Czary Mary
Mam nadzieje że zainteresuje was to opowiadanie.To było moje jedno z pierwszych.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Gdy szłam jak zwykle do szkoły o godzinie 7.40 chciałam pójść po Miśkę okazało się że po raz pierwszy ona poszła sama, beze mnie. Poszłam do szkoły okazało się że Miśki w ogóle nie ma, nie przyszła, okłamała mamę i mnie. Od razu po lekcjach pobiegłam do Miśki, była już w domu zapytałam dlaczego nie poszła dzisiaj do szkoły. Ona mi nic nie odpowiedziała tylko coś tam pod nosem mruczała. Musiałam ją zapytać co się dzieje i zagadnęłam do niej: -Misia co się dzieje, jesteś jeszcze bardziej cicha niż wcześniej i nie gadamy. A ona tylko rozpoczęła zdanie -Zuza ja...... i je nie zakończyła. -Co się dzieje! Wykrzyknęłam ze strachem. -Nie mogę ci powiedzieć, nie gniewaj się. -Nie gniewam się tylko się martwię o ciebie. Uśmiechnęła się lekko jednak było widać że miała strach w oczach. Następnego dnia spałam aż do 10.00 bo była na szczęście sobota. Musiałam odpocząć po tym męczącym i długim dniu. Na śniadanie miałam pyszne grzanki z dżemem śliwkowym, który zrobiła moja babcia. Do picia miałam bardzo dobre kakao i na deser jabłko z sadu babci. Po śniadaniu wyszłam z moim pieskiem Kajtkiem. Potem pobiegłam do Miśki myślałam że jeszcze śpi bo zawsze spała do 11.00 albo dłużej. Nawet do szkoły się spóźniała, była takim śpiochem. Lecz dziś obudziła się bardzo wcześnie i od razu po śniadaniu gdzieś pobiegła. Co miałam zrobić poszłam do domu odrobić lekcje. Mieliśmy strasznie dużo pracy domowej nawet pani od religii, która nigdy nic nie zadaje dała nam prace domową. Do tego tyle pracy w piątek zamiast mieć czas wolny, trzeba robić prace domowe. Po prawie 3 godzinach zrobiłam lekcje. Poszłam do Misi, ona już była. Siedziała przed komputerem i coś przepisywała. Była na stronie dla czarownic, zaciekawiło mnie to i zapytałam. -Co to za strona? A ona od razu się zerwała jakby zobaczyła ducha i wyłączyła szybko komputer. -Co ty tu robisz miałaś chyba być na podwórku! -Tak ale wstąpiłam do ciebie, nie widziałyśmy się całe 3 dni. Chyba jesteśmy koleżankami? A ona spojrzała na mnie i odpowiedziała mi na pytanie. -Tak. -Co tak? -No jesteśmy koleżankami znamy się przecież od 1 klasy. -Co to za strona? -Taka z grami powinnaś znać. Uśmiechnęła się nie szczerze. Zamilkła grobowa cisza. Poszłam do domu lecz wiedziałam że się z nią dzieje coś nie tak. Myślałam nad tym całe popołudnie, nagle coś mi zaświtało postanowiłam że będę ją obserwować od samego rana. Nadeszła pora obiadu, na obiad miałam to czego raczej nikt nie lubi przynajmniej żadne dziecko. Miałam brokuły i klopsy z ziemniakami. Na szczęście kompot był ze słodkich gruszek, a na deser miałam budyń, mniam. Nadszedł wieczór, wybiła godzina 19.00. Mama pozwoliła mi jeszcze obejrzeć dobranockę bo szły akurat ,,Smerfy”. Po dobranocce zjadłam skromną ale za to pyszną kolację. Nadeszła 21.30, mama ułożyła mnie do snu i zagasiła światło. Nadeszła ciemność, nagle poczułam coś ciepłego na nogach był to mój piesek. Pogłaskałam go po łbie i zasnęłam. Miałam strasznie dziwny sen którego nie da się opisać. Gdy tylko wzeszło słońce zadzwonił mój budzik, który był nastawiony na w pół do ósmej. Gdy wstałam poszłam przegryźć kanapkę i popić sokiem. Na dworze było dosyć chłodno więc założyłam sweter, który dostałam właśnie od Miśki. Był bardzo ładny, miał czerwone Kółka na zielonym tle. Poszłam do Miśki lecz do niej