Czarny Anioł cz.5 ost
Zakończenie historii Sharon.... (zachęcam do przeczytania całości...)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Celem, który na początku obrałam, było odnalezienie mordercy mojej matki, a kto wie może nawet zabicie go. To, że ON jest tutaj tylko ułatwiało sprawę. Uśmiechnęłam się do swoich myśli i od razu poczułam się lepiej. Wiedziałam, że człowiek, który pilnował kamer powiadomił już swoich kolegów, że wpadłam w szał, i że oni za najwyżej pół minuty tu wpadną. Nie rozejrzałam się nawet po pokoju, bo wiedziałam, że jest zrujnowany, tylko od razu zamknęłam oczy. Widzę go. Wszystko stoi na swoim miejscu, nietknięte i nieświadome gniewu, który gotuje moją krew. Skupiłam się na tym tak mocno, aż poczułam, że myśli wypływają mi z głowy wartkim strumieniem, zalewając cały pokój. Otwierając oczy, poczułam lekki uścisk strachu, ponieważ nie wiedziałam, czy moje starania odniosły jakiś rezultat. Jakaś cząstka mnie wierzyła jednak, że się udało i kurczowo trzymała się tej myśli. I rzeczywiście. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wszystko wydawało się w porządku. Zniknęły kawałki porcelany z rozbitej umywalki. Na ścianach nie było śladów pęknięć, a cały pokój wyglądał jakby dopiero co w nim posprzątano. Czułam, że agenci są coraz bliżej. Zajrzałam jeszcze tylko szybko do łazienki, a upewniwszy się, że potłuczone lustro znów tworzy spójną całość, a kamera odzyskała dawny kształt, wróciłam spokojnie do pokoju i jak gdyby nigdy nic rozsiadłam się przed telewizorem. Ledwo zdążyłam go włączyć, gdy wpadło czterech agentów. Byli ubrani w czarne garnitury, a w dłoniach trzymali pistolety! Teraz już wiem jak bardzo im na mnie zależy. Spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. Pewnie spodziewali się ujrzeć jakiegoś potwora stojącego wśród zgliszczy zrujnowanego pokoju, a nie zwykłą dziewczynę, która najzwyczajniej w świecie ogląda telewizję. No to się zawiedli. Spojrzałam na nich obojętnie, a potem wróciłam do oglądania programu (nawet nie wiedziałam jakiego). Kątem oka zauważyłam, że spojrzeli po sobie, a potem jeden z nich poszedł do łazienki. Wrócił po chwili i, gdy podszedł do kolegów, pokręcił nieznacznie głową. Spojrzeli jeszcze raz na mnie i wyszli wyraźnie zawiedzeni. Uśmiechnęłam się lekko do siebie, chociaż wiedziałam, że nie tak łatwo ich oszukać. Na pewno odtworzą ostatnie zapisy z kamer, a potem… no właśnie: co potem? Zaczęłam gorączkowo myśleć. Ten mężczyzna jest tutaj. Nie wiem tylko gdzie i jak często. Może gdybym dostatecznie mocno się skoncentrowała, udałoby mi się wyczuć jego obecność? Hm… Warto spróbować. Mam niewiele czasu, bo „Mark” i jego kumple prędzej czy później tu wrócą, ale już nie będą tak naiwni. Najlepiej żebym zaczęła od razu, a później niech się dzieje co chce. Tak więc zamknęłam oczy i rozpoczęłam… polowanie…
*
Nawet nie wiem jak to zrobiłam. Pozwoliłam myślom swobodnie krążyć po korytarzach mojego umysłu, a one same odnalazły właściwe drzwi. To przypominało trochę sen. Stałam na środku pokoju i rozglądałam się, a gdy spojrzałam w dół ujrzałam… siebie. Siedziałam na podłodze ze skrzyżowanymi nogami, opuszczoną głową i dłońmi opartymi o podłogę. To było dziwne uczucie patrzeć na samą siebie, a jednocześnie ciągle czuć twardość i zimno podłogi. Gdy spojrzałam na swoje przezroczyste nogi, unoszące się nad ziemią, zrozumiałam, że w jakiś sposób opuściłam ciało. Przeszło mi nawet przez myśl, że umarłam, ale jednak zauważyłam, że klatka piersiowa mojego ciała faluje delikatnie i miarowo. To oznaczało, że nie opuściłam go całkowicie. Ale jak to się stało? Mogłam tu tak „stać” w nieskończoność i rozważać odpowiedzi