Czarodziej ( Rozdział siódmy )
Zapraszam do przeczytania poprzednich rozdziałów.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Gratuluję pani adwokat – powiedział mężczyzna po wyjściu z sali rozpraw. – Lubię kobiety, które wygrywają. – A ja lubię wygrane pieniądze. – A propo pieniędzy. Najpierw pójdziemy na drinka a potem wystawię pani czek, być może premiowany. - Najpierw wystawi mi pan czek a później rozejdziemy się każdy w swoją stronę. – Jest pani tego pewna? – zapytał drwiąco mężczyzna. – Jestem pewna tego, że w tej chwili ma pan mi wystawić czek na równą kwotę trzech tysięcy złotych. O ile pan tego nie zrobi, przy naszym następnym spotkaniu w sądzie będzie on niestety powiększony o odsetki i karę za próbę oszustwa – Amanda najchętniej udusiłaby tego faceta gołymi rękoma tu, na holu sądowym, jednak postanowiła zachować spokój i wykazać cierpliwość. – Pani mnie straszy? - Nie. Udzielam dobrych porad. Mężczyzna wyjął z aktówki książeczkę czekową. – Możemy usiąść przy tym stoliku? – wskazał ręką na stojący tuż obok mały stolik otoczony dwiema skórzanymi sofami. Amanda siadła i poczuła na sobie spojrzenie tego okropnego faceta. – Na pewno nie chce pani uczcić ze mną wygranej? - Na pewno. – Proszę – podał jej czek. – Dlaczego napisał pan 3.200 złotych? - Niech te 200 złotych potraktuje pani jako prezent ode mnie. – Nie lubię prezentów. A tymbardziej od takich facetów jak pan. Ale potraktujmy to jako zapłatę za moją jeszcze jedną poradę. Skoro wygrał pan tą sprawę, może pan założyć teraz sprawę żonie o pomówienie. – Więc widzę, że nie rozstajemy się na długo. – Niestety. Rozstajemy się na zawsze. Nie przyjmuję już żadnego zlecenia od pana. Do widzenia. – Amando, mogłaby pani zarobić niezłe pieniądze. – Od tej właśnie chwili mam urlop – mówiąc to Amanda skierowała się do wyjścia.
- Witaj Amando. Dzwoniłam do ciebie wczoraj parę razy ale nikt nie odbierał telefonu – Amanda usłyszała głos Basi. – Basiu, zapomniałam ci powiedzieć w sobotę, że w poniedziałek nie będzie mnie w biurze. Miałam sprawę w sądzie i cały ... – W porządku. Nic się nie stało. Ale Andziu, wyjaśnij mi o co tu chodzi. – Czego nie rozumiesz Basiu? - Nic mi nie mówiłaś, że znasz Dawida. – Basiu, to dość skomplikowana historia. O ile możesz, wpadnij jutro do mnie do domu i pogadamy. – Niestety ale po południu nie mogę. Mam zebranie rodziców u Michała w szkole. – Więc może pojutrze? - A czy mogłabym wpaść jutro przed południem do twojego biura? Nie zajmie nam ta historia chyba więcej jak godzinę? – powiedziała śmiejąc się Basia. – Wpadnij. Mam nadzieję, że nie. – Zatem do zobaczenia jutro. – Do jutra.