nie weszłam, miałam zamiar ją obserwować przez cały dzień. Minęło zaledwie 15 minut a już Miśka wychodziła, myślałam że będę czekać strasznie długo co najmniej do 10. A ona już o 8.15 wychodziła. Po cichu za nią wybiegłam. Szłam za nią cały czas droga była strasznie długa i kręta. Wreszcie chyba zbliżaliśmy się na miejsce, powoli wchodziła do lasu a ja za nią. Trochę się przestraszyłam bo las był ciemny i cichy tak jak Miśka. Nagle się zatrzymała, przestraszyłam się i szybko się schowałam za krzak jałowca. Poczułam chłodny powiew na plecach, gęsia skórka mi się najeżyła. Miśka wyciągnęła ręce w stronę nieba i wypowiedziała jakieś słowa. Po chwili błysnęło światło, i............ zrobiło się ciemno jak by noc nadeszła. Drzewa i krzewy zaczęły jeszcze bardziej szeleścić. Pomyślałam że zbiera się na burze. Poczułam że coś zaczyna mnie swędzić w nos i i i ...... -Aaaapsik!! Nagle Miśka przerwała i zrobiło się już normalnie. -Kto tu jest? Pokaż się! -To ja -Co za ja pokaż się tchórzu! -To ja, Zuza! -Zuza co ty tu robisz? -Martwiłam się o ciebie i postanowiłam........ -Mnie śledzić! -Tak, znaczy nie! -Miśka ja chciałam ci pomóc. Martwię się o ciebie! -Zuza! -Tak!? -Nie mów nikomu tego co dziś widziałaś. -Oczywiście że nie powiem, jesteś moją najlepszą przyjaciółką! Po paru minutach rozmów Miśka i ja się pogodziłyśmy a na zgodę przyjaźni przytuliłyśmy się. Miśka pokazała mi co się z nią działo i dlaczego taka była. Myślicie że to koniec? Nie to na pewno nie koniec kłopotów. W tym samym dniu przyśnił mi się straszliwy koszmar, ale nie taki zwykły koszmar jak zwykle, które mi się śnią tylko okropny koszmar. Śniło mi się że dostałam taką magię ja Miśka, że zostałyśmy wybrańcami ochrony naszej ludzkości. Dacie wiarę bo ja nie. Już z samego rana jak tylko się obudziłam bolała mnie głowa i ręce. Mama pomyślała że się przeziębiłam i poszła ze mną do lekarza. Okazało się byłam zdrowa, organizm całkowicie wyczyszczony z bakterii jak nigdy w życiu. Lekarza to zaciekawiło ale i też zaniepokoiło, bo jak dziecko z bolącą głową i rękami może być zdrowe jeszcze bardziej niż zwykle. Trochę się zaniepokoiła moja mama. Od razu po wyjściu od lekarza, chciałam pobiec do Miśki. Lecz moja mama była niestety temu przeciwna. A jednak udało się bo obiecałam że będę uważać. Tylko jak mnie zobaczyła, od razu wybiegła z mieszkania. -Cześć Zuza! Wykrzyknęła z zachwytem. -Cześć! Odkrzyknęłam jak gdyby nigdy nic -Czekałam na ciebie! -Na mnie! -No przecież nie na ducha. Uśmiechnęłam się do niej i podałam jej rękę na część. -Muszę z tobą porozmawiać -Dlaczego, co się stało Zuza!? -To coś dziwnego -Znaczy co? -Dzisiaj przyśnił mi się dziwny sen i..... -I co? Co się stało Zuza powiedz?! -Przyśnił mi się ten sen i od tamtej pory boli mnie głowa i ręce. -Mówisz głowa.. -I ręce! -Musisz iść ze mną -Z tobą? Ale gdzie, do kąt? -Wszystko w swoim czasie. Odpowiedziała i kiwnęła ręką. Powiedziała to takim głosem jakby miała zaraz umrzeć. Szłam i szłam a końca nie było widać. Pierwszy raz Miśka była taka... stanowcza. A ja byłam taka jak ona w tym sensie że byłam małomówna. Nareszcie byliśmy na miejscu, weszliśmy do dziwnego jakby lasku. Na miejscu było trochę dziwnie, na wszystkich drzewach były dziwne litery. Ale nie takie normalne tylko takie ,,®”. A gdy doszliśmy Misia stuknęła w drzewo prawą ręką dwa razy. Nagle kora od drzewa otworzyła się jak drzwi a w wejściu do środka była wstążka z napisem: ,, ™ wita w