na wiele podobnych pytań, a przecież miałam coś do zrobienia. Podleciałam do drzwi i przeniknęłam przez nie, czując chłód metalu (nie wiem jak to było możliwe skoro nie miałam ciała). Przed nimi stało dwóch mężczyzn. Każdy miał co najmniej dwa metry wzrostu, bardzo szerokie ramiona i niezbyt inteligentny wyraz twarzy. Każdy miał też słuchawkę w uchu, więc nie musiał zbyt dużo samodzielnie myśleć, a pod czarnymi marynarkami na pewno ukrywali broń. Przepłynęłam obok nich (nawet nie poczuli mojej obecności) i przeleciałam kawałek w prawą stronę. Dopiero teraz poczułam lekki dreszcz paniki. Przecież nie wiedziałam gdzie GO szukać. Nawet nie wiedziałam jak wielki jest ten budynek. Poszukiwania zajmą mi całą wieczność – jęknęłam. Wtedy zauważyłam srebrną mgiełkę unoszącą się tuż nad podłogą. Była ledwo widoczna, bo prawie zlewała się z białymi płytkami, ale i tak to wszystko stawało się zbyt proste. Wszystko przychodziło zbyt łatwo. Srebrzysty szlak doprowadził mnie do windy. No pięknie, kolejna przeszkoda na mojej drodze. Przeniknęłam do kabiny i przyjrzałam się miejscu, gdzie normalnie powinny być guziki z numerami pięter. Znajdował się tam mały ekranik, który z prawej strony miał podłużną szczelinę. Pewnie trzeba było mieć specjalną kartę, żeby uruchomić windę. Fajnie. Ciekawe jak ją zdobędę. Postanowiłam jednak na razie się tym nie przejmować i przedostając się do szybu windy, ruszyłam na kolejne piętro. Tutaj nie było już widać srebrnej poświaty, więc nie wiedziałam dokładnie gdzie lecieć. Zatrzymywałam się przy każdych drzwiach i zaglądałam przez nie, szukając srebrzystego blasku. Jednocześnie liczyłam pokonane piętra. Aż wreszcie za siódmym razem na powrót dostrzegłam strzępy srebrnej pary unoszące się nad posadzką. Przeniknęłam na korytarz i podążyłam nim dopóki moja ścieżka nie urwała się przed jakimiś drzwiami. Tak jak wszystkie, wykonane były z metalu, ale ktoś okleił je, by wyglądały jak drewniane. A więc to tutaj. Jakoś poczułam, że serce zaczyna mi bić szybciej, a w dole brzucha pojawił się nieznośny ból, jakby ściskania. Stałam, wpatrzona w okrągłą, metalową klamkę, mrugającą do mnie zimnym światłem jarzeniówek, niezdolna do wykonania jakiegokolwiek ruchu. Po chwili jednak otrząsnęłam się z odrętwienia i przeniknęłam przez drzwi. To naprawdę był ON. Siedział za pięknym, dębowym biurkiem i czytał gazetę. Rozparty wygodnie w swoim ogromnym, wykonanym z czarnej skóry fotelu wydawał się zupełnie beztroski. Pomieszczenie było urządzone skromnie, a jego wystrój graniczył niemal ze sterylnością. Czułam bijące z niego zimno. Panował tu niesamowity porządek. Na biurku nie leżały żadne papiery, nie stały żadne fotografie, nic, oprócz telefonu i podstawki na pióra. Po prawej stronie stała szara szafka z kilkoma szufladami. Podłogę wyłożono bladoniebieskimi płytkami, a ściany miały odcień kości słoniowej. Czarny fotel i ciemnobrązowe biurko mocno z nimi kontrastowały, dając niesamowity efekt. Zaczęłam powoli zbliżać się do mężczyzny, czując jednocześnie coraz gwałtowniejsze uderzenia serca. Byłam już tak blisko, że mogłabym do dotknąć. Jego blizna odcinała się zimną bladością od opalonej twarzy i ciemnych włosów. Miałam ochotę jej dotknąć. Wołała mnie. Chciała bym poznała jej gładkość i chłód. Już wyciągnęłam rękę by odpowiedzieć na jej wezwanie, gdy…
*
…poczułam gwałtowne szarpnięcie z tyłu głowy i znowu znalazłam się w swoim pokoju. Przed drzwiami stała jakaś kobieta z tacą i patrzyła na mnie, podczas gdy ja siedziałam ze skrzyżowanymi nogami i wyciągniętą ręką, której palec wskazywał na nią. Spojrzałam jej prosto w oczy, a ona drgnęła. Powoli, nie spuszczając ze mnie wzroku, podeszła do stolika i postawiła na nim tacę, a potem czym prędzej wyszła. Podniosłam się z podłogi i poszłam do łazienki. Patrząc w lustro zauważyłam, że moje oczy mają nieco jaśniejszą barwę… Przepłukałam twarz zimną wodą i nieco bardziej orzeźwiona, wróciłam do pokoju. Przez chwilę jeszcze walczyłam z głosem matki, odbijającym się od ścian mojej podświadomości, gdy w końcu ostatecznie zwyciężyły emocje i chęć działania. Nie przejmując się, znajdującymi się w pokoju kamerami, podeszłam do drzwi. Zamknęłam na chwilę oczy, koncentrując wszystkie myśli na tym jednym przedmiocie. Wyciągając rękę czułam jej nieznośne gorąco i pieczenie. Kładąc ją na zimnej powierzchni drzwi, odczułam chwilową ulgę, która po chwili przerodziła się w strach. Oto na moich oczach drzwi zaczęły się topić jak kostka lodu na słońcu. Nie czułam żadnego bólu, tylko to gorąco. Uczucie było podobne do włożenia dłoni do zbyt ciepłej wody. Na podłogę spływały strumienie dziwnej, kleistej substancji. Przez moment drzwi były zupełnie przezroczyste, a w następnej chwili całkowicie znikły, pozostawiając po sobie parującą kałużę. Dwaj agenci, którzy mieli mnie pilnować, stali teraz osłupiali z otwartymi ustami, wędrując zdumionymi spojrzeniami ode mnie do kałuży i z powrotem. Wykorzystując ich nieuwagę, zaatakowałam. Podniesieni niewidzialną siłą, zawiśli przez chwilę w powietrzu, a potem z rozmachem uderzyli w ścianę tak, że pozostały w niej wgniecenia. Wszystko odbywało się jakby w zwolnionym tempie. Ciała lecące na ścianę i ciche westchnienie, które się z nich wydobyło, gdy zderzyły się z twardą powierzchnią, a potem osuwające się na podłogę. To wszystko trwało zaledwie kilka sekund, ale dla mnie wydawało się wiecznością. Kierowana jakimś impulsem, zbliżyłam się do jednego z bezwładnie leżących mężczyzn i przeszukałam jego marynarkę. Okazało się, że w jednej z kieszeni miał właśnie to, czego potrzebowałam – kartę do windy. To jest zbyt proste. Zadowolona, że na razie wszystko idzie sprawnie, puściłam się biegiem do windy i nie zatrzymałam dopóki do niej nie dotarłam. Stojąc twarzą do drzwi i wduszając co chwila przywołujący ją przycisk, poczułam jak wzdłuż kręgosłupa spływa mi lodowata strużka potu. Jednocześnie, gdzieś na krańcach podświadomości, słyszałam echo zbliżających się kroków. Już wiedzą. Coraz gwałtowniej i mocniej wciskałam guzik windy, aż w końcu drzwi rozsunęły się z przeciągłym sykiem, a ja wpadłam do środka. Trzęsącymi rękami wepchnęłam laminowaną kartę, którą zdobyłam, do szczeliny po prawej stronie ekraniku. Wyświetliły się na nim cyfry od minus pięciu do dwunastu. Trójka była jaśniejsza od reszty. Szybko wcisnęłam dziesiątkę, a gdy to zrobiłam, ekran znów był czarny. Winda ruszyła, wydając przy tym cichy pomruk, a ja na chwilę zamknęłam oczy, by uspokoić kołaczące serce i zaznajomić się ze świadomością, że już nie ma odwrotu. Po kilkudziesięciu sekundach winda zatrzymała się, a rozsunięte drzwi ukazały mi korytarz dokładnie taki sam, jakim go widziałam po raz pierwszy. Nie widziałam sensu blokowania windy, bo ci którzy chcą mnie dopaść i tak znajdą drogę, by się tu dostać, a mi nie zależało na utrudnianiu im zadania. Skupiłam się tylko na jednej rzeczy, a właściwie osobie, z którą jak najszybciej chciałam się spotkać. Pobiegłam więc z głąb korytarza, wypatrując tych jakże osobliwych drzwi z mojej… wizji. Biegnąc, rozglądałam się nerwowo, a w mojej głowie zaczęły się rodzić przerażające podejrzenia, że wysiadłam na złym piętrze albo co gorsza, że to wszystko to była tylko moja wyobraźnia…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Hitomi
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…