*****
Dawid stał przed drzwiami gabinetu, na których wisiała sporych rozmiarów wizytówka: Dyrektor mgr inż. Marianna Szyszka. Musiał poprosić o dwa dni wolnego, w których miał się zgłosić z Martą do szpitala. Wolał to zrobić już teraz niż odkładać na ostatnią chwilę. Tymbardziej, że wszyscy w szkole wiedzieli, jaki ma stosunek do pracy dyrektorka. Była to starsza kobieta, która pracę ceniła ponad wszystko. Ład, dyscyplina, rygor i porządek, to były jej podstawowe zasady, które stosowała zarówno wśród kadry pedagogicznej jak i wśród wszystkich uczniów. Ktoś napisał kiedyś na drzwiach jej gabinetu grubym, czarnym flamastrem: ŁDRP = SZYSZKA. Cała szkoła na polecenie pani dyrektor była niemalże przesłuchiwana, jednak sprawcy nie znaleziono. Każdy z nauczycieli, gdy tylko usłyszał, że ma się zgłosić w gabinecie dyrektorki od razu dostawał spazmów. Mimo to szkoła była uważana za jedną z najlepszych w całym kraju. Nawet został nakręcony o niej reportaż w telewizji. Dawid zastukał delikatnie do drzwi, po czym nacisnął klamkę. – Dzień dobry – powiedział. – Dzień dobry panie Dawidzie. – Mam do pani wielką prośbę, pani dyrektor. – Proszę, niech pan usiądzie – wskazała ręką krzesło stojące naprzeciw jej biurka. – 21-go listopada mam operację córki. Wcześniej musimy się zgłosić na dwa dni do szpitala celem zrobienia badań. Wypada to 16-go i 17-go listopada. – Rozumiem, że chciałby pan te dwa dni mieć wolne? - Tak, o ile byłoby to możliwe. – A czy pańska obecność w szpitalu jest niezbędna? - Córka ma niecałe pięć lat, więc myślę, że gdybym z nią tam został, czułaby się o wiele lepiej. – A czy poza panem nie znalazłby sie ktoś inny w rodzinie, kto mógłby towarzyszyć dziecku w szpitalu? - Niestety nie, pani dyrektor. Sam wychowuję córkę i nie ma nikogo, kto mógłby mnie w tym wypadku zastąpić – Dawid poczuł jak mu pulsują skronie. – A czy zastanowił się pan nad tym, czy znalazłby się ktoś, kto zastąpiłby pana tu w pracy? Dawid pomyślał przez chwilę, jednak nerwy, które go właśnie zaczęły opanowywać nie pozwalały na znalezienie żadnej logicznej odpowiedzi. – Panie Dawidzie. O ile znajdzie pan kogoś wśród nauczycieli, kto zgodzi się pana zastąpić, przyjdzie pan do mnie i przedstawi swoją propozycję. – Rozumiem – ledwo wydusił z siebie Dawid. – Do widzenia.
*****
- Cześć Andziu! – zawołała Basia wchodząc do biura. – Witaj Basiu. Już robię kawę. – Andziu, zrób mi herbatę. Wypiłam już dwie kawy i starczy. – Dobrze, zdejmuj płaszcz i siadaj. – Opowiadaj całą historię. – Nie gorączkuj się tak, bo czegoś jeszcze zapomnę. – Dobra. Siedzę cicho i słucham. – W pewien ciepły październikowy poranek wybrałam się na piechotę do pracy. Idąc zauważyłam na środku ulicy małą dziewczynkę więc wybiegłam aby ją stamtąd zabrać. Tuż przy krawężniku potrącił mnie samochód. – O rany! – wykrzyknęła Basia. – Spokojnie, nic mi się nie stało. Zbiłam tylko dość mocno nogę i złamałam obcas w moim nowym bucie. – A Marta? Bo to pewnie o nią chodzi? - Marcie absolutnie nic się nie stało. – A gdzie był Dawid? - Basiu, przecież ci o wszystkim opowiadam. Cały czas mi przerywasz – zwróciła uwagę Amanda. – Bo to jest narazie straszne. Ale dobra, będę już cicho. – Dawid kupował w kiosku gazetę. Teraz już nie wiem na czym to skończyłam. – Że zbiłaś sobie nogę i złamałaś obcas w bucie a Marcie nic się nie stało. – No właśnie. Największą rozpacz stanowiły dla mnie buty. Wyobraź sobie, że przesiedziałam prawie pół godziny na ławce w październiku bez butów.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kondor
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…