tajemniczej krainie”. Byłam w szoku a Miśka weszła tam, nagle się odkręciła i powiedziała: -No Zuza idziesz czy nie?! -Ja?! -A widzisz jeszcze kogoś tutaj! Obejrzałam się za sobą i odpowiedziałam. -No nie! -A więc choć! Ona weszła do środka a ja przez chwile postałam i postanowiłam wejść. Gdy wchodziłam do środka ochłonęło mnie coś dziwnego. Poczułam lekki dreszczyk i nagle ujrzałam piękny wodospad który miał wszystkie kolory tęczy. Było trzeba przez niego przejść by zobaczyć co jest za wodospadem. Jednak gdy przechodziłam pod wodospadem nic nie poczułam w tym sensie że w ogóle mnie nie zmoczył. -Łał jak tu pięknie! Wykrzyknęłam z zachwytem. -Wiem! -Co wiesz? -Że jest tu pięknie. Po pięknym i błękitnym niebie fruwały jakby elfy, kwiaty były piękne. Miały wszystkie barwy tęczy i nie tylko. Dookoła latały złote i brokatowe, małe i duże ważki, wszędzie były milusie zwierzaki. Były tam sarny, króliki, zające, jeże i wiewiórki o puszystych ogonkach. Byłam zachwycona, pierwszy raz widziałam coś tak dziwnego. Myślałam że śnie lub że to bajka. Nagle sfrunęły malutkie elfy. Posypały nas jakimś dziwnym pyłkiem po którym łzy w oczach się pojawiały i zaczynano kichać. Zapach był kwaśno-słodki koloru złoto-brokatowego. Te elfy coś tam na piszczały i odfrunęły. A Miśka powiedziała: -Zaraz polecimy. -Polecimy!? -Tak. -Jak to polecimy? -No normalnie. -Mów jaśniej bo nie kumam. -No po tym pyle wyrosną nam skrzydełka. -Skrzydełka?! -No przecież mówię. -A co te elfy mówiły? -Gdzie mamy polecieć, 3..2..1.. i.. -Ała!!! -Trochę boli wiem. Minęło z 5 minut i... .Mieliśmy już skrzydełka .Trochę to bolało bo wyrosły nam z pod skóry. Skrzydła były przepiękne zwłaszcza moje. Były duże, wielobarwne i jeszcze sypał się z nich ten pyłek. Miśki skrzydła były złoto-czerwono-niebieskie i też duże. Ja byłam zachwycona tymi skrzydłami cały czas im się przyglądałam a Miśka nic tylko ze zdenerwowaniem spoglądała w niebo. Dla niej te skrzydła były jak ubranie które nosi co dzień. Pewnie już je nie raz miała. -Chodź! -Gdzie ? -No lecimy już! -Do domu? -Nie ty głuptasku! -A gdzie? -Mieliśmy lecieć do.... później ci powiem a teraz lećmy! -Ale ja się boje, a jak spadnę! Nie chce lecieć! -Musisz! Przestraszyłam się jej po raz pierwszy. Krzyknęła na mnie i rozkazała nie poprosiła tylko kazała mi lecieć. -Pokaże ci jak latać, rób to co ja, ok.! -OK.! I zaczęła pokazywać co mam robić. Najpierw podniosła lewą nogę na wysokości kolana potem zaczęła machać jednym skrzydłem a potem drugim i tak na przemian. Potem gdy podnosiła się nad ziemią wyprostowała prawą rękę a lewą zgięła. I pofrunęłyśmy do góry, udało mi się zaczęłam latać jest to wrażenie fantastyczne. Leciałyśmy i leciałyśmy, a dookoła fruwały ptaszki, motylki itd. Dolatywałyśmy do pięknej różnobarwnej tęczy. Przypomniała mi się bajka którą opowiadała nam pani w klasie drugiej. Też była tam taka tęcza tylko że ta była o wiele piękniejsza. Nagle Miśka zaczęła zwalniać i wlatywać na tęcze. -No zwalniaj bo się nie zatrzymasz! -A jak się zwalnia?! -Noooo rób to co ja! I zaczęła pokazywać mi jak to robić. Myślicie że to takie łatwe to jesteście w wielkim błędzie. Najpierw zaczęła machać wolniej skrzydełkami, potem wyjęła coś z kieszeni i przytrzymała bliżej tęczy gdy się do niej zbliżaliśmy. Gdy już byliśmy na tęczy ,wiem że to dziwnie brzmi no ale…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Karciunia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…