Czas przeszły złożony
Z dedykacją dla Julie_Through_The_Glass
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Mieszkanie nie było duże. Środkiem ciągnął się przedpokój. Po lewej „jego” mały pokoik, a zaraz po prawej ciasna kuchnia. Dalej przedpokój kończył się ścianą, na której umieszczona była para prostych drzwi. Od lewej łazienka, tuż obok ubikacja. Z jego małym pokoikiem wspólną ścianę miał „jej”, nieco większy. Nigdy tam nie wchodził. Widział tylko ze dwa razy pobieżnie wnętrze, gdy wychodził akurat z łazienki, a ona wychodziła z pokoju. W prawej części mieszkania znajdował się jeszcze, duży pokój posiadający stary telewizor, stare meble i poplamioną wiśniową wersalkę. Nigdy w nim nie przebywał, ona sporadycznie. Wprowadziła się dziewięć dni temu. Przyjechała do miasta studiować dziennie zarządzanie i marketing. Z początku koleżanka zapewniała jej nocleg, do czasu, gdy sama nie znajdzie dla siebie jakiegoś lokum. Ceny nie były niskie, a ona liczyła się z każdą złotówką, wtedy też znalazła jego ogłoszenie. „Wynajmę pokój, osobie spokojnej ułożonej, bezkonfliktowej, cena do uzgodnienia” Pojechała jeszcze tego samego dnia. Odszukała niewielki i stary przycisk, zamalowany dodatkowo farbą ze ściany i zadzwoniła. Po dłuższej chwili stanął na progu obrzucając ją dziwnym spojrzeniem. Wolał żeby była mężczyzną. Ostatecznie jednak wpuścił ją by się rozejrzała. Potrzebował pieniędzy. Stare fundusze powoli zaczynały się kończyć. Nie było czasu na dobieranie sobie lokatora pod każde gusta. Cena była do przyjęcia, pokój wyglądał dobrze, po dwóch dniach wprowadziła się. Podobało się jej, że człowiek, z którym mieszka wydaje się opanowany i spokojny. Wiedziała, że zapewni sobie najwyższą prywatność i spokój. Mieszkała już dziewiąty dzień i była przyzwyczajona do faktu, że jej współlokator jest raczej cichy i zamknięty w sobie. Dni upływały, a oni mijali się czasem na przedpokoju, gdy szedł akurat do łazienki. Próbowała go zagadywać, jednak były to powszechne tematy, które szybko się urywały. Wiedziała, że mieszka sam od ponad roku i wiedziała, że w chwili obecnej jest bezrobotny. W sumie podobało się jej, że trafiła na taką osobę. Nic nie będzie rozpraszać i mącić jej myśli. Będzie mogła skupić się na nauce. Mijały tygodnie, a on jak zawsze przez cały dzień siedział w swoim pokoju. Czasami tylko, gdy się uczyła słyszała jak wychodzi bądź wchodzi do łazienki. Ciekawe co on tam robi całymi dniami w tym pokoju – pomyślała Może to jakiś zboczeniec, napalający się na zdjęcia dzieci w Internecie? A może stracił kogoś bliskiego i zeszła mu cała chęć do życia? Była czułą i wrażliwą dziewczyną, która zaczynała odczuwać współczucie co do jego osoby. Po kilku tygodniach, które już upłynęły jego postać coraz bardziej ją intrygowała, i w jakiś sposób było jej go żal. Nie mogła w tej chwili przestać o nim myśleć. Coraz częściej przekonywała się, że musi w jakiś sposób bardzo cierpieć. Gdy już coś do niej mówił, słyszała zawsze ten sam ponury obcy ton. Jak gdyby uleciało z niego życie. Może czuł się samotny i opuszczony? – Może kiedyś zawiódł się bardzo na kimś? Jak on może tak siedzieć ciągle w ciemnym pokoju… Nigdy nie widziała, żeby ktoś do niego przyszedł. Nigdy nie widziała by do kogoś dzwonił. Nie był brzydki, raczej mocno zaniedbany. Na pewno dawno już nie był u fryzjera - pomyślała przypominając sobie tą jego szopę kudłatych i powykręcanych włosów. Do tego dochodziła jeszcze nieregularnie zarośnięta twarz. Brązowa zaniedbana broda, okalała niezgrabnie jego szyję, brodę, zachodząc pod uszy. Mimo tego wszystkiego miała wrażenie, że gdyby ogolił się i obstrzygł, byłby naprawdę ładnym mężczyzną. Zdradzały to jego łagodne rysy twarzy i ładne oczy. Tak naprawdę nie wiedziała ile ma lat. Zgadywała, że koło dwudziestu siedmiu. Usłyszała szmer otwieranych drzwi. Odłożyła książkę od rachunkowości i dźwignęła się delikatnie z łóżka nasłuchując. Wszedł do ubikacji. Westchnęła tylko i kładąc się wróciła do wkuwania.Zastanawiała ją jeszcze jedna sprawa. Czy on coś w ogóle je? Nigdy nie widziała go w kuchni w porze obiadowej, tak samo było rano i wieczorami. Przeważnie nie wychodził ze swojego pokoju. Drugiego dnia, gdy przygotowywała dla siebie obiad, pomyślała, że zrobi więcej. Myślała wtedy jeszcze, że może podczas wspólnego posiłku poznają się trochę lepiej. Gdy wracał z ubikacji wysunęła się zgrabnie zza ściany, stając naprzeciw mu w fartuchu i z łopatką do przewracania kotletów w ręce. - Zrobiłam ziemniaki z mięsem. Pomyślałam, że może zechcesz zjeść ze mną - powiedziała - Nie. Dzięki. – usłyszała tylko ponurą odpowiedź. Stała chwilę zmieszana. Nie sądziła, że odmówi. - Jadłem już dzisiaj, naprawdę dzięki za fatygę – dodał tylko pośpiesznie widząc jej zmieszanie, po czym wszedł do swojego ciemnego pokoju. - No nic –ocknęła się - nie chce to nie chce. Zastanawiała się później w czasie jedzenia, czy skłamał jej, czy rzeczywiście coś jadł. Ostatecznie przekonała się, że skłamał. Zostawiła jego danie na blacie, może jednak się skusi. Gdy wróciła wieczorem wydawało jej się, że kartofli troszeczkę ubyło, nie była jednak tego tak do końca pewna. Musiał coś jeść to pewne – pomyślała teraz Pewnie wychodził po jedzenie, gdy była w szkole. Zastanawiał ją także fakt, iż jak na razie w lodówce znajdowały się zawsze jej rzeczy. Nie widziała nigdy nic jego, a i w koszu nie było żadnych śmieci. Chciała zajrzeć do jego pokoju i przekonać się czy wszystko co potrzebne do życia trzyma właśnie tam, jednak w gruncie rzeczy było to niemożliwe. Przypomniał się jej także dzień, kiedy zaprosiła nowo poznane koleżanki z uczelni. Mogła przyjmować gości, w dużym pokoju, byle żeby nie były to imprezy dwudziesto-osobowe i było w miarę cicho. Cztery koleżanki i ona zebrały się plotkując na temat mężczyzn z uczelni, świntusząc przy tym i chichocząc. W pewnym momencie przez przedpokój ktoś się przewinął. Był to on, wychodzący z łazienki po kąpieli w samych tylko obcisłych bokserkach. Jego mokre powywijane, w miarę rozczesane włosy opadały zachodząc za skronie. Dziewczyny uspokoiły się dostrzegając go. A jednak coś je – pomyślała, widząc, iż jej współlokator ma dosyć przyjemne i lekko umięśnione ciało. - Ooo witaj piękny nieznajomy – wyśfiergotały niemal, jednocześnie wszystkie koleżanki ożywione jego widokiem. Przyglądały się jego ciału chichocząc przy tym subtelnie. Jego brązowe oczy, leniwie zerknęły w kierunku podekscytowanych dziewcząt. Wyszukał wzrokiem współlokatorkę siedzącą obok nich z napiętą twarzą, czekającą, co wydarzy się dalej. Zastanawiało ją co jej lokator zrobi w tej osobliwej sytuacji. - Gdybyś czegoś potrzebowała, to będę u siebie – rzucił spoglądając w jej kierunku i odszedł z wolna. Po chwili słychać już było tylko ciche zamknięcie drzwi jego pokoju. Do dziewczyny dopiero po chwili dotarło, że zdanie zostało wypowiedziane do niej. Ocknęła się napotykając utkwione w niej spojrzenia koleżanek. - A ten to co taki niedostępny? – zapytała tylko jedna.
Pamięta, to dobrze. W tym momencie zrobiło się jej go jeszcze bardziej żal niż zwykle. Miała się skupić na nauce, a tym czasem rozmyśla na temat obcego faceta mieszkającego tuż za ścianą. Chciała coś zrobić, chciała się czegoś dowiedzieć. Jego postać z każdym dniem coraz bardziej ją intrygowała i wzbudzała współczucie. Robiło sie jej przykro, że mieszka z taką osobą. Osobą, która jak się jej zdawało, przegrywa życie. Tkwi w jakimś dziwnym letargu. Nie mogła zostać dłużej obojętna na to wszystko, jej wrażliwa kobieca strona nakazywała działać. Zaczęła jednak dość niefortunnie.
Któregoś zwyczajnego dnia z kolei, opuściła wykład z ludźmi z grupy, by iść wspólnie całym gronem gdzieś posiedzieć. Było ich więcej niż przypuszczała, prawie wszyscy mężczyźni i jeszcze więcej koleżanek. Posiadówa przeciągła się do późnego wieczora, podczas, którego odwiedzali kolejne puby. W końcu na późny wieczór udało się jej dotrzeć do domu. Była w doskonałym humorze, kompletnie pijana. Weszła głośno, rozbijając się i robiąc sporo zamieszania. Na pewno nie myślała w tym momencie o swoim dziwnym lokatorze, który zniesmaczony hałasami otworzył drzwi stając w progu. Jej lekki płaszcz leżał niedbale na podłodze, a ona sama próbowała zdjąć buta, uderzając przy tym jego szpicem o niewielką szafkę. Dostrzegłszy kątem oka jego nogi, wyprostowała się niezdarnie, uśmiechając się przy tym pijacko. Patrzył tylko na nią wymownie. Jego mina nie mówiła nic istotnego. Nie wydawał się bardzo zły. Po prostu przyglądał się jakby od niechcenia. - Zasiedziałam się trochę w szkole – rzuciła zawadiacko, puszczając mu przy tym oczko. Przyglądał się chwile jej uśmiechniętej buzi. - Twoja sprawa – odparł sucho Dziewczyna kompletnie nie zważyła na te słowa. - Okej, powiem Ci prawdę – zaczęła z uśmiechem – zwinęliśmy się wszyscy z wykładu by trochę poszaleć – dodała z jeszcze większą wesołością, dumna z samej siebie, chwiejąc się przy tym na nogach. - W porządku nie musisz się tłumaczyć, tylko postaraj się doczołgać w miarę cicho do łóżka – dodał mechanicznie niewzruszony, cofając się przy tym z powrotem do pokoju. Tym razem odebrała wszystko jak należy. W jednej chwili jej mina stała się poważniejsza, jakby naburmuszona. Dotarło do niej z jakim człowiekiem ma przecież do czynienia, a, że była pijana, to wygarnie mu wszystko co tylko będzie chciała. Zrobiła krok na przód stając tuż przy jego drzwiach, które właśnie miały się zamknąć. Poczuł intensywny zapach jej perfum, zmieszany z odorem alkoholu. - A powiedz mi – zaczęła - co Ty właściwie robisz ciągle w tym swoim pokoju?? Zatrzymał się w przejściu puszczając drzwi. Pijana dziewczyna starała się zajrzeć przez jego ramię do środka. - Nigdy się nie uśmiechasz, nigdy nigdzie nie wychodzisz. Jesteś jakimś ascetą czy co?? – dopytywała, stając się coraz bardziej nachalna. - w ŻYciu trzEba się bAwićĆ i szAaaleEć! – wyświergotała, akcentując poszczególne sylaby raz głośniej raz ciszej, a raz przeciągając nienaturalnie. Była kompletnie pijana. Chłopak stał tylko przyglądając się jej. - Moje życie to moja sprawa – odparł sucho i obco. Niezrażona dziewczyna, dopytywała jednak dalej - A możee Ty jEstEś – zawahała się szukając słowa - jaKimś zboCzeńcem coO? – wybełkotała w końcu. – OglĄdająCYm całE dnie filMy pORno z udzIałem nieletniCH. – kontynuowała swoje wywody czkając przy ostatnim słowie dźwięcznie. - A ty jesteś kompletnie zalana, chodź zaprowadzę Cię do łóżka - nawet teraz mówił tym swoim spokojnym i ponurym głosem. Wiedział, że ma nie przyjmować pod dach dziewczyny. Z nimi zawsze są jakieś problemy – skarcił się w myślach, denerwując się całą tą sytuacją. W momencie, gdy wyciągał w jej kierunku swoje ręce, ona prześlizgnęła się bokiem wlatując do pokoju. Czarne łóżko, czarny fotel, biurko… Wszystko zdawało się czarne. Po prawej stronie rzucał tylko niebieski blask włączony monitor. W całym tym niewielkim pomieszczeniu panował przesadny bałagan. Nie udało się jej dobrze zidentyfikować walających się rzeczy, prócz jakiś szarych dresowych spodni. Na prawej ścianie nad monitorem, poprzywieszane było masę najróżniejszych karteczek z jakimiś zapiskami. Boki monitora także posiadały takie karteczki. - Dość tego – wyrzucił z siebie nieco gwałtowniej, łapiąc ją za przedramię i ciągnąc w kierunku drzwi. Nie miała czasu by się przeciwstawić i posłusznie dała się zaprowadzić do wyjścia. Drugą ręką zwinęła tylko jeszcze niewielką karteczkę, która leżała pośród innych na czarnym biurku. Doprowadził ją do pokoju, popychając nogą drzwi. Gdy byli już w środku zwolnił uścisk, a ona automatycznie wyfrunęła od niego niczym skowronek z klatki; zatoczyła się po pokoju i opadła uśmiechnięta na łóżko, głośno przy tym wzdychając. Stał chwilę przyglądając się jej. Po chwili dźwignęła się lekko na łokciach - CzeMu Ty marnujESz sObie tAk życieE? – zapytała z nienacka całkiem błahym i zabawnym głosikiem Chociaż pytanie było jak najbardziej poważne, alkohol sprawił, że wypowiedziała je nie oddając powagi nawet w najmniejszym procencie. Patrzył na nią. Miała niewyraźny i śmieszny wyraz twarzy. Obrócił się po chwili energicznie na pięcie, a jego kudłatą burzę włosów lekko zarzuciło. Ona sama tylko rzuciła głowę z powrotem na łóżko wpatrując się z uśmiechem w wirujący sufit. On po chwili siedział już w swoim pokoju…
Słońce wpadające przez okno, drażniło się z jej powiekami, zaczepiając je dopóki nie zaczęły drgać i otwierać się. Była godzina przed dziewiątą. Przetarła oczy, czując, że coś jest nie tak. Złapała odruchowo za głowę pocierając dłonią o rozczochrane włosy. Wiedziała już, że ma kaca. Dźwignęła się niezdarnie, sapiąc przy tym. Powoli przypominały się jej szczegóły z poprzedniego dnia - głośne rozmowy w pubach i spore ilości wypitych drinków. Nawet nie miałam siły się rozebrać – pomyślała patrząc na beżowe spodnie i wiśniową bluzkę, w której przespała całą noc. Ogarnęła jeszcze przysypiającym wzrokiem pokój. Dostrzegła swojego beżowego pantofla na środku. Jeszcze raz przetarła oczy i głośno oddychając przewinęła nogi za łóżko. Wstała z wysiłkiem, czując nasilający się ból w czaszce, i po chwili ruszyła niedbale w stronę wyjścia. Zgarnęła po drodze buta łapiąc za szpilkę. Stojąc za drzwiami zauważyła, na drugim końcu przedpokoju drugi pantofel, a obok niego płaszcz leżący na przejściu do kuchni. Uniosła lekko brwi w geście zdziwienia. Pierwszy raz tak się upiła jak wczoraj.. Powiesiła palto na swoje miejsce i odstawiła buty na szafeczkę. Powolnym ruchem przeszła do kuchni. Z mocnym szarpnięciem, otworzyła lodówkę szukając czegokolwiek do wypicia. Wyjęła po chwili butelkę mineralnej i opierając się plecami o lodówkę zaczęła połykać łapczywie. O tak. Teraz tylko tego było jej trzeba. Wargi nawilżyły się, a ona sama poczuła przyjemny chłód w przełyku. Jej wzrok spoczywał teraz na zamkniętych drzwiach do jego pokoju. Piła tak przyglądając się chwilę i zastanawiając, czy słyszał jak wróciła. Nagle dotarły do niej wszystkie wydarzenia. Zachłysnęła się wodą, która pociekła jej leciutko po brodzie. O cholera ! – wyrzuciła nagle, przykładając odrazu dłoń do buzi. Stała chwilę przypominając sobie jaką idiotkę z siebie robiła i jak wparowała do jego pokoju. Jej twarz nabierała powagi. Nie chciała dopuścić do siebie myśli, że to wszystko naprawdę wczoraj się wydarzyło. Wyglądała jakby za chwilę miała się rozpłakać, była zrozpaczona. Co ona teraz mu powie? Czuła się okropnie. Ruszyła energicznie w stronę jego drzwi. Po chwili jednak tak samo energicznie zatrzymała się. Wróciła do kuchni. Za chwilę wyszła z niej przechodząc szybko do swojego pokoju. Nie mogła uwierzyć, że to wszystko wczoraj zdarzyło się naprawdę. - Ale ze mnie idiotka, ale ze mnie idiotka – powtarzała zrozpaczona chodząc po pokoju w tę i we w tę. Była zdruzgotana Chciała mu pomóc, chciała go zrozumieć, a teraz wszystko zaprzepaszczone. Nazdała mu od zboczeńców i nie uszanowała jego prywatności. Usiadła zrozpaczona na łóżku. Czemu to musiało się wydarzyć?- pytała samą siebie wkładając dłonie we włosy. Miała ochotę siedzieć cały dzień w swoim pokoju, czekając, aż zapuka do niej i każe się jej wynosić. Czuła się okropnie. Zawiodła na całej linii. Teraz już nigdy nie dotrze do tego człowieka. Ostatecznie po kilkunastu długich minutach wyszła cichutko do łazienki. Prysznic trwał długo, odwlekała jak tylko mogła chwilę, gdy go zobaczy. A może nie spotkam go dzisiaj wcale?, może postanowi wszystko przemilczeć? Może on tak by zrobił, ale ona musi postarać się wyjaśnić i przeprosić. - Długo jeszcze?? Dotarło do niej nagle gdzieś z oddali poprzez szum wody. Coś w niej drgnęło. Przestraszyła się jak dziecko czekające na gniew i skarcenie ze strony rodziców. Bała się go zobaczyć. Ostatecznie zmniejszyła ciśnienie z jakim wylatywała woda ze słuchawki prysznica. - Nie, zaraz wyjdę – powiedziała posłusznie i strachliwie, opierając dłoń o zaparowaną szybę. Skarciła się w myślach za to, że zabrzmiała tak nienaturalnie i pokorniutko. Wyszła zawinięta w swój ogromny ręcznik. Przez pierwszą chwilę nie dostrzegła go. Po chwili jednak zobaczyła jak wstaje ze starej kanapy w dużym pokoju. Cofnęła się dwa małe kroczki w głąb przedpokoju, trzymając jedną rękę na piersi, podtrzymując tym samym biały ręcznik. Jej gęste kasztanowe włosy, opadały teraz ciężko pozlepiane i porozdzielane w kilkadziesiąt długich strąków, zagnieżdżając się mnogo na barkach i szyi. Nie zdawała sobie nawet sprawy jak bardzo pociągająco wygląda w tym momencie. Wpatrywała się w niego strwożonym wzrokiem. Uchylił drzwi od łazienki, obracając się przy tym w jej stronę. - Dobiega koniec miesiąca – rzucił – pieniądze połóż na szafce przy drzwiach wejściowych – poinformował spokojnie , po czym wszedł na próg łazienki, zastanawiając się jakby chwilę czy chce coś jeszcze dodać. - Nie obchodzi mnie co robisz w ciągu dnia, po prostu postaraj się szanować moją prywatność – dodał zupełnie obojętnym tonem zamykając się w łazience. Stała jak wryta. Myślała, że zaraz się rozpłacze. Brzmiał tak obco… bardziej niż zwykle… - Przepraszam!! – wydusiła tylko szybko z siebie, prawie z płaczem w głosie. Stała chwilę trzymając ręcznik. Nie wiedziała co ma jeszcze powiedzieć. Czuła się okropnie. Zawiodła na całej linii. Teraz już nigdy nie dotrze do tego człowieka. Smutek i rozpacz powoli szkliły jej oczy.
Minęło kilka dni podczas, których nie rozmawiali wcale i praktycznie się nie widzieli. Ona chodziła do szkoły, on siedział w swoim pokoju. Powoli zaczynała ją denerwować ta ciągła cisza i spokój. Codzienny nastrój w mieszkaniu zaczynał wprawiać ją tylko w przygnębienie. Z jego pokoju nigdy nie słyszała, żadnych dźwięków. Zero muzyki czy też odgłosów telewizora. Nie pamiętała dużo z wyglądu jego celi. Pamięta, że było czarno i panował duży bałagan. Gdy przebywała w dużym pokoju, puszczała cichutko telewizję. Sama nie wie tak naprawę dlaczego to robiła. Kolejne dni mijały, a ona nie miała pojęcia jak sprawić, by ten człowiek otworzył się trochę przed nią. Po tym co zrobiła kilkanaście dni temu, czuła, że nigdy jej się to nie uda. Jednego była pewna. Coraz częściej o nim myślała, i coraz częściej przekonywała się ze musi bardzo cierpieć. Współczucie do niego czasami stawało się wręcz ogromne i rozpaczliwe. Nie mogła tak żyć, musiała sobie z nim poradzić. Gdyby tylko dowiedziała się czegoś o jego przeszłości. Jednego razu będąc w osiedlowym sklepie, przeszła jej przez głowę myśl by wypytać się sklepowej, czy czasem nie kojarzy go z wyglądu i nie wie czegoś na jego temat. Istniało jednak ryzyko, że może któregoś dnia się pojawić z rana w sklepie, a ekspedientka, opowie mu, o jakiejś dziewczynie wypytującej się o niego. Wtedy na pewno by sobie skojarzył tą dziewczynę z nią.
Suszyła właśnie włosy, gdy do jej uszu dobiegły jakieś odgłosy. Wyłączyła suszarkę i zaczęła nasłuchiwać spokojnie. Po chwili skojarzyła, że ktoś puka we frontowe drzwi. Stukot rozbrzmiał ostatni raz i cisza. To nie mogło być do niej. Tylko raz były u niej koleżanki, a o tak później godzinie nie pchały by się z drugiego końca miasta by ją nagle zobaczyć – pomyślała. Nagle coś w niej drgnęło. Wyskoczyła energicznie z łazienki w samym ręczniku. Dopadła szybko klamki. Otwierając drzwi wyskoczyła na środek klatki, przytrzymując by gruby bawełniany ręcznik nie zsunął się z niej na ziemię. Usłyszała kogoś poniżej na piętrze. Wychyliła się szybko poza barierkę. - Ej! – jesteś tam!!??? Ktoś zatrzymał się. Mężczyzna począł cofać się do tyłu na schodach do momentu, gdy zobaczył wychylająca się piękną szatynkę w samym ręczniku. Widok od razu mu zaimponował. - Ja jestem – powiedział oceniając ją wzrokiem od góry do dołu. - To ty przed chwilą pukałeś do nas?? – zapytała przejęta - Do was?? – spytał zdziwiony - To znaczy do Sebastiana – poprawiła się szybko Mężczyzna wszedł wyżej stając prawie tuż obok niej. Cofnęła się troszkę do tyłu. - Kim jesteś?? – zapytał - Mieszkam z Sebastianem – zaczęła – wynajmuje u niego pokój Mężczyzna zdziwił się na te słowa. Zmarszczył czoło, podrapał się po brodzie i jeszcze raz ocenił wzrokiem dziewczynę. Miał na sobie czarne materiałowe spodnie z kieszeniami po bokach, i zgniłozieloną kurtkę, przypominającą krojem troszkę mundur wojskowy. - Mówisz, że Sebastian wynajął ci pokój – powiedział jakby głośno myśląc - Tak – potwierdziła dziewczyna. - A to ciekawe - Dlaczego?? – zapytała niemalże natychmiast. - Po prostu to do niego trochę nie podobne. Od ponad roku mieszka sam jak pustelnik, i do tego jeszcze fakt, że jesteś dziewczyną – urwał nagle - Pewnie śpi już o tej porze, zawsze kładł się z reguły koło 23 –dodał ni stąd ni zowąd. - Opowiedz mi o nim proszę – wyrzuciła nagle przejęta. - Wiem o nim tylko tyle, że nigdy nie wychodzi ze swojego pokoju, jest strasznie małomówny jakby nie miał żadnej ochoty do życia, a przyjął mnie bo potrzebował pieniędzy – mówiła. - Widać stare fundusze mu się kończą - odpowiedział ściszonym głosem mężczyzna. - Powiedz mi proszę, dlaczego on taki jest? – co takiego wydarzyło się w jego przeszłości?? – musze się czegoś dowiedzieć – naciskała poważnym tonem, a jej oczy zrobiły sie nagle takie duże. Mężczyzna stanął bliżej niej. - Nie mogę Ci powiedzieć - jeżeli sama się nie dowiesz to trudno. On na pewno nie chciałby bym opowiadał Ci o jego przeszłości. - Proszę, muszę do niego jakoś dotrzeć, nie mogę już wytrzymać, gdy patrze jak się marnuje – nalegała zrozpaczona. Mężczyzna widząc jej przejęcie sprawą, nabrał większej powagi na twarzy. - Mogę ci powiedzieć, tylko tyle, że kiedyś był zupełnie innym człowiekiem. Rozgadany, miły, zawsze pomocny, z ogromnym poczuciem humoru. - Miał nawet dziewczynę, którą bardzo kochał – powiedział po chwili głośniej, przypominając sobie o tym fakcie. - Co się takiego stało, że zamienił się w kamień ? – proszę powiedz mi chce mu pomóc. - Raz na jakiś czas odwiedzam go, by sprawdzić jak się trzyma i czy jeszcze w ogóle żyje- odparł mężczyzna, unikając odpowiedzi na jej pytanie. - Nigdy nie chce ode mnie pieniędzy – dodał szybko - Nigdy nie chce nic ode mnie... Świadomie marnuje sobie życie. - Wiem właśnie zauważyłam ale dlaczego??- na ostatnie słowo położyła duży i rozpaczliwy nacisk. Musiała za wszelką cenę dowiedzieć się czegoś. - Nie może pogodzić się z przeszłością –zaczął – minęło prawie półtora roku, i on nie widzi już sensu. - Nie mogę Ci nic więcej powiedzieć. Nie chcę żebyś jeszcze ty przypominała mu o tym wszystkim. To nic nie da. Dziewczyna spojrzała tylko na niego jeszcze wymowniej, nakłaniając go zrozpaczoną miną by choć trochę jej pomógł. - Chcesz to próbuj do niego dotrzeć, jednak sama widzisz, że to nie będzie łatwe. On nie rozmawia już z ludźmi, nie egzystuje w społeczeństwie. Gdyby miał więcej odwagi pewnie zabiłby się któregoś dnia – mówił poważnym tonem. Ich przejęte spojrzenia spotkały się - Ide już. Nie musisz mówić mu, że byłem. Jego to i tak nie obchodzi – dodał i obrócił się w kierunku schodów. Po chwili już go nie było. Ona sama stała i wsłuchiwała się jak zbiega po kolejnych piętrach. Po dłuższej chwili dotarło do niej zimno wdzierające się na nagie stopy. Weszła pośpiesznie do mieszkania. Zasnęła o dziwo szybko, przebudzając się dosyć wcześnie. Pierwszą rzeczą o jakiej pomyślała była rzecz związana z nim. Dowiedziała się, że chodzi spać po 23, i że półtora roku temu był
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Boro
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…