zrobić kilka badań?! Ale po co?! (Jak to się w ogóle stało? Co tu się dzieje?) - Czego ode mnie chcecie?! - Widzę, że nie pamiętasz, co stało się po wypadku. Zaprzeczyłam ruchem głowy i opadłam na krzesło. - Sądzimy, że jesteś jedną z tych nielicznych osób, które posiadają „pewne” zdolności. Swoim krzykiem sprawiłaś, że w miejscu, w którym klęczałaś, autostrada praktycznie przestała istnieć, a las wokół został dosłownie zmieciony z powierzchni ziemi. Nie mówiąc już o ludziach, którzy zostali nieźle posiniaczeni, a większość z nich trafiła do szpitala z licznymi złamaniami lub urazami wewnętrznymi. A przed chwilą, gdy na mnie krzyczałaś twoje oczy… one zmieniły barwę… na złotą… Potrząsałam z niedowierzaniem głową. Nie spodziewałam się usłyszeć czegoś takiego. Czułam się, jakbym dostała po twarzy. Powtarzałam sobie w myślach, że to niemożliwe. Tego nie mogłam zrobić ja. Przecież to niedorzeczne. W jaki sposób ja, zwykła dziewczyna z małego, nic nie znaczącego miasteczka, miałabym zniszczyć autostradę i wyrwać drzewa z korzeniami. Nie. To niemożliwe. To jakiś koszmar. Na pewno jeszcze się nie obudziłam. Pewnie ciągle leżę w łóżku w swoim pokoju i śnię ten koszmar. Zaraz wpadnie mama i ściągnie ze mnie kołdrę. To nie może dziać się naprawdę. - To mi się śni prawda? – zapytałam na głos. – To tylko sen? Przecież takie rzeczy nie dzieją się w prawdziwym świecie. Nie można krzykiem zrobić dziury w ziemi, a oczy same z siebie nie zmieniają koloru. Prawda? Niech pan powie, że ja ciągle śpię, że to tylko głupi żart! Niech pan powie cokolwiek! Ale on patrzył na mnie z całkowitą powagą. Nie drgnął mu żaden mięsień. Nawet nie mrugnął. Wstałam z krzesła, obeszłam biurko i stanęłam przy Tischnerze. - Proszę, niech pan powie, że to nie dzieje się naprawdę. Proszę. Patrząc mi w oczy, powoli potrząsnął głową, a ja poczułam jak załamują się pode mną nogi i pochłania mnie ciemność.

4

Tym razem obudziłam się w innym pomieszczeniu. Nie byłam już co prawda przywiązana do łóżka, ale tu również zainstalowano kamery, a po środku przeciwległej ściany znajdowały się te…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych